Walka z dyskryminowaniem zdezorientowanych płciowo

marzec 9, 2010 | XiazeLuka 4 Komentarze/y | Kategoria: Polityka, Xiaze

Na podwórku szkolnym dziesięciolatkowi bawią się w wojnę. Jeżdżą czołgiem, brum-brum, walą z armaty do Niemców – bam-bam, dokonują cudów odwagi – szast-prast. To załoga „Rudego”.

Obok, również w wojnę, bawią się dwunastolatkowie. Wiedzą więcej, więc – bam-bam, brum-brum – walczą na Shermanie z dywizji Maczka. Czasami między oboma załogami dochodzi do scysji, zażarcie kłócą się o jakość swojego sprzętu. T-34 był lepszym czołgiem, lecz Sherman bardziej patriotycznym. Ech, dzieci.

Pewnego razu przypałętał się Pyciuś. Przyczepił się najpierw do dziesięciolatków:

- Mogę się z wami bawić?

- Czemu nie. Będziesz desantem piechoty.

- Nie, co wy. Nie chcę być desantem piechoty. W ogóle nie chcę bawić się w ten głupi czołg.

- No to w co chcesz się bawić?

- W sklep – Pyciuś wyciągnął z plecaczka lalki.

- My się bawimy w czołg. Jak ci się nie podoba, to spadaj.

- Poskarżę się na was pani! – Pyciuś popłakał się z żalu i odszedł przyciskając do piersi lalki.

Za chwilę znowu rozległ się rozdzierający skowyt – to dwunastolatkowie pogonili Pyciusiowi kota, jeden z nich nawet pokazał mu język.

Minął kwadrans. Na podwórku ponownie pojawił się Pyciuś, tym razem w asyście nie tylko Barbie, lecz i pani Magdaleny Środek, wychowawczyni. Pani Środek wzięła w obroty dziesięciolatków:

- Spójrzcie mi w oczy! Dlaczego dyskryminujecie swojego serdecznego kolegę nie chcąc się z nim bawić?

- Bo my, psze pani, bawimy się w wojnę. A on chce bawić się w sklep.

- No to co? – pani Środek zmarszczyła brwi. – Co jest złego w bawieniu się w sklep? Ja w dzieciństwie często się bawiłam w ekologiczny sklep spożywczy dla wegan…

- Ale my chcemy bawić się w wojnę! Nie chcemy bawić się w sklep!

- Czy wy nie rozumiecie, że w ten sposób robicie przykrość swojemu koledze, który chce się bawić w sklep? Że go w ten sposób poniżacie i pomiatacie nim?

- To niech sobie znajdzie kogoś, kto będzie się chciał z nim zabawiać lalkami. Albo niech idzie do dziewczyn.

- Ja wolę chłopców – wtrącił się Pyciuś i oblizał wargi.

- No! Słyszeliście? Pyciuś was kocha, a wy co? Macie się z nim bawić w sklep!

- Ojejku, psze pani, ale dlaczego?

- Dlatego, że w ten sposób zwalczycie nierówność, wykażecie się tolerancją, no i zwalczycie szkodliwe stereotypy! Skoro dziewczynki mogą się bawić lalkami, to i chłopcy też! A teraz idę edukować tych starszych smarkaczy, jak wrócę ma być w sklepie tłum i kolejka do kasy! – pani odwróciła się i stanęła jak wryta. Czujna załoga Shermanagdzieś się wycofała, dając przykład udanego odskoku taktycznego. Pani pogroziła pięścią w nieokreślonym kierunku – Jeszcze was dorwę i zmuszę do okazywania szacunku bliźnim!

- Macie się ze mną bawić, słyszeliście? – Pyciuś wziął sprawy w swoje ręce. – Ja będę kierownikiem sklepu i kasjerem, a wy klientkami – i rozdał załodze „Rudego” lalki.

- Psze pani – odezwał się jeden z malców. – A mój tata mówi, że kobiety nie są takie same jak mężczyźni. A skoro nie są, to my możemy nie lubić bawić się lalkami, tak?

- Twój ojciec to zdegenerowany nietolerancyjny samiec posługujący się mową nienawiści! – wrzasnęła pani Środek.

- Mój tata mówi – ciągnął bezczelnie smarkacz – że to nie są uprzedzenia, lecz fakty. Bo konstrukcja psychiczna chłopców i dziewczynek różni się biologicznie, genetycznie i psychodelicznie – zakończył niezręcznie.

