Co to ma być?

marzec 11, 2010 | Loulou 5 Komentarze/y | Kategoria: Ludzie, Osobiste

Otwieram panel analityczny

Otóż Lou był na froncie II wojny światowej gdzieś na zachodzie, w stopniu szeregowego. Nie było żadnych walk jeno stacjonowalismy w jakiejs miejscowosci. W opuszczonym miejscu Lou znalazl (srebrne?) monety, ktore wydały mu się cenne. Zapakowałem monety do prawej kieszeni morrówki, podzielilem się nieznaczną ilością z kompanem, ktory był ze mna kiedy odkrywałem znalezisko.

Na nieszczeście Lou, zdarzenie widział również dowódca oddziału i zapałał żądzą posiadania srebrnych monet. Próbował Loulka korumpować funkcją adiutanta! [to mnie najbardziej oburzyło] Lou w strachu szukał możliwości ukrycia skarbu przed zakusami niedobrego dowódcy. Nagle, w formie zupełnego zaskoczenia, listonosz z nikąd doniósł mu przesyłkę zagraniczną z Francji: zeszyt etiud, który zamówiłem wcześniej na Allegro. Zeszyt był podłużny znaczy szerszy jak wyższy.

Co to kurwa jest!?

Racjonalista

marzec 10, 2010 | Siedem 18 Komentarze/y | Kategoria: Ludzie

konkret

Jan Karol I Dzieciobójca

marzec 7, 2010 | sz0k 15 Komentarze/y | Kategoria: Kultura, Ludzie, Sz0k, Świat

Oświadczenie Klubu Konserwatywnego w Łodzi i Organizacji Monarchistów Polskich

Don Juan Carlos de Borbón y Borbón-Dos Sicilias, zwący się i zwany w „ukoronowanej” demokracji ateistycznej „Janem Karolem Pierwszym”, jako konstytucyjny szef Państwa, podpisał 5 marca b.r. (z datą 3 marca) przeforsowane przez rząd socjalistyczny nowe prawo aborcyjne, jeszcze bardziej niż dotychczas rozszerzające możliwość zabijania nienarodzonych dzieci w łonie matek.

Decyzją tą D. Juan Carlos (który nawet nie próbował stawić oporu zbrodniczej ustawie, mimo iż konstytucja Hiszpanii wcale nie nakłada na niego jednoznacznie obowiązku podpisanie każdej ustawy uchwalonej przez parlament) swoiście “uwieńczył” ciąg zdrad, których dopuścił się od czasu, gdy – po śmierci gen. Francisca Franco – z jego woli został proklamowany przez Kortezy Królem Hiszpanii. Przypomnijmy pokrótce najważniejsze:

- złamanie przysięgi na wierność (złożonej jako desygnowany do objęcia władzy Książę Hiszpanii) Ustawom Organicznym państwa katolickiego oraz Zasadom Ruchu Narodowego, poprzez zgodę na transición ku monarchii parlamentarnej i podpisanie ateistycznej konstytucji z 1978 roku;

- podpisanie prawa wprowadzającego rozwody;
- podpisanie pierwszej ustawy aborcyjnej;
- podpisanie ustawy wprowadzającej „małżeństwa” pomiędzy dewiantami seksualnymi;
- podpisanie ustawy edukacyjnej czyniącej ze szkół jaskinie perwersji.

Mimo tych wszystkich występków przeciwnych świętej wierze katolickiej, moralności, prawu naturalnemu i dobru wspólnemu narodów Hiszpanii, aktualny konstytucyjny szef Państwa używa nadal, pośród tytułów tradycyjnie przysługujących władcom Hiszpanii, tytułu Króla Katolickiego (El Rey Católico). W rzeczywistości kala on tron Hiszpanii i przekreśla dziedzictwo królów prawdziwie katolickich, jak Rekared, Pelayo, Alfons VII, Ferdynand III Święty, Alfons X Mądry, Izabela Katolicka, Karol I i Filip II. Swoim wielokrotnym przyzwoleniem na zło jawnie lekceważy przestrogę największego autorytetu chrześcijańskiej tradycji monarchicznej, Doktora Kościoła św. Tomasza z Akwinu: „Niech zatem zrozumie ten, kto przyjął królewską posługę, by był w królestwie tym, czym w ciele dusza i czym Bóg w świecie”, i „że do jego stanu należy, by kierować królestwem w imię Bożego sądu” (De regno, 13.4).

