Czajna

marzec 6, 2010 | fisz Brak Komentarzy | Kategoria: Kultura

Pan Hiroji Kubota, nie Ten od uniwersalnych wielosezonowych klapek out and in-door ale Ten od fotografii.

Na marginesie: … takie przejście od cesarstwa do władzy państwowej Komunistycznej Partii Chin. Dynastie…

Tagi:

Gdzie się podział najwyższy urzędnik?

marzec 5, 2010 | XiazeLuka 24 Komentarze/y | Kategoria: Polityka, Xiaze

17 września 1944 rozpoczęła się zaplanowana przez marszałka Bernarda Montgomery’ego wielka operacja „Market-Garden”. Operacja miała na celu obejście od północy niemieckich umocnień na linii Renu, wtargnięcie tą drogą do Zagłębia Ruhry i przyspieszenie w ten sposób zakończenia wojny.

Przeczytaj Całość »

Mam Kandydata na Tron

marzec 5, 2010 | Siedem 17 Komentarze/y | Kategoria: Polityka

img-3051006-0001

Tagi:

Homeopatia – Nowe informacje

marzec 5, 2010 | Siedem 91 Komentarze/y | Kategoria: Tech7

Dziękuję stacji TVN za ciekawy reportaż traktujący o homeopatii:

Rosół, Boczek i Salceson

marzec 2, 2010 | Siedem 15 Komentarze/y | Kategoria: Polityka

Czytaj: Liberalni działacze PlatWormy Obywatelskiej. Odkąd SB w 1989 zreformowało swe szeregi update’ując je do realiów kapitalistycznych, wielokrotnie mutowało. Securitate zbratało się ze zwykłymi zakapiorami typu Salceson [włamy i porwania], Boczek [folcwageny i audiki] jak i białymi kołnierzykami osadzonymi blisko polityki – Rosół. PO jest najnowszym przerzutem komunistycznego raka tym razem pod tęczową flagą miłości.

Nie znajdziecie w żadnym medium mejnstrimowym informacji o proteście pielęgniarek. Nie przyjdzie sztolcmanowa Beza z kwiatkami, artyści nie zagrają im akustycznie na gitarach, Środa und Jaruga też nie, nawet Kuc nie nakręci filmu… Czekają pewnie aż krwawa junta Braci Kaczyńskich znów zacznie wtrącać wolnościowców do ciemnych i zawilgoconych lochów.

Co więcej o koledze Rosół też niczego łatwo nie wyszukacie i dlatego wrzucę pewien kawałek tekstu:

“Zarzut przekroczenia uprawnień może postawić w najbliższych tygodniach warszawska prokuratura Marcinowi Rosołowi – dowiedzieli się reporterzy śledczy RMF FM Marek Balawajder i Roman Osica. Były szef gabinetu politycznego Mirosława [Miro] Drzewieckiego miał załatwić pracę w Totalizatorze Sportowym córce Ryszarda Sobiesiaka.

W dokumentacji, jaką dysponują prokuratorzy znajdują się pisma, w których Rosół rekomenduje córkę Sobiesiaka [Lola]w imieniu resortu sportu. Śledczy czekają jeszcze na dwie opinie biegłych dotyczące dwóch zabranych z mieszkania Rosoła laptopów. Prokuratorzy mają otrzymać analizy lada dzień. Dopiero gdy je dostaną, podejmą ostateczną decyzję o zarzutach.

Gotowa jest już natomiast analiza z zabranego Rosołowi pendrive’a. Według naszych informacji były na nim pisma i projekty rozporządzeń Mirosława Drzewieckiego. Świadczy to o tym, że na prywatnym sprzęcie Rosoła powstawały resortowe dokumenty.

Do podobnych wniosków jak warszawscy prokuratorzy dochodzą powoli posłowie z sejmowej komisji śledczej. Akurat te działania, o których mówiliśmy przed komisją, są działaniami, do których on nie był uprawniony – przyznał w rozmowie z naszym dziennikarzem Zbigniew Wassermann. Poseł PiS nie wyklucza również, że kolejny zarzut, jaki w najbliższych tygodniach może usłyszeć Marcin Rosół, to składanie fałszywych zeznań.