- Powiedz swojemu tatusiowi… albo nie, sama to załatwię. Pracownik socjalny przyjrzy się twojej społecznofobicznej rodzince Adamsów, wyraźnie widzę, że rodzice znęcają się nad tobą psychicznie. Trzeba cię ratować.

- No dobrze, psze pani, ale czy to prawda, że wśród 30 najlepszych szachistów świata nie ma ani jednej kobiety i że kobiety mają gorszą orientację przestrzenną?

- Nooo, teraz to już przegiąłeś, gówniarzu – pani wychowawczyni wyciągnęła telefon i wystukała numer 112. – Halo, zgłaszam incydent na tle rasistowskim, faszystowskim, dyskryminacyjnym i przemocowym. Podaję adres…

- To na tym polega walka z wykluczeniem społecznym? Na stosowaniu przemocy? – upewnił się maluch. – No to ja też tak potrafię – powiedział i uszczypnął Pyciusia w tyłek.

- Oooo – ucieszył się Pyciuś.

Jestem nazistą

marzec 8, 2010 | XiazeLuka 2 Komentarze/y | Kategoria: Polityka, Xiaze

To znaczy, przepraszam, jestem feministą, oczywiście. Niby to samo, a inaczej się pisze. Starość nie radość, w moim wieku już wszystko zaczyna się coraz szybciej mieszać, nakładać na siebie, zwodzić podobieństwami. Wydaje mi się, że to było przedwczoraj: równe szeregi maszerujące ulicami Warszawy, wujek Gierek celnymi rzutami dalekodystansowymi wręczający najpiękniejszym demonstrantkom tulipany, łopot czerwonych flag, radosne uśmiechy… Ba, nawet data się nie zgadza, jak w przypadku Wielkiej Socjalistycznej Rewolucji Październikowej – paradenmarsch przemieszczał się wczoraj, czyli 7 marca, a jego uczestniczki czciły święto 8 marca. No i powab towarzyszek niezmiennie ten sam, silnie wpływający na moje ciśnienie. Kilka godzin obserwacji pokonującego horyzont uśmiechu Jarugi-Nowackiej Izabeli pozwoliło mi odstawić leki na cała dobę. Zresztą inne manifki także nie ustępowały krasą przodowniczce feminizmu Wasilewskiej Wandzie. Geriatryków mojego pokroju informuję, że krasawica Wasilewska to ten mężczyzna stojący na masce samochodu, a nie, jak to seksistom zdaje się na pierwszy rzut oka, ów ktoś ze zgrabnym tyłeczkiem widoczny w głębi między tow. Berlingiem a tym drugim w szynelu:

Hasła też się nie zmieniły od półwiecza, chociaż muszę przyznać, że są trochę odważniejsze niż za rządów premiera Gierka. Kiedyś skandowało się „Solidarni w walce o socjalizm”, wczoraj „Solidarne w kryzysie, solidarne w walce”. Różnica polega więc na tym, że w moich czasach nie wspominało się o kryzysie. Więcej szczerości, znaczy. Jestem dumny z moich feministycznych sióstr za ich odwagę.

Delegacje VIP-ów budziły szacunek. Zabrakło co prawda towarzysza Breżniewa Leonida (z powodu imperialistycznych sankcji 10 listopada 1982 roku ów terminator wyłączył się po zużyciu ostatniego skradzionego na zachodzie duracella), niemniej zjawił się pogromca strażników miejskichIwiński Tadeusz, osoba własną przybyła etyczka Środa Magdalena, nie zabrakło i sekretarza generalnego KC PZPR… ojej, znowu mi się nałożyło… sekretarza generalnego SLD oczywiście… tow. Napieralskiego Grzegorza. Prawdziwymi gwiazdami były jednak celebrytki Tysiąc i Krawczyk, które jako jedyne spośród zgromadzonych mogą pochwalić się wymiernymi dokonaniami. Wymiernymi, nawet biorąc pod uwagę fakt, że jednej i drugiej nie do końca powiodły się feministyczne manewry: pierwsza musiała zadowolić się jedynie pieniędzmi, druga do dziś szuka współautora genotypu córki. Szanse na pełne powodzenie mają obie w przypadku zrealizowania postulatów uciskanej klasy kobiet i wprowadzenia pełnego parytetu. Warto nadmienić, że etyczne uzasadnienie męskiej ciąży wynalazła już Środa Magdalena, pozostaje jedynie wprowadzić taki zapis do konstytucji. Obywatelski projekt zmiany konstytucji wprowadzający parytet w zachodzeniu w ciążę zebrał już 1675 podpisów, w tym naturalnie i mój – zajście w ciążę w wieku 82 lat będzie moim wkładem w walkę z krzywdzącymi stereotypami.

