Do Artura Gadowskiego list otwarty
Szanowny Panie Gadowski,
Jakiś czas temu miałem okazję wysłuchać rzewnej ballady pt. "Londyn 8:15 " śpiewanej przez Pana i Pańską kapelę podtatusiałych, brzuchatych rockmanów. Chwyta za serce niczym zawał, łzy ciekną strumieniami i zapalniczka sama zapala się w kieszeni. No dobrze, Pan tam płacze, że oni chcieli normalnie, że mimo wszystko i tak dalej. Ładnie, pięknie, po prostu poezja, że Mickiewicz wysiada. Tymczasem pragnę Panu coś przypomnieć – w roku 2001 śpiewał Pan dla SLD piosenkę wyborczą "Nadchodzi czas, normalnej drogi czas…. " (muszę go zapodać na wrzucie). Namawiał Pan więc do głosowania na formację, która w największym stopniu przyczyniła się, że delikwenci muszą wskakiwać do samolotu o 8:15. Jesteś Pan hipokrytą, żeby nie cytować piosenki Kazika o artystach.
Tagi: gadowski, ira, komuchy, muzyka, piana, SLD