ZAŁÓŻ KONTO X LOGUJ X HASŁO X PYTANIA

Bądź na bierząco - RSS

Any way the wind blows

styczeń 27, 2010 | fisz 5 Komentarze/y | Kategoria: Kultura

Jest to angielski tytuł, belgijskiego filmu, który “na polski” został przetłumaczony jako: “Z piątku na sobotę”. O skrajnym braku wyobraźni ludzi odpowiedizalnych za tłumaczenie obcobrzmiących filmów na Nasz język ojczysty, nie ma się co rozpisywać. Jest to osobny temat na wpisza. A więc, wygrzebałem dość orginalny obraz z 2003 roku w reżyserii Tom’a Barman’a (wcześniej znałem go jako wokalistę i kompozytora kapeli dEUS, którą bardzo lubię). Dlatego takie zainteresowanie. Wiele już było fimów o samotności, beznadziei, marzeniach i upadkach, miłości i narkotykach.  Można powiedzieć banały. Cóż, to problemy wspłczesnej cywilizacji: braku akceptacji, wyjałowienia z ideałów, niejasnych celów, pustyni duchowej, niedojrzałości społecznej. Pamiętacie Human Traffic, o wiele bardziej ostrerzjszy angielski trip?

Historia Antwerpskim (cóż za zdjęcia!) wiatrem spowita, opowiada o 8 ludziach, ich marzenaich o innym życiu, w jednym upalnym dniu czerwca.  Jest jeszcze ktoś, duch miasta, widzący to co niezauważalne, snujący się ponad chodnikami, Windman, starający się wszystkim pomóc. Jednak, by pomagać innym, trzeba najpierw potrafić pomóc samemu sobie. Fabuła obfituje w szereg metafizycznych obrazów, nie do końca zrozumianłych, w połowie niedokończonych (motyw z koniem oraz fenomenalną sekwencją, kiedy jeden z bohaterów idzie za swoją sekreterką). Luźno splecione wątki doprowadzają nas do zawiązania ich na jednaj wspólnej imprezie, spotkaniu ludzi by poczuć spełnienie. Warto wspomniec o muzyce, którą obraz jest bogato opakowany. Any way … to jeden z tych filmów, które się kocha albo nienawidzi, w zależności od aktualnego nastroju widza.

NIE KLIKAĆ!!!

Tagi: , ,

Pomóżmy biednym scenarzystom

styczeń 23, 2010 | Piana 2 Komentarze/y | Kategoria: Kultura, Ludzie, historia

Kilka wpisów temu zapodałem klimat filmowo – serialowy. Napisałem wówczas, iż kręci się wyłącznie produkcje pokazujące kapusiów jako ludzi o szlachetnych sercach, bez nędznych pobudek i zimnych kalkulacji. Po prostu chodzące ideały, którym zły los podstawił nogę i teraz pokutują nie mogąc spojrzeć w lustro.

Jak wspomniałem też, nie powstanie zapewne nigdy film pokazujący krzywdę ludzi gnojonych, wyrzucanych z pracy dzięki uprzejmym donosom. Nie zobaczymy nigdy prawdy. Kasa, wczasy w Bułgarii, mieszkanie, samochód dla TW. 90% kapusiów robiło to dla wspomnianych korzyści, mało który donosił na siłę. Z niewolnika nie ma pracownika, kapusia tez nie. Ci, na których donoszono, mogli jedynie cieszyć się, że żyją, ale tego na ekranie nie ma i nigdy nie będzie.

Zauważam jednak, że filmów fałszujących przeszłość jest jednak zdecydowanie za mało i sam postanowiłem nieco dopomóc scenarzystom, co to ich żadna muza nie odwiedza. Brakuje ci weny i cierpisz na niemoc twórczą? Oto trzy scenariusze dla ciebie.