Cała zabawa rozpoczęła się pod Pałacem Kultury i Nauki im. Józefa Stalina, jak zwykle zresztą od 1955 roku. Także jak zwykle pełno było transparentów z kolącymi w oczy wrogów postępu hasłami: „Jestem Polką socjalistką”… e, nie, mój starczy, słaby wzrok trochę przekłamuje… tam było „Jestem Polką feministką”, co w sumie na jedno wychodzi. Albo inne: „Budżet ma płeć”. Chociaż nie, mój starczy wzrok… eee… no nie, mój starczy wzrok w tym przypadku nie zawodzi, faktycznie tam było „Budżet ma płeć”. Czyżby znaczyło to, że w wyniku ostatecznego rozwiązania kwestii mizoginizmu nie będzie budżetu? Albo zamieni się w budżetkę? Tak jak „dziesiąta potęga gospodarcza świata” za Gierka zamieniła się w Bangladesz za Jaruzelskiego? Wszystko to być może, w moim wieku umysł nie nadążą za zmieniającymi się błyskawicznie wydarzeniami. Dlatego jestem feministą – moje siostry z manify także są za socjalnym bezpieczeństwem lat 70. zeszłego wieku, pamiętam, pamiętam – wszyscy mieliśmy zatrudnienie, wszyscy mieliśmy prawo posiadać dolarowe bony towarowe, a mleko było w butelkach. Tak, będziemy walczyć o powrót do tych kolorowych czasów.

A propos powrotu do normalności – siostry tego nie pamiętają, dla mnie natomiast to dzieje młodzieńcze. Widzę oto oczami retrospektywnymi Lenina Włodzimierza, płomiennie przemawiającego „domagamy się bezwarunkowego zniesienia wszystkich ustaw ścigających sztuczne poronienia”. Lenin Włodzimierz wielkim humanistą był. Jego uczeń, Hitler Adolf, w stosunku do Niemców wykazywał się pewnym rewizjonizmem, niemniej wobec Słowian stanowisko władz było jednoznaczne i mocne: „Płodność Słowian jest niepożądana. Niech

używają prezerwatyw albo robią skrobanki – im więcej, tym lepiej.” Dwaj wodzowie światowej rewolucji mówili jednym głosem, dając przykład oświeconej solidarności. Dlatego nasza manifa została zwołana pod tym samym hasłem – solidarności.

Do zobaczenia za rok!

Tagi:

Gdzie się podział najwyższy urzędnik?

marzec 5, 2010 | XiazeLuka 24 Komentarze/y | Kategoria: Polityka, Xiaze

17 września 1944 rozpoczęła się zaplanowana przez marszałka Bernarda Montgomery’ego wielka operacja „Market-Garden”. Operacja miała na celu obejście od północy niemieckich umocnień na linii Renu, wtargnięcie tą drogą do Zagłębia Ruhry i przyspieszenie w ten sposób zakończenia wojny.

Przeczytaj Całość »

Potrzeba monarchii dziedzicznej

marzec 1, 2010 | XiazeLuka 293 Komentarze/y | Kategoria: Polityka, Xiaze

Władca dziedziczny

poziom doradczy > ciało wykonawcze < poziom sądowniczy

lokalne struktury samorządowe

poddani

Struktura prosta, jasna, przejrzysta i sprawiedliwa. Porównajmy ją z demotfukracją:

SN <> prezydent <> reżim <> parlament <> cholerajeszczewiekto (ChJWK)

przyjaciele królika <> mafiozi <> służby specjalne <> sędziowie <> lobbyści <> ChJWK

partie <> urzędy <> średnie struktury reżimu <> średni przyjaciele królika <> ChJWK

lokalne urzędasy <> lokalni kumple królika <> ChJWK

niewolnicy (tzw. obywatele)

Ostatnia strzałka nie bez powodu ma grot skierowany tylko w jedną stronę. Powód jest oczywisty – przeciętny człowiek nie ma żadnego wpływu na wiszące nad nim struktury Waaadzy i podczepione pod nie nieformalne układy towarzysko-partyjno-biznesowe. Rycho, Zdzicho i Zbychu to nie jest niecodzienna patologia, lecz naturalna konsekwencja demotfukracji, na którą „obywatel” ma znikomy wpływ, sprowadzający się do uczestnictwa w pompatycznym rytuale cyklicznego wrzucania zadrukowanej kartki papieru do pudełka z dziurką.

