Jak, po raz kolejny, nawaliłem :(

maj 28, 2010 | Loulou 5 Komentarze/y | Kategoria: Akcje, Ludzie

Przedziwna zdarzyła mi się dziś sytuacja. Jechałem do pracy w nieco lepszym humorze niż zwykle. Oczywiście myślałem o tym, jak totalnie spierdoliłem to i to i to i jeszcze tamto, jak tkwie po uszy w gównie i jak nigdy się z niego nie wynurzę. Jednak dziś, nie wiem…, może zapach lżejszy miało? Nie wiem.

Zajechałem na KingsPlaza zabrać niewolników do roboty. Zawracam na skrzyżowaniu z zieloną strzałką w lewo. Strzałka zielona jest, ale jest też zakaz zawracania, na który pozwalam sobie przymknąć oko. Zawracam z lekką nonszalancją, łokieć zimny, szafa gra. Widzę jednak że na pasy włazi kobicina z dziewczynką. Jestem w połowie skrętu, koła piszczą (przy pełnym skręcie koła i przy 20km/h piszczą, big deal), ale widzę kobicinę, więc hamuję, żeby ją przepuścić. Zatrzymałem się w 3/4 manewru przed przejsciem i czekam, aż babina przejdzie.

Kobitka w tym czasie wpadła w histerie, zaczeła uciekać z jezdni do tyłu, tulić się jakby nalot dywanowy zobaczyła. Wróciła na skraj chodnika. Czekam aż przejdzie jeszcze raz. Kobita wróciła na środek ulicy, podeszła do mnie i zaczyna z pasją mnie wyzywać :) Od dupków, od drani, nie może nic prócz “dupek” i “drań” wypowiedzieć, zacina się i krzyczy. Jednocześnie napierdala mnie workiem z butami tej małej.

Siedzę spokojnie, nie cofnąłem łokcia, żeby miała w co walić, przepraszam ją jak mogę, że nie chciałem jej wystraszyć, że przykro mi, że do głowy by mi nie przeszło ją przejechać jak sugeruje i tak powtarzam z 5 razt. A ona nic tylko asshole i bastard i naparza mnie worem z buciorami :)

Wpadła nagle na pomysł, że zadzwoni na policję. Przypomniałem więc jej, że weszła na skrzyżowanie na czerwonym świetle. Co prawda nikt prócz kolibrowców i monarchistów nawet nie zacząłby słuchać moich tłumaczeń w tym stylu gdybym ją choćby tknął (i słusznie), ale jakoś przed policją musiałem się obronić. Poskutkowało.

Porzuciła kobitka wątek policyjny i wróciła do okładania mnie workiem. W końcu zupełnie zdesperowana moją łagodnościa rzuciła we mnie reklamówką z dwoma jabłkami i dwoma bananami.

I poszła sobie.

I wiecie co? Ja, kurwa cham tępy, nie poleciałem oddać jej tej reklamóweczki. W naistotniejszym momencie machnąłem ręką. Strasznie jestem o to zły na siebie. Strasznie.

Tagi:

SENNIK Powódź

maj 22, 2010 | Siedem 13 Komentarze/y | Kategoria: Ludzie

Powódź. Na wstępie odrobina reklaamy. Na www.sen-sennik.pl miałem ponad 2 miliony odsłon z czego milion przypada na ostatnie 9 miesięcy. Wierzę, że czas do kolejnej bańki ulegnie znacznemu skróceniu.

Ciekawie przedstawia się zainteresowanie tematyką wodną w ostatnich dniach. Sen o powodzi wybrało kilka tys ludzi. Wykres ostatnich dni.:

ps: Andrzej, linki wstawia się klikając na ikonkę łańcucha.

powódź

Tagi:

N.I.C.

maj 22, 2010 | Siedem Brak Komentarzy | Kategoria: Ludzie

Tagi: , , , , ,

Bjutiful lajf w full 3D

maj 21, 2010 | Piana 13 Komentarze/y | Kategoria: Ludzie, Osobiste, Świat

Czytając książki wszelakie, te ciekawsze i te trochę mniej, skupimy się zazwyczaj na głównym bohaterze. Obserwujemy jego poczynania, kibicujemy mu bardziej lub mniej i tak aż do ostatniej strony. Reszta postaci zazwyczaj stanowi tło dla jego poczynań, w ten czy inny sposób wpływając oczywiście na fabułę utworu. W większości jednak przypadków nie zwracamy uwagi na bohaterów drugiego planu, a to oczywiście błąd.

