Demokracja stadionowa
Czy ktoś był/bywa/będzie uczęszczał na mecze piłki kopanej? Jeśli nie, to polecam choć raz się wybrać. Najlepiej na pierwszą ligę. Nie chodzi tu bynajmniej o samą grę, która zbyt często jest żenująca i aż żal patrzeć jak panowie się męczą na murawie próbując rozegrać coś z sensem i z pozytywnym skutkiem. Chodzi mi raczej o drugą stronę – o kibiców. Obserwując zachowania, okrzyki i śpiewy nie sposób zobaczyć analogii do obecnego ustroju społecznego, czyli tzw. demokracji.
I tu i tam, każdy może sobie pokrzyczeć, wyrazić swoją opinię. Jednakże tak naprawdę słyszalne są tylko zorganizowane grupy krzyczące/śpiewające to samo. Oczywiście , kilkuset ludzi nie nie dostanie nagle olśnienia i nie zacznie myśleć tego samego. Ktoś im to oczywiście musi powiedzieć. Tak więc mamy analogię do mediów, które spełniają naturalną ludzką potrzebę prowadzenia za rękę (mówią, co mamy myśleć).
Poza tym każdy oczywiście ma nadzieję, że jego głos dużo znaczy, że jego doping coś zmieni, a tu zonk. Bardzo często (skalę tego zjawiska ciężko jednak określić) decyzje zapadają przed meczem i to w bardziej komfortowych warunkach. Zupełnie jak głosowanie w czasie wyborów do Sejmu czy Ojroparlamentu. Ludzie naiwnie wierzą, że spełnienie “patriotycznego obowiązku” będzie miało jakikolwiek wpływ na wynik i na to, co będzie się działo później (bo tak im wmawiają). Naiwniaki.
Podsumowując – albo jesteś w dużej grupie i krzyczysz to, co każe szef, albo jesteś autsajder i możesz powiedzieć sąsiadom co myślisz (pod warunkiem, że chcą ciebie słuchać). Obojętnie jednak jaką opcję wybierasz – i tak jesteś widzem bez wpływu na bieg wydarzeń.
