Pasożyt o nazwie “Rzeczpospolita Polska”
Wielokrotnie już twierdziłem, że państwo polskie nie istnieje w rzeczywistości. Państwo jest organizmem, stworzonym po to, aby uporządkować życie, stanowić i egzekwować przestrzeganie prawa, a także bronić przed wrogami wewnętrznymi (policja, służby specjalne) i zewnętrznymi (wojsko). Tyle teoria. W praktyce żyjemy w matriksie – instytucja o nazwie “Rzeczpospolita Polska” to zwykły pasożyt, który nie zajmuje się opisanymi wyżej rzeczami. Sposób działania instytucji państwowych, stosunek państwa do obywateli jednoznacznie pokazuje nam raczej, iż sa to stosunki wrogie. Nie można tego nazwać w żadnym wypadku “państwem” – to zorganizowany aparat wyzysku i zniewolenia. Słynny zakaz wywieszania flagi biało-czerwonej poza dniami świątecznymi jest tylko delikatnym, ale wymownym obrazem.
Żyjemy w matriksie, gdzie wmawia nam się, że jest wszystko w jak najlepszym porządku. W ostatnim czasie uzyskaliśmy kolejny już dowód na potwierdzenie mojej teorii. O nim poniżej.
To, że od dwudziestu lat kolejni złodzieje, zwani dla niepoznaki “ministrami finansów” zadłużają nas i kolejne pokolenia, to wszyscy wiedzą. Przy nich to nawet nieboszczyk Edward Gierek był prawdziwym ascetą rodem ze średniowiecznych opowieści.
Obecnie naczelny złodziej RP, niejaki Vincent Rostowski, zarządził kolejny rabunek na swoich niewol… to znaczy oczywiście obywateli III RP. Powiedział to w sposób równie łatwy, niczym Makłowicz zapodaje kolejny przepis (pewnie niedługo zakazany, jak to w “liberalnym” społeczeństwie) na tłusty i smaczny posiłek. W końcu owce są po to, by je strzyc, a niewol… to znaczy oczywiście obywatele niewiele się od nich różnią – przecież ponoć wszystkie stworzenia są równe.
Najciekawsze oczywiście jest to, czego nie powiedział. Nie powiedział mianowicie jednej rzeczy – “w związku z problemami ograniczamy wielkość administracji, zmniejszamy ilość agencji i redukujemy etaty”. Tłumacząc to z polskiego na nasz: “kit z tym, że nie ma kasy – my i tak musimy dostać swoje – zabierzemy wam ostatnią koszule, ostatni kawałek chleba. Może tu być jak na Ukrainie w latach 30-tych, nas to gówno obchodzi.”
Media oczywiście ze zrozumieniem przyjęły argumentację naczelnego złodzieja III RP, nikt nie przypomniał mu o wcześniejszych słowach. Milcząca masa polskiej grupy etnicznej zapomniała o tym już po trzech minutach słuchając kolejny złoty przebój i przypominając sobie, że muszą popierać PO, bo inaczej wróci PiS i będzie “obciach na całą Europę”.
PS. Narodu polskiego oczywiście nie ma (jest tylko polskojęzyczna grupa etniczna) – ale o tym innym razem. Na razie uzyskałem potwierdzenie, że nie tylko ja tak myślę. W czerwcowej “Opcji na prawo” przypomniany jest cytat Czesława Blicharskiego, dowódcy Dywizjonu 300. Stwierdził on, że “Dziś nie ma czegoś takiego, jak polski naród, jest tylko materiał etnograficzny”. Smutne to, ale jakże prawdziwe…
Tagi: III RP, matriks, państwo, złodzieje