To jest nasmutniejszy film o Wschodzie jaki widziałem [ewer]

marzec 1, 2010 | Siedem 33 Komentarze/y | Kategoria: Polityka

Na Wpiszu wyhodował się przedziwny gatunek kolibrowca zabujanego w Sowietach [dowód na to, że ewolucja to bzdura]. Osobnik taki nosi w srebrnym serduszku na piersi maleńkie zdjątko lemura-putina o tajemniczym uśmiechu. Czasami udaje racjonalistę wolnorynkowca “jeśli nie kupicie ropy w kacapowie i jeśli po tym nie przyleci szarańcza i prątki dżumy to benzyna będzie kosztować 12 pln” [dlaczego? Do dziś nie wiadomo]. Zresztą “ciszej nad kojcem z tymi trójokimi dziećmi”…

Obejrzyjcie sami i oceńcie. Film jest wszcząsający i powinien być wyświetlany po 23 w TVP Kultura. Zdecydowałem się na emisję bo warto uratować choćby jednego upośledzona-rusoluba.

Od Rebellion.The.Litvinenko.Case.2007.PL.DVDRiP.XViD-CNS
Tagi:

Potrzeba monarchii dziedzicznej

marzec 1, 2010 | XiazeLuka 293 Komentarze/y | Kategoria: Polityka, Xiaze

Władca dziedziczny

poziom doradczy > ciało wykonawcze < poziom sądowniczy

lokalne struktury samorządowe

poddani

Struktura prosta, jasna, przejrzysta i sprawiedliwa. Porównajmy ją z demotfukracją:

SN <> prezydent <> reżim <> parlament <> cholerajeszczewiekto (ChJWK)

przyjaciele królika <> mafiozi <> służby specjalne <> sędziowie <> lobbyści <> ChJWK

partie <> urzędy <> średnie struktury reżimu <> średni przyjaciele królika <> ChJWK

lokalne urzędasy <> lokalni kumple królika <> ChJWK

niewolnicy (tzw. obywatele)

Ostatnia strzałka nie bez powodu ma grot skierowany tylko w jedną stronę. Powód jest oczywisty – przeciętny człowiek nie ma żadnego wpływu na wiszące nad nim struktury Waaadzy i podczepione pod nie nieformalne układy towarzysko-partyjno-biznesowe. Rycho, Zdzicho i Zbychu to nie jest niecodzienna patologia, lecz naturalna konsekwencja demotfukracji, na którą „obywatel” ma znikomy wpływ, sprowadzający się do uczestnictwa w pompatycznym rytuale cyklicznego wrzucania zadrukowanej kartki papieru do pudełka z dziurką.

Owszem, czasami dzięki temu zmieni się skład personalny świń przy korycie. Czasami nastąpią jakieś zmiany w konstelacji koryt. Ba, świnie się między sobą pokłócą, dostarczając niewolnikom chleba i igrzysk (czytaj: zajęcia dla zawodowych i amatorskich komentatorów politycznych). Kłótnie przy korycie nie wpłyną wszelako na jednomyślnie zgodny stosunek świń do publicznej forsy, sprowadzający się do odwiecznej dyrektywy „brać ile się da”.

Takie są uroki demotfukracji – ileż pary, sił i środków idzie w te puste obrzędy i finansowanie świńskich zabaw! Skomplikowane struktury kolejnych poziomów Waaadzy to doskonale żerowisko dla amatorów łowienia ryb w mętnej wodzie i jednocześnie doskonały pretekst do dezorientowania niewolników. Samorząd często jest upartyjniony, przeto nie zajmuje się oczekiwaniami mieszkańców, lecz realizacją celów partyjnych. Partie z kolei nie spełniają obietnic przedwyborczych, lecz starają się umocnić na zdobytym terytorium. 560 przypadkowych ignorantów jest w każdej chwili gotowych uchwalić dowolną bzdurę, której odwołać prosto się nie da, ponieważ tę pierwszą bzdurę przygniotło kilkanaście kolejnych absurdów. Na straży tego bajzlu stoi Sąd Najwyższy, usłużnie wydający wyroki w stylu „To bezprawie, ale…”

Naprawdę złudne poczucie współuczestnictwa w budowie państwa (które trudno nazwać swoim – to raczej bezwzględny i chciwy wróg) warte jest popierania demotfukracji? Zali formalny egalitaryzm różni się czymś od feudalnych stosunków? „Wolny obywatel” może żyć po swojemu, może na przykład bez pytania o zgodę swojego pana wyciąć własne drzewo na własnym podwórku?

