Empatia dymana

sierpień 16, 2010 | Loulou 8 Komentarze/y | Kategoria: Kultura, Ludzie, Osobiste

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus i Maryja zawsze Dziewica.

dsc_4179-copy.jpg

Dzisiejszy wpis będzie bardzo poważny. Będziemy zastanawiać się nad rzeczami zasadniczymi, egzystencjalnymi, będziemy dywagować o istocie człowieczeństwa i pomyślności przyszłych pokoleń. Będziemy mówić o uczuciach.

dsc_4146-copy.jpg

Empatia. Co to jest. Przede wszystkim jest to wyznacznik dorosłości. Psychika dorosłych, poprawnie rozwiniętych osobników ma wykształconą tę właściwość. Chłopcy w bawarskich podkolanówkach z buławą marszałkowską zatkniętą za pasek, dziewczynki z zespołem bezobjawowej padaczki jajników, teoretycy kapitalizmu, miszczowe kostki rubika oraz laureaci olimpad z WOSu i geografii są niestety pozbawieni empatii – istoty humanizmu.

dsc_4234-copy.jpg

Empatia jest też prostym, logicznie i naukowo dowiedzionym polaryzatorem rasowym. Dzięki empatii możemy westmaxopodobnym czerwonym cepom wytłumaczyć, że zjawiska takie jak rasizm, nacjonalizm czy ksenofobia są naturalnymi właściwościami społeczności i wartościowanie ich jest błędem i szkodą dla rozwoju badań, dla rozwoju wiedzy o nas samych, jest hamulcem rozwoju naszego człowieczeństwa.

dsc_4297-copy.jpg

Empatia pozwala nam cieszyć się czyimś szczęsciem. Miałem kiedyś taką samiczkę, bardzo pogodną, która cieszyła się, kiedy zdarzyło mi się coś miłego, kiedy udało mi się odnieść jakikolwiek sukcesik. Niech jej Pan Bóg błogosławi, tej zacnej niewieście z przerwą między jedynkami na górze.

dsc_4246-copy.jpg

I odwrotnie! Empatia nie pozwala nam przejść obojętnie obok czyjegoś nieszczęścia. sz0k i czereda monarchistyczno-lefebvrystycznych kretynów myli empatię z socjalizmem, jest to nagminny błąd prawicawych poczciwców, tkwiących w koleinach sloganów i antymyślenia szufladkowego. Empatia nie jest socjalizmem.

dsc_3353-copy.jpg

Teraz przechodzimy do zastosowania. Mel Gibson, Arkadiusz Onyszko oraz mój poczciwy sąsiad z góry mieli pecha. Mieli pecha zbyt późno odkryć, że wzięli do domu niedorozwoja i tkwią po uszy w gównie i za chwilę utoną. Gdy prowadziłem przez zaspy na pogotowie mojego poczciwego sąsiada-staruszka z wylewem krwi – stare kurwisko płakało. WTEDY JUŻ mogła sobie na to pozwolić. Załatwiła go. Miałem przyjemność słyszeć to miesiącami. Przez te miesiące, stare niedołężne kurwisko, którym poczciwy sąsiad opiekował się jak niemowlęciem nie płakało. Gdyby mój sąsiad miał tyle lat co Arkadiusz Onyszko, mógłby spróbować zacząc nowe życie. Dokąd jednak Harry ma pójść w wieku 70ciu lat?

dsc_4260-copy.jpg

Dlatego też należy wziąć pod rozwagę rozpoczęcie wielkiego dzieła, wielkiego przedsięwzięcia, na miarę przepisania talmudu, dzieła rozmachem przekraczającego dokonania Encyklopedystów. Mianowicie stworzenie zakładki na stronie Wpisza, w której gromadzilibyśmy wiedzę, doświadczenie i metody testowania osobników, a zwłaszcza osobnic na obecność empatii. Młoda człowieka nie jest bowiem w stanie spenetrować takich niuansów z marszu. A dymać coś musi. Przedsięwzięcie wpiszowe będzie miało zasadnicze znaczenie dla rozwoju przyszłych pokoleń, dla młodych, wykształconych z dużych a nawet średnich miast. Po prostu Kochani, mamy okazję wpłynąć na losy świata.

dsc_4495-copy.jpg Tagi: , ,

Warszawa vs. Włoszczowa

sierpień 15, 2010 | Piana 11 Komentarze/y | Kategoria: Akcje, Ludzie, Polityka, historia

Dwadzieścia sześć lat temu wybuch we Włoszczowie strajk w obronie krzyży. Grudzień 1984 roku, Zespół Szkół Zawodowych, młodzi ludzie. Teraz porównajmy sobie tamte wydarzenia z obrzydliwym cyrkiem, jaki zrobili „młodzi, wykształceni, z wielkich miast” w poniedziałek, 9-go sierpnia i widzimy, jaka przez te lata zmiana zaszła. Ówczesna młodzież miała odwagę przeciwstawić się władzy. Tak, władzy. I to nie takiej, o której można by wypisywać „Giertych do wora, wór do jeziora”, tylko takiej, co nie bała się pałować ani zabijać przeciwników. Współcześni młodzi ludzie płci obojga mają jedynie odwagę powyzywać grupę modlących się (w dużej mierze starszych) ludzi. Ja bym ich takich „młodych, wykształconych z wielkich miast” krótko nazwał ludzką padliną, bo to najdelikatniejsze i najtrafniejsze określenia, jakie mi przychodzi do głowy.

Czy tak ma wyglądać współczesna zabawa? Ja nie widzę w tym nic śmiesznego, ale ja nigdy nie przystawałem do współczesności, więc już specjalnie się nie dziwię. W każdym razie skoro ma być trendi-dżezi-kul, to tak właśnie jest i już!