Owszem, czasami dzięki temu zmieni się skład personalny świń przy korycie. Czasami nastąpią jakieś zmiany w konstelacji koryt. Ba, świnie się między sobą pokłócą, dostarczając niewolnikom chleba i igrzysk (czytaj: zajęcia dla zawodowych i amatorskich komentatorów politycznych). Kłótnie przy korycie nie wpłyną wszelako na jednomyślnie zgodny stosunek świń do publicznej forsy, sprowadzający się do odwiecznej dyrektywy „brać ile się da”.

Takie są uroki demotfukracji – ileż pary, sił i środków idzie w te puste obrzędy i finansowanie świńskich zabaw! Skomplikowane struktury kolejnych poziomów Waaadzy to doskonale żerowisko dla amatorów łowienia ryb w mętnej wodzie i jednocześnie doskonały pretekst do dezorientowania niewolników. Samorząd często jest upartyjniony, przeto nie zajmuje się oczekiwaniami mieszkańców, lecz realizacją celów partyjnych. Partie z kolei nie spełniają obietnic przedwyborczych, lecz starają się umocnić na zdobytym terytorium. 560 przypadkowych ignorantów jest w każdej chwili gotowych uchwalić dowolną bzdurę, której odwołać prosto się nie da, ponieważ tę pierwszą bzdurę przygniotło kilkanaście kolejnych absurdów. Na straży tego bajzlu stoi Sąd Najwyższy, usłużnie wydający wyroki w stylu „To bezprawie, ale…”

Naprawdę złudne poczucie współuczestnictwa w budowie państwa (które trudno nazwać swoim – to raczej bezwzględny i chciwy wróg) warte jest popierania demotfukracji? Zali formalny egalitaryzm różni się czymś od feudalnych stosunków? „Wolny obywatel” może żyć po swojemu, może na przykład bez pytania o zgodę swojego pana wyciąć własne drzewo na własnym podwórku?

Monarchia dziedziczna wolna jest od tego demotfukratycznego cyrku. Monarcha jako właściciel jest zainteresowany sukcesem swego kraju, aby następnie przekazać go w ręce potomka. Powodzenie tej misji wyklucza pobłażanie dla demotfukratycznego bałaganu, prawa są twarde, ale jasne i ograniczone. Ponieważ Władca nie ma możliwości ingerowania w każdy aspekt życia, to na poziomie elementarnym zdaje się na lokalne samorządy, tworzone bez udziału zbędnych w monarchii partii politycznych. Władza w ręce poddanych, których entuzjazm ogranicza jedynie spisana na kamiennych tablicach wola suwerena. Poddani nie tracą czasu na oglądanie nużących telenoweli pt. „Komisja śledcza XVI”, lecz robią interesy. Bogacą się tym łatwiej, że nie ma wydatków na demotfukratyczne śmieci typu wybory, referenda, dotacje dla partii, parlament, rozdęty rząd. Owszem, poddani nie są równi Władcy, lecz co za różnica? W demotfukracji są? W monarchii przynajmniej nikt ich nie okłamuje, ich pozycja jest jasno określona…

Nieodpowiedzialna definicja odpowiedzialności

luty 25, 2010 | XiazeLuka 3 Komentarze/y | Kategoria: Polityka, Xiaze

Manipulacje odpowiedzialnością zaczęły się lata temu, zatem kolejne szachrajstwo, o którym niżej, już nie zaskakuje, lecz raczej skłania do szukania dróg ucieczki. Zaczęło się wszystko bodaj w Norymberdze, gdzie współsprawcy wywołania II wojny sądzili z wysokości prokuratorskich stołków swoich kamratów w zbrodni. Jednym z punktów oskarżenia był „spisek przeciwko pokojowi”, faktycznie zawiązany przez dwóch wybitnych działaczy socjalistycznych, towarzyszy Stalina i Hitlera. Na miejscach dla podsądnych zabrakło jednak Stalina i Mołotowa, chociaż znalazło się dla Ribbentropa. Odpowiedzialność za II wojnę zwalono jedynie na socjalistów narodowych, tych internacjonalistycznych uznając za cnotliwych i niepokalanych.

