Śmierć? Jakie to śmieszne!

maj 8, 2010 | Piana 4 Komentarze/y | Kategoria: Osobiste, Świat

Jak było do przewidzenia, młodzi (choć niekoniecznie), wykształceni (ale nie zawsze) i z wielkich miast (i nie tylko) odreagowują tydzień traumy narodowej. Krążą sms-y z dowcipami o „zimnym Lechu”, na rodzinnych imprezach to główny temat do żartów i w ogóle śmiech na całego. Dowcipy są tak zabawne, że normalnie klękajcie narody, ale wiadomo – jak pada słowo Kaczyński, to musi być śmiesznie – pieski Pawłowa nie znają innej reakcji. Przepraszam, ale „dowcipy” o „zimnym Lechu” mnie nie śmieszą zupełnie. Nawet dzięki nim zerwałem znajomość z jednym delikwentem, który mi coś takiego wysłał. Na moją uwagę, że nie jest to ani śmieszne, ani mądre (oczywiście w dosadniejszej formie) usłyszałem, że nie znam się na żartach i nie mam poczucia humoru. Nie wiem, czy je mam (nikt nie jest sędzią we własnej sprawie), ale wiem na pewno, że mam jednego znajomego mniej. C’est la vie – jak mawiają Żabojady.

Można by zapytać jednego delikwenta z drugim, co by powiedział, gdyby ktoś się z niego nabijał, bo kilka tygodni wcześniej umarli mu rodzice, rodzeństwo, czy też dziecko. To przecież takie śmieszne, co nie? Normalnie boki zrywać.

Ze śmierci nie potrafię żartować i nie chcę. Misterium przechodzenia na lepszy ze światów to niewyjaśniona zagadka. Odpychamy od siebie myśl o śmierci, boimy się tego. Dlatego też zakazuje się używania słowa „morderstwo dzieci nienarodzonych”, bo przecież „nie można mówić tak ostro”. Nie można i już. Dlaczego? Z takich samych powodów dlaczego w TVN nie ma serialu o starszych, samotnych i schorowanych ludziach z małych miejscowościach. Śmierć nie jest trend-dżezi-kul. Nie jest nawet komercyjna, bo nieboszczyk nie kupi już nic więcej.

Moim zdaniem jest jeszcze jeden bardzo ważny powód. Otóż po śmierci staniemy przed Sądem, gdzie będziemy musieli zdać relację z całego swojego życia, z tego co zrobiliśmy dobrego i złego. Może o to się rozchodzi? Współczesne „tryndy” idą w kierunku ubezwłasnowolniania ludzi, zabierania z nich odpowiedzialności za własne życie, robienia z nich nowoczesnych niewolników, oczywiście ku ich ogólnej uciesze. W końcu ilu ludzi oddałoby duszę za namiastkę szczęścia (w poprzedniej epoce to były „telewizor, meble, mały Fiat”)? Myślę, że całe mnóstwo. Tymczasem na Sądzie nie będzie wymigiwania, że „szef mi kazał”, bo „miałem kochankę na utrzymaniu” czy też „przecież nie mogłem już wrócić do malowania kominów”. Karty na stół. Zero ściemy (jak mawia młodzież).

Zatem nigdy więcej Memento Mori. Usuwając tą maksymę ze świadomości pozbawiamy się wentylu bezpieczeństwa. Świadomość potężnego kaca na drugi dzień nieraz hamuje nadmierną konsumpcje trunków wyskokowych, a dodatkowo zmniejsza ilość idiotycznych rzeczy, do których człowiek jest zdolny w trakcie upojenia. W sumie same zalety – mniejszy kac i zero głupstw. Podobnie jest w życiu – pamiętając o zdaniu relacji ze własnych czynów postępujemy rozważniej. Niegrzeczny, samolubny dzieciak, który jest w nas, siedzi cicho w kącie. Tylko że takimi jednostkami trudniej się manipuluje i to kolejny argument do listy poprzednich. Przeklęte koło się domyka.