Tego zaś, który nie kieruje się Bożym prawem i sprawiedliwością, nie należy już zwać “królem”, tylko “tyranem”. Królowie (reges) bowiem – jak pisał już św. Izydor z Sewilli – “biorą swoją nazwę od dobrego postępowania (recte agendo), tak więc nazwa królów przysługuje dobrze czyniącym, a nie przysługuje grzesznikom” (Sententiae, ks. III, XLVIII, 7); tyran zaś – mówi Akwinata – jest jak bestia, “bo nie różni się od bestii człowiek, który kieruje nie zgodnie z rozumem, ale według rozpustnej woli swojej duszy” (De regno, 4.12).

Od tyranów dawniejszych, takich jak morderca Niewiniątek Herod czy Neron, tyranów nowoczesnych, jak Jan Karol Dzieciobójca, różni tylko jedno: tyrania tamtych, sprawujących rzeczywistą władzę, brała się z pychy; tyrania „malowanych królów” w demokracji bierze się z ich tchórzostwa. Motorem niegodziwości, na które przyzwalają jest strach, aby rządząca w imieniu „suwerennego ludu” oligarchia partiokratyczna nie pozbawiła ich również resztek tej czysto symbolicznej i reprezentacyjnej funkcji, którą im jeszcze dotąd łaskawie pozostawiono.

Nie możemy także nie wyrazić zdumienia stanowiskiem Konferencji Episkopatu Hiszpanii, która – ustami swego sekretarza generalnego, bpa Juana Antonio Martíneza Camino – pospieszyła z zapewnieniem, że D. Juan Carlos, w przeciwieństwie do polityków głosujących w parlamencie za ustawą aborcyjną, nie jest ekskomunikowany, jako że królowie nie podlegają tym samym ocenom moralnym. Trzeba powiedzieć jasno, że pogląd, który wyraził JE Bp Martínez, to nie chrześcijańska, lecz na wskroś pogańska koncepcja „króla-boga”, stojącego jakoby „poza dobrem i złem”. W rzeczywistości jest dokładnie odwrotnie: królowie nie tylko że podlegają, jak wszyscy inni śmiertelnicy, tym samym normom moralnym oraz tym samym przepisom prawa kanonicznego, ale wręcz ponoszą większą odpowiedzialność z racji swojej godności. „Komu bowiem więcej powierzono, od tego więcej będzie się wymagać” (Św. Izydor, Sententiae, ks. III, L, 5); już Pismo św. mówi: „Mocnych czeka mocna kara” (Mdr 6, 6). Podpisując ustawę dozwalającą zabijanie jego niewinnych, potencjalnych poddanych, konstytucyjny szef Państwa bez wątpienia zaciągnął ekskomunikę latae sententiae, a przyjęcie przez niego (i podanie mu) Komunii św. byłoby potwornym świętokradztwem i zgorszeniem.

W samym już porządku dynastycznej „prawowitości pochodzenia” (legitimidad de origen) prawa D. Juana Carlosa do tronu nie były najmocniejsze; swoją intronizację zawdzięczał on raczej woluntaryzmowi gen. Franco i jego tragicznej pomyłce, że desygnowany nie okaże się liberałem. Teraz, po wspomnianym wyżej ciągu sprzeniewierzeń się powinnościom Króla Katolickiego, w szczególności tej ostatniej partycypacji w ustawodawczej zbrodni dzieciobójstwa, winno być oczywiste, że nie ma on moralnego prawa do tronu w porządku „prawowitości wykonywania” (legitimidad de ejercicio). Jedynym ratunkiem dla Hiszpanii byłoby skupienie się wszystkich prawych Hiszpanów przy tym Księciu, który nie tylko jest depozytariuszem legitymizmu monarchicznego i Strażnikiem Tradycji (Abanderado de la Tradición), ale całym swoim życiem udowadnia nieustannie, że jest prawdziwym Księciem Katolickim, który na pewno nie promulgowałby dzieciobójczej ustawy – D. Sixto Enrique de Borbón y Borbón-Busset, księciu Aranjuezu, Infancie Hiszpanii, Regencie Wspólnoty Tradycjonalistycznej.