Scenariusz numer jeden. Lata osiemdziesiąte, uniwersytet na przykład w Białymstoku (Krzysztof Kononowicz mógłby grać rolę rektora). Dwóch świeżo upieczonych doktorantów ubiega się o względy pięknej studentki. Podczas jednego ze spotkań towarzyskich dochodzi między nimi do sprzeczki o kierunki filozoficzne w Starożytności. Jeden z nich opowiada się
po stronie epikureizmu, drugi jest zawziętym zwolennikiem stoicyzmu. Piękna studentka wysłuchuje się debacie i w końcu wybiera zdeklarowanego stoika. Epikurejczyk ze złamanym sercem zgłasza się do SB, gdzie w rozpaczy pragnie pomścić odrzucenie i zniewagę. Dzięki informacjom TW wyrzucają stoika z uczelni i musi on mieszkać w hotelu robotniczym, pić wódkę i malować kominy. Dawny przyjaciel odbija mu też dziewczynę, robi karierę, zostaje profesorem i aŁtorytetm moralnym. Po latach spotykają się przypadkowo na ulicy i oczywiście padają sobie w objęcia. Cieszą się ze spotkania i klną jak szewc na chorych z nienawiści mianaków szukających wszędzie TW i oszołomów mieszających w szambie przeszłości. Idą razem na piwo, a wraz z nimi obecna żona profesora. Sielanka, idylla. Koniec filmu.

Scenariusz numer dwa. Początek lat siedemdziesiątych. Miejsce dowolne. Początkująca księgowa zostaje wrobiona w przekręt przez zazdrosne o urodę starsze koleżanki. Ultimatum SB – albo donosisz na męża (znanego wichrzyciela i opozycjonistę) albo do pierdla. Załamana dziewczyna poddaje się i kapuje na małżonka – oczywiście wybierając (jak zresztą każdy kapuś) informacje mało istotne, które z pewnością nikomu nie szkodzą – jak zapewne każda informacja przekazywana do SB. Trwa to dość długo, aż pierwsza komuna pada, wraca szczęście. Jak łatwo się domyślać – szczęście psują siepacze z IPN ujawniając przeszłość. Końcowa scena – główny bohater (ten, na którego donoszono) kładzie na stole „Gazetę Wyborczą” (która właśnie czytał), pluje na esbeckie akta, przytula płaczącą żonę i cedzi między zębami słowa „Na pohybel młodym gnojkom z IPeeNu”. Koniec filmu.

Scenariusz numer trzy. Luźna historia o pracownikach SB. Ukazani są oni jak normalni ludzie, pełni ciepła, dowcipu, otwarci na świat. Może nawet trochę humorystycznie, coś jak Niemcy w „Allo, Allo”. W tle romanse, imprezy, normalne życie w PeeReLu. W prywatnych rozmowach tajniacy przyznają, że Michnik to jednak ma łeb, a Geremek to światowy człowiek. No i że za jakiś czas będą musieli oddać władzę, bo racja jest po stronie opozycji. a Oni w Sb pracują oczywiście tylko po to, aby jej to ułatwić i żeby nikomu przypadkiem nie stała się żadna krzywda. Koniec filmu to migawki ze spotkania po piętnastu latach, kiedy to podczas imprezy u jednego z bohaterów zebrani tam esbecy cieszą się na wieść o wynikach wyborów z 4.VI.1989.

Tagi: , , ,

Prawda czasu, a prawda ekranu

styczeń 16, 2010 | Piana 12 Komentarze/y | Kategoria: Kultura, Ludzie, historia

Czas bardzo szybko leci. Minęło już ponad dwadzieścia lat od kantów przy okrągłym stole i słynnych wyborów. Należę do ostatniego pokolenia, które dość dobrze pamięta PRL, a dokładnie jego schyłkowy okres – lata osiemdziesiąte.

Pamiętam, iż wówczas z duma umieściłem dużą naklejkę „Solidarności” na swoim klaserze. I ten dzień, jak z razem z moją Matką wykreślaliśmy komuchów w kosmos podczas pamiętnych wyborów. Cudowny dzień. Później już było tylko gorzej.

Co dziś porabiają zatem ludzie, którzy wówczas, na przełomie lat osiemdziesiątych / dziewięćdziesiątych uwierzyli, że to nie szoł, że to tak naprawdę, że my jako pierwsi, jako jedyni, wyjątkowi. Świat ponoć patrzył na nas z nadzieją, Jak oni pamiętają to? Czy starają się zapomnieć o tym, pomstują na cały świat, a może nie dopuszczają do siebie tego faktu, zatykają uszy i krzyczą „Wcale, że nie! Wcale, że nie!”. Nie wiem tego, ale tematyka jest ciekawa – może ktoś robi/robił na ten temat badania.