Przeczytaj Całość »

Trockizm wiecznie żywy

luty 24, 2010 | XiazeLuka 12 Komentarze/y | Kategoria: Polityka, Xiaze

21 sierpnia 1940 był szczęśliwym dniem dla całego świata. Tegoż dnia zakończył swój odrażający żywot Leon Dawidowicz Bronstein, szerzej znany jako Leon Trocki. Trocki przewyższał w krwiożerczości czołowego wampira tamtego okresu, towarzysza Stalina (o tow. Hitlerze szkoda nawet wspominać, w porównaniu ze Stalinem to liga okręgowa) – na szczęście głównie tylko teoretycznie. Gdyby schedy po Leninie nie zagarnął łagodny i opanowany Stalin, lecz misjonarz zbrodni Trocki, to już przed holokaustem nastąpiło przedefiniowanie porządku moralnego świata. Na szczęście dla mieszkańców Rosji Sowieckiej historia potoczyła się inaczej.

Przeczytaj Całość »

Socjalni kidnaperzy

luty 23, 2010 | XiazeLuka 26 Komentarze/y | Kategoria: Polityka, Xiaze

Grono 460 niezwykle kompetentnych i bystrych omnibusów przygotowuje nowelizację ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie. Jeśli zostanie ona uchwalona w takim kształcie, o jakim informują media, to trzeba będzie zmienić jej nazwę na bardziej adekwatną: ustawa o przeciwdziałaniu rodzinie.

Najważniejsza zmiana to oddanie naszych dzieci w łapska porywaczy zwanych dla niepoznaki „pracownikami socjalnymi”. Pracownicy socjalni do niedawna byli żywym, empirycznym dowodem na to, że rządowe metody przeciwdziałania bezrobociu są skuteczne. Najwyraźniej sukces ów uznano za połowiczny, ponieważ „pracownikom socjalnym” nowela ma przyznać uprawnienia wykonawcze z pominięciem nawet sankcji sądowej:

Nowelizacja zakłada, że decydować o zabraniu dziecka rodzicom, którzy je krzywdzą lub nie radzą sobie z wychowaniem, będzie mógł pracownik socjalny. Dziś konieczna jest decyzja sądu rodzinnego.

Dla formalności zawarto i przepis, zgodnie z którym porywacz będzie miał obowiązek powiadomić o rapcie w ciągu doby sąd, niemniej, jak zauważa prof. Marek Andrzejewski: Będzie jak na Zachodzie, gdzie się mówi, że bulterierowi czasami uda się wyrwać dziecko, a od pracownika socjalnego nigdy. Nawet jeśli pan profesor odrobinę koloryzuje, to i tak grożą nam zaskakujące doznania – reżimowy funkcjonariusz będzie mógł w każdej chwili w dowolnym miejscu ukraść nam dziecko i wywieść je nie wiadomo gdzie, informując nas o kradzieży dopiero po fakcie.

Pretekstem do kidnapingu może być wszystko, co tylko nie spodoba się „pracownikowi socjalnemu”: nie pozmywane naczynia, brudne okna, brak rolls-royce’a w garażu, a nawet „zawstydzenie, narzucanie własnych poglądów, ciągłe krytykowanie, kontrolowanie, ograniczanie kontaktów” czyli w skrócie „znęcanie psychiczne”.

