Empatia dymana

sierpień 16, 2010 | Loulou 8 Komentarze/y | Kategoria: Kultura, Ludzie, Osobiste

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus i Maryja zawsze Dziewica.

dsc_4179-copy.jpg

Dzisiejszy wpis będzie bardzo poważny. Będziemy zastanawiać się nad rzeczami zasadniczymi, egzystencjalnymi, będziemy dywagować o istocie człowieczeństwa i pomyślności przyszłych pokoleń. Będziemy mówić o uczuciach.

dsc_4146-copy.jpg

Empatia. Co to jest. Przede wszystkim jest to wyznacznik dorosłości. Psychika dorosłych, poprawnie rozwiniętych osobników ma wykształconą tę właściwość. Chłopcy w bawarskich podkolanówkach z buławą marszałkowską zatkniętą za pasek, dziewczynki z zespołem bezobjawowej padaczki jajników, teoretycy kapitalizmu, miszczowe kostki rubika oraz laureaci olimpad z WOSu i geografii są niestety pozbawieni empatii – istoty humanizmu.

dsc_4234-copy.jpg

Empatia jest też prostym, logicznie i naukowo dowiedzionym polaryzatorem rasowym. Dzięki empatii możemy westmaxopodobnym czerwonym cepom wytłumaczyć, że zjawiska takie jak rasizm, nacjonalizm czy ksenofobia są naturalnymi właściwościami społeczności i wartościowanie ich jest błędem i szkodą dla rozwoju badań, dla rozwoju wiedzy o nas samych, jest hamulcem rozwoju naszego człowieczeństwa.

dsc_4297-copy.jpg

Empatia pozwala nam cieszyć się czyimś szczęsciem. Miałem kiedyś taką samiczkę, bardzo pogodną, która cieszyła się, kiedy zdarzyło mi się coś miłego, kiedy udało mi się odnieść jakikolwiek sukcesik. Niech jej Pan Bóg błogosławi, tej zacnej niewieście z przerwą między jedynkami na górze.

dsc_4246-copy.jpg

I odwrotnie! Empatia nie pozwala nam przejść obojętnie obok czyjegoś nieszczęścia. sz0k i czereda monarchistyczno-lefebvrystycznych kretynów myli empatię z socjalizmem, jest to nagminny błąd prawicawych poczciwców, tkwiących w koleinach sloganów i antymyślenia szufladkowego. Empatia nie jest socjalizmem.

dsc_3353-copy.jpg

Teraz przechodzimy do zastosowania. Mel Gibson, Arkadiusz Onyszko oraz mój poczciwy sąsiad z góry mieli pecha. Mieli pecha zbyt późno odkryć, że wzięli do domu niedorozwoja i tkwią po uszy w gównie i za chwilę utoną. Gdy prowadziłem przez zaspy na pogotowie mojego poczciwego sąsiada-staruszka z wylewem krwi – stare kurwisko płakało. WTEDY JUŻ mogła sobie na to pozwolić. Załatwiła go. Miałem przyjemność słyszeć to miesiącami. Przez te miesiące, stare niedołężne kurwisko, którym poczciwy sąsiad opiekował się jak niemowlęciem nie płakało. Gdyby mój sąsiad miał tyle lat co Arkadiusz Onyszko, mógłby spróbować zacząc nowe życie. Dokąd jednak Harry ma pójść w wieku 70ciu lat?

dsc_4260-copy.jpg

Dlatego też należy wziąć pod rozwagę rozpoczęcie wielkiego dzieła, wielkiego przedsięwzięcia, na miarę przepisania talmudu, dzieła rozmachem przekraczającego dokonania Encyklopedystów. Mianowicie stworzenie zakładki na stronie Wpisza, w której gromadzilibyśmy wiedzę, doświadczenie i metody testowania osobników, a zwłaszcza osobnic na obecność empatii. Młoda człowieka nie jest bowiem w stanie spenetrować takich niuansów z marszu. A dymać coś musi. Przedsięwzięcie wpiszowe będzie miało zasadnicze znaczenie dla rozwoju przyszłych pokoleń, dla młodych, wykształconych z dużych a nawet średnich miast. Po prostu Kochani, mamy okazję wpłynąć na losy świata.

dsc_4495-copy.jpg Tagi: , ,

„Takie będą Rzeczypospolite… ”

lipiec 3, 2010 | Piana 4 Komentarze/y | Kategoria: Ludzie, Osobiste, historia

Starsi czytelnicy być może pamiętają skecz w pod nazwą „Lekscyjne rozówk”, znany bardziej jako „Boryna”. Można posłuchać na przykład TUTAJ. Kawałek bezbłędny, rzekłbym nawet rewelacyjny. Dla większości młodzieży może on być kompletnie niezrozumiały, bo pochodzi z roku 1988. Pragnę zwrócić uwagę na samą końcówkę, kiedy to pada pytanie o „zadanie domowe” dla uczniów. Nie chcę oczywiście psuć puenty i radości słuchania, ale na potrzeby tekstu muszę to zrobić. Na zadanie uczniowie mają rozwinąć myśl „Takie będą Rzeczypospolite jakie ich młodzieży chowanie” opierając się o przeczytane lektury. Puenta brzmi następująco – należy to zrobić na podobieństwo tytułowego bohatera „Łyska z pokładu Idy”, czyli konia ciągnącego wagony w kopalni. Młodzież zatem na ciągnąć owe wagony nie wiedząc dokąd i po co. Dzwonek! – pada hasło w skeczu. Tymczasem po ponad dwudziestu myśl owa nabiera nowego znaczenia.

Dlaczego? Z prostej przyczyny, bo tak po prostu się wychowuje młodzież. Śmieszne? Nie sądzę.

Wiele razy pisałem już, iż polskojęzyczne „elity” nie potrafią pokierować resztą społeczeństwa. Pragną jedynie pragną przemalować ciemne, kołtuńskie polskojęzyczne społeczeństwo na kolor niebieski dorzucając przy okazji dwanaście gwiazdek w kolorze złota. Tyle. Innych celów nie ma. Czy ktoś jeszcze widział jakiekolwiek inne cele? Ale nie takie opowiadane, tylko realizowane (bo bajki opowiadać każdy może, ale ja nie jestem pierwszą lepszą naiwną panną, aby się na to łapać)?