Gdy myślę o tym, przypomina mi się sytuację sprzed kilku lat, kiedy to w całej Europie panowały gigantyczne upały. Wówczas to kostnice w południowej Francji były przepełnionymi do granic możliwości, gdyż dzieci nie chciały przerywać sobie urlopu, aby pochować zmarłych rodziców. Według współczesnych standardów mieli rację – mamy urlop, więc musi być przyjemnie, a tu wredny staruch nie uszanował świętości i wykitował w najmniej odpowiednim momencie. No to teraz musi poczekać – nic gorszego już mu się nie stanie.

To wszystko pokazuje nam, iż kolejna z wizji z „Nowego wspaniałego świata” ma szanse się ziścić. Jest tam informacja o tym, że dzieciaków obowiązkowo muszę spędzać sporo czasu w szpitalu z umierającymi, gdzie ponoć najlepsze są zabawki, aby mogły uznać śmierć za rzecz zwykłą, jako proces biologiczny, a nie żadne tam przeżycie mistyczne. W „451 Farenheita” trupy są zabierane natychmiast i od razu spalane bez śladu, bo pogrzeb czy nagrobek mogą wywołać zadumę, melancholię, pytania o sens…. A tu nie ma na nie miejsca. Ideałem jest przecież „być fri, mieć fan i parę złotych”.

Ciekaw jestem, czy propagatorzy eutanazji i aborcji chcą skończyć podobnie? Czy dzieci, które nie miały czasu pochować rodziców też będą czekać w nieskończoność licząc na pożegnanie przed śmiercią? Czy aborterzy i ich przydupasy będą chcieli być traktowani w chwili umierania jak człowiek czy jak rzecz zbędną na drodze do szczęścia, skoro oni uważali nienarodzone dziecko jedynie za bezosobowy „płód”? Co poczują opowiadacze dowcipów o „Zimnym Lechu”, gdy usłyszą po śmierci własnego ojca tekst „Stary ci umarł? Ale jaja, hehehe”? Nikomu źle nie życzę, ale skoro kucharz je własne dania, a inżynier jeździ po zaprojektowanych przez siebie mostach…

Tagi: , , , , , ,

Jan Karol I Dzieciobójca

marzec 7, 2010 | sz0k 15 Komentarze/y | Kategoria: Kultura, Ludzie, Sz0k, Świat

Oświadczenie Klubu Konserwatywnego w Łodzi i Organizacji Monarchistów Polskich

Don Juan Carlos de Borbón y Borbón-Dos Sicilias, zwący się i zwany w „ukoronowanej” demokracji ateistycznej „Janem Karolem Pierwszym”, jako konstytucyjny szef Państwa, podpisał 5 marca b.r. (z datą 3 marca) przeforsowane przez rząd socjalistyczny nowe prawo aborcyjne, jeszcze bardziej niż dotychczas rozszerzające możliwość zabijania nienarodzonych dzieci w łonie matek.

Decyzją tą D. Juan Carlos (który nawet nie próbował stawić oporu zbrodniczej ustawie, mimo iż konstytucja Hiszpanii wcale nie nakłada na niego jednoznacznie obowiązku podpisanie każdej ustawy uchwalonej przez parlament) swoiście “uwieńczył” ciąg zdrad, których dopuścił się od czasu, gdy – po śmierci gen. Francisca Franco – z jego woli został proklamowany przez Kortezy Królem Hiszpanii. Przypomnijmy pokrótce najważniejsze:

- złamanie przysięgi na wierność (złożonej jako desygnowany do objęcia władzy Książę Hiszpanii) Ustawom Organicznym państwa katolickiego oraz Zasadom Ruchu Narodowego, poprzez zgodę na transición ku monarchii parlamentarnej i podpisanie ateistycznej konstytucji z 1978 roku;

- podpisanie prawa wprowadzającego rozwody;
- podpisanie pierwszej ustawy aborcyjnej;
- podpisanie ustawy wprowadzającej „małżeństwa” pomiędzy dewiantami seksualnymi;
- podpisanie ustawy edukacyjnej czyniącej ze szkół jaskinie perwersji.