No tak, narzucanie własnych poglądów odnośnie stosowania pampersów zamiast pieluch tetrowych albo na odwrót to poważna zbrodnia, tym większa, że zainteresowany nie jest w stanie zaprotestować – nie umie czytać, nie umie pisać, nawet mówić prozą nie potrafi, więc nie może wezwać na odsiecz „pracownika socjalnego”. Toksyczni rodzice bestialsko to wykorzystują i stosują przemoc w postaci opancerzania tyłeczka pieluszką, nieczuli na wrzaski dręczonego dziecka. Bez „pracownika socjalnego” dziecku grozi kolaps mentalny, bez dwóch zdań. A „ograniczanie kontaktów”? 14-latka lubi jeździć po nocach samochodem wraz z paroma starszymi o kilka lat kryminalistami, przejażdżki uatrakcyjniając wódeczką i papierosami, rodzice starają się te „kontakty” „ograniczyć”. „Pracownik socjalny” pomoże, a jeśli dziecko skończy gdzieś w zaspie z nożem w plecach, to nie będzie jego wina, lecz rodziców, którzy nie potrafili córki wychować. O „krytykowaniu” to szkoda nawet wspominać, gadanie „ile razy ci mówiłam, żebyś nie przebiegał przez jezdnię przy czerwonym świetle” dziecko denerwuje, co może skończyć się nerwowym jąkaniem, a więc inwalidztwem. Cała nadzieja w „pracownikach socjalnych” i legendzie o Morozowie.

Nowela dowodzi po raz kolejny istnienia charakterystycznego tryndu we współczesnym postępowym lewodawstwie – z ekstremum czyni się normę, którą fortyfikuje szykanami wymierzonymi we wszystkich. Za przewinienia pojedynczych elementów karane jest całe społeczeństwo. Stosowana jest odpowiedzialność zbiorowa, podważana jest instytucja rodziny, a za Zbawicieli robią urzędasy. Pracownicy socjalni, XXI-wieczni Übermenschowie.

W Polsce wykonuje się karę śmierci

luty 19, 2010 | XiazeLuka 33 Komentarze/y | Kategoria: Polityka, Xiaze

I to w dodatku na bardzo małych dzieciach.

Obowiązujące w naszej Guberni przepisy przewidują możliwość wymierzania kary śmierci bardzo małym dzieciom z powodu zagrożenia życia lub zdrowia kobiety oraz ciężkiego upośledzenia płodu. Powiedzmy, że to okrucieństwo, lecz okrucieństwo uzasadnione koniecznością wyższą oraz względami humanitarnymi. Nikt nie może domagać się od kobiety poświęcenia życia, bezcelowe jest także domaganie się donoszenia płodu pozbawionego głowy. W porządku. Istnieje jednak jeszcze jedna możliwość zabicia dziecka – w sytuacji, gdy zostało poczęte w wyniku gwałtu. I tutaj usprawiedliwienia dla takiego procederu nie widać.

Wyobraźmy sobie, że gangster „Parówa drobiowa” żegna czule żonę w ciąży i idzie do „pracy” w firmie zarządzanej przez swojego szefa „Kiełbasę krakowską” – morduje, dokonuje kidnapingów, masakruje twarze przechodniom, gwałci nieletnie dzieci. Dzień w dzień, rok w rok.

W końcu ospałe młyny sprawiedliwości wkręcają „Parówę” w swe nieubłagane tryby. Gangster zostaje postawiony przed sądem. Za kilkanaście trupów i dziesiątki innych przestępstw otrzymuje łączną karę dożywocia. Wyjdzie z tego dożywocia po 20 albo 30 latach, wszak trzymanie tyle czasu człowieka w zamknięciu to bestialstwo.

Wśród ofiar gangstera była i pani Alicja. Została tysiąc razy zgwałcona, no i efekt przestępstwa jest – pani Alicja zaszła w ciążę. Pani Alicja brzydzi się „Parówy” oraz wszystkiego, co się z nim wiąże, przeto załatwia sobie aborcję. Dziecko, które nie ma niczego wspólnego z gwałtem zostaje skazane na karę śmierci i zamordowane. A „Parówa” żyje dalej, pani Alicja takoż. Nowickie, Szyszkowskie i inne takie dopatrują się tu sprawiedliwości.

Gwałciciel żyje, morderczyni żyje, niewinne dziecko zostaje zabite. Gdzież tu sprawiedliwość?

Gdyby sąd orzekł „Parówie” karę dodatkową – wyabortowanie jego żony – to byłby rejwach na miarę podpalenia Reichstagu. Powszechnie uznałoby taką decyzję za skandaliczną, nawet w środowiskach utytłanych po łokcie w okołoskrobankowej krwi. Tego syna „Parówy” wzięłoby pod ochronę. Dlaczego na podobne względy nie może liczyć drugi syn gangstera, ten noszony przez panią Alicję?

