W lokalu wyborczym…
…gigantyczne kolejki, podniosły nastrój, piękne widoki. Nieomylny to znak, że Polska wybiera PIERWSZEGO!
Tagi: prezydent, wybory …gigantyczne kolejki, podniosły nastrój, piękne widoki. Nieomylny to znak, że Polska wybiera PIERWSZEGO!
Tagi: prezydent, wybory Mam tylko jedną obawę. w 2007 roku do momentu wyjścia z zakrętu na ostatnią prostą – PiS deklasowal PO. Nawet debilowaci platformersi nie wierzyli w wygraną Donka. Debatka, zabierz babci dowód, zmień ten kraj i cholera wie co jeszcze zmieniły diametralnie wynik wyborów.
Tak więc żeby tak bryliant było do samego końca a nie do połowy kampanii. Jakubiakowa już wdała się w pyskówkę z Nitrasem a Kluzik-Rostkowska tłumaczyła się przed Żakowskim z wiersza. Łykają haczyk z trucizną.
Tagi: Jarosław Kaczyński, prezydentKomorra jest w trudnej i niezręcznej sytuacji. Słyszę (i czytam) to na okrągło. W merdiach, od dziennikarzyn, od “politologów” i “medioznawców”, wreszcie od polityków (ostatnio wczoraj, czyli w środę mówił o tym w “Trójce” niejaki poseł Olszewski, ale nie TEN Olszewski, tylko jakiś młody, wykształcony z wielkiego miasta, z PełO).
Na czym polega ten problem i trudna sytuacja Komorry? Ano na tym, że będąc kandydatem na prezydenta został… prezydentem… konkretnie P.O. prezydenta, na czas circa about 2 miesięcy. Widzicie tu jakiś dysonans? Jakąś niejasność? Jakiś, po prostu, kretynizm? Otóż niezupełnie, kiedy wiemy jak rozumuje i jak działa PełO. Oraz, nie byłbym sobą gdybym tego nie dodał, jak działa dupokracja. PełO jest uosobieniem dupokracji, jej modelowym wręcz przykładem i tworem. Dlatego ta zbieżność nie powinna w ogóle dziwić.
Zobaczmy jaki ten dupokartyczny matrix jest piękny… Komorra – czołowy kandydat PO na prezydenta, ten “terminator”, który miał zdeklasować Kaczyńskiego i wygrać w cuglach, dostaje na raptem pół roku przed terminem, w którym się miały te wybory odbyć, szansę i tym prezydentem zostaje. Z dnia na dzień. I on ma… PROBLEM! Kurwa ma problem bo został tym kim chciał być, tyle że nieco wcześniej…
OCZYWIŚCIE, ŻE MA PROBLEM. Bo żyjemy w POJEBANYM SYSTEMIE, zwanym DEMOKRACJĄ. Systemie, w którym przez 2 miesiące możesz niechcący, albo chcący zrobić coś za co lud cię pokocha albo znienawidzi. Wzorowi dupokraci z PełO doskonale to wiedzą, dlatego od jakichś 2 lat wolą kompletnie nic nie robić, tylko “ładnie wyglądać, leżeć i pachnieć”. Dlatego “biedna” Komorra MA PROBLEM! Za pół roku byłby wybrany na 5 lat i chuj… potem się najwyżej pomyśli… albo nadmucha kolejny balon… kto by się tam w dupokracji zamartwiał czymś co będzie za 5 lat… A tu klops… 2 miesiące to mało czasu, ale działać trzeba, lud czeka i patrzy… tak mało czasu a tak wiele można spierdolić…
Tagi: komorra, peło, prezydentNiby nic nowego, ale warto to dokumentować.
Słucham? Proszę? My rozpętaliśmy czy czerwone glisty z okołoczerskiej?