Odnalazłem jedną z postaci, która mnie bardzo zaciekawiła i to tej fikcyjnej postaci poświęcam niniejszy wpis. Osobą ową jest Mildred Montag, żona Guy’a Montaga – głównego bohatera „451 Farenheita” Ray’a Brabury’ego.

Jest to wręcz wzorcowa kobieta początku XXI wieku. Stworzona blisko 60 lat temu postać dopiero dziś dojrzewa do rzeczywistości. Powiem więcej – to jest kobieta przyszłości. Idealna konsumentka, wręcz wymarzony „target” (jak mawiają w branży reklamowej) dla miłośniczek Gali, Vivy, Cosmopolitan, Glamour, TVN Style, Polsat Cafe, Loreal Paris, Mejbelin Njujork…. Można tak długo by wymieniać, ale wszystko można by streścić hasłami – hedonizm, brak własnych przemyśleń, ślepe podążanie za trendami, odrealnienie.

Kobieta wyzuta z refleksji, żyjąca w świecie interaktywnej telewizji razem ze swoją „rodzinką”. Oczywiście bez dzieci, bo „nikt przy zdrowych zmysłach nie chce mieć dzieci”. Po prostu idealna konsumentka, skupiona na sobie, na własnych przyjemnościach, nie potrafiąca i nie chcąca wyjść poza własny świat przyjemności. Nie pamiętająca gdzie i kiedy poznała własnego męża i nie potrafiąca z nim porozmawiać, a w chwili kryzysu „olewająca” bez słowa małżonka i płacząc po stracie olbrzymiego telewizora i pojawiającej się na nim „rodzinki”.

Możemy się śmiać z tego i następnie, niczym Rene z „Allo, Allo!”, powiedzieć jej „Ty głupia kobieto”. Hmmm… po dłuższym zastanowieniu sprawa nie jest wcale taka prosta. Warto zauważyć, że już obecnie ludzie nierzadko mają olbrzymie kłopoty z odróżnieniem rzeczywistości od serialu… Ileż to razy aktorzy w anegdotach opowiadali, gdy ktoś im na ulicy ubliżał, bo „zdradzali swoje własne żony”. Żony serialowe, oczywiście.

Skoro zwykła czarna skrzynka z migoczącym ekranem potrafi namieszać, to multimedialna maszyna do rozrywki (opisana w książce) zrobi po prostu rozpierduchę w głowie. Co najważniejsze – nie jesteśmy blisko od urzeczywistnienia się tej wizji. Technicznie jest to już praktycznie możliwe. Olbrzymie panele telewizyjne, jakość HaDe, do tego trzyDe, superszybkie łącza internetowe – to jest wszystko mamy. Dołączmy do tego interaktywność w stylu Fejsbuka czy Jutjuba. Coś jeszcze? Można by dorzucić analizator ruchu i głosu oraz rozpylacz zapachów i gotowe – mamy komplet. Poskładajmy to razem do kupy. Gotowe. „No i gitara” – jak mawiają bohaterowie „Świata według Kiepskich”

Mózg na taką mieszankę wybuchową jest po prostu bezbronny niczym dziecko. Jeśli czyta to psycholog, to chętnie poznałbym fachowy opis tego, co może wyrządzić dłuższe przebywanie w tak odrealnionym świecie. Nie sądzę, aby Mildred Montag była specjalnie wyjątkowym przypadkiem klinicznym. Kolejna wizja autora SF wkracza w naszą rzeczywistość.