Niedawno miałem okazję odwiedzić Muzeum Powstania Warszawskiego. Robi duże wrażenie – nowoczesne i świetnie zorganizowane. Polecam. Co najbardziej rzuciło mi się w oczy? Jedna rzecz. Kogo możemy najczęściej zobaczyć na fotografiach z 1944 roku? Właśnie młodych ludzi, którzy nie bali się walczyć za Polskę. Wiedzieli czym ryzykują. Nie będę tu omawiał sensu bądź nie wybuchu samego powstania, bo to temat na inny wpis, natomiast bohaterstwo tych ludzi zachowuje na nasz głęboki szacunek. Tyle.

Jeszcze jedno skojarzenie z historii nasuwa się na myśl, tym razem z nieco nowszej. Warszawa, to jak wiadomo duża wieś niedaleko Ciechanowa (prawdziwa Warszawa zginęła w 1944). Czy to nie jest ta sama miejscowość, gdzie niedawno policjant w cywilu dostał w biały dzień kosę w brzuch? Godziny szczytu, przystanek obok centrum handlowego. Gdzie byli owi młodzi wykształceni? Pobiegli z pomocą? Czy zareagowali? Każdy może sobie sam na to odpowiedzieć.

Szoł przed pałacem mógł się odbyć, bo uczestnicy „cyrku” wiedzieli, że będą bezkarni. Gdyby radykalne bojówki katolickie wyłapywały delikwentów i każdemu z nich łamali ręce i nogi, to by nie pojawił się tam pies z kulawą nogą. Po prostu miękkie rury i tyle.

Ktoś mógłby zapytać się, gdzie się podziało tak zwane „pokolenie JPII”. Jak to gdzie? Tam, na manifestacji, niosło krzyże z puszek i ukrzyżowanego pluszowego misia. Pokazywali swoją tolerancję, otwartość na inne poglądy i szacunek dla innych. Czy przypadkiem to nie są ci sami ludzie, którzy ostatnio bili brawo znanemu aktorowi reklamowemu, co to powiedział niedawno na tzw. Łutstoku, że „Polska nie jest najważniejsza. Najważniejsze jest nasze życie” i dodał, że człowiek żyje po to, aby mu było przyjemnie. Być może to właśnie o nich (ło)Buzek powiedział, że są „przyszłością Unii Europejskiej”. Jeśli tak, to ja mogę spokojnie czekać, aż UE się zawali.

Warto przypomnieć sobie historię awantury o krzyż. To nie kto inny, jak świeżo zaprzysiężony Dziad z Wąsami ją rozpętał, gdy jako jedną z pierwszych decyzji nakazał usunięcie krzyża. Po drugie – czy nie miało to na celu przykrycie medialne podniesienia podatków na naszej ukochanej zielonej wyspie przez „liberała” Tuska? W końcu nie od dziś wiadomo, że liść najlepiej ukryć w lesie (a gdy lasu nie ma, to należy go zasadzić).

Prawdę mówiąc to spodziewałem się, że kłótnie o obecność krzyży (nie tylko tego jednego) wybuchną niedługo. Myślałem, że za rok, dwa, trzy. Po wyroku jednego z europejskich sądów nakazujących zdjęcie krzyży we Włoszech, pewnikiem było, że ruch ten przypełznie także nad Wisłę. To musiało nastąpić wcześniej czy później. Wszystko co obrzydliwe z zachodu przechodzi do nas. Przyszły homo-manifestacje oraz tzw. „studia dżenderowe” (specjalnie w cudzysłowie, bo to żadna nauka), to przyjedzie też nowoczesna walka z chrześcijaństwem. Zresztą walec pogaństwa toczy się już od pewnego czasu, jakby kto nie zauważył. Wystarczy otworzyć oczy.

Tagi: , , , ,

No comments

sierpień 12, 2010 | Andrzej.A 1 Komentarz | Kategoria: Polityka

http://www.esnips.com/doc/7326d934-c50a-4ca9-8643-dc3c880f10aa/bestie
Warto posłuchać co mówi n a tym filmie Antoni Mężydło, Jego żona i inni.

Leo Belmont HOF nominacja

sierpień 11, 2010 | Siedem 14 Komentarze/y | Kategoria: Polityka

19 października 1941  wykończony w getcie. Pięć lat wcześniej kochał Niemca wierząc iż chwilowo, z nędzy po 1 wojnie coś im się we łbach popierdoliło. Nie wiadomo czy w ostatnich chwilach wyparł się naiwności.

Platinium Medal of Honor za pisanie w latach 30ych !!! o syjonistach per lustrzane odbicie hitlerowców.

http://nietzsche.ph-f.org/teksty/belmont.pdf

leo belmont

Tagi:

Zwyciezy komunizm (a szpieg bedzie z Niemiec)

sierpień 11, 2010 | n0str0m0 53 Komentarze/y | Kategoria: Polityka

No wiec bylem w Szanghaju, po prostu bylem i wrocilem. Z przeswiadczeniem, ze jesi jeszcze nie do konca to w kazdym razie juz niedlugo zwyciezy komunizm.

Nie, nie przepotezne i sajensficzne Expo sklonilo mnie do wniosku takowego. Expo zostalo przez komunistow brutalnie i z premedytacja zamordowane. Maja Chinczycy zaplacic panstwu za organizacje tego ekscesu, obliczono wiec ilu z nich ma za bileta zaplacic. Wyszlo im 70 milionow i bec – leza. W ten sposob na tej imprezie, ktora powinna byc zwiedzana spontanicznie i chetnie przez GORA 50 milionow, skonstruowano monstrualne przeludnienie – z definicji. Chinolom to nie przeszkadza, a nam? Nas ma sie w nosie, bo nas nie ma poltora miliarda. Nawet map nie ma w ludzkim jezyku. Znakiem tego, Expo zostalo zdlawione na smierc. Nie wszyscy jeszcze o tym wiedza. Zjawia sie wiec od czasu do czasu taki frajer jak ja, ogladania, zwiedzania, dotykania dotykalnych exponatow i slinienia sie na te, co szybka, barierka czy elektrycznym pastuchem chronione lub z jakiejkolwiek innej definicji niedostepne zadny. Frajer musi byc czlowiekiem, znaczy wiadomo, nasz. Na ogol za to mocno spocony. Rzadziej o wiele czarny, choc dwie takie mocno opalone sztuki sie pokazaly i to z dobrej strony. Kolegom podpowiem, ze mialy zdumiewajaco piekne, niebieskie oczy. A kolezankom nic nie powiem, bo one sa niewinne i tego nie ma co zmieniac. Wracajam do tematu – o towarzyszach niedoli. Animuszu starczalo im na generalnie 45 minut.

