Trockizm wiecznie żywy

luty 24, 2010 | XiazeLuka 12 Komentarze/y | Kategoria: Polityka, Xiaze

21 sierpnia 1940 był szczęśliwym dniem dla całego świata. Tegoż dnia zakończył swój odrażający żywot Leon Dawidowicz Bronstein, szerzej znany jako Leon Trocki. Trocki przewyższał w krwiożerczości czołowego wampira tamtego okresu, towarzysza Stalina (o tow. Hitlerze szkoda nawet wspominać, w porównaniu ze Stalinem to liga okręgowa) – na szczęście głównie tylko teoretycznie. Gdyby schedy po Leninie nie zagarnął łagodny i opanowany Stalin, lecz misjonarz zbrodni Trocki, to już przed holokaustem nastąpiło przedefiniowanie porządku moralnego świata. Na szczęście dla mieszkańców Rosji Sowieckiej historia potoczyła się inaczej.

Przeczytaj Całość »

Socjalni kidnaperzy

luty 23, 2010 | XiazeLuka 26 Komentarze/y | Kategoria: Polityka, Xiaze

Grono 460 niezwykle kompetentnych i bystrych omnibusów przygotowuje nowelizację ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie. Jeśli zostanie ona uchwalona w takim kształcie, o jakim informują media, to trzeba będzie zmienić jej nazwę na bardziej adekwatną: ustawa o przeciwdziałaniu rodzinie.

Najważniejsza zmiana to oddanie naszych dzieci w łapska porywaczy zwanych dla niepoznaki „pracownikami socjalnymi”. Pracownicy socjalni do niedawna byli żywym, empirycznym dowodem na to, że rządowe metody przeciwdziałania bezrobociu są skuteczne. Najwyraźniej sukces ów uznano za połowiczny, ponieważ „pracownikom socjalnym” nowela ma przyznać uprawnienia wykonawcze z pominięciem nawet sankcji sądowej:

Nowelizacja zakłada, że decydować o zabraniu dziecka rodzicom, którzy je krzywdzą lub nie radzą sobie z wychowaniem, będzie mógł pracownik socjalny. Dziś konieczna jest decyzja sądu rodzinnego.

Dla formalności zawarto i przepis, zgodnie z którym porywacz będzie miał obowiązek powiadomić o rapcie w ciągu doby sąd, niemniej, jak zauważa prof. Marek Andrzejewski: Będzie jak na Zachodzie, gdzie się mówi, że bulterierowi czasami uda się wyrwać dziecko, a od pracownika socjalnego nigdy. Nawet jeśli pan profesor odrobinę koloryzuje, to i tak grożą nam zaskakujące doznania – reżimowy funkcjonariusz będzie mógł w każdej chwili w dowolnym miejscu ukraść nam dziecko i wywieść je nie wiadomo gdzie, informując nas o kradzieży dopiero po fakcie.

Pretekstem do kidnapingu może być wszystko, co tylko nie spodoba się „pracownikowi socjalnemu”: nie pozmywane naczynia, brudne okna, brak rolls-royce’a w garażu, a nawet „zawstydzenie, narzucanie własnych poglądów, ciągłe krytykowanie, kontrolowanie, ograniczanie kontaktów” czyli w skrócie „znęcanie psychiczne”.

No tak, narzucanie własnych poglądów odnośnie stosowania pampersów zamiast pieluch tetrowych albo na odwrót to poważna zbrodnia, tym większa, że zainteresowany nie jest w stanie zaprotestować – nie umie czytać, nie umie pisać, nawet mówić prozą nie potrafi, więc nie może wezwać na odsiecz „pracownika socjalnego”. Toksyczni rodzice bestialsko to wykorzystują i stosują przemoc w postaci opancerzania tyłeczka pieluszką, nieczuli na wrzaski dręczonego dziecka. Bez „pracownika socjalnego” dziecku grozi kolaps mentalny, bez dwóch zdań. A „ograniczanie kontaktów”? 14-latka lubi jeździć po nocach samochodem wraz z paroma starszymi o kilka lat kryminalistami, przejażdżki uatrakcyjniając wódeczką i papierosami, rodzice starają się te „kontakty” „ograniczyć”. „Pracownik socjalny” pomoże, a jeśli dziecko skończy gdzieś w zaspie z nożem w plecach, to nie będzie jego wina, lecz rodziców, którzy nie potrafili córki wychować. O „krytykowaniu” to szkoda nawet wspominać, gadanie „ile razy ci mówiłam, żebyś nie przebiegał przez jezdnię przy czerwonym świetle” dziecko denerwuje, co może skończyć się nerwowym jąkaniem, a więc inwalidztwem. Cała nadzieja w „pracownikach socjalnych” i legendzie o Morozowie.

Nowela dowodzi po raz kolejny istnienia charakterystycznego tryndu we współczesnym postępowym lewodawstwie – z ekstremum czyni się normę, którą fortyfikuje szykanami wymierzonymi we wszystkich. Za przewinienia pojedynczych elementów karane jest całe społeczeństwo. Stosowana jest odpowiedzialność zbiorowa, podważana jest instytucja rodziny, a za Zbawicieli robią urzędasy. Pracownicy socjalni, XXI-wieczni Übermenschowie.

W Polsce wykonuje się karę śmierci

luty 19, 2010 | XiazeLuka 33 Komentarze/y | Kategoria: Polityka, Xiaze

I to w dodatku na bardzo małych dzieciach.

