Spokojnie. Nie będzie wytykania palcem. To tylko tytuł. A było tak.
Pewna osoba podsunęła Loulkowi książkę, ŚWIATOWY BESTSELLER, opisując treść w superlatywach. Zacząłem czytać z grzeczności. Pierwszy raz w życiu zacząłem czytać o rzeczach zupełnie zmyślonych. Widzę, że dobrze idzie. Myślę sobie: kurwa, to właśnie teraz! Nadrobię te kilka tysięcy woluminów, zrobię jakiś zaoczny fakultecik z organizacji i zarządzania, przebiję się i za kilka lat w dupie będę miał cały świat. Bora-Bora dwa razy do roku, Martini not stirred, gęsia skórka na aksamitnych ciałach orientalnych dziwic i jacht dłuższy niż ten Abramowicza zaparkowany w Monte Carlo podczas GP F1.
Treść mrożąca krew w żyłach. Okazuje się, że w Szwecji nie ma prawdziwych mężczyzn, takich powiedzmy, no chociażby takich jak Wieniawa. Szwedzi biją i mordują kobiecianki, nie robią im dobrze tak żeby nie bolało i do tego nieumiejętnie zakładają kajdanki, przez co szwedzkie kobiecianki po akcji długi czas czują mrowienie w dłoniach.
Lektura szła jak z płatka, aż do sceny w której nieustraszeni tropiciele zła podejmują walkę ze złoczyńcą. Napięcie w zenicie, szamotanina na śmierć i życie, jeden facet dusi się zawieszony na sznurku, drugi ucieka poobijany kijem golfowym, dzielna dziewczynianka z bronią w ręku goni niebezpiecznego sadystę.
I teraz uwaga, strona piencet: Ruszyła za nim co sił w nogach. Schowała pistolet do kieszeni kurtki i nie przejmując się brakiem kasku, odpaliła motocykl.
W tym momencie przysiadłem kurwa. Tę książkę pisał jakiś wymoczkowaty okularnik Larsson. Jestem pewien, że napisał to odruchowo. Pisarzynie cieknie potok myśli, musi wyprodukować treść, to nie jest artykuł naukowy Levi Straussa. Skoro nawet w zmyślonej sytuacji, sytuacji dramatycznego, dynamicznego pościgu, autor wspomina o KASKU to nie ma co się dziwić, że dziewczynianki w Szwecji cierpią biedę. Przy takiej tresurze – część musi ochujeć, nie ma rady.
Tagi:
sejfti fyrst