Mnie interesuje jednak jak na to patrzą i będą patrzeć młodsze pokolenia z „polskojęzycznej grupy etnicznej” (narodu polskiego już dawno nie ma)? Kto im powie o tym? Czy rodzice będą w stanie powiedzieć „Synku, córko. Komuchy i bezpieka do spółki z częścią solidaruchów wydymali nas bez masła”. Czy dzieci uwierzą w to? Przecież obecni idole młodzieży, takie jak mało śmieszny błazen Wojewódzki im tego nie powie… W telewizji też tego nie ma, bo tam wszyscy piękni, młodzi i bogaci, a nawet dziecko wie, że ogólnie musi być trendi-dżezi-kul.

Dygresja. Nigdzie na murach nie widzę napisów „telewizja kłamie”. Czyżby „młodzież” wierzyła w wizję świata w wersji „instant” podawaną bezpośrednio do mózgów poprzez plazmy i elcedeki? Gdzie zdrowe odruchy? Za okupacji na murach pisano „Tylko świnie siedzą w kinie”. Czy hasło „Telewizja śmierdzi gnojem” się przyjmie? Koniec dygresji.

Jak zatem będzie wyglądała wizja tamtych lat w kinematografii? Próbę tego można było całkiem niedawno zobaczyć w bardzo mało śmiesznej komedii „Ile waży koń trojański”. Jednym słowem jest super, wszystko nam się udało i w ogóle. Jemy suszi, więc my światowce pełną gębą. No wicie, rozumicie… były tam po drodze drobne pomyłki, ale kto ich nie popełnia. Ogólnie jednak pełny sukces.

Kolejna dygresja. Gdyby nie telewizornia, to o czym wówczas będziemy rozmawiać z rodziną z Częstochowy gdy się spotkamy? Na spotkaniach towarzyskich nie rozmawia się zazwyczaj o wątkach eschatologicznych w literaturze dwudziestolecia międzywojennego. Koniec kolejnej dygresji.

Jakiś czas temu pisałem, że nie powstał w ostatnim dwudziestoleciu film o polskim super-bohaterze, coś na kształt Franka Dolasa czy Hansa Klossa. Po prostu posucha. Założę się, że prędko nie powstanie. Dołożę zatem do stawki kolejny zakład. Nie powstanie jeszcze jedna rzecz – film niekomediowy o schyłkowym PRL-u.

Chodzi mi o serial o zwykłym, codziennym życiu, coś na kształt „Teraz albo nigdy” dwadzieścia pięć lat do tyłu. W końcu serial TVN opowiada o zwykłych, typowych trzydziestoparolatkach mieszkających w dużej wsi pod Ciechanowem (Warszawa zginęła w 1944), co nie?

Chodzi mi o taki serial bliski prawdy, z kartkami, biedą w sklepach, szarymi ulicami i beznadzieją. No i żeby kapusie to byli kapusie i aby pokazano wreszcie sprawy od strony pokrzywdzonego, a nie wylewali krokodylich łez nad szmatami i ich usprawiedliwiali, jak to robi współczesna kinematografia.

Mamy co prawda jeden piękny wzorzec – mianowicie serial „Alternatywy 4”. Film prawie dokumentalny, ale ze względu na zbyt dużą ilość absurdów i sytuacji komediowych (plus świetna obsada) nie może pokazywać rzeczywistości. Zresztą czy ktoś mi zagwarantuje, iż za jakiś czas „Ministerstwo Prawdy” nie ocenzuruje go? W końcu występuje tam „Negatyw”, który jest wykorzystywany i obrażany. Co gorsza podana jest tam informacja, iż „Syjoniści biją Murzynów”. Czy ktoś słyszał, aby człowiek na poziomie używał słowa „syjonizm”? Słowniczek-pomocniczek – mówimy obecnie jedynie „prawo do samostanowienie „narodu” żydowskiego” (w cudzysłowie, bo przychylam się do koncepcji, że to cywilizacja, a nie naród).

Za jakiś czas umrą (nie dziś i nie jutro oczywiście) ostatni świadkowie PRL-u. Przyszłym pokoleniom zostaną kroniki filmowe, napisane na nowo podręczniki historii (nie będzie tam miejsca na warchołów, wichrzycieli i oszołomów, o nie!) i filmy utrwalające jedynie słuszną koncepcję.