A to bylo tak.

5:30. Pobudka. 6:00. Sniadanie. 7:00. Dojazd pod brame Expo. 38 gradusow w cieniu. Pierwsza kolejka, po bilety. Tu nastapi opis przyrody, slabsi psychicznie moga od razu isc do epilogu. Kolejka pierwsza jest malo przerazajaca. Na placu przed kontenerami biletodajni ustawiono barierki nizsze, co do lokcia siegaja czlowiekom. Chinczyk zza nich nie wystaje. 25 minut prazenia bez cienia. Kolejka do kolejki do bramy glownej. 30 minut. Niby nic, a na dodatek w stalowych barierkach wiodacych prosto. To dobry trick, bo nie widac kolejki konca a wiec czlek moze sie spokojnie oklamywac, ze niedlugo to wszystko sie skonczy. Kolejka wlasciwa do bramy glownej. 40 gradusow w cieniu. Barierki stalowe, grube, nielamiotne. Jak dla bydla. I wysokie na 170 centymetrow. Na dodatek ustawione w zygzaka, wiec widac, ze to nie bedzie pietnascie minut, bo wlasnie minelo pol godziny, a zygzakow jest jeszcze hoho. Przyszlo czekac 2 godziny 45 minut. W miedzyczasie umilam sobie zycie imaginujac co by bylo, gdyby tak nagle, w przyszlosci, ktos w srodku samym owej kolejki zemdlal. Mial zawal albo choc sie porzadnie zerzygal. Rozmyslania przerywa i atak chinczykow usilujacych gnac do przodu. Pomiedzy moimi nogami. Kopie, chytam za ramiona i usmiechajac sie grzecznie, cofam w tyl. Na koniec jeszcze bramka szperacz-do-metalu i macanka z wywalaniem kieszeni na druga strone. Bilet, furtka i juz. Pierwszy pawilon ogladam z bliska o 11:30. Jeden z najwiekszych, zupelnie bez sensu, ale zbawiennie klimatyzowany. I bez kolejki (choc w srodku eksponatami wlasnie kolej byla, z lokomotywami, dworcem i wagonem pkp). Wchodze, wychodze, 42 w cieniu, wiec wchodze raz drugi, na dobry poczatek. Wszystkie inne pawilon w okolicy tez maja klime. Ale najkrotsze kolejki do nich sa od 3 do 4 godzin. Zwiedzam wiec bezkolejkowe badziewia – zamiast. Wypijam lunch. Niestety, nawet dobrze schlodzony Heineken nie pomaga. Wlaze do parowozowni. Po raz trzeci.

Nos wystawiam o 14:00.

Mam zapewnienie, ze wpuszcza mnie do pawilonu chinskiego poza oficjalna kolejka. Do tego potrzeba postac w kolejnej upokarzalni. To znaczy nie w kolejce a w zagrodce z barierek wyzej opisanych. Takich kojcow jest ze szesc. Po napelnieniu sa odmykane, bydlo moze swobodnie i bez dalszego oczekiwania w kolejce maszerowac do pawilonu. Czekam wiec cierpliwie, ogladajac wiszacy nad glowa moloch. Podswiadomie oczekuje, ze zatrabi on syrenami i odleci jak podobnie wygladajacy statek “krewetek” z dystryktu 9. Nie odlecial. Nie minelo pol godziny i juz nas wpuszczono. Pod gorke, ale po ruchomych schodach. No, cacy, mysle, i wpadam na plecy goscia przede mna. Bo co prawda kolejka zewnetrzna (4-6 godzin) mnie ominela, ale by dostac sie do budynku i przemierzyc go krokiem zdyscyplinowanym, trzeba sie ustawic w kolejnych bydlecych barierkach.

Godzina 15:30. Jestem w POLOWIE kolejki wewnetrznej. Cos we mnie peka. Wylamuje sie i wychodze. Sciga mnie milicjantka. Zalamujac rece pyta dlaczego. Przeciez jestem juz tak blisko szczescia. Odprowadza do wyjsca, niedowierzajaco trzymajac sie za kabure.

Do konca dnia decyduje sie unikac pomagierow jak kolejek, kolejek jak upalu, upalu zas jak ognia.

Zaczynam od Polski. Sam tygrys z papieru napisal, ze Chinczykow zawojowal polski pawilon. Sprawdzam. Kufno prawda. Kolejka mniej niz dwugodzinna (znakiem tego bzdura i pomowienie, dwie godziny to tak jakby tam nikogo nie bylo). Nie czekam, wchodze na bialko. Jest bowiem tajemnica poliszynela, ze obywatele kraju wystawianego nie musza sie ponizac. Goraczkowo szukam kanadyjskiego prawa jazdy – na pozniej. Z zewnatrz pawilon nie wyglada tak okazale, oklamuje sie, ze za to w nocy pewnie jest kozacko podswietlony. Motyw wycinanki z bliska nie jest wcale czytelny. Ot, kwadratowo-brunatne plytki z dziurkami. W srodku malo powietrza, klima albo szwankuje albo ktos sie zdusigroszyl i nie kupili adekwatnego do pogody systemu. Sufity niskie z podobnymi dziurkami jak te na zewnatrz, tyle, ze biale. Jakas mierna animacja komputerowa, wycinankowy smok wawelski lata po ekranie i zamiast szelescic klekocze. Jak kosciotrup. Docieram do restauracji. Jeszcze mniej powietrza. Na cale szczescie jest i jasne i ciemne. Kozlak. Nie sprawdzam czy kulczykowy. Zimny! Restauracja niedostepna dla zwiedzajacych z zewnatrz. Blad. Siedza i jedza sami polacy. Stoly pozestawiane, znakiem tego wycieczka. Nie zauwazam podniecenia, a przeciez mlodzi i na wyksztalconych wygladaja. Sadzilem, ze wyborcy PO sie bedzie podobac. Atmosfera napieta jak na dworcu kolejowym w Malkinii. Boje sie, ze ktos sie do mnie odezwie i bede musial prac po ryju. Wychodze.