Mimo tych wszystkich występków przeciwnych świętej wierze katolickiej, moralności, prawu naturalnemu i dobru wspólnemu narodów Hiszpanii, aktualny konstytucyjny szef Państwa używa nadal, pośród tytułów tradycyjnie przysługujących władcom Hiszpanii, tytułu Króla Katolickiego (El Rey Católico). W rzeczywistości kala on tron Hiszpanii i przekreśla dziedzictwo królów prawdziwie katolickich, jak Rekared, Pelayo, Alfons VII, Ferdynand III Święty, Alfons X Mądry, Izabela Katolicka, Karol I i Filip II. Swoim wielokrotnym przyzwoleniem na zło jawnie lekceważy przestrogę największego autorytetu chrześcijańskiej tradycji monarchicznej, Doktora Kościoła św. Tomasza z Akwinu: „Niech zatem zrozumie ten, kto przyjął królewską posługę, by był w królestwie tym, czym w ciele dusza i czym Bóg w świecie”, i „że do jego stanu należy, by kierować królestwem w imię Bożego sądu” (De regno, 13.4).

Tego zaś, który nie kieruje się Bożym prawem i sprawiedliwością, nie należy już zwać “królem”, tylko “tyranem”. Królowie (reges) bowiem – jak pisał już św. Izydor z Sewilli – “biorą swoją nazwę od dobrego postępowania (recte agendo), tak więc nazwa królów przysługuje dobrze czyniącym, a nie przysługuje grzesznikom” (Sententiae, ks. III, XLVIII, 7); tyran zaś – mówi Akwinata – jest jak bestia, “bo nie różni się od bestii człowiek, który kieruje nie zgodnie z rozumem, ale według rozpustnej woli swojej duszy” (De regno, 4.12).

Od tyranów dawniejszych, takich jak morderca Niewiniątek Herod czy Neron, tyranów nowoczesnych, jak Jan Karol Dzieciobójca, różni tylko jedno: tyrania tamtych, sprawujących rzeczywistą władzę, brała się z pychy; tyrania „malowanych królów” w demokracji bierze się z ich tchórzostwa. Motorem niegodziwości, na które przyzwalają jest strach, aby rządząca w imieniu „suwerennego ludu” oligarchia partiokratyczna nie pozbawiła ich również resztek tej czysto symbolicznej i reprezentacyjnej funkcji, którą im jeszcze dotąd łaskawie pozostawiono.

Nie możemy także nie wyrazić zdumienia stanowiskiem Konferencji Episkopatu Hiszpanii, która – ustami swego sekretarza generalnego, bpa Juana Antonio Martíneza Camino – pospieszyła z zapewnieniem, że D. Juan Carlos, w przeciwieństwie do polityków głosujących w parlamencie za ustawą aborcyjną, nie jest ekskomunikowany, jako że królowie nie podlegają tym samym ocenom moralnym. Trzeba powiedzieć jasno, że pogląd, który wyraził JE Bp Martínez, to nie chrześcijańska, lecz na wskroś pogańska koncepcja „króla-boga”, stojącego jakoby „poza dobrem i złem”. W rzeczywistości jest dokładnie odwrotnie: królowie nie tylko że podlegają, jak wszyscy inni śmiertelnicy, tym samym normom moralnym oraz tym samym przepisom prawa kanonicznego, ale wręcz ponoszą większą odpowiedzialność z racji swojej godności. „Komu bowiem więcej powierzono, od tego więcej będzie się wymagać” (Św. Izydor, Sententiae, ks. III, L, 5); już Pismo św. mówi: „Mocnych czeka mocna kara” (Mdr 6, 6). Podpisując ustawę dozwalającą zabijanie jego niewinnych, potencjalnych poddanych, konstytucyjny szef Państwa bez wątpienia zaciągnął ekskomunikę latae sententiae, a przyjęcie przez niego (i podanie mu) Komunii św. byłoby potwornym świętokradztwem i zgorszeniem.