¡Abajo del Usurpador, Juan Carlos!
¡Viva el Rey Legítimo, Sixto Enrique!

Co istotniejsze fragmenty odnoszące się w dużym stopniu do poruszanych tu ostatnio tematów – wyróżniłem. Jedyne z czym nie mogę się zgodzić z Panami Bartyzelem i Nikielem to fragment:

” (…) swoją intronizację zawdzięczał on raczej woluntaryzmowi gen. Franco i jego tragicznej pomyłce, że desygnowany nie okaże się liberałem.”

Owszem to okazało się tragiczną pomyłką, ale dlatego że Chujan Karols okazał się dupokratą (ergo socjalistą). Ja rozumiem tą niechęć do liberalizmu niektórych środowisk konserwatywnych, ale tylko jeśli mówimy o kwestii moralności i formie jaką przyjął liberalizm (i rzeczy, które tym mianem się określa) np. w Stanach. Natomiast w sferze gospodarczej liberalizm jest jak najbardziej pożądany i doszedł do tego sam gen. Franco, który po niepowodzeniach spowodowanych państwowym interwencjonizmem w gospodarce, wprowadził szereg liberalnych zmian doprowadzając Hiszpanię do “cudu gospodarczego”.

PS. Proszę plujących na monarchistów o zostawienie dla siebie swoich uwag w stylu “to znowu te pryszczate, onanizujące się szczyle wierzące w bajki o klulu alturze” i postaranie się o choć odrobinę merytoryki.

Tagi: , , ,

Samodzielnie uratuję Drogę Mleczną!

luty 27, 2010 | Piana 7 Komentarze/y | Kategoria: Akcje, Ludzie, Osobiste

Jestem zdeklarowanym wegetarianinem – to znaczy nie jem mięsa tak pomiędzy 10 w nocy a szóstą rano. No, chyba że trafi się wesele lub balanga całonocna – wówczas daję sobie dyspensę i cnoty nie tracę. Ha! Swoim bohaterskim, pro-ekologicznym działaniem, jako prawdziwy pionier i awangarda ludzkości („Wyklęty powstań ludu Ziemi!”) przeciwdziałam nadciągającej zagładzie Drogi Mlecznej, która już za chwileczkę, już za momencik (pewnie za kilka lub kilkadziesiąt miliardów lat) zostanie wchłonięta przez jedną z perfidnych Czarnych Dziur. Proszę zatem o odznaczenie za mój bohaterski czyn (abym się wnukom mógł pochwalić, jak mój śp. Dziadek, co to w Batalionach Chłopskich walczył) i dotację – konto podam zainteresowanym.

Ktoś powie, że to bzdura i bredzę. Bzdury? Brednie? Skoro tak, to co powiedzieć o telewizyjnych aŁtorytetach popierających idiotyczną (to najdelikatniejsze określenie, jakie odnajduję) akcję „Godzina dla Ziemi” (brzmi to prawie jak „Godzilla dla Ziemi” – kolejna ambitna produkcja japońskiej kinematografii), to dlaczego, ja nie mogę urządzać własnej – ratując Drogę Mleczną? No właśnie dlaczego?

Krąży opinia, iż współczesny świat chodzi na psy i że mężczyzn już nie ma. Coś w tym jest. Wszystkie akcje typu dzień ziemi, dzień bez samochodu, dzień bez (za przeproszeniem) pierdzenia, godzina bez światła, minuta bez oddychania sprawiają dziwne znajome wrażenie i efekt tych wszystkich śmieszno-żałosnych akcji jest z góry wiadomy do przewidzenia. Posłużę się cytatem z klasycznego wiersza, bo już zostało to lepiej spuentowane.

„No, ale cóż, kiedy ryby
Działały tylko na niby,
Żaby
Na aby-aby,
A rak
Byle jak”.

Teraz będzie na poważnie.