Obowiązujące w naszej Guberni przepisy przewidują możliwość wymierzania kary śmierci bardzo małym dzieciom z powodu zagrożenia życia lub zdrowia kobiety oraz ciężkiego upośledzenia płodu. Powiedzmy, że to okrucieństwo, lecz okrucieństwo uzasadnione koniecznością wyższą oraz względami humanitarnymi. Nikt nie może domagać się od kobiety poświęcenia życia, bezcelowe jest także domaganie się donoszenia płodu pozbawionego głowy. W porządku. Istnieje jednak jeszcze jedna możliwość zabicia dziecka – w sytuacji, gdy zostało poczęte w wyniku gwałtu. I tutaj usprawiedliwienia dla takiego procederu nie widać.

Wyobraźmy sobie, że gangster „Parówa drobiowa” żegna czule żonę w ciąży i idzie do „pracy” w firmie zarządzanej przez swojego szefa „Kiełbasę krakowską” – morduje, dokonuje kidnapingów, masakruje twarze przechodniom, gwałci nieletnie dzieci. Dzień w dzień, rok w rok.

W końcu ospałe młyny sprawiedliwości wkręcają „Parówę” w swe nieubłagane tryby. Gangster zostaje postawiony przed sądem. Za kilkanaście trupów i dziesiątki innych przestępstw otrzymuje łączną karę dożywocia. Wyjdzie z tego dożywocia po 20 albo 30 latach, wszak trzymanie tyle czasu człowieka w zamknięciu to bestialstwo.

Wśród ofiar gangstera była i pani Alicja. Została tysiąc razy zgwałcona, no i efekt przestępstwa jest – pani Alicja zaszła w ciążę. Pani Alicja brzydzi się „Parówy” oraz wszystkiego, co się z nim wiąże, przeto załatwia sobie aborcję. Dziecko, które nie ma niczego wspólnego z gwałtem zostaje skazane na karę śmierci i zamordowane. A „Parówa” żyje dalej, pani Alicja takoż. Nowickie, Szyszkowskie i inne takie dopatrują się tu sprawiedliwości.

Gwałciciel żyje, morderczyni żyje, niewinne dziecko zostaje zabite. Gdzież tu sprawiedliwość?

Gdyby sąd orzekł „Parówie” karę dodatkową – wyabortowanie jego żony – to byłby rejwach na miarę podpalenia Reichstagu. Powszechnie uznałoby taką decyzję za skandaliczną, nawet w środowiskach utytłanych po łokcie w okołoskrobankowej krwi. Tego syna „Parówy” wzięłoby pod ochronę. Dlaczego na podobne względy nie może liczyć drugi syn gangstera, ten noszony przez panią Alicję?

Gwałt to odrażające przestępstwo. Sprawców należy surowo karać. Nawet aborcją narzędzia gwałtu, nie mam nic przeciwko. Jednakże dziecko będące wynikiem tego gwałtu gwałcicielem nie jest! Dlaczego ma ponieść karę i to znacznie surowszą od samego gwałciciela???

Menopauza w polityce

luty 18, 2010 | XiazeLuka 17 Komentarze/y | Kategoria: Polityka, Xiaze

Dziś demotfukraci zajmą się projektem ustawy o parytetach płci na listach wyborczych. Parytet płci to współczesny elegancki eufemizm zastępujący nieładnie kojarzące się słowo „łapanka”. W przeciwieństwie jednak do następstw okupacyjnych łapanek obecnie ofiara może liczyć na wymierne korzyści finansowe – szczęśliwców wywiezionych na przymusowe roboty do Warszawy na ulicę Wiejską czeka prawo wstępu do finansowej Arkadii na teoretycznie 4 lata. Warto więc dać się złapać.

Posłanka Mucha Joanna z Peło zachwala parytet płci: [parytety] Są potrzebne. Mogą zmienić sytuację kobiet, które chcą teraz wejść do polityki albo próbują od kilku lat, ale ze słabym skutkiem.

No cóż, wielu facetów jest w podobnej sytuacji: chcą wejść do polityki, próbują od kilku lat ze słabym skutkiem – czyż nie należy się im nagroda za niezłomne starania? Taki Korwin-Mikke na przykład, żadnej okazji nie przepuści, efekt jednak zerowy (a raczej – półtoraprocentowy). Czyli czynnikiem powodującym „słaby skutek” nie jest płeć, lecz brak odpowiedniego poparcia, a zdaje się, że o zdobywanie poparcia chodzi w zabawie w demotfukrację.

Oczywiście zdobywanie poparcia to nic specjalnie trudnego: wystarczy określić odpowiedni target i deklamować niestworzone rzeczy, których wytypowana grupa lubi słuchać. Brak realizacji obietnic wyborczych (to jeszcze jeden nowoczesny eufemizm kamuflujący zwrot „bezczelne kłamstwa”) i tak się później zwali na cokolwiek, tłuszcza od lat łyka te wykręty, łyknie więc raz jeszcze. Jeśli ktoś nie umie się dostosować do takiej taktyki to znaczy, że nie rozumie polityki i skończy jak JKM. No dobrze, ale dlaczego mężczyznom generalnie udaje się kantować elektorat, a kobietom nie? Wszak na listy wyborcze głosują obie płcie, gdyby więc białogłowy kierowały się podczas głosowania solidarnością jajników, to o parytet żebraliby dzisiaj mężczyźni…

Posłanka Mucha Joanna poddała ów przypadek badawczy wnikliwej analizie i odkryła przyczynę: polityka to męski świat. Polska polityka jest kompletnie niedostosowana do kobiecego sposobu życia, bycia, prowadzenia domu, wypełniania obowiązków.