Komentarz Marka Króla:
“„Sen Wyspiańskiego o Polsce wolnej, żal do współczesnej, ból, sarkazm, ten porachunek poetycki z własnym pokoleniem Wajda przetłumaczył na język filmu, a raczej na wrzask i bełkot. Inteligencję tych czasów przedstawił nam jako bandę niezdolnych do czynu kabotynów, którym w pijackim zamęcie coś tam we łbach się majaczyło. Kazał nam zapomnieć, że z tego środowiska, z tej ziemi, już za lat 30 wyszli pierwsi od lat polscy żołnierze”. W czasach, z których pochodzi ten cytat, nie należało przypominać, że żołnierze ci to legiony Piłsudskiego. Nie napisał tych słów jakiś wyznawca kaczyzmu czy ideolog PiS. To fragment felietonu z początku lat 70. Antoniego Słonimskiego.
Nikt tak konsekwentnie nie zwalczał w tamtych czasach popieranego przez partię i rząd zjawiska wajdalizmu jak twórca tego zapomnianego określenia - Antoni Słonimski. Co było istotą wajdalizmu, wyjaśnia następny cytat z felietonu Słonimskiego. „Niechęć swoją do romantycznych kart naszej historii wyraził już Wajda w »Popiołach« Żeromskiego. Już nam pokazał, że napoleonidzi, którzy nieśli do Polski sztandary wolności i hasła rewolucji francuskiej, to były żałosne łachudry, kondotierzy spraw przegranych, niepochowane trupy ziemi jałowej”. Mijały lata i wydawać by się mogło, że wajdalizm rósł w siłę. Wizja Polski jako brzydkiej panny na arenie międzynarodowej, niezbyt lubianego członka rodziny europejskiej, zdominowała, wydawało się, serca i umysły Polaków. Katastrofa, w której zginął prezydent Lech Kaczyński i znacząca część elit przeciwstawiająca się takiej wizji Polski zdegradowanej, ich tragiczna śmierć, mogła ostatecznie pogrzebać ducha Wernyhory. Ku zaskoczeniu salonu i jego autorytetów tysiące, a może setki tysięcy Polaków w ostatnim tygodniu noc i dzień składało hołd prezydentowi i jego żonie Marii, pierwszej parze najjaśniejszej Rzeczypospolitej.
Mimo że wcześniej sam Donald Tusk zdegradował prezydenturę do żyrandola i czerwonego dywanu, powtarzając, że prezydent nie jest mu do niczego potrzebny, mimo nieustannego poniżania prezydenta przez Komorowskiego, Niesiołowskiego i Palikota, mimo tego wszystkiego Lech Kaczyński doczekał się wdzięczności i szacunku Polaków. Był z nich dumny i jako pierwszy obywatel kochał, szanował i wierzył w wielkość swoich rodaków. I dlatego, choć poniżany i niedoceniany za życia, po tragicznej śmierci stał się wielkim symbolem dumnej Polski. A symbole w Polsce są bardzo niebezpieczne, bo mogą zniszczyć wieloletni dorobek postępowych polskich Europejczyków, ukrywających brzydką pannę w kątach salonów Brukseli, Paryża czy Berlina.
Nie dość, że wbrew zaleceniom Polacy zaczęli się narodowo bałamucić, to jeszcze ten pochówek pary prezydenckiej na Wawelu. To był kolejny policzek dla postępowego salonu i zagrożenie, że prawicowo-romantyczna hydra, demony, jak je nazwał Kazimierz Kutz, urosną w siłę. Bezideowe palikmioty nie mogły na coś takiego pozwolić. Redaktor Adam chwycił zdenerwowany za telefon i zadzwonił do Andrzeja do Krakowa. „A… a… Aaandrzej naa… na… napisz list. Zde… zde… zdewaweluj Kaczora. Ty ma… ma… masz sukces z ty… tym »Katyniem«, to… tobie wolno. A my w… w… w »Gazecie« cię po… po… poprzemy”. Trudno odmówić racjonalności działaniu redaktora, który pokochał jak nikt inny organizacyjną funkcję prasy. Niestety, poparcie było niewielkie, bo Polacy nie dorośli do poziomu wajdalizmu historii.