Wyłączyć światło na godzinę? Dlaczego tylko na godzinę i tylko światło? Bądź twardzielem – eko-matole i wykręć wszystkie żarówki! Sprzedaj lodówkę, komputer i sprzęt audio-video. Uważasz, że za dużo jest ludzi na świecie, grozi nam przeludnienie i dlatego trzeba zabijać nienarodzone dzieci i niedołężnych starców? Daj przykład debilu i sam się powieś na gałęzi. Nie będę za tobą płakać. Dzień bez samochodu? Tylko dzień? Miej jaja mega-mózgu i oddaj auto na złom. Bujaj się głąbie w śmierdzących i brudnych autobusach, czy też niedogrzanych lub rozgrzanych niczym piec (Dżem po głowie krąży) trzydziestoletnich pociągach.

Te akcje to coś jak orkiestra Owsiaka. Dasz pięć złotych jeden z drugim i już czujesz się lepiej. Przylepisz sobie baranie na czole nalepkę i już masz zaliczona charytatywność na cały rok. Czujesz się lepiej, jesteś trendi-dżezi-kul i o to tobie chodzi. Gówno prawda – życie to nie akcje ogłoszone przez media, to zwykła szara codzienność, gdzie nikt tobie nie mówi co masz robić. I pewnie nie wiesz co masz ze sobą zrobić? Użyj tego, co masz pod czaszką, to naprawdę nie boli.

Tagi:

Dr Flajszman

luty 21, 2010 | Siedem 10 Komentarze/y | Kategoria: Ludzie

W pierwszych słowach mego wpisu chciałbym podziękować Małemu Dżonowi za skierowanie mnie w stronę seriali. Był czas zwątpienia, ściągnąłem wszystkie pełnometrażowe filmy i powątpiewałem w sens torrentów. Seriale dostarczyły wielu radości choćby swoimi rozmiarami. Taki np “Przystanek Alaska” – kilkanaście płyt DVD = 50GB. Ile wspomnień, ile ulgi. Nie trzeba tydzień czekać zapominając fabułę. W weekend wciągamy dwa sezony i to lepiej odrywa od ziemi niż rakieta sajuz.

Doktor Flaszman klasyczny judek z NY [Nowy Jork to takie żydowskie Betlejem] za karę ląduje w miasteczku Cicily na Alasce, psy huskie dupami szczekają, łosie kopulują z japońskimi samochodami, słowem rzeczywistość równoległa a w niej wszystko co Nas Trapi w tej właściwej realnej. Od początku, od pierwszych odcinków czuć w powietrzu Ozon z iskrzenia między Dr Flajszmanem a Pilotką. Czasami między nimi grzmi jednak nigdy nie dochodzi do finału i nie dojdzie.

Czasem po wciągnięciu nosem zbyt wielu amerykańskich produkcji mam wrażenie, że Pejsaci zbudowali całą zachodnią cywilizację ostatnich stu lat. Nabieram takiej pewności. Wszystko kręci się wokół Frojda, którego jak mrówki okres przeżywają scenarzyści [po terapiach], następnie żydowscy reżyserzy obsadzają w głównych rolach cebulaków jak Dr Flaszman. Wspomniany Flaszman w tym 6 sezonie po 5 latach alaskańskich przygód przeszedł już “na drugą stronę Gangesu” [zakończył terapię z pilotką]. Ona jeszcze nie wie skąd się wzięła jej mordercza historia i czemu jest FDD [nie chodzi o stację dysków]*

*-Furious Doughter of Dady

Tagi:

Gra o pietruszkę / Strzał w stopę

luty 21, 2010 | Piana 6 Komentarze/y | Kategoria: Ludzie, Polityka

Wybory dopiero jesienią, śniegu za oknami całe mnóstwo, ale serca już gorące, do walki same się rwą. Pytam się tylko – po co?

Dla obudzonych ze snu zimowego przypominam, iż od pierwszego grudnia obowiązuje Traktat Lizboński, co w praktyce zmienił III RP w Polską Socjalistyczną Republikę Europejską ze wszelakimi tego konsekwencjami. Przypominam, iż idol „lemingów”, czyli nasz wiecznie uśmiechnięty Ryży Donek (znany tez jako „Słońce Peru”) w przypływie szczerości przyznał, iż tego traktatu nie czytał. Wdzięczna ludność polskojęzyczna westchnęła z zachwytu – „nasz chłop, nam też tego by się nie chciało czytać”.