Cóż, nie pozostaje nic innego, jak się z posłanką Muchą Joanną zgodzić – rzeczywiście, polityka jest kompletnie nieprzystosowana do ciąży, karmienia piersią i szaleństw hormonalnych co miesiąc. Przy okazji warto zwrócić uwagę na fakt, iż posłanka Mucha Joanna propaguje seksistowskie stereotypy, wedle których każdy samiec po powrocie z pracy zalega na kanapie przed telewizorem i do północy ogląda głupią piłkę nożną, całkowicie lekceważąc „wypełnianie obowiązków i prowadzenie domu”. Jeśli nawet tak jest, proszę pani, to należało o tym pomyśleć wcześniej i nie wychodzić za leniwego knura. Jeśli nie umie się przewidywać, to lepiej do polityki się nie pchać, ponieważ powielanie na szczeblu państwowym bezmyślnych odruchów dobrze się skończyć nie może i z całą pewnością nie zasługuje na wyróżnienie parytetem.

Jak wyglądałaby polityka dostosowana do kobiecego sposobu życia? Praca posłanki nie polegałaby jedynie na grzaniu ław podczas nudnych posiedzeń, parlamentarzystki miałby zagwarantowany czas na szoping, czyli czynność całkowicie obcą naturze mężczyzny. Kluby kobiece obradowałyby w salonach kosmetycznych podczas nakładania balejażu (czymkolwiek to jest), a tematem obrad byłyby ulgi dla producentów torebek. Zresztą, zamiast wymyślać, zacytuję zbiór zagadnień z działu „damskie sprawy” forum dla kobiet Twoje Beauty :

  • Okres menopauzy
  • czy faceci naprawdę wola niskie kobiety?
  • Co Wasi mężczyźni sądzą na temat dzieci ?
  • Małe słodkie sekrety…
  • Tabletki anty
  • Rola mężczyzny w związku jaka właściwie jest???
  • jak poradzić sobie z rozstaniem
  • nasze fobie czyli czego się boimy??
  • Idealny mężczyzna
  • co najbardziej w sobie lubisz?
  • Flirt

Jak widać – normalne kobiety nie interesują się (i słusznie) polityką, mają swoje sprawy składające się na kobiecy sposób życia, które nijak się mają do zadań stawianych kreatorom prawa i tych praw realizatorom. Przejrzałem kilkanaście portali kobiecych, kategorii tematycznych typu „polityka”, „ekonomia”, „sprawy międzynarodowe” raczej nie sposób się doszukać. Mieszanie kobiecego sposobu życiado polityki jest więc nieporozumieniem, uprzywilejowanie zaś określonej grupy społecznej natomiast – postępowaniem sprzecznym z demotfukracją.

Weteranów nie wpuszczą na stadiony. A Jaruzelskiego?

luty 17, 2010 | XiazeLuka Brak Komentarzy | Kategoria: Polityka, Xiaze

Tak, tak – wiele osób może nie zostać wpuszczonych na mecze mistrzostw Europy w piłce kopanej. Wśród nich może być pieszczoszek red. red. Żakowskiego i Mazowieckiego, towarzysz Jaruzelski Wojciech. I bynajmniej nie za antysemityzm – bo to zostało Spawaczowi przez Autorytety wybaczone – lecz za pokazanie się w pełnej gali odznaczeniowej. Towarzysz generał wyznał był bowiem, że jako młody chłopak nosił mieczyk Chrobrego. Odznaka ta znalazła się w katalogu symboli zabronionych przez UEFA. Jeśli ktoś się zechce lansować nieprawomyślną odznaką, to ochrona ma delikwenta wziąć pod pachy i wykopać ze Stadionu – nomen omen – Narodowego. Widok kilku kwadratowych goryli wywlekających brutalnie Człowieka Honoru na parking będzie przykry i nietolerancyjnie niestosowny, może zatem zawczasu duet Żakowski & Mazowiecki zatroszczy się o kolejne rozgrzeszenie swojego totumfackiego i załatwi mu od Platiniego list żelazny?

Towarzysz Generał jest jeden, przeto i problem jest pojedynczy. Gdyby jednak na stadion wybrała się brać udekorowana takim oto znakiem:

…to zrobiłoby się niewesoło. Pytanie tylko – komu. Maltretowanie weteranów Wojska Polskiego jest takie nie comme il faut, z drugiej strony jak można tolerować TAKIE symbole w europejskiej telewizji?! Czy tak chętni do wybielania antysemitów redaktorzy Żakowski & Mazowiecki wstawiliby się za starymi podhalańczykami? Czy potrafiliby z identyczną maestrią relatywistyczną wytłumaczyć czynnikom europejskim, że czarno-biała wizja przeszłości to obciach godny gnojków z IPN, a nie światłych humanistów?

Rzeczpospolita doniosła wczoraj, że parlament Islandii ma zająć się pakietem propozycji, które mają uczynić z tego kraju światowy raj wolności słowa – na wzór rajów podatkowych. Na pierwszy rzut oka wygląda to nieźle, niestety dziennik informuje, że ów „pakiet” ma poparcie Sojuszu Socjaldemokratycznego i Ruchu Lewica-Zieloni, co z miejsca wzbudza wątpliwości i uzasadnione podejrzenia, iż zapowiadana z pompą wolność słowa nie jest przeznaczona dla wszystkich. Czyli prawdopodobnie będzie stosowana zgodnie z logiką prezentowaną przez red. red. Żakowskiego i Mazowieckiego – dla wybranych. Wśród wybranych jest Jaruzel, wątpię jednak, by z równą energią złotouści żurnaliści bronili Giertycha i jego nacjonalizmu…

Zalegalizować strzelanie do bandytów

luty 15, 2010 | XiazeLuka 28 Komentarze/y | Kategoria: Polityka, Xiaze

W Warszawie, w biały dzień, w pobliżu centrum handlowego, dwóch młodocianych degeneratów zabiło nożem policjanta. Dwa dni później w programie „Dzień dobry z TVN” zameldowali się dwaj koledzy poległego funkcjonariusza. Po rutynowych wyrazach żalu policjanci przystąpili do dawania cywilom dobrych rad.