Zwiedzam jeszcze pare pawilonow, gdzie tylko moge bez lamania danej sobie obietnicy. W koncu bunkruje sie u Czechow, ciemny budwajzer, becherowka. Kolejny bud. Bech. Bud. Nastroj sie polepsza. Pogoda nie. Ciagle ryczaca czeterdziestka. W cieniu.

Wychodze.

Trafiam na Putong. Architektoniczny odpowiednik Wielkiego Wybuchu. Bylem juz kiedys na wiezy telewizyjnej, teraz powtarzam, a na dodatek pne sie na ten drugi taki, co wyglada jak otwieracz do piwa. Kladka na gornym pokladzie ma szklana podloge. Pomimo wysilku, cos we mnie drga. Jeszcze nie wiem, na dobra czy na zla wrozbe. Ale… robi wrazenie. No i widok na miasto. Nie napisze “na okolice” bo poza miastem tam nic nie ma. Beton po horyzontu kres.

Laze po nowej czesci miasta. Cien. Sklepy. Klima. Powoli odzywam.

Wiem, ze Putong nie jest “prawdziwym” Szanghajem. Prawdziwy znam sprzed paru lat. Ot, maszerowalem boczna uliczka od dworca w strone miasta, maszerowalem, obserwowalem chinczykow. Jeden, w pizamie, stal na srodku ulicy i sie gapil w niebo. Co mniej wiecej pol minuty zbieral z gardla zielenizne i charkal. Nie wiem na jak dlugo mu starczylo, ale caly marsz do niego i od niego mialem szanse go podziwiac. Uliczka zamienila sie w zaulek i spod plastykowych toreb zaczeli sie wyczolgiwac bezdomni, akurat sie zmierzchalo. Poczulem sie jak narzeczona Majkiela z slynnego wideo i mowiac krotko – zaczalem spier…

Tym razem zatesknilem za tak prawdziwym swiatem. Z Putongu udalem sie wiec do YuYuanu i postanowilem zaglebic w okrutne trzewia slumsow. Ciagle bylo goraco, choc pora poznopopoludniowa. Maszerowalem zdecydowanym krokiem, przedzierajac sie najpierw przez szeregi pieknie dekorowanych, poodnawianych i nowowybudowanych ulic handlowych. Wszystko w niskiej zabudowie, z czerwonymi, lakowanymi krokwiami i szara, typowa dla chin, dachowka. No, ale ja jak ta rosjanka, co z ZSRR do Francji pojechala i kiwajac ze zrozumieniem glowa oznajmila, ze rozumie to ich pokazowe bogactwo, ale teraz wezcie i pokazcie jej NASTAJASZCZIJ magazin. I ja najstajaszcziego szanghaju szukalem. Znalazlem zaraz za ostatnimi fontannami i sklepem Prady (oryginalnym a nie podrobkowym). Trzy znaki oznajmialy, ze tu sie mozna ostrzyc, wypic herbate i kupic zywy drob. Co do tego ostatniego, to nie wiem do jakiego stopnia to prawda, staly tam klatki i widac bylo kury i kaczki, ale zywy? Sprzedawczyni na moich oczach stanela po stronie ZOMO, zamordowala golebia, glowe mu ukrecajac sprawnie.

Wlaze dalej. Pomidory, lotosu korzenie. Kawalki wieprzowiny rozsmierduja sie w upale. Smrod i powidlo. I pieczona kaczka. I suszace sie na rozciagnietym w poprzek drogi sznurku, majtki. Do miast przyjezdzaja prowincjusze. Pracuja i mieszkaja w tym samym miejscu. Na penetrowanej przeze mnie ulicy “to samo miejsce” oznacza 3 do 4 metrow kwadratowych. Niezaleznie od uslugi porponowanej maja oni w srodku krzeslo turystyczne badz nawet lozko polowe. Same hardkory. Zaczelo sie sciemniac. Uliczka do tej pory zatloczona, zaczyna sie wyludniac, smieci znikaja, miski z woda robia za publiczna laznie. Smrod ustepuje zapachowi mydla. Na asfalt ulicy wyjezdzaja polowki i krzesla. Gostkowie zamykaja zaluzje do polowy, moszcza sie do sjesty.

Opuszczam najciemniejsze zakatki i wracam przecznice blizej cywilizacji. Tu zycie wre, pora na kolacje. I tu a nie w restearuacjach zadnych, jest najlepsze zarlo. Kukurydza z rozna z seczuanskim pieprzem. Szczypiorek z rozna. Grzyby. Wolowina z papryka. Pierozki. Ramen. Mniam.

Rozmawiam z kazdym ze sprzedawcow, przechodniow, ulicznych kucharzy. Zaden nie jest niezadowolony z zycia. Wszyscy sobie pomagaja. Na wszystkich twarzach czai sie do skoku szeroki usmiech. Kazdy jest dumny z Chin. Zaden nie pragnie wiecej niz potrzebuje. I kazdy z nich jest prawdziwym reprezentantem klasy robotniczej, popierajacej w pelni polityke komunistycznej partii Chin. Jeden cel. Jeden umysl. Miliard i pol gotowych na wszystko cial.

No a teraz porownajcie sobie to do Polski. I ponabijajcie z komunizmu. Ktory tam niewatpliwie zwyciezyl.