W tym potoku pesymizmu pozwolę sobie jednak na odrobinę nadziei. Może trzeba opracować na nowo pismo obrazkowe i kuć tabliczki, jak to robili pomysłowi Starożytni. Papier wypłowieje lub się spali, kompakty i diwidiki szlag trafi, a cały sprzęt elektroniczny może paść przy większym impulsie ze Słońca. Tabliczki zostaną i takimi nas będą pamiętać przyszłe stulecia. Do roboty zatem.

Tagi: , , , ,

Metafizyka dnia codziennego

listopad 2, 2009 | fisz 1 Komentarz | Kategoria: Kultura, Osobiste

Lubię dzień Wszystkich Świętych, pomimo tego, że mamy go na codzień. Słońce świeciło od samego rana, odbijając światło ze złotej kołdry liści przykrywającej groby naszych bliskich. Po lekim szronie można się było domyśleć, że noc była bezchmurna, zimna i księżycowa. Błękit nieba zatopiony w jesiennym morzu krzyży. Przed bramą wejściową,  stoiska ze zniczami, kramik ze słodyczami, ciastami i futermelokami. Za bramą gwar i tempo wyraźnie zwalniają. Spokój i energia. Na cmentarzu mnóstwo ludzi, z widarami i szczotkami, kilku  przy kranie z wodą. Toczą się przyciszone dyskusje, rozmowy z bliskimi. Słońce rysuje na ich twarzach uśmiech,  kiedy zmiatając liście ukazują się miejsca ich historii, pamięci. Coraz więcej światła przy grobach, na pustych ludzie też zapalają. Trudno się wyciszyć, w duchu porozmawiać, zadać pytanie, wyjaśnić niedokończone sprawy. Zza płotu cmentarza, dochodzą dźwięki pośpiechu i niedobrych informacji.  Potem na obiad. Jeszcze raz, rodziny przy grobach, okazja do spotkań. Różne relacje, różne klimaty jak w życiu. Aż do wieczora ludzie przychodzą. Wieczorem jest też pięnie, kiedy czuć ciepło i ten blask.

angelus 1
Przeczytaj Całość »

Tagi: , ,

Witajcie w Życiu, Pobierz, Film, Torrent

październik 14, 2009 | Siedem 8 Komentarze/y | Kategoria: Polityka

DO POBRANIA torrent

Umieszczam torrenta ze względów pozycjonerskich. O filmie jest głośno ponieważ mainstreamowe media rozpaczliwie odwracają kota ogonem, robią zasłonę dymną chroniąc kondonka i jego aferałów. Gazeta Koszerna i Radio Żet “Wykrywają” zbrodnie reżymu Braci Kaczyńskich. Okazało się, że Ziobro nie był w swoim biurze ełroposła w godzinach przyjęć no i druga krwawa zbrodnia: junta pisowska zainstalowana w TVP  C E N Z U R U J E !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Nie dopuścili do projekcji “Witajcie w Życiu”. Rzecz jest o pierdolcach z amweja.

Tagi: , , , , , , ,

District 9, SF, torrent

sierpień 27, 2009 | Siedem 21 Komentarze/y | Kategoria: Kultura

Do pobrania TUTAJ

Rozumiem kol. Nostromowskiego. Nie ma tu zbyt wiele do pisania. Miód z boczkiem leje się z ekranu. Przepyszła słoninka dla oczu i ucha oraz ducha. Film do obejrzenia minimum 3 razy więc już teraz wyżej możecie pobrać świetną ruską kinówkę. Internauci głosują seedami i wygłosowali 16,5 tysiąca. Bardzo dużo.

genialna choreografia i animacja rzeczy technicznych w klimacie laboratoryjnie czystego SF. Chłonąłem obrazy jak wieloryb kryl. Przepiękne. W bonusie wrzucam 7 minut i gdzies tak pod koniec oscarowa scena “dobijania” robota-pancerza.

Polecam, Polecam…


Tagi: , , ,

The man from earth

sierpień 23, 2009 | johndoe 21 Komentarze/y | Kategoria: Polityka

Nie wiem jaki jest ten district 9, ale pewnie nie jest lepszy od tego filmu.