Czy mamy być potężnym organizmem i potężnym społeczeństwem? Czy mamy zawojować świat i stanie on zdziwiony, że Polak potrafi? Nie, nic podobnego.

Jaki przekaz otrzymują młodzi ludzie? Bardzo czytelny – że Polska to obciach i żenada. I czym prędzej zrzucimy balast minionych lat, tym szybciej doszlusujemy do „cywilizowanej Europy”. Trzeba zatem odciąć się i to jak najszybciej od śmierdzącego balastu!

Dygresja. Cały czas daje się także przykład, że „pierwszy milion trzeba ukraść”, a najlepiej to się mają różnej maści Rychy, Zbyśki i Mirki, co to mają dojścia do kumpli u władzy. Nie to co babina ciągana po sądach za trzy grosze podatku od ksero czy też łupieni przez fiskusa powodzianie. W końcu „Państwo” ma zawsze rację. Koniec dygresji.

Wracając do głównego nurtu, to warto zauważyć, iż nikt młodzieży nie wyjaśni, że nie ma czegoś takiego jak przeszłość. Jest „dziś”, tylko jakiś czas temu. Z tego prostego stwierdzenia wynika, iż de facto nic się nie skończyło. Cały czas trwają procesy społeczne czy historyczne „odpalone” dziesiątki, setki, a nawet tysiące lat temu. Nie wiem jak to jest w Chinach, Izraelu, czy Niemczech, ale nad Wisłą nic takowego się nie mówi – ani w sposób domyślny, ani zawoalowany. Lekcje historii to żenujące pogadanki, które nawet najbardziej zainteresowanego tematyką uśpić, a zresztą po jaką cholerę mamy się uczyć tych wszystkich rzeczy? Od czasów gdy nasza dłoń „przeszłości ślad” zmiata, wiadomo jest, że w sumie to co było, a nie jest nie pisze się w rejestr. Było, minęło, po co do tego wracać?

Kolejna dygresja. Wsłuchując się w słowa „Międzynarodówki” o usuwaniu śladów przeszłości, okazuje się, że spuścizna Marksa zrobiła większą rozpierduchę niż się powszechnie uważa. Koniec dygresji.

Pomysł na młodzież jest jeden – „wybierzmy przyszłość”, czyli zróbmy (używając komputerowego nazewnictwa) „reset” na społeczeństwie. Używając języka medycznego – zafundujmy sobie powszechną amnezję. Przepraszam, czy jakiś młody, wykształcony z wielkiego miasta pobiegnie teraz, aby poddać się samemu takiemu zabiegowi? Czym to grozi? Chyba nie muszę pisać. Dlaczego zatem co poniektórzy pragną taki zabieg wykonać na całym społeczeństwie?

A czymże innym jest nawoływanie do spalenia lub zabetonowania akt IPeeNu? W jakim celu? Aby „młode gnojki” nie taplały się w „ubeckim szambie”. Jak dla mnie to nie jest argument, ale różnej maści „yntelygenty” łapią się na tak podany haczyk niczym ryba. Skoro zabetonujemy (czy spalimy, obojętne) ślady naszej przeszłości, to jak teraz będziemy wiedzieć skąd przyszliśmy i dokąd zmierzamy i czy przypadkiem nie kręcimy się w kółko kolejny juz raz? Odpowiedzi nie oczekuje, bo „elita” rządząca Krajem Nadwiślańskim jedynie ogłasza prawdy objawione jako dogmaty, bez dodatkowych argumentów.

Jak się będzie zatem zachowywać pozbawione pamięci społeczeństwo? Ciężko to jednoznacznie określić, ale z pewnością mało racjonalnie. Jeśli raz się poparzyliśmy, to wiemy żeby uważać z ogniem. Gdy o tym zapominamy, pakujemy się w ogień cały czas. Zatem jest to prosta droga do wejścia się w bagno, żeby nie powiedzieć gorzej.

Wracając do porównania z Łyskiem, to bez pamięci nie spostrzeżemy także, iż niektóre konie wyprzedziły nas już dawno, chociaż ciągną tak samo jak my lub nawet słabiej. Problem polega na tym, że woźnica (wspomniane wyżej „elity”) od lat nie potrafią naprawić dyszla, a niekonserwowana tylna ośka za chwile sama się rozpadnie. Ciągnijmy zatem wóz – nie wiedząc dokąd, ani po co, i nie zwracajmy uwagę jego stan, bo za chwile sam się rozpadnie (analogia do pasożyta nazywanego nie wiedzieć czemu „Państwem” jest idealna).

Czy na pewno tego chcemy? Czy chcemy stać się bezideową masą bez pamięci myślącą tylko o ciepłej wodzie w kranach i autostradach? Czy pragniemy pozbyć się na własne życzenie określenia „sapiens”? Jeśli indywidualizm tylko na poziomie takim, jak wcześniej zaprogramowano. Jak bunt, to tylko komercyjny, kontrolowany. Zatem bądź sobą i pij Pepsi. Społeczeństwo robotów, zaprogramowanych do konsumpcji, ślepego wykonywania rozkazów, ciągnięcia wozu i bezmyślnego powtarzania przekazu płynącego z mediów. „Takie będą Rzeczypospolite”…

Tagi: , , ,

Zmiana miny?

czerwiec 29, 2010 | Loulou 10 Komentarze/y | Kategoria: Osobiste, Polityka

Najpierw teleekspress:

W Stanach Zjednoczonych, po wieloletnim śledztwie, FBI zatrzymało dziesięć osób, uznanych za agentów rosyjskiego wywiadu.