Tagi:

Jeden sprawiedliwy

sierpień 10, 2010 | Andrzej.A 12 Komentarze/y | Kategoria: Polityka

U nas potoczy się jak na Węgrzech

Stawiam taką tezę roboczą, że w ciągu najbliższych pięciu lat będziemy przerabiać w Polsce to samo co obecnie dzieje się na Węgrzech.
Przyjrzyjmy się kalendarium.
Na jesieni tego roku, czyli już całkiem niedługo, odbędą się w Polsce wybory samorządowe. Wybory te wygra PO niesiona wiatrem zwycięstwa w wyborach prezydenckich, podejrzewam, że zwycięstwo będzie tak ogromne, że co poniektórzy nawet sensowni ludzie nie zaczną się zastanawiać czy się do zwycięzców nie przyłączyć.
Za rok na jesieni odbędą się wybory parlamentarne. Te również wygra PO. Ale sądzę, że po tych wyborach PO zmieni koalicjanta. Tym koalicjantem będzie “nowe” SLD. SLD, w którym nie będzie Oleksego z Millerem, a pojawią się na ich miejscu ludzie z “Krytyki Politycznej” od Sierakowskiego. Stanie się tak dlatego, że ludzie nie zdążą odczuć podniesienia, zresztą skromnego, podatku VAT. A inne obciążenia fiskalne nie zostaną w międzyczasie podniesione.
Następny rok kumulacji wyborów to rok 2015.
Należy jednak zaznaczyć, że przez cały ten okres czasu do roku 2015 prezesem NBP jest Marek Belka, człowiek, który jedną z pierwszych swoich decyzji pogłębił nasze zadłużenie w sposób drastyczny, przyjmując linię kredytową, która jest nam na gwizdek, a poprzedni prezes NBP unikał wzięcia tych pieniędzy jak ognia.
Według mojej oceny jest pewnikiem, że do roku 2015 ekipa rządząca z PO jako głównym rozgrywającym podniesie jeszcze raz podatek VAT oraz inne obciążenia fiskalne. Potrzebują wszak pieniędzy na zorganizowanie ME w 2012 roku. A mam niejasne podejrzenia, że ta impreza się nie sfinansuje, tylko będzie trzeba dołożyć do tego z naszej kieszeni. A potem zostanie jeszcze garb w postaci konieczności utrzymywania wybudowanych obiektów.
Nadchodzi więc rok 2015.
Wybory wygrywa prawica, z Jarosławem Kaczyńskim jako przywódcą bądź też z kimkolwiek innym.
I zaczyna się cyrk.
Bo przyjeżdża jakiś cwaniaczek z MFW i mówi:
Nie możecie postawić Tuska (i wszystkich innych jego pomagierów) przed Trybunałem Stanu, bo to wbrew zasadom demokracji. A jak go postawicie i nawet mu łeb upitolicie to nie dostaniecie dalszych kredytów, chociaż umowy niby są w mocy, ale sami rozumiecie, mogą wyniknąć problemy.
Tak mniej więcej to widzę i zastanawiam się co może przewrócić ten scenariusz. Wychodzi mi z moich rozmyślań, że jedynie drastyczny konflikt o wpływy, pieniądze i władzę pomiędzy grupami bezpieki wojskowej (WSI) i cywilnej (SB) może yo zmienić. Takim konfliktem była afera Rywin-Michnik.
Ciekawe kiedy znowu rzucą się sobie do gardeł.
Ciekawi mnie również co innego, czy podobnie jak na Węgrzech znajdzie się uczciwy polityk w PO, który nagra jakieś tam wewnątrzpartyjne wystąpienie szefa, na którym będzie mowa o oszustwach, kreatywnej księgowości i innych.

No ciekawe, czy w PO znajdzie się chociaż jeden sprawiedliwy.

To nie jest kraj dla Rannych Ptaszków…

sierpień 7, 2010 | Siedem 26 Komentarze/y | Kategoria: Akcje

Mam na myśli Międzyzdroje, które byłem zaszczyciłem moją własną obecnością. W polskim morzu jest coś nieprawdopodobnie urokliwego. Nie widać przez tę zupę własnej stopy zanurzonej na 3 cale, ale… No ale. Jest tak drogo, że nie ma nawet Nowych Ruskich, enerdowscy bezrobotni z 800 ełro zasiłku mogą jakoś przebidować tydzień per enerdowiec. Jeden oblizuje łyżeczkę, drugi ciamcia cukier w papierowym woreczku a ten trzeci szczęśliwiec siorbie kawę wspominając wermacht i jego podboje. Tak medytują do 13ej czekając aż Frau Dom Wczasowy zaserwuje kaszankę i mortadelę w usłudze olinkluzif.

Pierwszego dnia obleciałem z buta całą miejscowość. Zakwasy leczę do teraz, upływ dwóch tygodni nie ma tu większego znaczenia. Podróż pociągiem zmusza do wysiłku intelektualnego.

Miejsce marszobiegu:

międzyzdroje

Przeczytaj Całość »

Tagi:

„Dobrość kraju”

sierpień 7, 2010 | Piana 6 Komentarze/y | Kategoria: Akcje, Ludzie

Mam nadzieję, że wczorajszy dzień (6.8.2010) uczciliście jakoś tak wyjątkowo. Ja zrobiłem to na swój sposób. Pojechałem rano do roboty (w soboty na przykład nie jadę), a wieczorem zjadłem kolację i popiłem piwem (co też nie zdarza się codziennie). A wy jak uczciliście ten wyjątkowy dzień? Napiszcie proszę w komentarzach.

Póki co – wraca nowe! We wszystkich ambasadach, konsulatach i wychodkach, niczym za Bieruta będą wisieć portrety Naszego Ukochanego Przywódcy. Ktoś powie (zgodnie z mądrością etapu), że Mościckiego portrety tez wisiały… Tak, mój drogi „młody, wykształcony, z wielkiego miasta”. Tylko, że wówczas państwo polskie było w miarę niepodległe. Obecnie już nie jest, a ja dodatkowo nieustannie twierdzę, że państwa polskiego po prostu już nie ma.