Monarchia dziedziczna wolna jest od tego demotfukratycznego cyrku. Monarcha jako właściciel jest zainteresowany sukcesem swego kraju, aby następnie przekazać go w ręce potomka. Powodzenie tej misji wyklucza pobłażanie dla demotfukratycznego bałaganu, prawa są twarde, ale jasne i ograniczone. Ponieważ Władca nie ma możliwości ingerowania w każdy aspekt życia, to na poziomie elementarnym zdaje się na lokalne samorządy, tworzone bez udziału zbędnych w monarchii partii politycznych. Władza w ręce poddanych, których entuzjazm ogranicza jedynie spisana na kamiennych tablicach wola suwerena. Poddani nie tracą czasu na oglądanie nużących telenoweli pt. „Komisja śledcza XVI”, lecz robią interesy. Bogacą się tym łatwiej, że nie ma wydatków na demotfukratyczne śmieci typu wybory, referenda, dotacje dla partii, parlament, rozdęty rząd. Owszem, poddani nie są równi Władcy, lecz co za różnica? W demotfukracji są? W monarchii przynajmniej nikt ich nie okłamuje, ich pozycja jest jasno określona…

Ekspert Kwiatkowski równa do średniej

luty 28, 2010 | pe 13 Komentarze/y | Kategoria: Ekonomia, Polityka, pe

Doktor nauk ekonomicznych Ireneusz Kwiatkowski oszacował o ile za mało polskie państwo wydaje na służbę zdrowia. Wydaje za mało o 20 miliardów złotych. Jak pisze doktor „Podstawą tego oszacowania jest porównanie procentowego udziału w PKB wydatków publicznych na świadczenia zdrowotne w Polsce ze średnią PKB dla krajów Unii Europejskiej.” Zanim jednak zdążymy przestraszyć się tym stanem rzeczy, ekspert Kwiatkowski proponuje rozwiązanie tego problemu „możliwości zwiększenia publicznych pieniędzy w systemie ochrony zdrowia są dość ograniczone. W zasadzie może to być wzrost stawki oprocentowania składki zdrowotnej, zmiana i wzrost stawki za ubezpieczonych w KRUS oraz zwiększające się, na określonych zasadach, dofinansowanie z budżetu państwa.” I trudno odmówić mu racji – skoro wydajemy za mało na służbę zdrowia, to trzeba dopłacić te 20 miliardów i wszystko będzie dobrze. Ekspert Kwiatkowski potrafi elegancko przedstawić drogę ratunku: „Moim zdaniem najprostsza droga wiedzie przez znaczące nasycenie go [systemu ochrony zdrowia] dopływem publicznych środków pieniężnych.” Przeczytaj Całość »

Tagi: , , , ,

Samodzielnie uratuję Drogę Mleczną!

luty 27, 2010 | Piana 7 Komentarze/y | Kategoria: Akcje, Ludzie, Osobiste

Jestem zdeklarowanym wegetarianinem – to znaczy nie jem mięsa tak pomiędzy 10 w nocy a szóstą rano. No, chyba że trafi się wesele lub balanga całonocna – wówczas daję sobie dyspensę i cnoty nie tracę. Ha! Swoim bohaterskim, pro-ekologicznym działaniem, jako prawdziwy pionier i awangarda ludzkości („Wyklęty powstań ludu Ziemi!”) przeciwdziałam nadciągającej zagładzie Drogi Mlecznej, która już za chwileczkę, już za momencik (pewnie za kilka lub kilkadziesiąt miliardów lat) zostanie wchłonięta przez jedną z perfidnych Czarnych Dziur. Proszę zatem o odznaczenie za mój bohaterski czyn (abym się wnukom mógł pochwalić, jak mój śp. Dziadek, co to w Batalionach Chłopskich walczył) i dotację – konto podam zainteresowanym.

Ktoś powie, że to bzdura i bredzę. Bzdury? Brednie? Skoro tak, to co powiedzieć o telewizyjnych aŁtorytetach popierających idiotyczną (to najdelikatniejsze określenie, jakie odnajduję) akcję „Godzina dla Ziemi” (brzmi to prawie jak „Godzilla dla Ziemi” – kolejna ambitna produkcja japońskiej kinematografii), to dlaczego, ja nie mogę urządzać własnej – ratując Drogę Mleczną? No właśnie dlaczego?

Krąży opinia, iż współczesny świat chodzi na psy i że mężczyzn już nie ma. Coś w tym jest. Wszystkie akcje typu dzień ziemi, dzień bez samochodu, dzień bez (za przeproszeniem) pierdzenia, godzina bez światła, minuta bez oddychania sprawiają dziwne znajome wrażenie i efekt tych wszystkich śmieszno-żałosnych akcji jest z góry wiadomy do przewidzenia. Posłużę się cytatem z klasycznego wiersza, bo już zostało to lepiej spuentowane.

„No, ale cóż, kiedy ryby
Działały tylko na niby,
Żaby
Na aby-aby,
A rak
Byle jak”.

Teraz będzie na poważnie.