W samym już porządku dynastycznej „prawowitości pochodzenia” (legitimidad de origen) prawa D. Juana Carlosa do tronu nie były najmocniejsze; swoją intronizację zawdzięczał on raczej woluntaryzmowi gen. Franco i jego tragicznej pomyłce, że desygnowany nie okaże się liberałem. Teraz, po wspomnianym wyżej ciągu sprzeniewierzeń się powinnościom Króla Katolickiego, w szczególności tej ostatniej partycypacji w ustawodawczej zbrodni dzieciobójstwa, winno być oczywiste, że nie ma on moralnego prawa do tronu w porządku „prawowitości wykonywania” (legitimidad de ejercicio). Jedynym ratunkiem dla Hiszpanii byłoby skupienie się wszystkich prawych Hiszpanów przy tym Księciu, który nie tylko jest depozytariuszem legitymizmu monarchicznego i Strażnikiem Tradycji (Abanderado de la Tradición), ale całym swoim życiem udowadnia nieustannie, że jest prawdziwym Księciem Katolickim, który na pewno nie promulgowałby dzieciobójczej ustawy – D. Sixto Enrique de Borbón y Borbón-Busset, księciu Aranjuezu, Infancie Hiszpanii, Regencie Wspólnoty Tradycjonalistycznej.

¡Abajo del Usurpador, Juan Carlos!
¡Viva el Rey Legítimo, Sixto Enrique!

Co istotniejsze fragmenty odnoszące się w dużym stopniu do poruszanych tu ostatnio tematów – wyróżniłem. Jedyne z czym nie mogę się zgodzić z Panami Bartyzelem i Nikielem to fragment:

” (…) swoją intronizację zawdzięczał on raczej woluntaryzmowi gen. Franco i jego tragicznej pomyłce, że desygnowany nie okaże się liberałem.”

Owszem to okazało się tragiczną pomyłką, ale dlatego że Chujan Karols okazał się dupokratą (ergo socjalistą). Ja rozumiem tą niechęć do liberalizmu niektórych środowisk konserwatywnych, ale tylko jeśli mówimy o kwestii moralności i formie jaką przyjął liberalizm (i rzeczy, które tym mianem się określa) np. w Stanach. Natomiast w sferze gospodarczej liberalizm jest jak najbardziej pożądany i doszedł do tego sam gen. Franco, który po niepowodzeniach spowodowanych państwowym interwencjonizmem w gospodarce, wprowadził szereg liberalnych zmian doprowadzając Hiszpanię do “cudu gospodarczego”.

PS. Proszę plujących na monarchistów o zostawienie dla siebie swoich uwag w stylu “to znowu te pryszczate, onanizujące się szczyle wierzące w bajki o klulu alturze” i postaranie się o choć odrobinę merytoryki.

Tagi: , , ,

“Zarodki” a sprawa pedalska

październik 5, 2009 | johndoe 4 Komentarze/y | Kategoria: Polityka

Nasza ulubiona gejzeta wytropiła kolejną sprawę, która każdej porządnej feministce spać po nocach nie daje.

http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80269,7109052,Prawo_czy_obowiazek_pochowku_.html

Chodzi o to, że “zarodki” wyaborcjonowane przez matkę naturę traktowane są jak ludzie, tzn. można je pochować, a częśc nadgorliwców zakopuje je bez wyraźnego nakazu rodziców. Sen z powiek spędza im fakt, że kilkutygodniowe płody, ktoś uznaje bez zgody rodziców za ludzi.

Dla wyborczaków określanie każdego naturalnie wyaborcjowanego “zarodku” jako człowieka jest tym czym dla normalnych ludzi uznawanie “małżeństwa” dwóch pedałów, albo człowieka z owcą. To jest dla nich niebezpieczne, bo jak ludzie zaczną traktować bez moralnych odruchów wymiotnych to, że “zarodek” = człowiek, to będą mieli problem, ze sprzedaniem aborcji jako zabiegu kosmetycznego.

Tagi: , , ,

Premierze Zapatero, życzę ci żebyś zdechł!

marzec 30, 2009 | Loulou 9 Komentarze/y | Kategoria: Polityka, Rodzina

Po wprowadzeniu małżeństw dla pederastów, wychowania seksualnego do szkół oraz nadaniu praw człowieka małpom, hiszpański bolszewik wziął się za skrobanki. Wszystko to oczywiście w imię walki z ciemnotą i fanatyzmem religijnym. Współcześni bolszewicy mają bowiem takiego pierdolca, że bigoterię religijną koniecznie muszą zastąpić  efektem cieplarnianym. W coś przecież wierzyć trzeba, byle nie w Boga.