Zastanówmy się o treściach, nadawanych przy użyciu super-maszyn multimedialnych. Treści? O czym my mówimy? Czy ktoś sprawdził ile ważnych, wartościowych informacji jest przekazywanych współcześnie w porze największej oglądalności („prajmtajmie” – jak mawiają snobujące wykształciuchy)? Nie? To zapraszam do przeglądnięcia rozpiski programów (oglądać nie trzeba, wystarczy rzut okiem na tytuły). I co? Co wartościowego jest w różnej maści serialach, szołach, teleturniejach? Treść zatem może być ta sama, albo nawet można jeszcze obniżyć poziom (chociaż poniżej „lotów” telewizji włoskiej to jednak ciężko będzie zejść). Różnej maści macherzy już zacierają ręce na samą myśl o podniesienie rozrywki do poziomu „n” (jak zachęcała swego czasu jedna z reklam).

Niech zatem królują nam trójwymiarowe i interaktywne Mroczki i całe reszta „Planktonu” (jak mawia mój Ojciec). Wiem, że to trochę futurologia, ale ile razy słyszałem, że mamy wybrać przyszłość (oraz styl, jak śpiewano w piosence wyborczej Aleksandra „Ole-Olek” Kwaśniewskiego). Patrzmy zatem w przyszłość i przewidujmy co się może zdarzyć. Czy będzie to wyglądało jak skrzyżowanie „451 Farenheita”, „Surogatów” i czegoś a’la dużo bardziej rozbudowana wersja Fejsbuka?

Czy można to powiązać z tendencjami na przyszłość, które opisywałem już wielokrotnie? Z wizjami nowoczesnych niewolników, w pełni kontrolowanych jednostek, którym wydaje się, że są wolni? Pewnie, że można. Kolejny element układanki, który dopasowuje się idealnie.

Z pewnością będzie pstrokato, kolorowo, w formie teledysku. Albo nastrojowo, romantycznie. Co kto woli. Na pewno nie będzie mądrzej – po co komu myślące społeczeństwo?

Tagi: ,

To slide in

maj 16, 2010 | Loulou 3 Komentarze/y | Kategoria: Ludzie, Przyroda

Może i czasem trochę więcej trzeba się nakręcić, nakombinować, ale koniec końców ZAWSZE się wprowadzi.

img00293.jpg img00291.jpg

O teoriach spiskowych cz. 1

maj 10, 2010 | pe 13 Komentarze/y | Kategoria: Alkohole, Ludzie, Osobiste, Polityka, pe

Pół roku temu leciałem ze znajomym samolotem na konferencje. Znajomy to wysoki urzędnik pewnego, średniej wielkości państwa pomiędzy Azją a Europą. Godzinę po rozpoczęciu podróży jeden z silników naszej czterosilnikowej maszyny przestał działać. Oczywiście wywołało to wśród nas, pasażerów, zaniepokojenie, które wzrosło gdy kolejno przestały działać następne silniki. Pilot starał się wciąż utrzymać kontrolę nad maszyną lecz po tym jak zablokowały się stateczniki zaczęliśmy po prostu spadać.

- To zamach! Ktoś chce nas zabić! – wykrzyknąłem.

Mój przyjaciel spojrzał na mnie w sposób spokojnym i smutny. Przeczytaj Całość »

Tagi: ,

“Słodkie pierdzenie”

maj 6, 2010 | sz0k 2 Komentarze/y | Kategoria: Kultura, Ludzie, Sz0k

Chyba każdy z nas zna tą kultową mp3-kę, ale jeśli nie to przypominam:

Przypominam, bo mi się to za każdym razem przypomina jak widzę, czy słyszę tego ryżego pizdusia. Dzisiaj zdarzyło mi się to po raz kolejny, podczas spożywania obiadu (tłum. dla MWZWM: lanczu vel lunchu). Co prawda za duży harmider panował w kantynie i nie słyszałem co tam dokładnie z siebie wypierdywał, ale na pewno było to słiiiitaaaśśśneeee phierrrrdzenie.

Polskie świnie piszą na maturze o Edelmanie

maj 4, 2010 | junak 57 Komentarze/y | Kategoria: Kultura, Ludzie, historia

Tak. To wiadomość z ostatniej chwili.

Koleżanka, która właśnie zakończyła pisać maturę z polaka dała mi o tym znać:

większość zadjacych wybrało “Zdążyć przed Panem Bogiem”

Mamy nowe pejsate elyty, pejsate aŁtorytety, a teraz jeszcze pejsatych bohaterów.