Co zatem należy robić, kiedy zobaczy się dwóch zdeterminowanych bandytów zakłuwających półmetrową kosą przechodnia? Zdaniem Wujków Dobre Rady – należy interweniować: zwrócić nożownikom uwagę na niestosowność ich postępowania, pogrozić palcem i obiecać, że się zadzwoni na komendę, wlepić wzrok prosto w ich oczy (a propos – kynolodzy twierdzą, że wyzywające spojrzenie w ślepia psa to proszenie się o przegryzienie szyi; ta zasada najwyraźniej nie działa w przypadku uzbrojonych gangsterów, wystarczy takiemu popatrzeć bez mrużenia powiek w źrenice i ów od razu truchleje) i tym podobne.

Jest tylko mały problem, zwany potocznie „pierwszy odważny”, obserwowalny łatwo codziennie np. na drogach, których jeden z pasów ruchu okupuje bus-pas. Dopóki „pierwszy odważny” nie wjedzie na teren zakazany, dopóty wszystkie pojazdy wloką się pozostałymi pasami. Wystarczy ów pierwszy odważny, by na bus-pas wlał się strumień ośmielonych zachowaniem lidera naśladowców. Panowie policjanci apelują do społeczeństwa, aby każdy z osobna był takim „pierwszym odważnym” i interweniował w obronie szlachtowanego bliźniego. Wszystko bardzo ładnie o ile bus-pasa nie pilnuje patrol – żadnych odważnych wówczas nie ma, są jedynie niedowidzące gapy, no a na takie ofermy przecież liczyć nie można. Nożownik w amoku to właśnie taki patrol przy bus-pasie odbierający odwagę wszystkim innym.

Panowie policjanci więc albo sobie żartowali, albo bezdusznie kpili z cywilów. Dowcipkowanie nad otwartym grobem raczej odpada, pozostaje zatem druga ewentualność – chłopaki robili sobie z nas jaja. Doświadczony, posiadający 15-letni staż policjant wydziału operacyjnego nie dał sobie rady z dwoma chwastami, a kolebiąca się na cienkich nóżkach starowinka ma reagować jako „pierwsza odważna”? Czym, parasolka czy torebką? Astmatycznym dyszkantem wzywać pomocy? Zresztą, co tam babcia – dorosły facet może się zawahać, kiedy przed oczami stanie mu żona i dzieci… Pozostaje jedynie z bezpiecznej odległości zadzwonić na 112, tyle że to i tak nic nie zmienia – na miejscu bójki pozostają tylko dymiące zwłoki, bo chwasty już zdążyły uciec.

Ja panom dowcipnisiom z policji mogę złożyć przyrzeczenie: chętnie zostanę „pierwszym odważnym” pod warunkiem, że przestaniecie lobbować na rzecz rozbrajania społeczeństwa. Mając klamkę pod pachą stanę w obronie każdego nieuzbrojonego policjanta zaatakowanego przez bandytów. W razie czego zastrzelę napastnika, mając świadomość, że prawie na pewno będę mógł liczyć na wsparcie ogniowe innych uzbrojonych obywateli. Umowa stoi? Wy przestaniecie pomiatać ludźmi swoimi barbarzyńskimi radami, my w rewanżu będziemy rzadziej wam zawracać głowę.

Narzekaliście, panowie, że „nikt” nie odważył się interweniować, że mamy takie ciemne społeczeństwo, że nie umiemy się zachować. A przyszło Wam do głowy, że Wy przynajmniej za podejmowane ryzyko dostajecie pensję i szybką emeryturę, a my musimy „dostosowywać środki obronne do sytuacji zagrożenia”, jak mniej więcej głosi nieludzki przepis definiujący obronę konieczną? Wasz kolega zginął w Warszawie, w biały dzień, w pobliżu centrum handlowego – jakie szanse ma ktoś mieszkający na odludziu? Powszechny dostęp do broni palnej dla niekaranych, zdrowych psychicznie ludzi to najprostsze i najbardziej uczciwe rozwiązanie. Chwasta może to z noża nie rozbroi, niemniej z całą pewnością odbierze mu poczucie siły i bezkarności.

My, Polacy?

luty 4, 2010 | XiazeLuka 61 Komentarze/y | Kategoria: Polityka, Xiaze

Parę dni temu dobrzy katolicy oburzyli się brakiem wrażliwości. Ów brak wrażliwości przejawił się zawieszeniem skromnej tablicy upamiętniającej pewną katastrofę morską. Popis chrześcijańskiego przebaczania w wykonaniu świętszych od papieża sprowokowała narodowość ofiar. Zdaniem strażników Ewangelii bywają narodowości słuszne i niesłuszne.

Teza to śmiała, aczkolwiek mocno ryzykowna. Gdzie by była Polska i kogo byśmy mieli za idoli narodowych, gdyby nie wymienieni niżej dżentelmeni?

Pół-Czech Bolesław Chrobry – pierwszy król Polski.

Pół-Niemiec Kazimierz Odnowiciel – jak sam przydomek wskazuje, podźwignął Polskę z kolan. Danke, Herr Majestat!