Hiszpanie masowo protestowali przeciw planom rządu José Zapatero, który forsuje aborcję na życzenie i chce pozwolić nastolatkom na usuwanie ciąży bez wiedzy rodziców. W Madrycie w trwającym dwie godziny marszu wzięło udział pół miliona ludzi.

Bez skrobanek nowoczesna demokracja obyć się nie może. Jest to fetysz taki sam jak zniesienie KSu, czy legalizacja pedalstwa. To zdobycz rewolucji. Odpuszczenie skrobanek byłoby sprzeniewierzeniem się ideałom Marksa-Stalina, na których opiera się współczesny świat Zachodu.

Historia wystawi rachunek obecnym czasom za dramat aborcji – powiedział arcybiskup Rino Fisichella, przewodniczący Papieskiej Akademii Życia. I trudno się z nim nie zgodzić. Nic nie dzieje się "darmo", za wszystko przyjdzie zapłacić. Tej kurwy ze stołu bilardowego też to dotyczy.

Tagi: ,

Polska kraj, gdzie kobieta ma mniejsze prawa niż pies.

lipiec 22, 2008 | johndoe 7 Komentarze/y | Kategoria: Osobiste

Jeszcze nie tak dawno media donosiły na temat walki postępowców z Hiszpanii o przyznanie szympansom czy innym małpom praw przynależnych człowiekowi. Można by przypuszczać, że takie działania na rzecz emancypacji małp wyznaczają kierunek rozwoju.

Ostatnio jednak spotkałem się z totalną niesprawiedliwością i to na przestrzeni kilku dni. Otóż ELEMENTARNE prawa człowieka jakimi są aborcja i eutanazja zostały w Polsce wykonane na mych oczach i to legalnie. Problem w tym, że niestety te ELEMENTARNE prawa człowieka nie były egzekwowane na ludziach.

Nie wiem czy to znaczy, że Polska jest bardziej czy mniej postępowa od Hiszpanii. Z jednej strony w Polsce pies nie ma prawa głosu, za to posiada ELEMENTARNE prawo człowieka – być zeutanazjowanym oraz wyaborcjowanym.

Byłem świadom tego, że psy mają ELEMENTARNE prawo człowieka by być zeutanazjowane, jednak o aborcji dowiedziałem się kilka dni temu. Nie wiem jak na taką nierówność patrzą człowieki rodzaju męskiego z organów feminazistowskich, ale fakt gorszego traktowania kobiet od psów jest niezaprzeczalny.


Czemu ELEMENTARNE prawa człowieka posiadają w Polsce psy i inne zwierzaki, za to odmawia się ich ludziom? Czy lobby ekoemancypantów jest silniejsze od feminazistowskiego? Czemu tej sprawy jeszcze nie bada jakaś ełropejska komisja zoofilów?

Tagi: , , ,

Kastracja, zamiast aborcji.

lipiec 4, 2008 | johndoe 18 Komentarze/y | Kategoria: Johndoe, Polityka

Dzisiaj tefałeny i cała reszta świętuje kolejne zwycięstwo rodziców, którym z winy państwa nie pozwolono zabić swojego dziecka, za cos dostali „należną rekompensatę”.

Trzeba być skończoną debilką(http://www.sjp.pl/co/debil)  jak pani tysiąc, albo parą skończonych debili jak państwo wojnarowscy, by wiedząc, że płodzenie dzieci zagraża ich życiu, lub życiu ich potomstwa nadal tego dokonywać. Jak widać to ci debile dostają odszkodowania za własny debilizm, który zamiast być karany, jest przez wymiar niesprawiedliwości wynagradzany.

Nie jestem zwolennikiem centralnego planowania i ograniczania wolności, jednak wnerwia mnie, że debilom płacą z moich podatków nagrody za debilizm. Tak więc postuluje, by osoby takie jak pani tysiąc czy państwo wojnarowscy po urodzeniu 1 dziecka, gdy stan matki się pogorszy, tak że potem przy kolejnej ciąży będzie miała „prawo” domagać się zabicia dziecka, albo w przypadku, gdy urodzi się wadliwe dziecko i prawdopodobieństwo powtórki byłoby wysokie, byli postawieni przed takim wyborem:

1) Kastracja

2) Brak kastracji, ale człowiek jest świadomy, że jak dziecko zrobi to kupon na jego zabicie mu się nie należy.

