Takie coś przykleił sobie kierowca normalnego auta, które minąłem w zeszłym tygodniu na hajłeju. Normalnego czyli F150tki. Cholernie mnie to zaintrygowało. Efekty przyszły szybciej niż mogłem się spodziewać, Naszynal Dżeografik zgryzote z tegorocznym konkursem ma rozwiązaną:
Przyjemności to mikro polityka czyli działania podejmowane zazwyczaj we własnym zakresie dla siebie samego. Wiemy już, że w dużej polityce źle się dzieje. Kondonek i jego sowieccy kamaryle dziarsko budują kolejną republikę WNP nad Wisłą. Nie ma nawet do kogo na skargę pójść. Unia Ełropejska nawet w swojej fikcyjności zdycha, merkel z putinem odnawiają pakt ribbentrop-mołotow, Obama zmienia Stany w Kongo. Słucham TokFm – siły sowieckich ciemności nie wiedzą za bardzo co zrobić z sukcesem. Atakują dalej Kaczyńskiego ale bez przekonania. Mają już dyktaturę poplitpopu niemal pełną. Media od polszitu po TVP1.
Kiedy w latach 90 piłem piwesio z wódką “Judyta” z prawdziwą Judytą z Tych w knajpie Bosto na Floriańskiej, kilkanaście godzin jazdy autem od tego miejsca istniały obozy koncentracyjne. Sowieci z Belgradu odtwarzali riplej z 2W Światowej, bawili się w 4ech pancernych NaPrawdę. Gdy to się wypaliło ludzie co prawda zadawali pytania “jak to możliwe” lecz nie dopuszczali myśli o powtórce. Ełropa jest świecka, pokojowa i postępowa.
10 kwietnia obce, wrogie państwo kierowane przez kagiebistów, przy czynnej pomocy miejscowych wnuczków wermachtu dokonało zamachu na Polskiego Prezydenta. Wypadki te zmanipulowane pozostają niczym sprawy z czasów łokietka w roku 2010 gdzie co drugi człowiek korzysta z internetu, przypada na niego 1,3 telefonu GSM i 500 kanałów telewizyjnych.
W tych czasach w Piekarach widziałem scenkę taką oto: Ze świateł rusza jakaś stara Honda i motocykl typu “szlifierka kątowa” [3 sekundy do setki i dźwięk wiertła dentystycznego]. Pan motocyklista ustawił się z lewej by wyprzedzić cały sznur aut stojących przed światłami.
Tym razem miało być właśnie tak, szablonowo lecz pan w hondzie przyśpieszył i na odcinku kilometra nie dał się wyprzedzić. Przed ostrym skrętem zachował się jak jentelmen, nacisnął hamulca i i puścił zjebolca na motorze by ten się nie rozbił. Rozdziawiłem gębę w wielkim zdumieniu i podziwie nad tuninkiem. Pewnie każdy grosz odkładał na ałto i setki jak nie tysiące godzin spędził w warsztacie po to by dać ten pokaz w Piekarach i uwolnić 600 koni i biturbo i może nawet NOS.
Do czego zmierzam. Być może warto tylko takie działania podejmować?
Warto jeszcze się podobać jak robi to Pana Czeng Penng w dodatku prowadząc kanał na Jutubie dla paszczurów, które zamierzają zmienić się w księżniczki. Księżniczki będą bez wątpienia wydymane i urodzą głupie dzieci, które za 20 lat wsiądą na motory i uratują podupadającą transplantologię Mirosława Gie.
odstawić prochy , alko i przymulacze, seriale medialnej nienawiści na OFF, wyjść z pozycji stenbaj, umysł na ON, otworzyć oczy, odetkać uszy… nie tylko po głosowaniu.
… gdyby ktoś chciał degustować – zapraszam w przyszłym roku.
Ale zanim przejdziemy do ogrodu, chciałem poddać się samokrytyce. Dopadła mnie chwila słabości dziś i… wszedłem do deli na Ocean Av. Sami zobaczcie jak to się skończyło.