Węgier Báthory Istvan– czyli po naszemu Stefan Batory. Ulubieniec wojowniczych rusofobów, nic dziwnego: w trzech zręcznie przeprowadzonych kampaniach pobił na głowę Rosjan, rujnując ich plany szerokiego wyjścia na Bałtyk o mniej więcej 100 lat.

Litwin Jagiełło – swojskie imię Władysław otrzymał w wieku dopiero ok. 24 lat. Zasłynął głównie jako zwycięzca jednej z największych bitew średniowiecza, w której pokonał niemieckich Krzyżaków.

Pół-Szwed, pół-Austriak Władysław IV Waza – pogromca Rosjan, zdobywca Smoleńska, autor jednej z najwspanialej przeprowadzonych kampanii w historii polskiej wojskowości. Zapewnił na ponad 20 lat bezpieczeństwo wschodniej granicy Rzeczpospolitej.

Tyle o monarchach. Kolej na wybitnych wojskowych:

Pół-Litwin Jan Karol Chodkiewicz – autor arcydzieła taktycznego, jakim była bitwa pod Kircholmem. Fachu uczył się od innego Litwina, Krzysztofa „Pioruna” Radziwiłła.

Holender Arend Dickmann – polski admirał, wygrał nam bitwę morską pod Oliwą, zresztą jedyną zwycięską bitwę morską w historii polskiej marynarki wojennej.

Pół-Litwin Józef Piłsudski – czy bez niego byłby 1918 rok?

Mieszaniec szwedzko-austriacko-polski Franciszek Kleeberg – jako ostatni walczył podczas kampanii wrześniowej w obronie Polski.

Pół-Niemiec Joseph von Unruh – od 1919 roku Józef Unrug. W 1939 r. dowodził obroną polskiego wybrzeża, broniąc go przed Niemcami. Podczas pobytu w oflagu porozumiewał się z Niemcami przez tłumacza.

Niemiec Władysław Anders – wiadomo, Monte Cassino. Jego wojska walczyły tam z Niemcami.

Wystarczy. A teraz pora na coś z zupełnie innej beczki:

Niemiec Jan Haller– założyciel pierwszej polskiej drukarni.

Niemiec Florian Ungler – drukarz pierwszych książek w języku polskim.

Pół-Niemiec Mikołaj Kopernik – ciekawostką jest fakt, iż Niemcy mają go za pół-Polaka.

Niemiec Johannes Hevelius – czyli Jan Heweliusz, astronom, jeden z nowo odkrytych gwiazdozbiorów nazwał Tarczą Sobieskiego.

Żyd Ludwik Zamenhof – twórca esperanto, „wielki syn swojej polskiej ojczyzny”, jak to powiedział w mowie pogrzebowej żydowski kaznodzieja.

Rosjanin Сократ Иванович Старинкевич – czyli Sokrates Starynkiewicz, generał i prezydent Warszawy. Uczynił z niej nowoczesne miasto, co chyba docenili współcześni, meldując się w liczbie 100 000 na jego pogrzebie. Przy placu Starynkiewicza w Warszawie znajduje się redakcja dziennika Rzeczpospolita.

Żyd Hipolit Wawelberg – uczestnik powstania listopadowego, filantrop, finansista, wydawca dzieł literackich polskich pisarzy.

Żyd Leopold Kronenberg – jeden z przywódców Białych i także jeden z nielicznych polityków, którzy rozumieli wielkie dzieło Aleksandra Wielopolskiego.

A teraz coś dla ducha:

Pół-Litwin Adam Mickiewicz – polski wieszcz numer jeden, swoje najważniejsze dzieło rozpoczął od: Litwo, ojczyzno moja!.

Pół-Francuz Fryderyk Szopen – bez niego nikt by na świecie nie umiał połączyć „Polski” z „muzyką”.

Częściowy Tatar Henryk Sienkiewicz – skarbnik piękna polskiej mowy.

Pół-Amerykanka Anna Dudek – pół-polski akcent w serialu „Dr. House”, wspaniała odtwórczyni roli Amber.

A na koniec coś lżejszego:

Żydzi Akiba Rubinstein, Ksawery Tartakower i Mieczysław Najdorf – najwybitniejsi szachiści w dziejach polskich szachów.

Nigeryjczyk Emanuel Olisadebe – wygrał nam eliminacje do MŚ w Korei.

Ukrainka Maria Liktoras – jedna ze „Złotek”, mistrzyni Europy w siatkówce (2003).

Chinka Li Qian – nasza najlepsza tenisistka stołowa, zwyciężczyni TOP12 (2009), podpora reprezentacji Polski.

Krwi! Krwi nam potrzeba!

luty 3, 2010 | XiazeLuka 85 Komentarze/y | Kategoria: Polityka, Xiaze

Nie, to nie jest dramatyczny apel wojewódzkiej stacji krwiodawstwa. To łagodne, jakże ludzkie stanowisko dwóch posłów LiN, którzy wezwali Prowincjała Zgromadzenia Redemptorystów do usunięcia sprzed ich oczu pewnej tablicy pamiątkowej. Tablica, która tak kole w oczy posłów Kozaka Zbigniewa i Jaworskiego Andrzeja, upamiętnia ofiary trzech wielkich katastrof morskich. Dlaczego pamięć o tych ofiarach nie podoba się funkcjonariuszom Lewa i NIesprawiedliwości? Ano dlatego, że ofiary te mają niewłaściwą narodowość.

30 stycznia 1945 – sowiecki okręt podwodny S-13 zatapia liniowiec Wilhelm Gustloff. Na pokładzie znajdowało się 173 członków załogi, 918 marynarzy z 2 dywizjonu szkolnego, 162 rannych, 4424 uchodźców i 373 kobiety w wieku 17-25 lat z sił pomocniczych Krigsmarine oraz co najmniej kilkuset kolejnych niezarejestrowanych cywilów. Eskorta podniosła z wody 876 rozbitków, z których część potem zmarła.

