Siostro!
Proszę podać bazukę, granatnik, biały fosfor, iperyt, c4, napalm, pestycydy, herbicydy, pawulon, azotox, mucholol, bejzbol, maczetę, strychninę transporter opancerzony, pluton wzbogacony. Zrobimy tej Pani operację aka skrócimy jej męki.
I tej też:
"Hania Rzepińska, 35 lat, matka 1,5-rocznego Tymka, macocha całodobowa 18-letniej Mańci i okazyjna 11-letniej Lenki (mają inne matki)
Wracaliśmy busem z wakacji w upał, z tobołami, zasikanym Tymkiem i nagle Lenka zadzwoniła, że jest w Warszawie. Pojechaliśmy po nią, była z siostrą z kolejnego małżeństwa mamy. W domu czekała Mańcia, która z nami mieszka. Nagle zobaczyłam u siebie czwórkę dzieci, z czego tylko jedno moje, i pomyślałam: ‘A przecież mogło być tak zwyczajnie!’. Zrobiliśmy dużą pizzę na kolację.
Z Marcinem poznaliśmy się dziewięć lat temu w pracy. Mańcia miała wtedy dziesięć lat, mieszkała z mamą w Niemczech. Jak przyjeżdżała do Marcina, zabierał ją do pracy. Trzymała go za rączkę, mnie za rączkę. Jeszcze nie byliśmy do końca parą, a ona już przesiadywała mi na kolanach. Kiedy miała 16 lat, jej mama zdecydowała, że się przenoszą do Gdańska. Mańcia była punkiem, miała chłopaka punka z dwoma psami, jej marzeniem było mieszkać w Niemczech. W Gdańsku nie miała znajomych, to było dla niej jak kara. Pojechała na festiwal punkowy. Siedzieliśmy w chałupie na Mazurach, zasięg był tylko w stodole, a tu nagle telefon, że Mańcia nie wróciła. Marcin pojechał do Hamburga i szukał jej razem z jej ojczymem. W końcu zadzwonił ktoś z policji z Holandii, że znaleźli córkę. Jak ją odbierał, powiedziała: ‘I tak miesiąc mi się udało!’. W Gdańsku nie chcieli jej przyjąć do żadnej szkoły, bo miała kolczyki, kolorowe włosy. Była w totalnej depresji, zamykała się w pokoju, słuchając agresywnego niemieckiego punk rocka. Baliśmy się, że znowu ucieknie. A w Warszawie spędzała wakacje, miała znajomych."
Tagi: andersen, kopciuszek, macocha