Niezależnie od opinii i ocen prezydenta Kaczyńskiego, Polacy pożegnali swojego prezydenta, podkreślam: swojego prezydenta, po królewsku. Jestem z tego dumny, bo moi rodacy jeszcze raz potwierdzili to, o czym w „Weselu” tak dobitnie pisał Stanisław Wyspiański: „Ptok ptokowi nie jednaki./ Człek człekowi nie dorówna,/ dusa dusy zajrzy w oczy,/ nie polezie orzeł w gówna”. A dzisiaj już wiemy: nie polezie orzeł w GWna, drodzy redaktorzy.”
Tagi: blogmichnik, gazeta wyborcza, Gw, kutz, marek król, michnix, pochówek, prezydent, tu154, WawelPrezydent Polski spoczął na Wawelu. Skończyła się żałoba narodowa, ta oficjalna. I choć w naszych sercach długo jeszcze zabliźniać się będzie bolesna rana, z podniesionym czołem musimy patrzeć w przyszłość, która – śledząc niedzielną uroczystość pogrzebową – nie wygląda jak prosta droga ku świetlanej przyszłości. Nie łudźmy się. Głaskanie po głowie dobiegnie za chwilę końca.
Rysują mi się dwie ewentualności tragicznego wydarzenia sprzed tygodnia. Pierwsza jest szlachetna i pedagogiczna. Opatrzność widząc swego Prawego Syna poniżanego i upadlanego przy każdej okazji, u kresu jego urzędowania postanowiła przywrócić mu należną cześć i stosownie go wywyższyć. STOSOWNIE GO WYWYŻSZYĆ! Kto za dwadzieścia, pięćdziesiąt czy sto lat pamiętał będzie teksty redaktora Żakowskiego czy programy Moniki Olejnik? Któż przypomni sobie o pośle Palikocie? Każdy natomiast, odwiedzając Wzgórze Wawelskie, znał będzie Lecha Kaczyńskiego, naszego Prezydenta. Naszego! To nie był ich prezydent i nie ma co udawać, że przerzucone zostaną jakieś mosty porozumienia. Nawiązując do wpisu pe, zwróciłem się do kilku osób, do platformersów, o słowo przepraszam. Odpowiedzi nie da się przytoczyć. Po prostu nie da się tego upublicznić!
Druga hipoteza jest mniej szlachetna. Być może w Pradze, przy okazji podpisywania nowej umowy rozbrojeniowej między USA i Rosją, doszło do doprecyzowania czegoś więcej niż ilości głowic jądrowych przeznaczonych do kasacji. Swoją drogą, Barack Obama albo jest wizjonerem i przewyższa kunsztem politycznym Makiawela albo jest naiwny jak pięcioletnie dziecko. Rosjanie skasują część arsenału który i tak nadawał się na złom uzyskując dobrowolne osłabienie siły uderzeniowej USA i znacznie poprawiając swój wizerunek. Jak pompowały program atomowy Iranu tak pompować będą dalej a Europie w najlepsze wciskać będą obrazek otwartej i przyjaznej Rosji, która rozlicza się ze swoją przeszłością, taką jak Katyń. No, może nie tak do końca bo w sądzie niedawno po staremu wyparli się wszystkiego lecz myślę, że studentki socjologii na francuskich uczelniach nie będą aż tak wybrzydzać. Otrzymując zielone światło od naiwnego Baracka, Władymir 7go ustawił pionki na szachownicy a 10go chirurgicznym pociągnięciem zlikwidował rozbieżności polskiej polityki. Nie będzie już dwu polityk, będzie jedna właściwa polityka zagraniczna i wewnętrzna Polski.