Agencja powołując się na FBI pisze, że siatka posługiwała się bardzo zaawansowanymi technicznie systemami komunikacji. Z dokumentów sądowych wynika, że FBI zdołało przechwycić wiele informacji przekazywanych przez oskarżonych centrali wywiadowczej w Moskwie, a agenci pracowali na terenie USA od wielu lat.

oraz:

Minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski zapowiedział, że w sobotę w Krakowie podpisany zostanie aneks do oryginalnego porozumienia o obronie przeciwrakietowej, które podpisał z ówczesną sekretarz stanu USA Condoleezzą Rice.

Tak więc wygląda na to, że w Waszyngtonie chłopcy opanowali dziecięce marzenia Baracka Obamy, wyciągnęli wnioski z sekwencji wydarzeń tegorocznych, których gwoździem programu był lot 4/10 i biorą kacapa za morde. Let`s go boys!

Co zaś się tyczy dopłat rolniczych, armii europejskiej to: małe dziecko nawet rozumie roztropność myślenia Jarosława Kaczyńskiego. Jeśli już trzeba “z pieniedzy podatników” wyjebać biliony euro, to 100 razy lepiej kupić za to czołgi, artylerie przeciwlotniczą, samoloty bojowe, radary, karabiny, noktowizory itd., niż ładować te pieniądze w dopłaty dla rulników, niszcząć naturalny porządek rzeczy, niszcząc jakość żarcia, niszcząc samodzielność i zaradność, niszcząc więzy społecne, niszcząc dusze ludzi.

Mając porządną armię europejską dużo łatwiej rozmawiałoby się o dostawach gazu czy jakichś spornych sprawach z Turcją.

Niestety w manierze ugłaskiwania roszczeniowej hołoty, która jest lajt-motiwem tegorocznej kampanii, nie można tak mówić i plus dodatni zmienił się w plus ujemny. Bronek Komorowski zarzuca Jarkowi Kaczyńskiemu cynizm. No cóż, wydawać mogłoby się, że u polityka to cnota. Niestety rozmawiamy w kontekście postawy roszczeniowej hołoty i lemingów z dużych miast kibicujących Anglii. A to zmienia optykę.

Ponadto mam małą zajaweczkę dla Johna.

Tagi: , ,

Do przyjaciół Platformersów

czerwiec 11, 2010 | Loulou 50 Komentarze/y | Kategoria: Osobiste, Polityka

10 dni. Tyle zostało do politycznego trzęsienia ziemi. Jarosław Kaczyński, zwyciężając w pierwszej turze, uzyska wotum zaufania od społeczeństwa. Jednocześnie zedrze resztki moralnej draperii z towarzystwa, które dziś na całego dokazuje u Lisa, Olejnik, w Gazecie Wyborczej.

Zwycięstwem będziemy delektować się za nieco ponad tydzień.

Teraz jednak chciałem zwrócić się do naszych przyjaciół po drugiej stronie barykady. Do głosujących na Platforme Obywatelską, Donalda Tuska, dziś przymierzających się do głosowania na Bronisława Komorowskiego.

Godność

Człowieka, jaki by nie był, cechuje godność. To nasza niezbywalna właściwość. Można ją utracić, można ją odzyskać albo i nie, ale nawet wówczas gdy to się nie uda, będziemy jej pragnąć.

Donald Tusk, szczwany lis, umyślił sobie że wykpi się, utrzyma swobodę ruchu usadawiając spolegliwego Bronka w Pałacu Prezydenckim. Dzięki temu zachowa panowanie w partii, w sejmie a do tego będzie godzinę dłużej dziennie wymiatał na PlayStation. Być może udałaby mu się ta sztuczka, gdyby nie… no właśnie. Gdyby Komorowski nie był jaki jest…

Bracia Platformersi! Szacunek!!! Szacunek do samych siebie!!! Dlaczego chcecie dać się upokorzyć?! Nie mógłbym tego napisać, gdyby to Donald Tusk wystartował w tych wyborach. Moglibyście iść do urn z podniesioną głową, byłby to jasny wybór.

A dziś!?! Zagłosujecie na kogoś, kto nie jest w stanie nawet sam za siebie mówić? Premier mówi w imieniu Bronka, kandydata na PREZYDENTA, bo gdy ten otworzy usta to wszystkim ręce opadają!! Cóż pomyślicie sobie w niedzielę wyborczą przed snem? Będziecie czuli się DUMNI???? Pięć następnych lat będziecie rozpaczliwie utwierdzać się w słuszności wyboru?

Prezydentura

Prezydent nie ma władzy. Pozostaje żyrandol, protokół i przydzielona limuzyna. W ten sposób źli ludzie próbują wmówić Wam, przyjaciele Platformersi, że nie jest to istotny wybór, że nie trzeba dobierać z nadzwyczajną starannością, że można PRZEŁKNĄĆ NAWET BRONKA!

Czy ojciec ma władzę nad pełnoletnią osobą? Czy Cesarz Japonii ma skrawek choćby realnej władzy? Czy Diego Maradona ma władzę nad Argentyńczykami? Nie. Co się dzieje w Japonii, kiedy cesarz dostaje kataru? Co dzieje się w Argentynie, kiedy Diego umiera w klinice w BuenosAires z przedawkowania kokainy?

Prezydent to jest Pierwszy. Ma nasz mandat i jest jak flaga, jak godło, jest PIERWSZY! Będzie mówił w ważnych dla Polaków chwilach, podczas podniosłych uroczystości, rocznic, będzie rozmawiał w naszym imieniu z głowami innych państw, również z królową Danii – Małgorzatą. Będzie naszym PREZYDENTEM.