Skoro jednak mamy już portrety, to może warto wrócić także do innych, nieco już zapomnianych tradycji. Ja proponuję wydać antologię dzieł na temat życia i osiągnięć Naszego Drogiego Przywódcy (dlaczego przywódca kojarzy się z „przy wódce”?), jak za panowania „Słońca Narodów”. Odpowiedni dobór dzieł i ich właściwe zredagowanie poleciłbym znanej piewczyni Stalina, niejakiej Szymborskiej Wisławie. Mało już osób pamięta, jak się to robiło, więc warto korzystać ze sprawdzonych wzorców.

Swego czasu ułożyłem na cześć Komorra panegiryk wyborczy. Teraz już można odsapnąć, bo wizja totalitarnego państwa kaczystowskiego znikła, więc można zająć się opiewaniem wierszem i prozą (o nie, żadnego dramatu – ma być szczęście i miłość) sukcesów naszego drogiego przywódcy Władysława Komorowskiego (jak mawiał znany pijak-aktorzyna). Opiewajmy zatem. Ja również pozwolę sobie dołożyć w tym temacie swoją cegiełkę, a mianowicie wiersz pod tytułem „Dobrość kraju”

Dobrość kraju

„Dobrość kraju” – to nam wszystkim Bronek przyrzekł
Zatem zabierać mi w pośpiechu stąd wszystkie krzyże
Zgoda buduje – zgoda na Mira, Zbycha i Rycha
Zgoda buduje – zatem zgadzaj się albo zdychaj

Bronek jako jedyny potrafi „żyrandol” ponieść
To Jego portrety wisieć będą w domu i zagrodzie
Szanować przeciwników – oto nowej kadencji jest klucz
Dobry przykład dadzą Palikot, Niesiołowski i Kutz

Komorowski to modelowy katolik – popiera in-vitro
Kto tego zdania nie podziela ten jest małpą z brzytwą
Słuchajcie zatem Jego orędzia, studiujcie głęboko treści
Poszerzcie mu też basen, by „wieloryba” tam zmieścić

Teraz szybko do samolotu, kłaniać się nisko w Brukseli
Ktoś tam poklepie Go po plecach, w końcu Bronek się ceni
Komorek się bierze do roboty, obietnice spełniać z werwą
Jest już gotowy – zaczarowany ołówek kupił na allegro

Spraszać zatem gości, dziś będą bezy spożywać
Od pustych wyborczych obietnic stół aż się ugina
Impreza w pełni, tylko poloneza nie czas już zaczynać
Goście zatańczą taniec chocholi na melodię z Berlina

Tagi: , , ,

Wzór Cnoty – Mel Gibson – Wpisz24 HoF

sierpień 7, 2010 | Loulou 28 Komentarze/y | Kategoria: Kultura, Ludzie

Ponieważ poprzednia kandydatura wzbudziła niewielkie kontrowersje, część Szanownego Grona Wpiszowców zniesmaczył Arkadiusz Onyszko biciem żony, postanowiłem w niniejszym wpisie zaprezentować kandydaturę bez skazy i podejrzeń.

mel-gibson.jpg

Mel Gibson. Przystojniacha co? Jeszcze przedwczoraj co druga udami tarła na hasło “Mel Gibson”. Ale by weszło, co? Wczoraj już subtelniej to się odbywało bo i po pijaku jeździ i żydów wyzywa i ta “Pasja” niepotrzebnie jątrzyła, ale wciąż ukrwienie sie poprawiało na hasło “Mel Gibson”. A dziś? Dziś Mel nie jest już sexy ciacho. Pijak, dewiant, damski bokser, cham i świnia.

Ale pomaleńku. Nie jesteśmy tu od ferowania sądów i opinii tendencyjnych bądź pod wpływem emocji.

Popełnił Mel przynajmniej trzy poważne błędy strategiczne i szereg taktycznych. To prawda. Pierwszym było wyjebanie z domu żony, prawdopodobnie nienajgorszej. Wychowała mu siedmioro dzieci, przymykała oko na dupencje, z dala nie wyglądało to najgorzej. Nie trzeba było jej wyrzucać, pozbywać się wsparcia i sił witalnych, jak również $500mln, czyli połowy majątku. Zgrupowanie frontowe “Mel Gibson” walczyło wciąż ale już bez łączności radiowej, bez wsparcia artylerii, z przerwanymi liniami zaopatrzenia. W takiej sytuacji można się jakiś czas utrzymać, ale trudno mówić o rozstrzygnięciu bitwy na swoją korzyść.

Potem Mel popełnił błąd drobniejszego kalibru, mianowicie zakochał się w kurwie i nie dość tego – wpuścił do chałupy. No nic, Oksanka niebrzydka dziewczynka, przyznać trzeba, szczupłe nóżki (a nie gotowizna na golonkę), zgrabna pupka, mógł się nabrać.

Ale czemu dał się nabrać na dziecko!?! Tego pojąc nie mogę. Drugi błąd wielkiego kalibru. Ta dziewczynka była jak ukryte wąwozy na przedpolach Waterloo, które zatrzymały impet kawalerii francuskiej (bo francuski zwiad kartograficzny kupiony był przez Anglików). Odtąd Oksanka mogła gnoić Mela w najlepsze.

A jednak Mel okazał się człowiekiem przyzwoitym i męskim. Mimo wszystko chiał ocalić małżeństwo, apelował do kurwy, by się opamiętała, by stała się kobietą a przestała być kurwą. Na marne, co nie jest żadną sensacją. Jeden rodzi się księdzem, druga rodzi sie kurwą. I nic tego nie zmieni. Jak ktoś ma wątpliwości to niech odpali arcygenialny film Wernera Herzoga “Stroszek” traktujący o tym obrazowo, smuto acz prawdziwie i szczerze.