Ja uznaję prawo do zabicia dziecka, ze względów zdrowotnych, ale gdy jest to pierwszy taki przypadek u danego osobnika, nie gdy ktoś świadomie posuwa się z partnerem, wiedząc czym to grozi, a potem nachodzi go refleksja, że będzie trzeba to „coś” wyaborcjonować, a jak nie to jeszcze lepiej, bo może jakaś renta będzie i jeszcze okrągła sumka jednorazowo na konto przelana jak katofaszyści nie dadzą błogosławieńswa na morderstwo.

Tagi: , , ,

Ocaleni od Aborcji

styczeń 1, 2008 | Siedem 6 Komentarze/y | Kategoria: The Best of wpisz.blox.pl

Przeniesione z 3 marca

U dzieci, których rodzeństwo poddano aborcji (a w przybliżeniu 50 proc. dzieci Zachodu to dzieci ocalone od aborcji), występują podobne problemy psychologiczne, jak u tych dzieci, które przeżyły klęski żywiołowe, katastrofy, śmierć kogoś bliskiego w wyniku wypadku lub choroby.

Ponieważ do 50 proc. ciąż w Ameryce Północnej kończy się sztucznym poronieniem, uzasadnione jest uważanie żywego noworodka za ocaleńca od aborcji. Jeśli matka, małżonek lub lekarz poważnie zastanawiali się nad aborcją, żyjące dziecko uratowało się, mimo że chciano je zabić. Istnieją nieliczne sytuacje, w których żywe, choć abortowane dziecko otrzymało na czas odpowiednią pomoc medyczną i przeżyło aborcję. W obu tych przypadkach dzieci przeżyły, podczas gdy w 50 proc. podobnie zagrożonych nie, gdyż stanęły wobec sił, na które nie mogły wpłynąć. Decyzja, czy pozwolić im żyć, była bowiem całkowicie poza ich zasięgiem, a ich los zależał od ich miejsca zamieszkania, płci, inteligencji, atrybutów fizycznych czy czasu, w którym powstali.

Przeczytaj Całość »

Tagi:

Mamusiu Kupisz mi tą Barbi?

grudzień 29, 2007 | Siedem 10 Komentarze/y | Kategoria: Siedem

“- ojoj, 29 ojro, tak córeczko, ale zaraz po tym jak otrzymam rentę za to, że nie udało mi się Ciebie zabić.

- dzięx Mom.”

Hipermarket “Geant”, Dział z Zabawkami, Polska, 2009r. grudzień.

O Take? Polskie walczyliśmy? Z pewnością nie. Za to gryzipiórki z Juden Zeitung zacierają kaprawe łapki. Z trudem ukrywają radość z wielkiego sądowego zwycięstwa nad ciemnogrodem i kołtunerią. Ślinią ołówki i stawiają ptaszka przy punktacji po stronie “cywilizacji śmierci”: Ponad 200 tys. odszkodowania z odsetkami będzie musiał zapłacić szpital, którego lekarz odmówił wykonania badań prenatalnych – orzekł sąd w Łomży w głośnej sprawie wytoczonej przez państwa Wojnarowskich. To pierwszy wyrok w takiej sprawie w polskim sądzie. Małżonkom sąd przyznał też comiesięczne renty, w sumie ponad 2 tys. zł – domagali się wysokiego odszkodowania oraz renty dla córki, która urodziła się z wadą kości. Obecnie trwa odczytywanie uzasadnienia.
Sąd oddalił powództwo w stosunku do lekarza*, który odmówił kobiecie badań płodu mających wykluczyć lub potwierdzić rzadką wadę genetyczną kości. Wojnarowska przyznała wcześniej, że jeśli przypuszczenia o wadzie się potwierdzą, podda się aborcji… Poniżej sympatyczni i postępowi rodzice (no nie do końca – nie wyzbyli się tego burżuazyjnego raka heteroseksualizmu)

sympatyczna rodzinka postempowych Adamsów

*- spalić durnego konowała, kato-piso-kaczo faszola. Niech żyje wolność równość i braterstwo (i Che)

Tagi: ,
... free counters