Trzeba ratować fason, bo nas ludzie wyśmieją. Jeden Piana jak dąb i drogowskaz.
Bronisław Komorowski, Pan Marszałek Sejmu, podzielił się w porannej audycji Polskiego Radia swoimi przemyśleniami nt. demokracji. Amerykańscy filozofowie polityczni zachodzili w um co uczynić, aby władzuchne zrównoważyć, zaklinczować, aby jej wpływ z czasem nie sięgnął ludziskom pod pierzyny. W tym celu spisano całkiem niezłą konstytucję i choć jej interpretacje wielokrotnie się zmieniały (obecnie mamy powrót do pierwotnego zamysłu Ojców Założycieli, by parlamet dominował nad prezydentem), wykształciło się przekonanie, że lepiej gdy kongres zdominowany jest przez ugrupowanie opozycyjne wobec prezydenta i jego administracji. Po septemberze jedenastym sprawy nieco się popierdoliły, republikanie w czasach Dablu stopniowo zdominowali obie izby po to aby przy okazji ostatnich wyborów szala wychyliła się na drugą stronę. Fala entuzjazmu jednak opada już i demokraci zaczynają przegrywać lokalne potyczki.
Różnica między Dablu a Obamą jest mistyczna. Za Dablu wojny były złe, za Obamy są dobre. Za Dablu protokół z Kioto był konieczny, Obama może olewać konferencje klimatycznych geszefciarzy ciepłym moczem a tłum ze świecami w dłoniach twardo stoi pod oknem hotelowym. Tak jak podczas konklawe. Mistyzym.
Komorowski uraczył nas ze swej skarbnicy mądrości na okoliczność wyborów prezydenckich:
ja osobiście uważam, że im szybciej, tym lepiej, bo trzeba zlikwidować stan cichej albo zimnej wojny między… w obszarze władzy wykonawczej, między rządem a prezydentem, prezydent nie jest entuzjastą rządu, rząd nie jest entuzjastą pana prezydenta, cierpią na tym w moim przekonaniu reformy w Polsce i działania państwa polskiego, więc dobrze by było ten stan rzeczy zmienić jak najszybciej.
Genialna jest myśl Pana Marszałka. Genialna dubeltowo. Przede wszystkim dowiadujemy się, iż najlepiej dla państwa polskiego będzie wtedy, kiedy ostatnia szatniarka, ostatni cieć gminnego urzędu w Pcimiu Dolnym będzie z nadania PO. Wtedy reformy ruszą pełną parą. W takim razie pojawia się wątpliwość, po co TW Bolek obalał komunizm, skoro monopartyjność gwarantuje progres? Ponadto Pan Marszałek puszcza nam oko, do naszej podświadomości mówi: wybory prezydenckie wygra nie kto inny jak Donald Tusk bądź inny ciul z PO. Trudno bowiem sobie wyobraźić, aby Marszałek Komorowski wieszczył reelekcję Lecha Kaczyńskiego a następnie zwycięstwo PiSu w wyborach parlamentarnych. W to nie wierzy chyba nawet Jarosław Kaczyński.
Inny Pan Marszałek, nieco bardziej strawny, kilka dni temu unaocznił nam różnicę pomiędzy PRLowskim syfem a świetlaną rzeczywistością, której różni wykolejeńcy nie doceniają, zapewne z powodu osobistych klęsk i kompleksów.
Polska i nasze pokolenie przeszło olbrzymie zmiany, olbrzymie. My zapominamy, w jakim miejscu byliśmy i jak te zmiany posunęły Polskę i zmieniły nasze życie na lepsze. Ja powiem o dwóch wskaźnikach w ciągu 20 lat, od roku 90 liczba studentów zwiększyła się trzykrotnie, a długość życia przeciętna, długość życia Polaków zwiększyła się o kilka lat, o pięć lat.
Czyż to nie wspaniałe? Można zrobić zaoczny licencjat z organizacji i zarządzania, bądź inny fakultet robotniczy, jak również żyć długo i szczęśliwie. Wspaniałe… Naszło mnie przemyślenie, że tak jak “pokolenie `68″ musi odejść, żebyśmy mogli zawrócić na właściwy trakt, tak pokolenie “opozycji niepodległościowej” musi odejść, żeby ruszyć z miejsca. Takie samo zjawisko jak w 1830 występuje: stare pryki, poustawiani w instytucjach jak trzeba, dorobieni, córki-zięciowie-wnuki-bratankowie “z polecenia” rozpoczęli już marsz ku dobremu, a tu jakieś szczawie rewolucje wzniecają. Zgroza! Przecież podczas rewolucji średnia życia dramatycznie się skraca, nie wspominając o zaocznym licencjacie z organizacji i zarządzania.
Na koniec- prezent na Gwiazdę. Wywiad z Tomaszem Majewskim, członkiem prestiżowej i elitarnej Galerii Sław Wpisza24 jak również mistrzem olimpijskim i wicemistrzem świata. Miód lipowy, balsam aloesowy, udo dziewicy o paranku na czczo. Nieeee, to zbyt infantylne. Spróbujmy inaczej: prawy Krzysztofa Oliwy między oczy. Kula pchnięta z koła spadająca prosto na głowę:
Większość konkursów wygrywa się w głowie, a mi udało się w niej wszystko poukładać.
Nie planuję życia jak treningu, z dwuletnim wyprzedzeniem. Nie znaczy to, że w życiu jestem zupełnie inny niż w kole. Wprost przeciwnie – tak samo spokojny.
Piłkarze to na szczęście margines sportu. Dla polskich piłkarzy mam bardzo mało szacunku. Dla mnie większość to wałkonie, rzadko znajduje się tam ktoś wartościowy, jeśli już, to bramkarze.
W każdej dyscyplinie dziecko, przychodząc na trening, uczy się dobrych rzeczy. W piłce niestety nie.
Fajnie kurde, że tacy goście się trafiają. Bez nich byłoby kiepsko, oj kiepsko.