W tym złowieszczym przekonaniu utwierdziła mnie uroczystość pogrzebowa i przybyli na nią goście. Nie oszukujmy się, POLSKA JEST SAMA! Jest sama jak palec, nie przybył nikt znaczący z Zachodu, nie przybył prezydent USA, nie dotarła delegacja Wielkiej Brytanii, Francji, Niemiec, Włoch. Nie dotarł nawet sekretarz generalny NATO. Nie dotarł kard. Sodano. Chmura uniemożliwiła? Nie kochani, ona była wymówką! Przybył za to Prezydent Rosji. Przybył na stare włości, utracone tylko chwilowo. Usiadł dumnie w katedrze, żegnając ostatnią znaczącą przeszkodę polityki Rosji w Europie Wschodniej.
Jednak nie ma nic pewnego na tym świecie. Przed nami dubeltowe wybory, prezydenta i parlamentu. MUSIMY JE WYGRAĆ!! Polska musi zwycieżyć! Przecież jeśli powyższe jest prawdziwe, jeśli rzeczywiście to nie Opatrzność wezwała Lecha Kaczyńskiego na miejsce wiecznego spoczynku, to znaczy że ważą się właśnie nasze losy! Waży się nasze prawo do egzystencji!!! Tak właśnie, nie ma w tym żadnej przesady! Idylla się skończyła, “jesteśmy w NATO, jesteśmy w Unii Europejskiej” nic już nie znaczy. JESTEŚMY SAMI w obliczu odradzającego się zła!
Jarosław Kaczyński. Jedyny realny kandydat. Póki nie zabierze głosu możeby bawić się w domysły czy a jeśli nie on to któż inny. Ale czy możliwy jest ktoś inny? Ktoś, kto nie będzie tylko marnym plasterkiem na broczącą ranę?! Czy możecie wskazać polityka lepszego od niego, skuteczniejszego, sprytniejszego, który ma więcej pary, który mógłby wygrać? Ja takiego nie widzę. Cóż nieludzkiego jest w przekonaniu o tej potrzebie!? Czy to jest jakaś prywatna zachcianka? Czy sprzeniewierzyłby się bratu, czy byłoby to niestosowne? Czy Polska jest niestosowna!?
Czy Jarosław Kaczyński będzie kandydował? Wierzę w to. Jest przecież mężem stanu a Polska nie jest w dobrych rękach! Stracił brata i szwagierkę, najbliższych współpracowników. To prawda. Bądźmy pewni, że będzie to jeden z koronnych argumentów. Niezrównoważony po stracie najbliższych nie może pełnić tak odpowiedzialnej funkcji, wymagającej rozwagi, spokoju i dialogu. Lecz czy i my ich nie straciliśmy? Czy nie straciliśmy prezydenta? Kogo jeszcze mielibyśmy stracić? Czy mamy również utracić nadzieję?!
Wygrać te wybory! Wybrać Polskę!! Sz0k napisał kilka dni temu, że dzieje się na naszych oczach historia. To prawda. Wolałbym, inni zapewne również, żeby ona się nie działa ale ta wola niczego nie zmieni. Dopiero wybory prezydenta a potem sejmu będą chwilą, w której będziemy mogli zniweczyć rozpisany dla nas piekielny scenariusz [oby był on tylko moją imaginacją, obym bredził]. Nie wolno nam wątpić! Będą nam mówić, że bracia bliźniacy nie mogą być po sobie prezydentami, że po takiej stracie Jarosław Kaczyński nie udźwignie ciężaru, będą nas straszyć że dążyć będzie do zemsty do odegrania się, że będzie złym prezydentem.
NIE BĘDZIEMY SUCHAĆ TYCH KŁAMSTW! Naszym najbliższym, znajomym doradzimy to samo: by nie dawali wiary kłastwu! Czyż nie mamy najświeższego przykładu – Lecha Kaczyńskiego? Mało o tym napisaliśmy? W tydzień z niedorajdy i safanduły stał się tytanem, ojcem narodu. Takiej wolty spodziewać się można było u Orwella, co zauważa red.Piana. Ale nie tylko! W polskich mediach to również jest możliwe. Czy ludzie mają aż tak krótką pamięć? Czy ich sumienia w memencie wyboru wyhylą się w drugą stronę i będą odreagowywać dzisiejszy krzyk prawdy?!