Sprawa jest prosta – decyduje Bruksela (w praktyce Niemcy jako główny sponsor), a wy możecie zająć się co najwyżej zmiataniem/odśnieżaniem chodników. Zastanówmy się, co by było gdyby świeży, niedawno wybrany prezydent zechciał zrobić coś, co by godziło w „interesy europejskie”. Niech no który prezio fiknie i zablokuje… tfu, spróbuje zablokować najmniejszą unijną dyrektywę, to już go urządzą jak załatwiono „Słońce Karpat”, co to nie chciał poczuć „wiatru zmian” o którym śpiewali podtatusiali rockmani z zespołu Scorpions. (Dla młodych, wykształconych, z dużych miast przypominam, iż został on zamordowany sądownie na polecenie własnych kumpli). Ceausescu, co by jednak o nim nie mówić, potrafił się przeciwstawić Sowietom. No, który z dzisiejszych mężyków stanu choćby zabierze głos zanim nie dostanie sms-a z wykładnią mądrości etapu?

Tyle wstępu, teraz moja opinia o dwóch kandydatach na kandydata. Otóż, przewodnia siła narodu, to jest Polska Zjednoczona Platforma Obywatelska tuż przed wyborami sama strzela sobie w stopę wystawiając dwie marionetki – Komorowskiego i Sikorskiego.

Pokazywali niedawno żonę Komorowskiego. Zanim napiszę dalej, muszę się wytłumaczyć. Wiem, że to niezbyt elegancko mówić o czyimś wyglądzie (sam ideałem męskiej urody nie jestem), ale skoro poseł-błazen Palikot może, a różnej maści mendy uważające się za „inteligentów” i „elitę” cmokają z zachwytu, to czemu ja nie mogę czegoś w tym stylu napisać? Kto dziś jeszcze pamięta uwagi o urodzie Anny Fotygi w „mainstreamowych” mediach? Wytłumaczyłem się, więc jedźmy dalej. Otóż, żona marszałka Komorowskiego, wygląda jak nie przymierzając wieloryb, co to go Polsat wypatrzył na Bałtyku podczas sezonu ogórkowego AD 2007. Czy teraz wszelkie Gale i Vivy, co cmokały nad „Bezą” Kwaśniewską, zlustrują urodę, elegancję i obycie na salonach kandydatki na nowy wzorzec Matyki Polki?

Sam zaś Komorowski w swojej długoletniej karierze zapisał jednym, jedynym sukcesem, a mianowicie wierszem, dzięki któremu przeszedł do panteonu wieszczy III RP zaraz obok Jacka Łągwy (autor tekstów piosenek grupy Ich Troje). Brzmi on tak: „Lech Wałęsa zuch, starczy na tych dwóch”. Innych jego osiągnięć nie pamiętają nawet najstarsi Kaszubi. Przyznaję się, że choć sam potrafię pisać wierszem, to do pięt nie dorastam talentowi i pracowitości marszałka Komorowskiego i muszę nisko pochylić swoje czoło.

Co się tyczy Sikorskiego, to co prawda on z tych już nie młodych, ale za to wykształconych i z dużych miast. Ponoć są na niego haki. Być może, ale na kogo nie ma? Mnie interesuje inna rzecz – czy miał bliższe kontakty z wywiadem brytyjskim? Jeśli miał, to ten fakt na dzień dobry dyskwalifikuje go jako polityka niezależnego. Niby to oczywiste, ale z drugiej strony tylu już było agentów (TW) rządzących nad Wisłą… Stanisław August Poniatowski, Józef Piłsudski, Bolesław Bierut, Wojciech Jaruzelski, Lech Wałęsa, Aleksander Kwaśniewski. Jeszcze jeden delikwent w tym gronie spokojnie się zmieści.