Kiedy Oksanka dała do prasy taśmy z ludzkim, kurwa, po prostu ludzkim krzykiem rozpaczy, nastąpiło zjawisko najbardziej odrażające  z możliwych: odwrót. Odwrót “ludzi przyzwoitych” od idącego na dno. Kwintesencja skurwienia. Nie zdziwiłoby mnie to, spokojnie słychałem radiowych lachociągów używających sobie na Gibsonie tak samo tylko 10X dosadniej niż pół roku wcześniej na Tiger`ze Woods`ie. Nie ma w tym nic zaskakującego.

Czara goryczy przepełniła się, gdy dnia pewnego otworzyłem ulubiony portal naszego słodkiego leminga sz0ka, mianowicie Fronda.pl. I czytam tam oczy przecierając rzygi jakiegoś Łukaszka Adamskiego, który pisze o “Upadku Walecznego Serca“. Pokazuje nam w swym rzygu naiwny frondowy kretyn Adamski swój trądzik młodzieńczy i pisze na koniec w te słowy:

Dziś trudno jest znaleźć kogokolwiek, kto broniłby Mela Gibsona..

i dalej:

Ostatnie wydarzenia związane z maltretowaniem przez niego swojej konkubiny i taśmy, które ujrzały światło dzienne, stawiają pytanie o to, czy Mel Gibson podniesie się z dna w jakie wpadł. Warto jednak pamiętać, że Boga nie ma jednak nic niemożliwego. Także nawrócenie zatwardziałego grzesznika jest możliwe.

Słoooodkie. Słodkie wysranie się gnojka z zakrystii na gościa, którego zna bo “Pasja”, ale że teraz się nie układa, no to sorry Mel, musisz się pomodlić, odpokutować za grzechy, nieładnie tak “maltretować konkubinę”.

Trzeci błąd strategiczny Mela był najpoważniejszy: kiedy tej podstawionej kurwie przytknął gnata do łba – nie pociągnął za spust.

Proszę o gorące wsparcie kandydatury!

Tagi: ,

Fucking Polak – Arkadiusz Onyszko – Wpisz24 HoF

sierpień 5, 2010 | Loulou 22 Komentarze/y | Kategoria: Kultura, Ludzie, Polityka
524172.jpg

Z dedykacją dla Westmaxa.

Moi Drodzy Przyjaciele, Wpiszowcy, Bracia, Towarzysze

Pracowalem niedawno na 63 ulicy na Brooklynie na budynku jakiegos zjebanego weterana z Wietnamu. Musieli testować na nim gazy czy coś. W domu obok mieszkał stary Grek, typ: serdeczny pogodny staruszek. Wscibska złośliwa kurwa, komunista i żyd. Uczył gry na pianinie (wow!). Weszliśmy kilka razy w dyskusje, staruszek rozwodził się nad tym, że Grecja jest kolebką kulturalną świata, że Francuzi są aroganccy a Rzymianie byli później. Nie mówiła ta stara grecka kurwa, że w Grecy to lenie i pół-zwierzęta, że na powitanie łapią się za kutasy i że ogólnie to można na nich co najwyżej, optymistycznie, nie zwrócić uwagi. Nie mówił tego. Mówił, że Grecy są the best. Rozumiesz to, kretynie Westmaxie?

Pewnego jednak dnia stary pierdziel zagalopował się, rozluźnił zbytnio i w przypływie poufałości mówi do mnie – Wiesz, panuje opinia, że Polacy nie są zbyt rozgarnięci, ale ja nigdy się z tym nie zgadzałem!
- A kto ci kurwa tak powiedział!?! – staruszek odwrócił się na pięcie i obiadowe rozmowy skończyły się w jednej sekundzie. Stara pedalska kurwa.

Gdyby jednak Westmax badź inni debile nie rozumieli o co chodzi, mamy piękny wywiad z bramkarzem Polonii Warszawa Arkadiuszem Onyszko (chyba jeszcze nie rozwiązano z nim kontraktu?), który kilka ładnych lat przesiedział na Zachodzie i zakompleksionym kretynom podstawowe rzeczy tłumaczy.

Jak się panu podoba w Polsce po tych 12 latach gry w Danii?

Poszło do przodu. Warszawa, Kraków, Poznań, Wrocław to europejskie miasta pełną gębą. Nie ma się czego wstydzić, mamy piękne morze, piękne góry. Mentalność się tylko nie zmieniła, bo z komuny zostało nam przeświadczenie, że co zagraniczne, to lepsze. Kiedy mieszkałem w Danii, wydawało mi się, że to pępek świata, a tamtejszy rząd decyduje o losach planety. My jesteśmy za skromni. Był pan kiedyś w Muzeum Hansa Christiana Andersena? Pokój dwa na dwa metry, trzech dorosłych się ledwo mieści, a oni z tego robią główną atrakcję turystyczną. Rozreklamowane jak nie wiadomo co. Legoland? No, fajny, tylko że jak z dzieckiem latem pojedziesz, to zanim nadejdzie twoja kolejka, żeby kupić bilet, dziecko zapłakane, a ty z nerwicą. Dania to płaski kraj, mają jakieś plaże, ale takiego Sopotu to u nich się nie znajdzie. Nie rozumiem polskich kompleksów, historią też nie potrafimy się chwalić, taki Kraków to przecież świadectwo pięknej przeszłości. W Danii wojny nawet nie było, poddali się zaraz. Podejrzewam, że z tych pięciu strzałów, które padły, trzy oddali Polacy.

Zaprawde pistolet jest z Arkadiusza, poczytajmy jak robił karierę:

Zawsze był pan tak niechętny temu krajowi?