Odpowiedzialność, wolność, pokój

Odpowiedzialność. Warunkek konieczny wolności, która z kolei jest gwarantem pokoju. Jakże trudno pozostać jej wiernym, ileż pokus by z niej zrezygnować w imię wygody, lepszego samopoczucia… Tylko ludzie biorący odpowiedzialność za swoje czyny mogą rządzić się po swojemu. Są niezależni od dobrej woli czy uprzejmości innych. Nie muszą zastanawiać się, czy ich postępowanie spodoba się. Nie mam wcale na myśli zależności materialnej, wyliczalnej. Odpowiedzialni, wolni ludzie nie zabiegają o poklepywanie po plecach. Społeczność ludzi wychowanych do wolności nie pragnie by ich PIERWSZY budził sympatię w redakcji gazety codziennej ukazującej się we Frankfurcie czy Paryżu. Społeczeństwu wolnych ludzi jest to zupełnie obojętne.
Wierzę, że wyborcy Platformy Obywatelskiej podzielają te proste dość spostrzeżenia i nie robią na nich wrażenia zapewnienia zagranicy o sympatii lub jej braku do tej czy innej osobistości życia publiczego. Wierzę, że nie będzie to miało wpływu na Wasz wybór.

Odwaga i męstwo

W zdrowym ekosystemie wojowników mamy nie więcej niż 10%. Nie są nadaktywni w czasie odprężenia. Pozostają jakby uśpieni. Jednak są chwile, kiedy to te 10% przejmuje dowodzenie nad stadem. Zbiorowość daje na to przyzwolenie w obliczu zagrożenia bądź agresji. Wtedy dajemy zielone światło ludzion stworzonym do walki.

Patrząc na pozycję Polski w świecie jak i politykę wewnętrzną, cieżko ostatnie lata nazwać pasmem sukcesów. Zdarzenia, które jeszcze niedawno wydawałyby się niemożliwe, dzieją się na naszych oczach. Gazociąg Północny, wydarzenia na Ukrainie, redefinicja polityki USA w Europie Środkowo-Wschodniej zestawione z kondycją finansów publicznych Rzeczpospolitej czy stanem naszej armii stawiają na porządku dziennym pytanie o cechy ludzi, którzy powinni w tej sytuacji znaleźć się u steru państwa.
Uzasadnione wydają się obawy o pozycję Polski w hierarchii geopolitycznej, o jej równomierny rozwój, bezpieczeństwo i pomyślność.

Dlatego tak istotny jest czekający nas wybór. Powinien być zharmonizowany z potrzebami w jakich znalazła się Polska po wydarzeniach ostatnich lat a zwłaszcza po wydarzeniach kwietnia 2010 roku…

Jedność

By zwycięstwo Jarosława Kaczyńskiego było pełne, wszyscy powinniśmy wziąć w nim udział. Jest to wymarzony moment na odrzucenie sporów i waśni, na zakopanie toporów wojennych i skierowanie energii na obszary, które wymagają naprawy. By nasz wspólny sukces uzyskał pełny blask, nikt nie powinien pozostać na uboczu, nikt nie powinien czuć się wykluczony.

Stąd powyższy tekst i pragnienie, byśmy za 10 dni wpólnie wyruszyli po apelu na dziedzińcu do lokali wyborczych, wybrać właściwego człowieka na nadchodzące 5 trudnych i niepewnych lat, wybrać PIERWSZEGO.

Tagi: , ,

Fotostory

czerwiec 6, 2010 | Siedem 7 Komentarze/y | Kategoria: Osobiste

Pełna napięcia, rodzicielstwa i mam nadzieję dobrego końca Historia:

Przeczytaj Całość »

Tagi:

Ślepi i kulawi chcą nas prowadzić

czerwiec 5, 2010 | Piana Brak Komentarzy | Kategoria: Kultura, Ludzie, Osobiste

Czy łatwo sugerujecie się opiniami znajomych? Złóżmy, iż znany nam portier zaczepia nas nagabując „Panie, głosuj Pan na Grzesia Napierniczalskiego. To fajny facet – młody, ma konto na Fejsbuku i na Tłiterze też. No i ma fajną żonę, hehe”. Jaka będzie wasza reakcja? Dobrze, a co powiecie gdy znana medialna postać nagabuje w telewizorni w podobny, nachalny, choć może ciut bardziej dystyngowany sposób?

Wpis poniższy poświęcam zatem medialnym personom. Kimże więc one są? Co ich upoważnia do wypowiadania się na tematy wszelakie i dawania dobrych rad naokoło? Przyglądnijmy się im, ale bez medialnej obudowy. No i co widzimy? Zwykłych ludzi, takich jak my, ludzi którzy wykonują swój fach. To znaczy reżyserów, piosenkarzy czy też aktorów. Zawody takie jak każdy inny. Kierowca, sprzątaczka, murarz, fryzjerka – to przecież to samo. Czy się kręci miotłą, tyłkiem czy kamerą – obojętnie. Jak ktoś chce za to płacić, to w porządku – zwykła wymiana usług, zwykły obrót pieniędzy. Nie ma co dorabiać sobie zbędnej ideologii, że jeśli człowiek pokazuje się na „szklanym ekranie” (w epoce elsidi oraz plazmy zwrot ten odchodzi do lamusa), to jest przez sam ten fakt bardziej wartościowy.

Gdy przyjrzymy się im bliżej, to obraz przestaje być różowy. Otóż tajemnicą poliszynela jest, iż towarzystwo artystyczno-medialne za kołnierz nie wylewa, a i inne „odlotowe” używki na imprezach pojawiają się nader często. Mamy zatem do czynienia z gośćmi, co im mózg wyżarły wóda i prochy i którzy, niczym artyści u Kazika, oddają się każdej władzy. O czymś tak banalnym i prozaicznym jak zdrady i rozwody po prostu wspominać nie trzeba, bo jest to sprawa oczywista niczym lód na Antarktydzie (co jednak nie przeszkadza nikomu wypowiadać się na tematy etyczno/moralne).

Poznęcajmy się jeszcze bardziej. Wystarczy zaprosić jednego medialnego pajaca z drugim do programu, gdzie będzie musiał się wykazać wiedzą na poziomie szkoły podstawowej, a tu klops. Program „Kocham Cię Polsko” (to brzmi prawie jak „Kocham cię Atlantydo”) po prostu ośmieszał ich wiedzę. Zatem goście, którzy nie zdaliby nawet egzaminu gimnazjalnego, pragną nauczać polskojęzyczny zaścianek, nieść im „europejskie” wartości niczym Prometeusz ogień.