Wyłączyć światło na godzinę? Dlaczego tylko na godzinę i tylko światło? Bądź twardzielem – eko-matole i wykręć wszystkie żarówki! Sprzedaj lodówkę, komputer i sprzęt audio-video. Uważasz, że za dużo jest ludzi na świecie, grozi nam przeludnienie i dlatego trzeba zabijać nienarodzone dzieci i niedołężnych starców? Daj przykład debilu i sam się powieś na gałęzi. Nie będę za tobą płakać. Dzień bez samochodu? Tylko dzień? Miej jaja mega-mózgu i oddaj auto na złom. Bujaj się głąbie w śmierdzących i brudnych autobusach, czy też niedogrzanych lub rozgrzanych niczym piec (Dżem po głowie krąży) trzydziestoletnich pociągach.

Te akcje to coś jak orkiestra Owsiaka. Dasz pięć złotych jeden z drugim i już czujesz się lepiej. Przylepisz sobie baranie na czole nalepkę i już masz zaliczona charytatywność na cały rok. Czujesz się lepiej, jesteś trendi-dżezi-kul i o to tobie chodzi. Gówno prawda – życie to nie akcje ogłoszone przez media, to zwykła szara codzienność, gdzie nikt tobie nie mówi co masz robić. I pewnie nie wiesz co masz ze sobą zrobić? Użyj tego, co masz pod czaszką, to naprawdę nie boli.

Tagi:

Było brać przykład z Hitlera

luty 27, 2010 | Piana Brak Komentarzy | Kategoria: Polityka

Swego czasu socjalista narodowy Adolf Hitler zablokował nadanie okrętowi imienia „Deutschland”. Miał rację obawiając się negatywnego wydźwięku propagandowego, jaki by powstał gdyby „Niemcy” poszły na dno. Noooo… same by nie poszły, ale zostały przypadkiem zatopione przez wrogie siły, co to nie do końca były przekonane o wyjątkowej misji Tysiącletniej Rzeszy.

Mądrości sprzed ponadpółwiecza zabrakło niestety współczesnym macherom prasowym, co to nazwali swego czasu dziennik papierowy tytułem „Polska”. Konkretnie „Polska. The Times”. Mieszanka absurdalno-wybuchowa. Coś jakby „Pcim Dolny. Nju Jork Tajms”. Śmieszne? Raczej żałosne.

Nie kupuję tego tytułu, bo już lepiej przepić pieniądze (przy okazji pełnię misję dziejową odwlekając w czasie bankructwo Polskiej Socjalistycznej Republiki Europejskiej). Czytuję jednak wszystko, co wpadnie pod rękę, także „Świat Seriali”, „Galę”, czy też „Głos Zabrza i Rudy Śląskiej”. Tak więc stało się – dorwałem numer „Polski De Tajms” z środy, 17-go lutego 2010.

Jakiś pismak, którego nazwiska dobrze wychowany człowiek nie powinien pamiętać, napisał wstępniaka w którym charakteryzował senatora Romaszewskiego. Oczywiście przy tym wychwalał go pod niebiosa, bo nie dał sobą pomiatać znanemu miłośnikowi kotów i dzielnie bronił innego zasłużonego senatora, co to lubi paradować w damskich ciuszkach i wciągać kokę (a który facet nie lubi, no przyznać się!).

Nie obyło się oczywiście przy tym bez łyżki dziegciu, jak w klasycznej samokrytyce na zebraniu Komsomołu. Pozwolę sobie zacytować ten fragment z pamięci, gdyż na stronie internetowej to usunęli (wcale się nie dziwię). Zarzut brzmi to mniej więcej tak „[Romaszewski] swoimi nieprzejednanymi sądami zrażał zwolenników centryzmu”.

No kurde Eureka! (jakby powiedział Ferdek Kiepski). Czy redaktor to idiota, czy po prostu już mu za przeproszeniem mózg mu wyprało? Ludzie dawniej mieli poglądy, aby je wyrażać, dyskutować, walczyć na argumenty. Najwidoczniej jednak miłość do post-polityki powoduje iż pismak (jak to mawia młodzież) „bredzi jak potrzepany”.

Ciekawe kiedy przeczytamy w tym szmatławcu następującą frazę „Benedykt XVI swoimi poglądami na życie i współczesny świat zraził do siebie pederastów, aborcjonistów, feministki, trockistów…” (chciałoby się dopisać „i resztę mend”). No, kiedy?

Odłożyłem gazetę ciesząc się w głębi, że w chwili pomroczności jasnej nie wydałem na nią ani złotówki. To było pierwszy raz i obiecuję zatem więcej już nie pisać o tym szmatławcu – nie warto. Tytuł gazety jest tak wymowny i tak współgra z jego poziomem, iż obejdzie się bez mojego dodatkowego komentarza. Niechaj zatem zdycha „Polska”. „Polska De Tajms”.

Tagi:
... free counters