Miałem różne okresy. Na początku zorientowałem się, że z tą polską skromnością za daleko nie zajadę. Każdy z moich kolegów się promował, schodził z boiska i do kamery mówił, że to on wygrał mecz, bo był najlepszy. A ja głupi mówiłem, że wygrała cała drużyna. Zachód uczy ludzi egoizmu, więc zacząłem się chwalić, jaki jestem wspaniały, i od razu mnie doceniono. Krzyczałem na kolegów na treningach, a w gazetach powtarzałem, że Onyszko jest najlepszy w lidze. Uwierzyli. Fakt, że przy tym dobrze broniłem. W Viborgu osiągnęliśmy historyczny sukces, zdobyliśmy Puchar Danii, graliśmy w Europie. Ale sukces odniosłem także dzięki temu, że dbałem o swoją promocję. W Polsce ludzie mają pretensje do Artura Boruca, że jest arogancki. Na Zachodzie taki właśnie musisz być. W 100 procentach rozumiem i popieram Boruca, a dla młodych ludzi mam jedną radę: jak jedziesz za granicę, musi być z ciebie kawał skur…, żeby cię szanowali.

Dalej lecimy światopoglądowo:

Pana dziewczyna jest Dunką. Jak to możliwe?

Wie pan, ja nie miałem problemów z Dunkami. Zawsze się jakoś dogadywaliśmy. Tę poznałem, kiedy już byłem sam, nie odwróciła się ode mnie, była ze mną jako jedyna, a tam trudno iść pod prąd. Ostatnio zadzwoniła do mnie pani prokurator, że jakiś polityk podał mnie do sądu za to, że nienawidzę gejów. Zapytałem ją od razu, czy robi sobie jaja. Stwierdziła, że będę musiał przyjechać zeznawać, więc od razu kazałem jej list gończy wysyłać, bo nigdzie się nie wybieram. Znam polską mentalność, nie wydadzą mnie za jakichś gejów.

Naprawdę ich pan nienawidzi? Dlaczego?

Nienawiść to za dużo, jak ktoś się taki urodził, trzeba to uszanować. Ale eksponowanie tego na ulicach, ubieranie się jak kobieta, te kobiece gesty, ruchy – to jest obrzydliwe. Nie chciałbym, żeby w moim kraju były jakieś parady, żeby geje nago biegali po ulicach i się całowali. Widziałem w Kopenhadze olimpiadę homoseksualistów – brud, smród i ubóstwo. Nie szło na to patrzeć. Dziwiłem się, że Duńczycy na to pozwolili. Ale pozwolili, bo przecież burmistrz Kopenhagi też jest gejem. Sprzątali po tej imprezie tydzień. A ja? Miałem papieża Polaka, chodziłem na religię, uczono mnie, że tak nie wolno, a teraz mam być sądzony za to, że powiedziałem, że to obrzydliwe? Nie przeszkadzają mi homoseksualiści, którzy normalnie się zachowują. Mogą mieszkać razem, ale po co się afiszować? To mnie bardzo drażni.

Podobno homoseksualiści zablokowali panu karierę?

W FC Midtjylland sponsor drużyny był chyba gejem i powiedział prezesowi, że mam nie grać. Tak samo było w Anglii. Poleciałem do Plymouth, żeby podpisać kontrakt, ale nikt na mnie nie czekał. Wpływowy sponsor, polityk, dowiedział się, że jestem homofobem, i zablokował transfer. Wróciłem do Polski. Tu na razie nikt nie wpadł na pomysł, żeby geje mogli adoptować dzieci. Jeśli pojawiłoby się takie prawo, myślę, że wybuchłaby wojna. Nasz papież by się w grobie przewrócił. Jak dziecko ma być przez dwóch ojców wychowywane? W szkole będą je palcami wytykać. Dajmy już spokój, nie możemy popaść w szaleństwo.

Cały wywiad jest taki, że palce lizać. Dajemy Arkadiusza na tapetę, bo nie dość, że jest spoko gościem to jeszcze wyruchał Polonię Warszawa na 50 tysi miesięcznie, podpisując kontrakt z obumarłą nerką. Barany w warsiafki go nie przebadały, hehe :) Ponadto Arkadiusz Onyszko preferuje zdrowe podejście w stosunkach damsko-męskich o czym bez kręcenia i upiększania mówi w wywiadzie. Jednym słowem: Madafaka!

Ale o co chodzi? O to chodzi, co często powtarza mój SuperMario: jak się sam nie poszanujesz to cię nikt nie poszanuje. Kurestwo wlezie na łeb,  pierdnie w twarz i zaśmieje się szyderczo. Westmax, te swoje pierdolenie o Zachodzie możesz wysyłać do Gazetki Wyborczej. Tam promowana jest kultura srania na swoich. Miałem tu kontakt z chyba wszystkimi głównymi nacjami świata i nikt, prócz może jakichś młodocianych obwiesi, nie mówił o swoim kraju, o swojej kulturze inaczej niż z dumą.

Teraz sprawa krzyża. Skoro pod krzyżem modli się garstka zjebanych moherów i nikogo to nie obchodzi, nowoczesną, postępową część społeczeństwa  krzyż i cyrk przed nim nie interesuje, to dlaczego kurwa pijane męty plują na te moherowe babcie i je zaczepiają?! Dlaczego was, kacapskie zombie, pali ten krzyż w dupę, że usiedzieć nie możecie spokojnie, skoroście tacy na niego obojętni? Może ustosunkujesz się Westmax, w imieniu kolegów?

W sprawie turystów na Krakowskim Przedmieściu i gdziekolwiek indziej podtrzymuję pogląd sprzed lat: powinny chodził grupki rosłych chłopców i pilnować zachodniego bydła. Jak angielskie bydło zacznie robić syf przy piwie w ogródkach to wyprowadzać na środek ulicy i wpierdol. Westmax może potem opatrywać i głaskać po jajkach.

Katastrofa Tupolewa. Skad wiesz Westmax, że katatrofa? Leciałeś nim? Widziałeś parametry lotu? Jakieś rzetelne dane? A może czarne skrzynki widziałeś? Chuja widziałeś. Widziałeś nagłówek na TVN24.pl i pierdolisz jak Ci mądrzejsi zagrają.

I tym optymistycznym akcentem kończę na dobre urlop i wracam do pracy. Po kolei będziemy robić porządki.

Tagi: , ,
... free counters