Warszawa vs. Włoszczowa

sierpień 15, 2010 | Piana 11 Komentarze/y | Kategoria: Akcje, Ludzie, Polityka, historia

Dwadzieścia sześć lat temu wybuch we Włoszczowie strajk w obronie krzyży. Grudzień 1984 roku, Zespół Szkół Zawodowych, młodzi ludzie. Teraz porównajmy sobie tamte wydarzenia z obrzydliwym cyrkiem, jaki zrobili „młodzi, wykształceni, z wielkich miast” w poniedziałek, 9-go sierpnia i widzimy, jaka przez te lata zmiana zaszła. Ówczesna młodzież miała odwagę przeciwstawić się władzy. Tak, władzy. I to nie takiej, o której można by wypisywać „Giertych do wora, wór do jeziora”, tylko takiej, co nie bała się pałować ani zabijać przeciwników. Współcześni młodzi ludzie płci obojga mają jedynie odwagę powyzywać grupę modlących się (w dużej mierze starszych) ludzi. Ja bym ich takich „młodych, wykształconych z wielkich miast” krótko nazwał ludzką padliną, bo to najdelikatniejsze i najtrafniejsze określenia, jakie mi przychodzi do głowy.

Czy tak ma wyglądać współczesna zabawa? Ja nie widzę w tym nic śmiesznego, ale ja nigdy nie przystawałem do współczesności, więc już specjalnie się nie dziwię. W każdym razie skoro ma być trendi-dżezi-kul, to tak właśnie jest i już!

Niedawno miałem okazję odwiedzić Muzeum Powstania Warszawskiego. Robi duże wrażenie – nowoczesne i świetnie zorganizowane. Polecam. Co najbardziej rzuciło mi się w oczy? Jedna rzecz. Kogo możemy najczęściej zobaczyć na fotografiach z 1944 roku? Właśnie młodych ludzi, którzy nie bali się walczyć za Polskę. Wiedzieli czym ryzykują. Nie będę tu omawiał sensu bądź nie wybuchu samego powstania, bo to temat na inny wpis, natomiast bohaterstwo tych ludzi zachowuje na nasz głęboki szacunek. Tyle.

Jeszcze jedno skojarzenie z historii nasuwa się na myśl, tym razem z nieco nowszej. Warszawa, to jak wiadomo duża wieś niedaleko Ciechanowa (prawdziwa Warszawa zginęła w 1944). Czy to nie jest ta sama miejscowość, gdzie niedawno policjant w cywilu dostał w biały dzień kosę w brzuch? Godziny szczytu, przystanek obok centrum handlowego. Gdzie byli owi młodzi wykształceni? Pobiegli z pomocą? Czy zareagowali? Każdy może sobie sam na to odpowiedzieć.

Szoł przed pałacem mógł się odbyć, bo uczestnicy „cyrku” wiedzieli, że będą bezkarni. Gdyby radykalne bojówki katolickie wyłapywały delikwentów i każdemu z nich łamali ręce i nogi, to by nie pojawił się tam pies z kulawą nogą. Po prostu miękkie rury i tyle.

Ktoś mógłby zapytać się, gdzie się podziało tak zwane „pokolenie JPII”. Jak to gdzie? Tam, na manifestacji, niosło krzyże z puszek i ukrzyżowanego pluszowego misia. Pokazywali swoją tolerancję, otwartość na inne poglądy i szacunek dla innych. Czy przypadkiem to nie są ci sami ludzie, którzy ostatnio bili brawo znanemu aktorowi reklamowemu, co to powiedział niedawno na tzw. Łutstoku, że „Polska nie jest najważniejsza. Najważniejsze jest nasze życie” i dodał, że człowiek żyje po to, aby mu było przyjemnie. Być może to właśnie o nich (ło)Buzek powiedział, że są „przyszłością Unii Europejskiej”. Jeśli tak, to ja mogę spokojnie czekać, aż UE się zawali.