Jakim prawem chcą pouczać całą resztę? Jedna aktoreczka z drugą dupę pokazały w filmie i od razu biegną do mediów ogłaszać swoje objawienia. Angażują się w różnej maści żałosne akcje, przy okazji po prostu się ośmieszając (żeby wspomnieć „godzinę dla ziemi” czy obronę Polańskiego). Parafrazując Chiraca – oni po prostu „tracą okazję, aby siedzieć cicho”.

Cóż jeszcze ciekawego może nam powiedzieć od siebie takowy „celebryta”? Że był ostatnio na wakacjach olinkluziw? Że się spotyka teraz z inną babką albo opowie nam dlaczego lubi grać w golfa? Informacje zbędne, rzekłbym nawet śmieciowe plus oczywiście pouczenia jaki to nadwiślański plebs jest mało „europejski”. Nie może on przecież powiedzieć (nawet gdyby chciał) czegoś poza utartym schematem. Po co zatem od razu wrzucać ich na panteon, ogłaszać gwiazdą i kolportować każdą opowiedzianą głupotę?

Gdy myślę o przekazie medialnym, serwowanym nam przez medialnych błaznów (co muszą się mizdrzyć do kamery), to dochodzę do wniosku, że przeciętny bloger z salonu24.pl czy niepoprawnych.pl (nie piszę tu oczywiście o sobie, gdyż jestem nudny i przewidywalny) miałby więcej do powiedzenia niż medialna gwiazda, co to nie powie nic, co by zaszkodziło jej „karierze”. Być może zwykły bloger nie wypadłby dobrze w kamerze, ale nie jest to tematem naszych dywagacji.

Medialne pajace to są tylko pajace – żyją z pokazywania tych i owych części ciała w telewizorni. Co jednak powiedzieć o tych, którzy wpatrują się w nich jak sroki w kość (jak to się dawniej mówiło) i łapią każde wypowiedziane słowo niczym prawdę objawioną? Hmm… pozwolę sobie przemilczeć swoja opinię o ludziach kierujących się swoim życiu wskazówkami medialnych klaunów. Fason należy trzymać – jak mawiała moja bliska Znajoma.

Tagi: , ,

Bjutiful lajf w full 3D

maj 21, 2010 | Piana 13 Komentarze/y | Kategoria: Ludzie, Osobiste, Świat

Czytając książki wszelakie, te ciekawsze i te trochę mniej, skupimy się zazwyczaj na głównym bohaterze. Obserwujemy jego poczynania, kibicujemy mu bardziej lub mniej i tak aż do ostatniej strony. Reszta postaci zazwyczaj stanowi tło dla jego poczynań, w ten czy inny sposób wpływając oczywiście na fabułę utworu. W większości jednak przypadków nie zwracamy uwagi na bohaterów drugiego planu, a to oczywiście błąd.

Odnalazłem jedną z postaci, która mnie bardzo zaciekawiła i to tej fikcyjnej postaci poświęcam niniejszy wpis. Osobą ową jest Mildred Montag, żona Guy’a Montaga – głównego bohatera „451 Farenheita” Ray’a Brabury’ego.

Jest to wręcz wzorcowa kobieta początku XXI wieku. Stworzona blisko 60 lat temu postać dopiero dziś dojrzewa do rzeczywistości. Powiem więcej – to jest kobieta przyszłości. Idealna konsumentka, wręcz wymarzony „target” (jak mawiają w branży reklamowej) dla miłośniczek Gali, Vivy, Cosmopolitan, Glamour, TVN Style, Polsat Cafe, Loreal Paris, Mejbelin Njujork…. Można tak długo by wymieniać, ale wszystko można by streścić hasłami – hedonizm, brak własnych przemyśleń, ślepe podążanie za trendami, odrealnienie.

Kobieta wyzuta z refleksji, żyjąca w świecie interaktywnej telewizji razem ze swoją „rodzinką”. Oczywiście bez dzieci, bo „nikt przy zdrowych zmysłach nie chce mieć dzieci”. Po prostu idealna konsumentka, skupiona na sobie, na własnych przyjemnościach, nie potrafiąca i nie chcąca wyjść poza własny świat przyjemności. Nie pamiętająca gdzie i kiedy poznała własnego męża i nie potrafiąca z nim porozmawiać, a w chwili kryzysu „olewająca” bez słowa małżonka i płacząc po stracie olbrzymiego telewizora i pojawiającej się na nim „rodzinki”.

Możemy się śmiać z tego i następnie, niczym Rene z „Allo, Allo!”, powiedzieć jej „Ty głupia kobieto”. Hmmm… po dłuższym zastanowieniu sprawa nie jest wcale taka prosta. Warto zauważyć, że już obecnie ludzie nierzadko mają olbrzymie kłopoty z odróżnieniem rzeczywistości od serialu… Ileż to razy aktorzy w anegdotach opowiadali, gdy ktoś im na ulicy ubliżał, bo „zdradzali swoje własne żony”. Żony serialowe, oczywiście.

Skoro zwykła czarna skrzynka z migoczącym ekranem potrafi namieszać, to multimedialna maszyna do rozrywki (opisana w książce) zrobi po prostu rozpierduchę w głowie. Co najważniejsze – nie jesteśmy blisko od urzeczywistnienia się tej wizji. Technicznie jest to już praktycznie możliwe. Olbrzymie panele telewizyjne, jakość HaDe, do tego trzyDe, superszybkie łącza internetowe – to jest wszystko mamy. Dołączmy do tego interaktywność w stylu Fejsbuka czy Jutjuba. Coś jeszcze? Można by dorzucić analizator ruchu i głosu oraz rozpylacz zapachów i gotowe – mamy komplet. Poskładajmy to razem do kupy. Gotowe. „No i gitara” – jak mawiają bohaterowie „Świata według Kiepskich”

Mózg na taką mieszankę wybuchową jest po prostu bezbronny niczym dziecko. Jeśli czyta to psycholog, to chętnie poznałbym fachowy opis tego, co może wyrządzić dłuższe przebywanie w tak odrealnionym świecie. Nie sądzę, aby Mildred Montag była specjalnie wyjątkowym przypadkiem klinicznym. Kolejna wizja autora SF wkracza w naszą rzeczywistość.