Jarosław Kaczyński może śmiało wygrać te wybory. Karta może się odmienić. Gołym okiem widać, że nie chodzi już o żadną wojenkę PiS-PO. Że chodzi o rzeczy zasadnicze, o nasze prawo do bycia! Byśmy w końcu przestali w głębi duszy zastanawiać się, ile pozostało czasu!
Jarosław Kaczyński wygra te wybory, gorąco w to wierzę!
Tagi: Jarosław Kaczyński, polska, prezydentWybory dopiero jesienią, śniegu za oknami całe mnóstwo, ale serca już gorące, do walki same się rwą. Pytam się tylko – po co?
Dla obudzonych ze snu zimowego przypominam, iż od pierwszego grudnia obowiązuje Traktat Lizboński, co w praktyce zmienił III RP w Polską Socjalistyczną Republikę Europejską ze wszelakimi tego konsekwencjami. Przypominam, iż idol „lemingów”, czyli nasz wiecznie uśmiechnięty Ryży Donek (znany tez jako „Słońce Peru”) w przypływie szczerości przyznał, iż tego traktatu nie czytał. Wdzięczna ludność polskojęzyczna westchnęła z zachwytu – „nasz chłop, nam też tego by się nie chciało czytać”.
Sprawa jest prosta – decyduje Bruksela (w praktyce Niemcy jako główny sponsor), a wy możecie zająć się co najwyżej zmiataniem/odśnieżaniem chodników. Zastanówmy się, co by było gdyby świeży, niedawno wybrany prezydent zechciał zrobić coś, co by godziło w „interesy europejskie”. Niech no który prezio fiknie i zablokuje… tfu, spróbuje zablokować najmniejszą unijną dyrektywę, to już go urządzą jak załatwiono „Słońce Karpat”, co to nie chciał poczuć „wiatru zmian” o którym śpiewali podtatusiali rockmani z zespołu Scorpions. (Dla młodych, wykształconych, z dużych miast przypominam, iż został on zamordowany sądownie na polecenie własnych kumpli). Ceausescu, co by jednak o nim nie mówić, potrafił się przeciwstawić Sowietom. No, który z dzisiejszych mężyków stanu choćby zabierze głos zanim nie dostanie sms-a z wykładnią mądrości etapu?
Tyle wstępu, teraz moja opinia o dwóch kandydatach na kandydata. Otóż, przewodnia siła narodu, to jest Polska Zjednoczona Platforma Obywatelska tuż przed wyborami sama strzela sobie w stopę wystawiając dwie marionetki – Komorowskiego i Sikorskiego.
Pokazywali niedawno żonę Komorowskiego. Zanim napiszę dalej, muszę się wytłumaczyć. Wiem, że to niezbyt elegancko mówić o czyimś wyglądzie (sam ideałem męskiej urody nie jestem), ale skoro poseł-błazen Palikot może, a różnej maści mendy uważające się za „inteligentów” i „elitę” cmokają z zachwytu, to czemu ja nie mogę czegoś w tym stylu napisać? Kto dziś jeszcze pamięta uwagi o urodzie Anny Fotygi w „mainstreamowych” mediach? Wytłumaczyłem się, więc jedźmy dalej. Otóż, żona marszałka Komorowskiego, wygląda jak nie przymierzając wieloryb, co to go Polsat wypatrzył na Bałtyku podczas sezonu ogórkowego AD 2007. Czy teraz wszelkie Gale i Vivy, co cmokały nad „Bezą” Kwaśniewską, zlustrują urodę, elegancję i obycie na salonach kandydatki na nowy wzorzec Matyki Polki?