9/10 lutego 1945 – ten sam sowiecki U-boot zatapia kolejny statek transportowy o nazwie General von Steuben. Statek przewoził 2000 rannych, 230 pielęgniarek, 30 lekarzy i 1000 uchodźców cywilnych. Uratowano 300 osób.

16 kwietnia 1945 – inny sowiecki okręt podwodny L-4 w perfekcyjnie przeprowadzonym ataku torpeduje transportowiec Goya. Na statku znajdowali się żołnierze z 35 regimentu pancernego oraz uchodźcy cywilni, w sumie 6 385 osób. Goya zatonęła po 4 minutach od ataku, eskorta zdołała podnieść z wody tylko 182 ludzi, w tym 4 cywilów.

W sumie w tych trzech katastrofach zginęło ok. 14 000 ludzi, z czego trzy czwarte stanowili cywile. Niemieccy cywile, czyli zdaniem posłów Jaworskiego i Kozaka – podludzie. To znaczy nie, przepraszam, posłowie takim językiem się nie posługują, nie wspominali niczego o „podludziach”. Cywilne ofiary nazwali kulturalnie katami, wskazując przy tym na dodatkową okoliczność katów obciążającą: większość cywilnych ofiar stanowiły osoby, które zajęły wcześniej mieszkania wypędzonych Gdynian i przejęły ich dobytek. Jak sobie pomyślę, ilu Polaków zajmuje domy i mieszkania wypędzonych Niemców i zamordowanych Żydów, to robi mi się słabo w obliczu konsekwencji…

Najzabawniejsze w tym wszystkim jest to, że posłowie zrównali tablicę pamiątkową z pomnikiem, nazywając ją w dodatku formą wyjątkowego wyróżnienia. Nie wiem, jak tam ci wojowniczy posłowie, lecz ja za żadne skarby nie chciałbym w życiu otrzymać takiego wyróżnienia, nawet w formie pomnika. Wyznaję prostacką zasadę, że lepiej być żywym, niż martwą i wyróżnioną ofiarą.

Chociaż nie, jeszcze śmieszniejsze jest oburzenie posła Jaworskiego, który pielęgnowanie pamięci o ofiarach wojny zrecenzował słowami brak wrażliwości.

Gienierał przeprowadził Polszę przez Morze Czerwone

luty 2, 2010 | XiazeLuka 25 Komentarze/y | Kategoria: Polityka, Xiaze

Gospodin Jaruzielskij eto nastojaszczij gieroj. Przy czym wymiar jego bohaterstwa czyni z niego boga miary olimpijskiej, takiego, którego nie da się opisać zwykłymi słowami (o zoologicznych inwektywach nawet nie wspominając). Niezwykłe połączenie Wallenroda, Traugutta i Mojżesza zawarte w jednej powłoce cielesnej.

O tym, że zadrapać pazurami platynowej powłoki herosa się nie da, przekonali się ostatnio inkwizytorzy, którzy usiłowali podpalić Generałowi stos pod nogami. Generał okazał się niepalny, a różne Brauny najadły się jedynie wstydu. Zresztą – jak tu jakiś z cudzoziemskim (krzyżackim?) nazwiskiem śmie się porywać z motyką na Majestat mający nazwisko kończące się na słowiańskie „-ski”?

Nasz Wojciech ma nieciekawe (obszarnicze) pochodzenie. Tym bardziej należy Go podziwiać, że tak szybko postarał się zatrzeć ten grzech. Obecnie tylko Jego wrogowie są na tyle podli, by wyciągać ten wstydliwy fakt, On sam dawno o swoich korzeniach zapomniał.

Bohaterski życiowy szlak Wojciech przetarł we wczesnej młodości, walcząc w czasie wojny z hitlerowsko-faszystowskimi gadami. Jak obliczyli pracownicy Instytutu nauk Społecznych przy KC PZPR, dzięki osobistemu zaangażowaniu Wojciecha na froncie II wojna światowa trwała krócej o 97 godzin i 19 minut. Zadajmy retoryczne pytanie – czy jakikolwiek hardy w gębie obrazoburczy krytyk może w tym względzie konkurować z naszym olimpijczykiem?

Po zakończeniu wojny Wojciech nie odwiesił pepeszy na kołek. Przeciwnie, stawał ofiarnie w pierwszym szeregu walczących z bandami UPA, biorąc na ukraińskich nacjonalistach słuszny odwet za Wołyń, którego nie zdołała (bo nie chciała) obronić Armia Krajowa, czyli bojówki reakcyjno-emigracyjnego rządu londyńskiego. O swoich sukcesach zawiadamiał na bieżąco Informację Wojskową, podpisując się na meldunkach żartobliwie „Wolski”. Jak widzimy, nawet w tych trudnych terminach zachowywał luz, dowcip i pewność siebie, w przeciwieństwie do dezertera Piłsudskiego, przez środowiska niechętne wiedzy historycznej rychtowanego na wielkiego żołnierza.

W szczęśliwych latach pięćdziesiątych Wojciech oddał się studiom i pracy naukowej, nadrabiając stracony przez lata walki czas edukacją na Wieczorowym Uniwersytecie Marksizmu i Leninizmu. Był cenionym badaczem, jego dorobek teoretyczny i praktyczny jest nie do przecenienia. Po dwóch ciężkich, pracowitych latach ukończył ten rozdział swego niezwykłego żywota z oceną bardzo dobrą, co rozumie się samo przez się.