Zastanówmy się o treściach, nadawanych przy użyciu super-maszyn multimedialnych. Treści? O czym my mówimy? Czy ktoś sprawdził ile ważnych, wartościowych informacji jest przekazywanych współcześnie w porze największej oglądalności („prajmtajmie” – jak mawiają snobujące wykształciuchy)? Nie? To zapraszam do przeglądnięcia rozpiski programów (oglądać nie trzeba, wystarczy rzut okiem na tytuły). I co? Co wartościowego jest w różnej maści serialach, szołach, teleturniejach? Treść zatem może być ta sama, albo nawet można jeszcze obniżyć poziom (chociaż poniżej „lotów” telewizji włoskiej to jednak ciężko będzie zejść). Różnej maści macherzy już zacierają ręce na samą myśl o podniesienie rozrywki do poziomu „n” (jak zachęcała swego czasu jedna z reklam).

Niech zatem królują nam trójwymiarowe i interaktywne Mroczki i całe reszta „Planktonu” (jak mawia mój Ojciec). Wiem, że to trochę futurologia, ale ile razy słyszałem, że mamy wybrać przyszłość (oraz styl, jak śpiewano w piosence wyborczej Aleksandra „Ole-Olek” Kwaśniewskiego). Patrzmy zatem w przyszłość i przewidujmy co się może zdarzyć. Czy będzie to wyglądało jak skrzyżowanie „451 Farenheita”, „Surogatów” i czegoś a’la dużo bardziej rozbudowana wersja Fejsbuka?

Czy można to powiązać z tendencjami na przyszłość, które opisywałem już wielokrotnie? Z wizjami nowoczesnych niewolników, w pełni kontrolowanych jednostek, którym wydaje się, że są wolni? Pewnie, że można. Kolejny element układanki, który dopasowuje się idealnie.

Z pewnością będzie pstrokato, kolorowo, w formie teledysku. Albo nastrojowo, romantycznie. Co kto woli. Na pewno nie będzie mądrzej – po co komu myślące społeczeństwo?

Tagi: ,

Hitchcock i Monty Python (z dedykacją dla Loulka)

maj 16, 2010 | Piana 5 Komentarze/y | Kategoria: Osobiste, Polityka, Świat

Motto: Doktor Piana diagnozuje – pacjent jest w cięższym stanie niż się wcześniej wydawało.

Jeśli zastosować porównanie do świata filmu, niedawno oglądaliśmy wspólny projekt Hitchcocka i Monty Pythona. Tak mogę z całą odpowiedzialnością porównać katastrofę pod Smoleńskiem oraz wydarzenia tuż po i przed. To najtrafniejsze porównanie jakie mi przychodzi do głowy.

Gdy wielokrotnie analizowałem szczegóły całej wyprawy do Smoleńska, to odniosłem wrażenie, iż nie była to oficjalna wizyta głowy poważnego państwa wraz z innymi najważniejszymi osobami. Przygotowanie i zabezpieczenie lotu Tupolewa wyglądało raczej jak wyjazd zakładowej wycieczki na grzyby do Rud Raciborskich. „Panie szofer gazu, panie szofer gazu, bo pół litra jest w garażu” – zabrakło chyba tylko tej znanej kolonijnej przyśpiewki, choć do końca pewnym być nie mogę. Innych różnic nie zauważyłem.

Nie chcę się powtarzać (ileż można na rodzinnym spotkaniu opowiadać o balandze sprzed 30 lat?), ale opowiem w skrócie moją teorię, którą sformułowałem czas jakiś temu. O co dokładnie chodzi? Analizując sytuację wokół nas, procesy społeczno –polityczne i bezwładność maszyny państwowo-biurokratycznej zastanawiałem się nad przyczynami. Porażka za porażką. W końcu nie może być tak, że krasnoludki sikają do mleka, wróg czyha za każdym rogiem, a w urzędach państwowych siedzą trockistowscy dywersanci. To było dobre w początkach pierwszej komuny i można było tym wytłumaczyć brak sznurka do snopowiązałek, ale zupełnie nie wyjaśnia clou sprawy. To musiało tkwić głębiej, u samego źródła.

Zatem niczym dziewiętnastowieczny odkrywca źródeł Amazonki, ruszyłem na poszukiwanie przyczyn bylejakości państwa polskiego. Tego, że nie spełnia zadań, które sobie narzuciło, chyba nie muszę udowadniać. Nie zadowalało mnie samo obserwowanie skutków. Krzyczałem w duszy „Dlaczego?!”. Eureka przyszła niespodziewanie, niczym muza do poety. Mam! – zakrzyknąłem. Odpowiedź jest banalnie prosta drogi Watsonie, państwa polskiego po prostu nie ma. Nie ma i już.

„Że co”? „Chrzanisz stary”. Takie argumenty usłyszałem w odpowiedzi. Hm… niewiele to, ale nie zawsze riposta musi być celna. Dlaczego tak twierdzę, a nie inaczej? Wróćmy do podstawowych założeń państwa jako takiego. Jest to swego rodzaju organizacja społeczna zarządzająca danym terenem. Przejmuje na siebie część rzeczy, obowiązków w zamian za opłaty zwane podatkami. Tak mówi definicja. Co jednak, gdy mamy do czynienia z tworem zabierającym nam około 80% zarobków, zadłużającym nas (zwykła, czteroosobowa rodzina ma obecnie do spłacenia nowego Forda Mondeo), traktującym nas jako żer i niewolników, oferując w zamian marnej jakości drogi, koleje którymi jeżdżą tylko desperaci, policję bez paliwa i papieru toaletowego w komendach, armię w stanie formalnego rozkładu?

