Żabojad
Na drewnianym mostku leżały zwłoki żaby całkiem rozpłaszczonej. Nic nadzwyczajnego. Pies przechodził ze mną ze dwa razy na tyle blisko, że mógł wciągnąć nosem niczym odkurzacz jak zwykle prawie wszytko co leży. Moje “nie wolno” zadziałało, ale nie w dzień “głupawki wiosennej” . Dzisiaj wracając ze spaceru pobiegła przodem i już żadne “nie wolno”, “wypluj” nie poskutkowało. Porzuła tę żabią podeszwę i połknęła. Później jeszcze krążyła wokół mojego kawałka rzeczki. Krążyla, krążyła, nachylała się aż w kocńu przekonała się, że głębiej jest niż w kałuży. Wygramoliła się z moją pomocą, robiąc dobrą minę do złej gry – prawie jakby chciała zaśpiewać za kibolami “nic się nie stało, chłopaki, niec się nie stało”. W efekcie zaliczyła jeszcze swoją pierwszą kąpiel w wannie.
Siedząc nad tą/taką/inną rzeczką, naprawdę można poczuć wiosnę. Ptaków takie chmary, że hej. Pięknisie z pomarańczowymi brzuszkami [nie wiem jakie to] a i szpaków dużo, nawet dzięcioły nie stukają w drzewa tymczasem tylko krążą-ptasie radio słychać na cały regulator.
Aha, a pies moj, na razie z radości wita się z ludźmi skacząc np. na plecy. Aż strach pomyśleć jak będzie skakać nie z radości i jak dorośnie szczeniak… szakal jeden…
łapy długie jak u kangura a poduszki wielkie jak u niedźwiedzia.