W latach 1967-1968 Wojciech coś tam robił w armii. Mówi się o antysemityzmie, najstraszniejszym ze współczesnych grzechów ludzkości, niemniej jednowymiarowe ocenianie sławnych mężów historycznych to poważny błąd, trzeba zwracać uwagę na kontekst, okoliczności, pytać wszystkie zainteresowane strony. Jak pisze wybitny znawca tematu:

…gdy zobaczyłem dzieło Brauna, uznałem, że trzeba bronić. Nie Jaruzelskiego, ale logiki i uczciwości w prezentowaniu historii.

Generał z filmu to czyste zło w mundurze z szamerunkami. Druga strona nie jest odpytana, ba, w całym filmie nie wypowiada się nikt, kto mając krytyczny stosunek do Jaruzelskiego, odpowiedziałby na podstawowe dla historyka pytanie – dlaczego. Jakie były motywacje Jaruzelskiego? W jakich realiach działał, jakie miał pole manewru?

Oczywiście jest antysemityzm i antysemityzm. Ten drugi reprezentował Hitler i nikt przytomny nie zaprzeczy, że cytowany powyżej znawca tematu niczego podobnego na temat firera w życiu by nie napisał. Wroński Paweł to przecież osoba pryncypialna w swej konsekwencji, tak samo jak reszta redakcji.

Czegokolwiek by Wojciech w tym okresie nie robił – faktem jest, że uczynił z naszego kochanego Wojska Polskiego niezawodną machinę wojenną, świetnie wyszkoloną, czułą na niuanse polityczne, odpowiedzialną w boju, życzliwą w kontaktach ze zdezorientowanymi przez dywersantów tubylcami. Tak, mówimy właśnie o podaniu z narażeniem własnego życia dłoni tonącemu: to właśnie nasz Wojciech ratował zdobycze ludu pracującego w Czechosłowacji. Prawdopodobnie ta lekcja wyczuliła Wojciecha na zagrożenie wewnętrzne, przekonał się naocznie czym grozi destabilizacja kraju wywołana przez szermierzy tak zwanych swobód obywatelskich. Cóż to za „swobody”, które odejmują dzieciom i karmiącym mleko od ust? Cóż to za wolność nie mieć pracy? Jak można nazywać radością braki w sklepach i wszechobecną spekulację (zwaną przewrotnie „wolnym rynkiem”)? Wojciech wyciągnął wnioski, przydały się kilkanaście miesięcy później.

Tak, wróg nie spał. Nie udało mu się w Czechosłowacji, przeniknął więc do Polski i tu rozpoczął podburzać lekkomyślnych, niedostatecznie wyrobionych politycznie robotników Wybrzeża. Trafiła jednak kosa na kamień! Doświadczenia z Czechosłowacji nie poszły na marne! Czołgi i transportery opancerzone wyjechały na ulicę, dłonie żołnierzy zacisnęły się na spustach karabinów, Janek Wiśniewski został rozgromiony przy minimalnych stratach własnych. Dzięki poświęceniu starego frontowca Polska weszła w swój Złoty Wiek, dekadę dobrobytu i powszechnego szczęścia.

Rosnące w siłę nasze państwo – siódma gospodarcza potęga świata – budziło niechęć imperialistów, tracących przez to swoje globalne zyski. Pod koniec lat 70 zebrali się w piwnicy siedziby CIA i opracowali szatański plan skłócenia Polski ze Związkiem Socjalistycznych Republik Radzieckich. Ów perfidny plan zakładał wywołanie konfliktu zbrojnego Polski z ZSRR i zaprzepaszczenie pokojowego dorobku obu zaprzyjaźnionych państw. Wróg się znowu przeliczył! Manewr wykonany wówczas przez Wojciecha wszedł na stałe do każdego podręcznika taktyki, strategii i gry w szachy: imperialiści chcieli, by ZSRR wkroczył do Polski. Generał pozornie szedł na ich pasku, lecz w ostatniej chwili zrobił im na przekór i sam wkroczył do Polski! Tego łajdacy nie przewidzieli, a Wojciech podbił kraj bez większych trudności, ratując nas przed rozlewem krwi.

Ostatecznym dowodem na konieczność umieszczenia Wojciecha w Panteonie jeszcze za życia jest kontekst skutków decyzji, które podejmował. Znany politolog i autorytet moralny, Napieralski Grzegorz, słusznie podkreśla efekt przemarszu przez Morze Czerwone:

Skutek był taki: mamy demokratyczne przemiany w Polsce, Okrągły Stół, dialog między opozycją a rządzącymi, i dziś żyjemy w wolnej, demokratycznej Polsce. A mogło dojść do katastrofy, do wkroczenia wojsk radzieckich.

Słusznie, aczkolwiek nie do końca wyczerpująco. Jedynym zarzutem, jaki można postawić naszemu drogiemu Wojciechowi jest zarzut zbytniej ostrożności. A przecież nadarzała się w 1981 roku doskonała okazja na przeprowadzenie podwójnego blefu, na ostateczne wykiwanie imperialistów i jednoczesne zrealizowanie odwiecznego pragnienia ludzi światłych i postępowych: należało zainscenizować – zgodnie z wrażą intrygą – konflikt zbrojny Polski z ZSRR, po czym od razu się poddać. Gdyby Wojciech wykazał się w tym punkcie zwrotnym śmiałością, to dzisiaj byłby stawiany wyżej od Stalina: Stalinowi nie udało się zrobić z Polski 17 republiki, a naszemu drogiemu Wojciechowi tak!