Można tu odnieść analogię do fizyki, gdzie jeśli coś nie oddziałuje, to znaczy, że tego nie ma. Nauki ścisłe po raz kolejny przychodzą nam z pomocą. Mamy zatem do czynienia z aparatem dojenia i strzyżenia tubylców poprzez machinę biurokratyczną, rządzoną przez różnego rodzaju kliki, która trzyma się tylko z powodu nieopłacalności wojen. Jakość usług świadczonych w zamian przez ”Państwo” woła o pomstę do nieba i może kiedyś się tego doczekamy – ponoć Apokalipsa już za rogiem. Póki co jednak to, co oferują politycy „głównych” partii na scenie politycznej nie zapowiada ŻADNYCH zmian. Jedynie kosmetykę, łatanie dziur i pudrowanie sińców.

Nie wierzyłem, że prędko dane mi będzie potwierdzić trafność swoich teorii. Myślałem, że teraz zawsze będzie kolorowo i wesoło na przemian z łzawymi historyjkami o pojednaniu i europejskiej miłości, niczym w tanich gazetach dla kobiet. Nagle bęc! Dosłownie. Tragedia, jaka się odmalowała na naszych oczach, jest tym większa, iż nie dotyczyła Mietka spod budki z piwem, co go w nocy po pijaku samochód przejechał. Rusztowanie zakrywające front budynku opadło z hukiem. Okazało się, że tzw. „państwo” nie jest w stanie zapewnić bezpieczeństwa swoich najwyższych przedstawicieli (o szarych obywatelach nie ma nawet co mówić).

Zastanawiałem się wcześniej w jaki sposób udowodnić moją teorię. Jak sprawdzić czy wszystko z państwem jest w porządku? Czy jeszcze dzielnie stoi na straży ładu i porządku? Czy czuwa nad bezpieczeństwem wewnętrznym i zewnętrznym? Zazwyczaj bardzo prosto. Wystarczy sytuacja kryzysowa – wojna, atak terrorystyczny, katastrofa naturalna, etc. Z racji braku wojny (wokoło sami przyjaciele, jak nas zapewniają „autorytety moralne”), olewania nas przez terrorystów i braków tsunami czy trzęsień ziemi i innych nieszczęść potrzebna była innego rodzaju tragedia. Chodziło o sprawdzenie jak zareaguje? Czy będzie szok, przerażenie, panika, biegunka, sparaliżowanie strachem, a jednym słowem ujmując „pożar w burdelu”? Czy tez odważne, a nawet ryzykowne działanie według dokładnie opracowanego planu (szafa czwarta, druga szuflada od dołu)? Niech każdy sobie sam odpowie na to pytanie.

Teraz słowo o tzw. „mężach stanu”. Jak już wspomniałem, w owym filmie kręconym do spółki przez Monty Pythona i Hitchcocka wystąpili w toalch wioskowych głupków wystąpili „Mów mi Donek” Tusk i „Sarmata” Komorowski. Co oni w obliczu tragedii zrobili? Donek zamknął się w gabinecie nie wiedząc co począć, a Komorowski przystąpił do przejmowania spadku, niczym chciwa żona zaraz po śmierci męża.

Czy eskadra F-16 ruszyła osłaniać teren katastrofy? Czy grupa helikopterów z oficjelami i prokuratorami poleciała na miejsce? Czy wezwano na dywan rosyjskiego ambasadora? Czy wystosowano notę o przejęciu śledztwa? Nie. Nie zrobiono dosłownie nic. Co zrobi syn gdy dowiaduje się o wypadku rodzica? Leci/jedzie na złamanie karku na miejsce wypadku lub do szpitala. „Państwa” polskiego los ofiar katastrofy nie obchodził wcale. Takie są niestety fakty. Przykre to, ale to udowadnia teorię o braku państwa polskiego. Ofiary zostawiono ich na pastwę „przyjaciół” Rosjan, co to zawsze przychodzili nam z braterską pomocą, nawet gdy jej nie chcieliśmy.

Znowu zaryzykuję. Można z tego wysnuć dwie teorie. Chaos w organizacji wyjazdu, brak jakichkolwiek zabezpieczeń, procedur bezpieczeństwa, planów B, zupełny bezwład, etc. udowadnia nam fasadowość owych struktur – są, bo są, ale w sumie płacą im za nic. Teoria druga jest jeszcze gorsza – jeżeli ten bałagan został wprowadzony celowo, to możemy to podciągnąć pod zamach na najwyższych oficjeli. Boję się myśleć, co może być dalej.

Skoro w czasach upadku I Rzeczpospolitej praktycznie wszyscy oficjele byli na garnuszku obcych mocarstw, to niby dlaczego w czasach upadku III RP/PSRE miałoby być inaczej? Teza karkołomna, nie do udowodnienia przez takiego gryziklawiaturka – jak ja, ale też ciężka do obalenia. Argument „przecież teraz są inne czasy, wokoło sami przyjaciele” włożę niczym mistrz Krasicki miedzy bajki.

Tagi: , ,

O teoriach spiskowych cz. 1

maj 10, 2010 | pe 13 Komentarze/y | Kategoria: Alkohole, Ludzie, Osobiste, Polityka, pe

Pół roku temu leciałem ze znajomym samolotem na konferencje. Znajomy to wysoki urzędnik pewnego, średniej wielkości państwa pomiędzy Azją a Europą. Godzinę po rozpoczęciu podróży jeden z silników naszej czterosilnikowej maszyny przestał działać. Oczywiście wywołało to wśród nas, pasażerów, zaniepokojenie, które wzrosło gdy kolejno przestały działać następne silniki. Pilot starał się wciąż utrzymać kontrolę nad maszyną lecz po tym jak zablokowały się stateczniki zaczęliśmy po prostu spadać.

- To zamach! Ktoś chce nas zabić! – wykrzyknąłem.