Sam zaś Komorowski w swojej długoletniej karierze zapisał jednym, jedynym sukcesem, a mianowicie wierszem, dzięki któremu przeszedł do panteonu wieszczy III RP zaraz obok Jacka Łągwy (autor tekstów piosenek grupy Ich Troje). Brzmi on tak: „Lech Wałęsa zuch, starczy na tych dwóch”. Innych jego osiągnięć nie pamiętają nawet najstarsi Kaszubi. Przyznaję się, że choć sam potrafię pisać wierszem, to do pięt nie dorastam talentowi i pracowitości marszałka Komorowskiego i muszę nisko pochylić swoje czoło.
Co się tyczy Sikorskiego, to co prawda on z tych już nie młodych, ale za to wykształconych i z dużych miast. Ponoć są na niego haki. Być może, ale na kogo nie ma? Mnie interesuje inna rzecz – czy miał bliższe kontakty z wywiadem brytyjskim? Jeśli miał, to ten fakt na dzień dobry dyskwalifikuje go jako polityka niezależnego. Niby to oczywiste, ale z drugiej strony tylu już było agentów (TW) rządzących nad Wisłą… Stanisław August Poniatowski, Józef Piłsudski, Bolesław Bierut, Wojciech Jaruzelski, Lech Wałęsa, Aleksander Kwaśniewski. Jeszcze jeden delikwent w tym gronie spokojnie się zmieści.
Zagadką może też być jego żona. Mieliśmy już w historii władców z importu (lepszych i gorszych). Żony królów także bywały cudzoziemkami. Jak one wpływały na bieg historii, to temat na szersze opracowanie. Na pewno jednak miały. Czy zatem Ann Applebaum nie będzie szyją i kręcić głową męża, jak przystało na prawdziwą żonę? Słynna przecież jest jej obrona znanego pedofila-celebryty Polańskiego/Lieblinga (przedstawię ją w skrócie – „jeśli siedziałeś w getcie jako dziecko i zabito ci żonę, to możesz teraz bezkarnie posuwać w dupę nieletnie”). Czy to ze względu na znajomość czy też wspólne „korzenie”? Cholera go wie. I to jest druga duża zagadka przy kandydaturze „Radka” Sikorskiego. Tak jeszcze w temacie, to czemu on się nie przedstawia jako „Radzio”? Wówczas byłby bardziej trendi-dżezi-kul i pasowałoby do jego poziomu. O słynnych znajomościach Sikorskiego i obyciu na zachodnich salonach przez delikatność nie wspominam, bo można je skwitować jednym stwierdzeniem – śmiechu warte.
Być może jednak w tym szaleństwie jest metoda? Desygnując dwie miernoty na reprezentacyjne stanowisko zapewne oczekuje się, iż w przypadku przełomowych wydarzeń na pewno skorzystają z okazji i będą siedzieć cicho.
Tagi: Komorowski, prezydent, Sikorski, Wybory 2010Dziś w samo południe, czyli dokładnie o godzinie jedenastej, pół-gołąb zatoczył pół-okrąg nad Pułtuskiem. Tym swoim bohaterskim czynem uczcić zapragnął bohaterską decyzję jaśnie pana premiera Polskiej Socjalistycznej Republiki Europejskiej. Cały świat zastygł w bezruchu, światowe giełdy wstrzymały oddech, talibowie zaprzestali ataków na ludowo-wyzwoleńcze wojska NATO, a niejedna prządka w Łodzi zemdlała z wrażenia.
Opozycja coś bełkocze o strachu przed komisją hazardową. Czego się bać? Mając media w ręku i oddanych agitatorów można „tym biednym ludziom” (jak mawiał aŁtorytet Lis) wszystko wmówić. Tymczasem na Czerskiej jak zwykle bredzą jak potrzepani (jak mawia dzisiejsza młodzież), że to niby wicie, rozumiecie, Pan Premier działa samodzielnie i perspektywicznie i ma przed sobą cele dalsze niż cała reszta hołot… to znaczy oczywiście politycznej opozycji. Widać jednak, że agenci prowadzący dziś wyjątkowo kiepsko przygotowali wykładnię mądrości etapu, bo nawet dziecko wie, że owe wyjaśnienia nie są warte nawet bajtów zajętych na dysku.