Przez przypadek wpadłem na niego przeglądając imdb top scifi. Nie kojarzyłem tego totalnie, opis brzmiał zachęcająco. Film jest bardzo dobry. Wieje od niego ateuszostwem, niuejdżowym buddyzmem, nie ważne. To co prezentuje główny bohater to kwintesencja mojej niewiary. A dyskusja prowadzona w tym filmie jest tym czego każdy wierzący się boi, jeśli ma choć trochę miejscą w sercu na zwątpienie. Film nie nawraca chamsko na ateizm niczym paszkwile środowej, ale pewnie na racjonalgliździe mu ołtarzyk zrobili i dali medal za ateistyczny film roku. To nie jest dołkinsowskie ścierwo, które mówi, że źródlem wszelkiego zła jest religia, nie mówi że nie ma moralności i że wszystko wolno.  Momentami przymomina mi Dogmę kewina smifa, gdzie 13 czarny apostoł mówi do głównej bohaterki, że jezus był inny, a ludzie wszystko co on powiedział  poprzekręcali.  Z filmu bije rozczarowanie religią, która jest zmyślana postfaktum, by wymyśleć, czemu słońce wschodzi, albo czemu na tacy ma się znaleźć u plebana parę groszy.

O czym jest film można sobie przeczytać tutaj, ale lepiej nei czytać, bo to tylko zepsuje wszystko. Przywłaszczcie sobie tą własność intelektualną i sami oceńcie.

http://rapidshare.com/files/197414188/The_Man_From_Earth__2007_.part1.rar
http://rapidshare.com/files/197414688/The_Man_From_Earth__2007_.part2.rar
http://rapidshare.com/files/197415179/The_Man_From_Earth__2007_.part3.rar
http://rapidshare.com/files/197415642/The_Man_From_Earth__2007_.part4.rar
http://rapidshare.com/files/197416193/The_Man_From_Earth__2007_.part5.rar
http://rapidshare.com/files/197416710/The_Man_From_Earth__2007_.part6.rar
http://rapidshare.com/files/197417278/The_Man_From_Earth__2007_.part7.rar
http://rapidshare.com/files/197417378/The_Man_From_Earth__2007_.part8.rar

Film oczywiście nie obala mojej nadziei, że kreacjonizm jest prawdą. ;]

Tagi: , , , ,

Kino w służbie narodu (pomysł na film)

lipiec 2, 2009 | Piana 16 Komentarze/y | Kategoria: Polityka

Towarzysz Lenin zwykł mawiać, iż kino jest najważniejszą ze sztuk. Nie mylił się. Ileż to razy przy pomocy dużego ekranu kształtowano świadomość, a czasem to nawet i byt. bardzo ważny i wrażliwy odcinek walki ideologicznej o panowanie nad umysłami “lemingów” (to chyba ulubione słowo na niepoprawnychpeel). Można się nad tym rozwodzić, ale nie chcę przynudzać. Warto jedynie zauważyć, iż po 1989 nie powstał ani jeden film, gdzie Polak robi wszystkich w bambuko, przechytrza Stalina, Hitlera i Pol Pota razem wziętych, sam rozwala dywizję wojska w pył, uwodzi panny i pije drogiego szampana. Nie ma współczesnego Hansa Klosa, Janka Kosa, czy Franka Dolasa, bo i po co? Za to mamy różne pręgi, wesela, czy futra i komedie na poziomie pierdzenia do mikrofonu.

Właśnie wczoraj oglądałem na diwidi (za moich czasów to się oglądało na wideo) ostatnią produkcję Juliusza Machulskiego “Ile waży koń trojański”. Bohaterka (Lusi z Rancza, ale bez obcego akcentu) przenosi się do roku 1987. Pokazanych zostaje kilka absurdów i klimatów z ówczesnego czasu oraz owłosione pachy Wioletki z Rancza. Poza tym film nudzi. Zapamiętałem sobie jednak jedno stwierdzenie. Otóż Lusi z Rancza mówi do Nuty z Vanabku, że “będziemy mieli wolność, ale nie będziemy jej zauważać”. Toż to prawdziwa eureka na miarę “Gazety Wyborczej”! Tak, mamy mnóstwo wolności, ale tego nie widzimy bośmy ślepi albo głupi (albo jedno i drugie). To nie jest tak, że zabierają nam 80% zarobków, biurokracja zawłaszcza sobie kolejne rejony, zbierają nam odciski palców (niedługo będą pewnie czipować), słuzby wszelaki utrudniają życie, a przepisy podnoszą rangę obywateli do niewolników. Mamy przecież wolność, nie widzicie?