Mój przyjaciel spojrzał na mnie w sposób spokojnym i smutny. Przeczytaj Całość »

Tagi: ,

Śmierć? Jakie to śmieszne!

maj 8, 2010 | Piana 4 Komentarze/y | Kategoria: Osobiste, Świat

Jak było do przewidzenia, młodzi (choć niekoniecznie), wykształceni (ale nie zawsze) i z wielkich miast (i nie tylko) odreagowują tydzień traumy narodowej. Krążą sms-y z dowcipami o „zimnym Lechu”, na rodzinnych imprezach to główny temat do żartów i w ogóle śmiech na całego. Dowcipy są tak zabawne, że normalnie klękajcie narody, ale wiadomo – jak pada słowo Kaczyński, to musi być śmiesznie – pieski Pawłowa nie znają innej reakcji. Przepraszam, ale „dowcipy” o „zimnym Lechu” mnie nie śmieszą zupełnie. Nawet dzięki nim zerwałem znajomość z jednym delikwentem, który mi coś takiego wysłał. Na moją uwagę, że nie jest to ani śmieszne, ani mądre (oczywiście w dosadniejszej formie) usłyszałem, że nie znam się na żartach i nie mam poczucia humoru. Nie wiem, czy je mam (nikt nie jest sędzią we własnej sprawie), ale wiem na pewno, że mam jednego znajomego mniej. C’est la vie – jak mawiają Żabojady.

Można by zapytać jednego delikwenta z drugim, co by powiedział, gdyby ktoś się z niego nabijał, bo kilka tygodni wcześniej umarli mu rodzice, rodzeństwo, czy też dziecko. To przecież takie śmieszne, co nie? Normalnie boki zrywać.

Ze śmierci nie potrafię żartować i nie chcę. Misterium przechodzenia na lepszy ze światów to niewyjaśniona zagadka. Odpychamy od siebie myśl o śmierci, boimy się tego. Dlatego też zakazuje się używania słowa „morderstwo dzieci nienarodzonych”, bo przecież „nie można mówić tak ostro”. Nie można i już. Dlaczego? Z takich samych powodów dlaczego w TVN nie ma serialu o starszych, samotnych i schorowanych ludziach z małych miejscowościach. Śmierć nie jest trend-dżezi-kul. Nie jest nawet komercyjna, bo nieboszczyk nie kupi już nic więcej.

Moim zdaniem jest jeszcze jeden bardzo ważny powód. Otóż po śmierci staniemy przed Sądem, gdzie będziemy musieli zdać relację z całego swojego życia, z tego co zrobiliśmy dobrego i złego. Może o to się rozchodzi? Współczesne „tryndy” idą w kierunku ubezwłasnowolniania ludzi, zabierania z nich odpowiedzialności za własne życie, robienia z nich nowoczesnych niewolników, oczywiście ku ich ogólnej uciesze. W końcu ilu ludzi oddałoby duszę za namiastkę szczęścia (w poprzedniej epoce to były „telewizor, meble, mały Fiat”)? Myślę, że całe mnóstwo. Tymczasem na Sądzie nie będzie wymigiwania, że „szef mi kazał”, bo „miałem kochankę na utrzymaniu” czy też „przecież nie mogłem już wrócić do malowania kominów”. Karty na stół. Zero ściemy (jak mawia młodzież).

Zatem nigdy więcej Memento Mori. Usuwając tą maksymę ze świadomości pozbawiamy się wentylu bezpieczeństwa. Świadomość potężnego kaca na drugi dzień nieraz hamuje nadmierną konsumpcje trunków wyskokowych, a dodatkowo zmniejsza ilość idiotycznych rzeczy, do których człowiek jest zdolny w trakcie upojenia. W sumie same zalety – mniejszy kac i zero głupstw. Podobnie jest w życiu – pamiętając o zdaniu relacji ze własnych czynów postępujemy rozważniej. Niegrzeczny, samolubny dzieciak, który jest w nas, siedzi cicho w kącie. Tylko że takimi jednostkami trudniej się manipuluje i to kolejny argument do listy poprzednich. Przeklęte koło się domyka.

Gdy myślę o tym, przypomina mi się sytuację sprzed kilku lat, kiedy to w całej Europie panowały gigantyczne upały. Wówczas to kostnice w południowej Francji były przepełnionymi do granic możliwości, gdyż dzieci nie chciały przerywać sobie urlopu, aby pochować zmarłych rodziców. Według współczesnych standardów mieli rację – mamy urlop, więc musi być przyjemnie, a tu wredny staruch nie uszanował świętości i wykitował w najmniej odpowiednim momencie. No to teraz musi poczekać – nic gorszego już mu się nie stanie.

To wszystko pokazuje nam, iż kolejna z wizji z „Nowego wspaniałego świata” ma szanse się ziścić. Jest tam informacja o tym, że dzieciaków obowiązkowo muszę spędzać sporo czasu w szpitalu z umierającymi, gdzie ponoć najlepsze są zabawki, aby mogły uznać śmierć za rzecz zwykłą, jako proces biologiczny, a nie żadne tam przeżycie mistyczne. W „451 Farenheita” trupy są zabierane natychmiast i od razu spalane bez śladu, bo pogrzeb czy nagrobek mogą wywołać zadumę, melancholię, pytania o sens…. A tu nie ma na nie miejsca. Ideałem jest przecież „być fri, mieć fan i parę złotych”.

Ciekaw jestem, czy propagatorzy eutanazji i aborcji chcą skończyć podobnie? Czy dzieci, które nie miały czasu pochować rodziców też będą czekać w nieskończoność licząc na pożegnanie przed śmiercią? Czy aborterzy i ich przydupasy będą chcieli być traktowani w chwili umierania jak człowiek czy jak rzecz zbędną na drodze do szczęścia, skoro oni uważali nienarodzone dziecko jedynie za bezosobowy „płód”? Co poczują opowiadacze dowcipów o „Zimnym Lechu”, gdy usłyszą po śmierci własnego ojca tekst „Stary ci umarł? Ale jaja, hehehe”? Nikomu źle nie życzę, ale skoro kucharz je własne dania, a inżynier jeździ po zaprojektowanych przez siebie mostach…

Tagi: , , , , , ,
... free counters