Przeanalizujmy to… Że niby decyzja była „samodzielna” i „perspektywicznie”? No, przyznać się uczciwie – kto takowe decyzje Rudego kiedykolwiek spotkał? Z tego co na mieście mówią, to najbardziej perspektywiczną decyzją Donalda było kupno Polsatu Cyfrowego z abonamentem na rok. Co się tyczy zaś samodzielności, to ponoć samodzielnie ustala skład swojej drużyny piłkarskiej (bo rządu już nie).
Co to wszystko oznacza? Tylko tyle, że nic nie wiemy (my, jako lud pracujący miast i wsi). Ci, którzy coś więcej wiedzą nie pchają się przed mikrofony i słowem nie pisną. Po co ja to piszę? Żeby ostrzec wszystkich – przełączcie kanał telewizyjny/radiowy gdy tylko zaczną mówić cokolwiek o decyzji Tuska – będą to same bzdury.
Tagi: 2010, balczerowicz musi odejść, prezydent, taniec z gwiazdami, TuskMówi się, że Tusk ściągnął J.K.Bieleckiego po to, by mu oddać tekę Premiera, kiedy sam Donald wygra wybory Prezydenckie. Kluczowe jest to “wygra”, ale niekoniecznie jedyny to warunek i jedyny plan.
Przekonaliśmy się, że Tusk to “szczwany lis”. Z pewnością ma plan, ale jako nowoczesny zarządca z nowoczesnymi kadrami wie, że jeden plan to za mało.
Bo tak – co z tego, że Tusk wygra wybory i zostanie Prezydentem a Bielecki Premierem ?, jak długo będzie tym Premierem? Do następnych wyborów parlamentarnych, o ile PO się nie rozsypie. A rozsypać się może, kiedy Tusk będzie musiał puścić cugle PO [jako Prezydent na włościach]
System wiadomo mamy partyjny, Premierem zostaje ten, kto wygrywa wybory [znaczy jaka partia wygrywa wybory], ewentualnie koalicjant. Tak czy siak, najwięcej do powiedzenia ma partia wygrywająca.
Niebezpieczeństwo rozsypki PO, utarta kontroli nad partią, to dla Tuska emerytura polityczna ze stanowiskiem Prezydenta.
Może leniuszkowi Donkowi pasuje. Chociaż za mało ma dorobku, żeby odcinał kupony na wykładach w Uniwersytetach świata.
Moim zdaniem trwają gorączkowe prace, w celu zespojenia PO z Tuskiem, uzależnienia liderów PO od Tuska, nawet wtedy, gdyby przestał być szefem partii. Jeżeli się to nie uda, Tusk na Prezydenta nie wystartuje, poprze zato Bieleckiego na to stanowisko.
Prawda jaki wspaniały kandydat?
Należy dodać, że póki co podkreśla się, że Bielecki to fachowiec, bezpartyjny. Oczywiście, to wielka zaleta, ale Tuskowi potrzeby ktoś kto będzie Premierem i jednocześnie szefem Platformy. Przynajmniej dla szarych członków partii i dla wyborców.
ps. a tak w ogóle, to Tusk się pewnie do tego nigdy nie przyzna, ale pewnie żałuje, że nie ma brata bliźniaka. Albo nawet więcej braci bliźniaków. Nie wykręcali by mu numerów, jak koledzy tenorzy, czy wyhodowany na własnej piersi Schetyna z Chlebowskim.
Tagi: Bielecki, prezydent, TuskWspomniałam już, że Prezydenta Kaczyńśkiego własny rząd, Premier znowu chciał wpuścić w maliny z poparciem/nie poparciem Sikorskiego i Rasmussena. Wszystko po to, by gębę awanturnika przyprawić znowu Prezydentowi.