Nie można jednak krytykować niekonstruktywnie. Zapodaję więc pomysł na film o współczesności i nie domagam się praw autorskich. Oto on. Mamy rok 1909. Burza. Chłop wraca z lasu marząc jednocześnie o wolnej Polsce. Gdzieś tam słyszał, że mocarstwa się kłócą, że będzie wojna, więc szansa się tli. Nagle rozpętuje się burza, piorun uderza. Chłop budzi się roku 2009. Jest zszokowany postępem technicznym. Nie może jednak znieść uścisku finansowego, kolczykowania krów, limitowania produkcji mleka, biurokratycznych bzdur, pederastów maszerujących w stolicy, kobiet zabijających swoje nienarodzone dzieci, pogardy do Polski okazywanych przez ludzi mówiących po polsku, traktowania patriotyzmu jako choroby psychicznej …. Zdesperowany chłop idzie do lasu, aby odpocząć, klnąc na współczesność. Burza. Piorun. Chłop budzi się w powrotem w 1909. Pierwszemu napotkanemu człowiekowi mówi, że jeśli tak ma wyglądać Polska, to lepiej niechaj nigdy nie powstanie. W odpowiedzi rozmówca patrzy się jak na wariata.

Tagi: , , , , ,

T IV

czerwiec 8, 2009 | fisz 25 Komentarze/y | Kategoria: Kultura

Człowiek uwielbia udoskonalać otaczającą go rzeczywistość. Idealnie, jeśli jest pewny tego co robi i może przewidzieć konsekwencje swoich działań. I tak jest od zawsze. Zupełnie inaczej jest ze sztuką przez duże „S”. Pomysły na coś nowego skończyły się w wieku XX. Nic więc dziwnego, że zaczęto majstrować przy ideałach. Zero szacunku i respektu dla wirtuozów swych gatunków. Nie wiem jakie oceny dostają studenci na reżyserce – nie obchodzi mnie to. Przypuszczam za to, że niektórzy zrzynają na zajęciach dość konkretnie a ich nauczyciele przyklaskują wypuszczając na rynek niedoróbki, które zamiast inspiracji, zaprogramowane są na kopiowanie i produkowanie. Tylko czekać na „Łowcę androidów II”, „Pół żartem pół serio 1½” , „Łowcę jeleni – rekrutacja” i inne tego typu przetwory.

t

Przeczytaj Całość »

Tagi: , ,

Manifest dekady

maj 3, 2009 | Piana 4 Komentarze/y | Kategoria: Kultura, Ludzie

Właśnie przeglądnąłem majowy numer “Twojego Stylu”. Kolejna wyprawa w inny świat. Zaintrygowała mnie jedna rzecz – w cyklu opisującym poszczególne dekady, w zakresie lat bieżących wypowiada się dziennikarz – prezenter (nie kojarzę człowieka, ale nie o to chodzi), niejaki Prokop Marcin. No i twierdzi on, że "Tajemnica Brokeback Mountain " to szczytowe osiągnięcie dekady i już i ten film wpłynie na kolejne filmy inspirująco i takie tam. Kur…., jeśli filmem – pieśnią – poematem początku XXI wieku (manifestem owych lat) ma być smutna opowieść o dwóch pedałach-kowbojach, to bardzo proszę o wyłącznie grawitacji. Ja stąd spadam, a raczej odlatuję. Nigdy tu nie żyłem.

Skoro jakiś dziennikarzyna może ogłaszać wszem i wobec film dekady (mimo, że do końca zostało jeszcze półtorej roku) i podawać to ciemnemu ludowi do wierzenia, to czy ja nie mogę? Jestem gorszy? Niniejszym zgłszam swoje nominacje. To dwa filmy Jerzego Gruzy “Gulczas, a jak myślisz?” oraz “Yyyreek!!! Kosmiczna nominacja” . Owe dwa filmy zdecydowanie wyprzedzają swoją epokę, a ludzie wychodzący z sali podczas projekcji świadczą wybitnie o ich ponadczasowości. Wybitne dzieła bywają niedoceniane, ale taka już rola artystów. Z pewnością bardziej nadają się też do oglądania niż traumatyczne przygody kowbojów-pedałów.

Siedem, może zapodasz torrenty?

PS. Nie będę pisał o czymś tak kuriozalnym, jak tzw. “święto flagi“, gdyż pasożyt o nazwie “Rzeczpospolita Polska” zakazuje wywieszania flag biało-czerwonych na prywatnych obiektach w dni “nieświąteczne”. Pocałujcie więc mnie w dupę schizofrenicy.


Tagi:
... free counters