Gwałt to odrażające przestępstwo. Sprawców należy surowo karać. Nawet aborcją narzędzia gwałtu, nie mam nic przeciwko. Jednakże dziecko będące wynikiem tego gwałtu gwałcicielem nie jest! Dlaczego ma ponieść karę i to znacznie surowszą od samego gwałciciela???

Menopauza w polityce

luty 18, 2010 | XiazeLuka 17 Komentarze/y | Kategoria: Polityka, Xiaze

Dziś demotfukraci zajmą się projektem ustawy o parytetach płci na listach wyborczych. Parytet płci to współczesny elegancki eufemizm zastępujący nieładnie kojarzące się słowo „łapanka”. W przeciwieństwie jednak do następstw okupacyjnych łapanek obecnie ofiara może liczyć na wymierne korzyści finansowe – szczęśliwców wywiezionych na przymusowe roboty do Warszawy na ulicę Wiejską czeka prawo wstępu do finansowej Arkadii na teoretycznie 4 lata. Warto więc dać się złapać.

Posłanka Mucha Joanna z Peło zachwala parytet płci: [parytety] Są potrzebne. Mogą zmienić sytuację kobiet, które chcą teraz wejść do polityki albo próbują od kilku lat, ale ze słabym skutkiem.

No cóż, wielu facetów jest w podobnej sytuacji: chcą wejść do polityki, próbują od kilku lat ze słabym skutkiem – czyż nie należy się im nagroda za niezłomne starania? Taki Korwin-Mikke na przykład, żadnej okazji nie przepuści, efekt jednak zerowy (a raczej – półtoraprocentowy). Czyli czynnikiem powodującym „słaby skutek” nie jest płeć, lecz brak odpowiedniego poparcia, a zdaje się, że o zdobywanie poparcia chodzi w zabawie w demotfukrację.

Oczywiście zdobywanie poparcia to nic specjalnie trudnego: wystarczy określić odpowiedni target i deklamować niestworzone rzeczy, których wytypowana grupa lubi słuchać. Brak realizacji obietnic wyborczych (to jeszcze jeden nowoczesny eufemizm kamuflujący zwrot „bezczelne kłamstwa”) i tak się później zwali na cokolwiek, tłuszcza od lat łyka te wykręty, łyknie więc raz jeszcze. Jeśli ktoś nie umie się dostosować do takiej taktyki to znaczy, że nie rozumie polityki i skończy jak JKM. No dobrze, ale dlaczego mężczyznom generalnie udaje się kantować elektorat, a kobietom nie? Wszak na listy wyborcze głosują obie płcie, gdyby więc białogłowy kierowały się podczas głosowania solidarnością jajników, to o parytet żebraliby dzisiaj mężczyźni…

Posłanka Mucha Joanna poddała ów przypadek badawczy wnikliwej analizie i odkryła przyczynę: polityka to męski świat. Polska polityka jest kompletnie niedostosowana do kobiecego sposobu życia, bycia, prowadzenia domu, wypełniania obowiązków.

Cóż, nie pozostaje nic innego, jak się z posłanką Muchą Joanną zgodzić – rzeczywiście, polityka jest kompletnie nieprzystosowana do ciąży, karmienia piersią i szaleństw hormonalnych co miesiąc. Przy okazji warto zwrócić uwagę na fakt, iż posłanka Mucha Joanna propaguje seksistowskie stereotypy, wedle których każdy samiec po powrocie z pracy zalega na kanapie przed telewizorem i do północy ogląda głupią piłkę nożną, całkowicie lekceważąc „wypełnianie obowiązków i prowadzenie domu”. Jeśli nawet tak jest, proszę pani, to należało o tym pomyśleć wcześniej i nie wychodzić za leniwego knura. Jeśli nie umie się przewidywać, to lepiej do polityki się nie pchać, ponieważ powielanie na szczeblu państwowym bezmyślnych odruchów dobrze się skończyć nie może i z całą pewnością nie zasługuje na wyróżnienie parytetem.