Bo przecież polskie świnie nie mają ŻADNYH bohaterów, ŻADNEJ historii, ŻADNEJ przeszłości. Ot nacja podludzi nadająca sie jedynie na służbę i ras wyższych. Dobrze, ze wspaniały i wielki naród Żydowski dał tej polskiej hołocie kaganek oświecenia…

Pojedynek z Wolterem

maj 3, 2010 | Piana Brak Komentarzy | Kategoria: Ludzie, Polityka, historia

Ponoć przysłowia są mądrością narodu. Jeśli tak, to cóż powiedzieć o złotych myślach filozofów zapodanych do powtarzania przez lud pracujący miast i wsi? Pewien znany myśliciel sprzed kilku wieków zadekretował „Nie zgadzam się z tobą, ale zawsze bronił będę twego prawa do posiadania własnego zdania”. Chodzi oczywiście o Woltera. Nie będę rozwodził się nad nim, choć jako ojciec duchowy tzw. Rewolucji Francuskiej powinien być starannie napiętnowany, ale to tematyka na inny wpis. Skupmy się tylko na tym zdaniu i przeanalizujmy je.

W pierwszej części mamy założenie niezgody z czyimiś poglądami. Jest to jak najbardziej zgodne ze zdrowym rozsądkiem, ale dzięki temu mogą powstawać konflikty. Ciarki przechodzą po plecach. Konflikty, czyli spory, dzielenie społeczeństwa, nienawiść, więzienia, morderstwa, wojna… Po co od razu umierać? To tylko smród, obciach i żenada.

Musimy zatem prowadzić dialog. Tak, dialog za wszelką cenę. Co będzie jednak, gdy w rozmowie dotrzemy do barier nie do przeskoczenia? Tu właśnie jest pies pogrzebany. Przypomniał mi się jeden z niewielu dialogów międzyreligijnych, jakie swego czasu prowadziłem. Z muzułmaninem. Wyglądało to mniej więcej tak (P – Piana, N – Niewierny)

P – Mahomet nie był żadnym prorokiem, a Koran spisany został 150 lat po jego śmierci, więc musi być przekłamany i z pewnością niewiele miał z nim wspólnego.

N – Jezus nie był synem Boga, a chrześcijanie do spółki z żydami sfałszowali Pismo. Usunęli z niego zapowiedź nadejścia proroka Mahometa.

Koniec. Można by to zapisać złotymi literami jako wzór dialogu między religiami. Tak sformułowany dialog nie ma oczywiście sensu, bo nikt nie podejdzie ze swoich pozycji, a ustępstwo na rzecz drugiej strony oznaczałoby oczywiście rezygnację z własnych ideałów w imię bliżej nieokreślonych, mglistych korzyści. Gra nie warta świeczki, a nawet ogarka.

Wróćmy jednak do Woltera i do drugiej części jego sentencji, czyli „zawsze bronił będę twego prawa do posiadania własnego zdania”. No i znowu robi się nieciekawie. Obrona – to oznacza stresy, nieprzyjemności, może nawet jakieś straty. Brrr….. to nie przystaje do współczesnych ideałów, bo wszystko ma być trendi-dżezi-kul, a tu klops.

Zatem widać wyraźnie, że posiadanie własnego zdania jest wysoce niepożądane. Jest wręcz nie do pogodzenia z wymaganiami współczesności, z obowiązującą mądrością etapu. Jeśli już jakieś zdanie posiadasz, to lepiej go nie wygłaszaj, bo ktoś (Wolter już nie, bo w przeciwieństwie do Lenina nie jest wiecznie żywy) będzie mógł mieć z tego powodu nieprzyjemności. Zastanów się zatem kilkakrotnie, czy pragniesz kogokolwiek unieszczęśliwiać.