Na drewnianym mostku leżały zwłoki żaby całkiem rozpłaszczonej. Nic nadzwyczajnego. Pies przechodził ze mną ze dwa razy na tyle blisko, że mógł wciągnąć nosem niczym odkurzacz jak zwykle prawie wszytko co leży. Moje “nie wolno” zadziałało, ale nie w dzień “głupawki wiosennej” . Dzisiaj wracając ze spaceru pobiegła przodem i już żadne “nie wolno”, “wypluj” nie poskutkowało. Porzuła tę żabią podeszwę i połknęła. Później jeszcze krążyła wokół mojego kawałka rzeczki. Krążyla, krążyła, nachylała się aż w kocńu przekonała się, że głębiej jest niż w kałuży. Wygramoliła się z moją pomocą, robiąc dobrą minę do złej gry – prawie jakby chciała zaśpiewać za kibolami “nic się nie stało, chłopaki, niec się nie stało”. W efekcie zaliczyła jeszcze swoją pierwszą kąpiel w wannie.
Siedząc nad tą/taką/inną rzeczką, naprawdę można poczuć wiosnę. Ptaków takie chmary, że hej. Pięknisie z pomarańczowymi brzuszkami [nie wiem jakie to] a i szpaków dużo, nawet dzięcioły nie stukają w drzewa tymczasem tylko krążą-ptasie radio słychać na cały regulator.
Aha, a pies moj, na razie z radości wita się z ludźmi skacząc np. na plecy. Aż strach pomyśleć jak będzie skakać nie z radości i jak dorośnie szczeniak… szakal jeden…
łapy długie jak u kangura a poduszki wielkie jak u niedźwiedzia.
Zanim w okresie jesienno-wiosennym ruszymy testować specyfiki astrologów z pamięcią absolutną oraz by uniknąć przykrego rytuału upodlenia w przychodni rejonowej nr2, przyzwoity konserwatysta wzrok swój kieruje w stronę wypróbowanych metod naturalnych.
Tu mała dygresja: niewiele możemy poradzić na to, że słowo “naturalne” zostało zawłaszczone przez różnego rodzaju cwaniaczków robiących ludziom wodę z mózgu, głównie po linii żywienia. Połowa żarcia w najbliższym mnie supermarkecie jest organic i natural (mhm, jasne). To samo stało się ze słowami “towarzysz” [dawniej jakże szlachetny zwrot], “liberalizm” i wieloma innymi. Po prostu musimy kupić hektary i samemu te kartofle i jabłka sadzić, nie ma rady.
Szklanka miodu, łyżka ziaren anyżu oraz 6 ząbków czosnku. Czosnek i anyż ścieramy na miazgę i wsypujemy do miodu. Powinno przegryźć się powiedzmy dobę. Miód najlepiej żeby był akacjowy, bądz lipowy. Miodami z dużych wytwórni możemy nie zawracać sobie głowy. Nie ma w nich nawet miligrama pyłków. Pozostaje płacenie $30 za słoiczek 226ml. Anyż można dostać w sklepach omijanych szerokim łukiem przez monarchistów – $26 funt. Czosnek argentyński, bo innego nie ma ale ponoć organic i 105% natural. Łyżeczka rano, łyżeczka wieczorem. Zdrowia!
Do tej pory po śladach na śniegu widziałam, że sarenki czy jelonki były blisko domu, no i oczywiście po pustym koszyku, który im noszę na łąkę. T.j. koszyk noszę wypełniony jabłkami, marchewką, czy podobnie. Lubią też suchy chleb.
Dziś koło 8 rano zobaczyłam na gorącym uczynku, co mnie naturalnie ucieszyło. Szybko chwyciłam za aparat i zza okna pstryknełam zdjęcie na dowód.
Kiedy spadło tego śniegu tyle, kiedy trzeba było łopatą machać, kiedy zaspy naturalne czy zepchniety snieg na 5 m wysoki, nie wiem czemu ale śmiałam się jak glupia do sera. Jakaś dziwna radość, a machanie tą łopatą wcale nie takie straszne.
Mróz zrobił swoje, jeziora w lód zamienione. Przez ostatnie dwa lata byla era ocieplenia, syndrom Ala Gora – z lodem krucho.
Dziś skorzystałam z okazji. Rewelacja, na zewnątrz minus 15, a pod wodą cieplutko.