Jak wyglądałaby polityka dostosowana do kobiecego sposobu życia? Praca posłanki nie polegałaby jedynie na grzaniu ław podczas nudnych posiedzeń, parlamentarzystki miałby zagwarantowany czas na szoping, czyli czynność całkowicie obcą naturze mężczyzny. Kluby kobiece obradowałyby w salonach kosmetycznych podczas nakładania balejażu (czymkolwiek to jest), a tematem obrad byłyby ulgi dla producentów torebek. Zresztą, zamiast wymyślać, zacytuję zbiór zagadnień z działu „damskie sprawy” forum dla kobiet Twoje Beauty :

  • Okres menopauzy
  • czy faceci naprawdę wola niskie kobiety?
  • Co Wasi mężczyźni sądzą na temat dzieci ?
  • Małe słodkie sekrety…
  • Tabletki anty
  • Rola mężczyzny w związku jaka właściwie jest???
  • jak poradzić sobie z rozstaniem
  • nasze fobie czyli czego się boimy??
  • Idealny mężczyzna
  • co najbardziej w sobie lubisz?
  • Flirt

Jak widać – normalne kobiety nie interesują się (i słusznie) polityką, mają swoje sprawy składające się na kobiecy sposób życia, które nijak się mają do zadań stawianych kreatorom prawa i tych praw realizatorom. Przejrzałem kilkanaście portali kobiecych, kategorii tematycznych typu „polityka”, „ekonomia”, „sprawy międzynarodowe” raczej nie sposób się doszukać. Mieszanie kobiecego sposobu życiado polityki jest więc nieporozumieniem, uprzywilejowanie zaś określonej grupy społecznej natomiast – postępowaniem sprzecznym z demotfukracją.

Weteranów nie wpuszczą na stadiony. A Jaruzelskiego?

luty 17, 2010 | XiazeLuka Brak Komentarzy | Kategoria: Polityka, Xiaze

Tak, tak – wiele osób może nie zostać wpuszczonych na mecze mistrzostw Europy w piłce kopanej. Wśród nich może być pieszczoszek red. red. Żakowskiego i Mazowieckiego, towarzysz Jaruzelski Wojciech. I bynajmniej nie za antysemityzm – bo to zostało Spawaczowi przez Autorytety wybaczone – lecz za pokazanie się w pełnej gali odznaczeniowej. Towarzysz generał wyznał był bowiem, że jako młody chłopak nosił mieczyk Chrobrego. Odznaka ta znalazła się w katalogu symboli zabronionych przez UEFA. Jeśli ktoś się zechce lansować nieprawomyślną odznaką, to ochrona ma delikwenta wziąć pod pachy i wykopać ze Stadionu – nomen omen – Narodowego. Widok kilku kwadratowych goryli wywlekających brutalnie Człowieka Honoru na parking będzie przykry i nietolerancyjnie niestosowny, może zatem zawczasu duet Żakowski & Mazowiecki zatroszczy się o kolejne rozgrzeszenie swojego totumfackiego i załatwi mu od Platiniego list żelazny?

Towarzysz Generał jest jeden, przeto i problem jest pojedynczy. Gdyby jednak na stadion wybrała się brać udekorowana takim oto znakiem:

…to zrobiłoby się niewesoło. Pytanie tylko – komu. Maltretowanie weteranów Wojska Polskiego jest takie nie comme il faut, z drugiej strony jak można tolerować TAKIE symbole w europejskiej telewizji?! Czy tak chętni do wybielania antysemitów redaktorzy Żakowski & Mazowiecki wstawiliby się za starymi podhalańczykami? Czy potrafiliby z identyczną maestrią relatywistyczną wytłumaczyć czynnikom europejskim, że czarno-biała wizja przeszłości to obciach godny gnojków z IPN, a nie światłych humanistów?

Rzeczpospolita doniosła wczoraj, że parlament Islandii ma zająć się pakietem propozycji, które mają uczynić z tego kraju światowy raj wolności słowa – na wzór rajów podatkowych. Na pierwszy rzut oka wygląda to nieźle, niestety dziennik informuje, że ów „pakiet” ma poparcie Sojuszu Socjaldemokratycznego i Ruchu Lewica-Zieloni, co z miejsca wzbudza wątpliwości i uzasadnione podejrzenia, iż zapowiadana z pompą wolność słowa nie jest przeznaczona dla wszystkich. Czyli prawdopodobnie będzie stosowana zgodnie z logiką prezentowaną przez red. red. Żakowskiego i Mazowieckiego – dla wybranych. Wśród wybranych jest Jaruzel, wątpię jednak, by z równą energią złotouści żurnaliści bronili Giertycha i jego nacjonalizmu…

... free counters