Posunęli się nawet do ujawnienia jakoby instrukcji stanowiska rządu dla Prezydenta. Instrukcja merytorycznie śmieszna, bo jeżli mowa o zasadach"gry ", to komu jak komu ale wypadałoby Prezydentowi powiedzieć CO KONKRETNIE chce się "ugrać", a nie podtykać suflerski tekst jak prasówko-sciągę dla własnych członków partii. Niepoważna jest rownież ze względów formalnych. Nie wspominam nawet o tym, że Prezydent twierdzi, że takiego dokumentu w ogóle nie widział, ale niby o drobnostce "literówce/cyfrówce" w dacie [data zgłoszenia Rasmussena zamiast 1.04 napisano 3.04] Niby drobiazg, ale w poważnym rządowym dokumencie nie do przyjęcia, co bowiem wtedy twierdzić o dacie nagłówkowej, adresacie podpisie i innych rzeczach?
Najgorsze w tym wszystkim chyba jest to, że rząd zamiast prowadzić politykę zagraniczną, używa spotkania międzynarodowe wyłącznie do tego aby dokopać Prezydentowi swojej ojczyzny. Całą swoją siłę wkłada w intrygę jak inaczej zapytać "kiedy przestał pan bić żonę"
I jeszcze taki Chlebowski rzuci, że Prezydenta należałoby postawić przed Trybunałem stanu za niewykonanie intrukcji rządu.
Dokladnie – gdyby Kaczyński przeciągał głosowanie nad Rasmussenem, upierał się, też Chlebowski twierdził by to samo – bo kto to widział, żeby sie upierać przy sprawach przesądzonych, psuć atmosferę pomiędzy Polską a Stanami, psuć cały szczyt.. itd. Wstyd na cały świat, NATO i Unię Europejską.
Z pewnością Instrukcja Rządu dla Chlebowskiego i pozostałych jest bardzo uniwersalna.
Tagi: Instrukcja Rządu, kaczyński, obama, prezydent, Rasmussentak, za drogi to urząd : karetka [erka] do dyspozycji, jacyś młodzi od Prezydenta lataja sobie specjalnymi samolotami [zamiast rejsowymi autobusami] do Gruzji niewiadomo po co, tworzyć strasznie drogi [astronomicznie] raport*, w ogóle Prezydent wciska się jak trzecie koło u wozu wszędzie, ot choćby planowana wizyta Sarkozego, to Tusk chce z nim pogadać w cztery oczy, a Kancelaria Prezydenta Kaczyńskiego złośliwie wysyła prezydencki program wizyty do kancelarii Sarkozego [na sześć oczu] – tak mówił dzisiaj Nowak, z kancelarii Premiera Slońca Kaszub w radio eremef [wywiad będzie na ich stronie, to będziecie mogli sami przeczytać] Nowak zaznaczył, że Kancelaria Prezydenta zamawia usługi ponadstandarowe. Myślę, że kancelaria Premiera, przy ewentualnej wizycie osób z kancelarii Prezydenta, zaproponuje kawę, ale za śmietankę i cukier wystawi rachunek.
No i co ważne, Gruzja to temat śmierdzacy i Tusk woli go nie ruszać.
Z mniej poważnych: raport o stanie zdrowia Premiera może być dostępny w każdej chwili – tak powiedział Nowak, ale dodał, że to po prostu śmieszne, bo każdy widzi, że Tusk zdrowy jak rydz jest.
* i ten raport [o Gruzji], zapakowanyw kopertę przez Fotygę trafił do kancelarii Premiera z dopiskiem “Dla Premiera Tuska” . To już szczyt bezczelności, żeby zawracać głowę Tuskowi, przekadzać mu w pracy i marnować tyle papieru, ile to lasu trzeba wyciąć…
Tagi: Premier, prezydent