Sąsiad groźniejszy od gangstera

luty 1, 2010 | XiazeLuka 42 Komentarze/y | Kategoria: Polityka, Xiaze

Politycy i przestępcy (ktoś jeszcze potrafi odróżnić jednego od drugiego?) są mocno zaniepokojeni projektem uczłowieczenia obowiązującej ustawy o broni i amunicji. Projekt nowelizacji zakłada ułatwienie zdobywania dostępu do broni na podstawie samej deklaracji ochrony miru domowego przy spełnienie kilku raczej oczywistych warunków. Likwidacja obecnego status quo, czyli współistnienia rozbrojonego społeczeństwa i uzbrojonych bandytów, oczywiście nie wszystkim się podoba.

Obecnie, aby zażyć wielkiej łaski urzędasa w uniformie i otrzymać zezwolenie na posiadanie broni należy wykazać rzeczywiste zagrożenie dla życia. Jest to wyjątkowy wygodny dla biurokratów wymóg, raczej niespełnialny dla zwykłego człowieka – jak tu bowiem dowieść zagrożenia dla życia p r z e d skutecznym napadem? Owszem, jak kogoś zabiją, to jakiś tam dowód na „istnienie zagrożenia” będzie można nawet uznać za zasadny, szczęśliwie jednak uśmiercony klient rzadko zawraca głowę strażnikom demilitaryzacji okopanym w odpowiednich komórkach komend wojewódzkich. Napad na nieuzbrojonego „obywatela” to nie ich ból głowy.

Od ochrony „obywateli” przed napadami są koledzy demilitaryzorów zwani potocznie policjantami. Policjanci to zbrojne ramię Waaadzy, która to Waaadza zabroniła ludziom bronić się na własną rękę, delegując w zastępstwie policjantów właśnie. Niby logiczne: wyszkoleni fachowcy z pewnością poradzą sobie z każdym zagrożeniem, własną piersią zastawiając bezbronnego „obywatela”. Logiczne, aczkolwiek rozbieżne z możliwościami policji oraz realiami.

Trudno wymagać od Waaadzy, aby każdemu domostwu zabezpieczyła osobistego Terminatora. Tak samo jak nie należy oczekiwać, że wśród policjantów odsetek jasnowidzów jest ponadprzeciętny. O tym, aby na odludzie dotarła odsiecz w czasie krótszym od potrzebnego na dokonanie paru gwałtów i morderstw nie ma co marzyć i nikt przytomny takimi fantazjami głowy sobie nie zawraca. W sumie wniosek jest jeden: Waaadza nie jest w stanie zrealizować swoich obiecanek. Z tej konstatacji wypływa i drugi wniosek: w tej sytuacji restrykcyjne odseparowanie ludzi od broni jest zbrodnią popełnianą przez demotfukratyczne reżimy na swoich „obywatelach”.

Wydawałoby się, że w tej sytuacji nowelizacja bolszewickiej ustawy jest oczywistą oczywistością. Że nie ma co mędrkować, lecz uchwalać nowe prawo z szybkością równą uchwalaniu lewa wprowadzającego prohibicję hazardową. Tym bardziej, że rządzi obecnie partia podobno liberalna. Tymczasem…

Tymczasem ConducătorPeło, Tusk Donald, powiedział, że nie jest zwolennikiem ułatwiania Polakom dostępu do broni. Wtóruje mu boss klubu parlamentarnego, tow. Schetyna Grzegorz: będziemy przeciwko takiemu projektowi. Ponoć to zły kierunek, chociaż tow. Schetyna nie raczył sprecyzować, co konkretnie mu się w tym kierunku nie podoba – większe bezpieczeństwo „obywateli” czy mniejsze bezpieczeństwo polityków,których uzbrojeni „obywatele” mogliby zechcieć kiedyś rozliczyć z ich poczynań.Bardziej wylewny był Conducător,któryuzasadniając swój sprzeciwbłysnął kobiecą logiką:nic nie wskazuje na to, aby per saldo ludzie byli bardziej bezpieczni, dlatego że jest łatwiejszy dostęp do broni. Wydawałoby się, że skoro różnicy nie ma, to nie ma też i powodów do utrudniania dostępu do broni, jednak kobieca logika rządzi się swoimi niewymiernymi prawami.

Z odsieczą politykom pospieszył dyżurny socjolog, tow. prof. Kurczewski Jacek. Złotousty naukowiec ubrał swoje weto w eleganckie porównania i równie nienaganne wieszczenia – choć wszystko razem to jedynie logiczne bzdury: Wbrew pozorom taka zmiana zwiększyłaby poczucie zagrożenia wśród obywateli. W posiadających bardzo liberalne przepisy o broni Stanach Zjednoczonych zaobserwowano, że broń legalna bardzo często używana była jako argument w sporach domowych przez ludzi, którzy nie wchodzili wcześniej w konflikt z prawem. Pociągali oni za spust pod wpływem alkoholu, narkotyków czy emocji. Gdyby broni nie mieli w domu, poprzestaliby na łagodniejszych środkach.

No! Dobrze powiedziane, wszystko tu jest. Streszczenie „Lśnienia” w wersji z koltem zamiast siekiery. Obraz domownika ukąszonego wirusem autodestrukcji w postaci pozwolenia na broń robi wrażenie. Trupy sąsiadów walające się po całym podjeździe i ogrodzie takoż. Rezultat to świat znany z „Jestem legendą”. W obliczu takiej perspektywy nikt pewnie nie zwrócił uwagi na to, że według tow. prof. Kurczewskiego większym zagrożeniem od uzbrojonego gangstera z obrzynem w garści jest domownik/sąsiad z pistoletem w sejfie.

... free counters