Zagadką może też być jego żona. Mieliśmy już w historii władców z importu (lepszych i gorszych). Żony królów także bywały cudzoziemkami. Jak one wpływały na bieg historii, to temat na szersze opracowanie. Na pewno jednak miały. Czy zatem Ann Applebaum nie będzie szyją i kręcić głową męża, jak przystało na prawdziwą żonę? Słynna przecież jest jej obrona znanego pedofila-celebryty Polańskiego/Lieblinga (przedstawię ją w skrócie – „jeśli siedziałeś w getcie jako dziecko i zabito ci żonę, to możesz teraz bezkarnie posuwać w dupę nieletnie”). Czy to ze względu na znajomość czy też wspólne „korzenie”? Cholera go wie. I to jest druga duża zagadka przy kandydaturze „Radka” Sikorskiego. Tak jeszcze w temacie, to czemu on się nie przedstawia jako „Radzio”? Wówczas byłby bardziej trendi-dżezi-kul i pasowałoby do jego poziomu. O słynnych znajomościach Sikorskiego i obyciu na zachodnich salonach przez delikatność nie wspominam, bo można je skwitować jednym stwierdzeniem – śmiechu warte.

Być może jednak w tym szaleństwie jest metoda? Desygnując dwie miernoty na reprezentacyjne stanowisko zapewne oczekuje się, iż w przypadku przełomowych wydarzeń na pewno skorzystają z okazji i będą siedzieć cicho.

Tagi: , , ,

Valentine`s Day

luty 15, 2010 | Loulou 10 Komentarze/y | Kategoria: Ludzie, Osobiste

Nikt nic nie zapodał, nieładnie nieładnie. Wiecie przecież jak bardzo te ckliwe, tanie chwyty są istotne. Codzienne drobne pierdoły. Nawet piosenki bojsbandów, których targetem jest rozegzaltowana nastolatka czekająca na księcia. Prawdziwy, prawy prawicowiec nie zwraca na takie rzeczy uwagi, wiem. Dlatego zawsze słucham z przejeciem, podkręcam volume, przeżywam jak woźny wakacje.

Nie można też “zabijać entuzjazmu” (taki zarzut usłyszałem). To ponoć straszny grzech i wszelkie nieszcześcia od niego pochodzą. Trzeba pszczółką na kwiatku się emocjonować, trzymać za ręce podczas spaceru i całować na dobranoc. Inaczej marna nasza starość.

Walentajns Iw

luty 13, 2010 | Loulou 15 Komentarze/y | Kategoria: Ludzie

Dziś poruszymy pewien istotny aspekt ludzkiej egzystencji. Bajeczki dla chłopców w krótkich spodenkach na szelkach o diamentach w stanie ciekłym odstawmy na bok. Lepkość i napięcie powierzchniowe też innym razem.

Dlaczego teściowe siedzą pod kołdrą i straszą? Dlaczego, jeśli nie wystawi się ich stamtąd na kopach, same nie wyjdą?

Tagi:

“tak naprawdę”

luty 9, 2010 | Basia 27 Komentarze/y | Kategoria: Ludzie

Nowy, nowomodny zlepek. Słyszę ostatnio często w radio od gości na antenie, słuchaczy  i również prowadzących. Czara się przelała, gęsiej skórki dostaję, więc wyrzucam z siebie właśnie.

Czy tyle nieprawdy jest? bajerowania, fałszu, krygowania się,fantazjowania? że należy podkreślić co jest “naprawdę” – to prawda.

“tak naprawdając” do prawdy nie dojdą. Każde nadużywanie słów nic nie znaczy albo co najwyżej jest jak obieranie cebuli. Pestki, czyli sedna tam nie ma.

Mówiąc krótko, wkurza mnie to “tak naprawdę”. wiecie, że mówią to nawet na samym początku zdania? od razu nieprawda wyprostowana, nawet jej nie wypowiedziano.

Pająk – Rzeczy nigdy nie są tym czym się wydają być a żywe stworzenia to już w ogóle

styczeń 31, 2010 | Siedem 9 Komentarze/y | Kategoria: Ludzie

Proszę wszystkich Wpiszowców by zwijając gazetę.pl w rulonik czy podnosząc, zginając nogę w kolanie dwa razy się zastanowili nad tym co zamierzają zaraz uczynić. Znalazłem w sieci ładną fotkę oseska pająka. Poza tym po zabiciu pająka może spaść deszcz.

cute-animals-spiders-2

Tagi: , ,
... free counters