W „451 Fahrenheita” słusznie zauważono, że człowiek jest nieszczęśliwy gdy mu się pokazuje kilka możliwych wariantów. Należy zatem pokazać tylko jedno rozwiązanie, a najlepiej nie pokazywać żadnego. To jest tak genialne w swojej prostocie, że już bliżej perfekcji być nie można. Do tego właśnie zmierzajmy – do rozmycia, do „platformizacji” poglądów (to najlepsze określenie, jakie znajduję), gdzie ponoć je mamy, ale w sumie nie bardzo wiemy jakie i ktoś musi nam o nich powiedzieć. Skoro poglądy są mgliste – niewyraziste, to pozwala nam wszystkich wepchnąć do jednego wora. Wówczas w trakcie dyskusji nie może być żadnych sporów, bo nie widać granic między poglądami. Rewelacja!

Pismo nakazuje nam mówienie „Tak – tak, nie – nie”, ale kto by się przejmował mądrościami sprzed dwóch tysięcy lat. Podstawą nowego wspaniałego świata są „prawa człowieka”, a nie odstający od wymagań współczesności Dekalog. Dodatkowo można także podkręcić wspomniane wyżej tendencje poprzez zatwierdzenie nowomowy i wyeliminowanie z dyskursu jednoznacznych określeń. To jednak dopiero przed nami, ale nie zaprzestawajmy dążyć do szczęścia, bo to w końcu cel życia. Prawda?

Co się tyczy samej sentencji, najlepiej by ja wykreślić, albo zmienić sens poprzez dopisanie elementu neutralizującego. Coś jak „sprawiedliwość społeczna” lub „wszystkie zwierzęta są równe, ale niektóre są równiejsze”. Jakieś propozycje?

Tagi: , , , ,

Komorra ma problem

kwiecień 29, 2010 | sz0k 38 Komentarze/y | Kategoria: Ludzie, Polityka, Sz0k

Komorra jest w trudnej i niezręcznej sytuacji. Słyszę (i czytam) to na okrągło. W merdiach, od dziennikarzyn, od “politologów” i “medioznawców”, wreszcie od polityków (ostatnio wczoraj, czyli w środę mówił o tym w “Trójce” niejaki poseł Olszewski, ale nie TEN Olszewski, tylko jakiś młody, wykształcony z wielkiego miasta, z PełO).

Na czym polega ten problem i trudna sytuacja Komorry? Ano na tym, że będąc kandydatem na prezydenta został… prezydentem… konkretnie P.O. prezydenta, na czas circa about 2 miesięcy. Widzicie tu jakiś dysonans? Jakąś niejasność? Jakiś, po prostu, kretynizm? Otóż niezupełnie, kiedy wiemy jak rozumuje i jak działa PełO. Oraz, nie byłbym sobą gdybym tego nie dodał, jak działa dupokracja. PełO jest uosobieniem dupokracji, jej modelowym wręcz przykładem i tworem. Dlatego ta zbieżność nie powinna w ogóle dziwić.

Zobaczmy jaki ten dupokartyczny matrix jest piękny… Komorra – czołowy kandydat PO na prezydenta, ten “terminator”, który miał zdeklasować Kaczyńskiego i wygrać w cuglach, dostaje na raptem pół roku przed terminem, w którym się miały te wybory odbyć, szansę i tym prezydentem zostaje. Z dnia na dzień. I on ma… PROBLEM! Kurwa ma problem bo został tym kim chciał być, tyle że nieco wcześniej…

OCZYWIŚCIE, ŻE MA PROBLEM. Bo żyjemy w POJEBANYM SYSTEMIE, zwanym DEMOKRACJĄ. Systemie, w którym przez 2 miesiące możesz niechcący, albo chcący zrobić coś za co lud cię pokocha albo znienawidzi. Wzorowi dupokraci z PełO doskonale to wiedzą, dlatego od jakichś 2 lat wolą kompletnie nic nie robić, tylko “ładnie wyglądać, leżeć i pachnieć”. Dlatego “biedna” Komorra MA PROBLEM! Za pół roku byłby wybrany na 5 lat i chuj… potem się najwyżej pomyśli… albo nadmucha kolejny balon… kto by się tam w dupokracji zamartwiał czymś co będzie za 5 lat… A tu klops… 2 miesiące to mało czasu, ale działać trzeba, lud czeka i patrzy… tak mało czasu a tak wiele można spierdolić…

Tagi: , ,
... free counters