Asportowy marsz
- Jesteśmy Asportowcami i Antykibicami ale nie wszyscy z nas są antytrenerscy czy zwolennicy likwidacji Orlików . Nie głosimy żadnych wywrotowych haseł. Chcemy normalnie żyć i śmiało przyznawać się do tego, kim jesteśmy – o pierwszym w Europie Marszu Asportowców i Antykibiców, który 10 października przejdzie ulicami Krakowa rozmawiamy z jego organizatorką Malwiną Nastojąco.
Jednak to pytanie zadam: dlaczego?
- Bo uważamy, że jako asportowcy i antykibice jesteśmy dyskryminowani. Ma to swoje źródło nie tylko w polskiej mentalności, ale choćby w codziennym życiu, np. podczas prowadzonego przez władze państwowe spisu powszechnego. Co ma wpisać asportowiec w rubrykę “uprawiane sporty” skoro żadnego sportu nie uprawia, a innej rubryczki nie ma?
Albo języki obce. Co ma wpisać ktoś kto żadnego obcego języka nie zna?
Zostawić pustą kratkę.
- Żadne wyjście. Równie dobrze uczestnikom marszu można byłoby powiedzieć: zostańcie w domu. A tak zwykli przechodnie na ulicy zobaczą pierwszy organizowany na taką skalę asportowy coming out
Kraków nie ma przecież specjalnych asportowych tradycji, a wręcz przeciwnie.
- Może i nie ma, ale na pewno mieszka tu sporo ludzi, którzy nie uprawiają sportu i pragną to wreszcie publicznie powiedzieć, nie narażając się na szykany czy towarzyski ostracyzm. Ludzi, którzy są kwalifikowani w społeczeństwie jako sportowcy wedle wpisów w księgach szkół podstawowych, a którzy w dorosłym życiu nie mają ze sportem nic wspólnego. Świadomość tego problemu wśród Polaków jest żadna, większość asportowców nawet nie podejmuje prób zmiany tego stanu rzeczy. A dodajmy, że nie jest to wcale łatwe. Aby zostać wykreślonym ze szkolnego spisu i nie być automatycznie ujętym w statystykach sportowców, czyli dokonać tzw. apostazji, trzeba przedstawić dwóch świadków, słać pisma do kuratora, od którego dobrej woli zależy, czy owo pismo dotrze do danego ministerstwa. To z kolei wcale nie musi zająć się sprawą. Bardzo to kłopotliwe i dla niesportowców krzywdzące.
Przeszłaś apostazję?
- Nie. I wiem, że przez to mogę narazić się na zarzut bycia niewiarygodną. Myślę o tym, ale na razie nie mogłabym zrobić tego mojej rodzinie. To bardzo drażliwy temat. Pochodzę z małej wsi na Śląsku, gdzie wszyscy wokół praktykują sport. Nie chcę narażać na docinki czy szykany moich bliskich, z którymi i tak trudno mi dojść w tej kwestii do porozumienia.
(…)
To prowokacja.
- Niekoniecznie. Nie głosimy żadnych wywrotowych haseł. Chcemy normalnie żyć i śmiało przyznawać się do tego, kim jesteśmy. To taka nowa wersja kampanii “Niech nas zobaczą”, z tym że my z mniejszościami seksualnymi mamy niewiele wspólnego.
(…)
Macie jakieś sygnały, jak na marsz zareagują działacze sportowi?
- Jesteśmy w stałym kontakcie ze stroną związków sportowych, ślemy im zaproszenia na dyskusję i na sam marsz. Chcemy posłuchać ich argumentów, chcemy dyskutować, zwłaszcza w temacie zdrowia. W odróżnieniu od naszych ideowych przeciwników, którzy na portalach Asportowiec.pl rozpoczęli już jadowitą kampanię obrażania nas, my jesteśmy otwarci na wszelkie polemiki.
natchnienie znalazłam tu
Tagi: ateizm, coming out