Warto przypomnieć sobie historię awantury o krzyż. To nie kto inny, jak świeżo zaprzysiężony Dziad z Wąsami ją rozpętał, gdy jako jedną z pierwszych decyzji nakazał usunięcie krzyża. Po drugie – czy nie miało to na celu przykrycie medialne podniesienia podatków na naszej ukochanej zielonej wyspie przez „liberała” Tuska? W końcu nie od dziś wiadomo, że liść najlepiej ukryć w lesie (a gdy lasu nie ma, to należy go zasadzić).

Prawdę mówiąc to spodziewałem się, że kłótnie o obecność krzyży (nie tylko tego jednego) wybuchną niedługo. Myślałem, że za rok, dwa, trzy. Po wyroku jednego z europejskich sądów nakazujących zdjęcie krzyży we Włoszech, pewnikiem było, że ruch ten przypełznie także nad Wisłę. To musiało nastąpić wcześniej czy później. Wszystko co obrzydliwe z zachodu przechodzi do nas. Przyszły homo-manifestacje oraz tzw. „studia dżenderowe” (specjalnie w cudzysłowie, bo to żadna nauka), to przyjedzie też nowoczesna walka z chrześcijaństwem. Zresztą walec pogaństwa toczy się już od pewnego czasu, jakby kto nie zauważył. Wystarczy otworzyć oczy.

Tagi: , , , ,

Jerzy Dobrowolski “Wspomnienia Moich Pamiętników”

lipiec 31, 2010 | Basia 4 Komentarze/y | Kategoria: Kultura, Ludzie, historia

Zbieram się i zbieram. Chciałabym jak nalepiej opowiedzieć, ale to niemożliwe. “Pamiętniki”  nie są grubą książka ale ma taką treść…taką poruszającą to jedno, a drugie, że treść jest treściwa wyjątkowo. Najlepiej będzie jak ją sami przeczytacie. Czytajcie wolno, ale i tak wrócicie do początku zaraz po skończeniu. Bo książka budzi wiele myśli, wspomnień i refleksji z PRL.u, a w naszym, żyjących przypadku, mających swoją kontynuację w czasach teraźniejszych.

Klika słów jednak napiszę, głównie cytatów.

Jesteśmy oszukani, oszukani Wałęsą, Solidarnością, Gazetą Wyborczą. Kiedy zamordowano Grzegorza Przemyka, Ks.Jerzego Popiełuszkę i wielu innych wiadomo było gdzie stoi ZOMO a gdzie ludzie dorej woli. Miał rację Jarosław Kaczyński, że do szeregu ZOMO dołączyli ci z tej “dobrej” strony. Szczęściem w nieszczęściu, Dobrowolski tego nie doświadczył żyjąc.

Po katastrofie Smoleńskiej, całej otoczce działań rządowych, po akcjach Palikota, mediów wiadomo jakich, akcji wyrzucania krzyża z przed Pałacu Prezydenckiego, poczułam się dokładnie jak pisze J.D. “świadomość takiej niemożności przeciwstawieniu się złu, poczucie całkowitej bezślilności, jaką może czuć np. biedronka gdy wali się na nią ciężarówka piasku”

Parę krótkich cytatów dotyczących morderstwa Ks.Jerzego Popiełuszki wypisz wymaluj szablon tych po Smoleńsku:

dot. przewlekłości śledztwa:

“ Parę dni temu ten kundel rzecznik powiedział że,: ….”nie komu innemu, tylko właśnie rządowi PRL zależy najbardziej na wykaśnieniu sprawy morderstwa ks.Popiełuszki”.

“Władza, nie bedąca naukowcem, a mająca głęboki szacunek dla wiedzy i doświadczenia ekspertów, nie nagliła lecz cierpliwie czekała

…Proces trwa, ale już wyszło na jaw, ks.Popiełuszko to sutener, dziwkarz, aferzysta mieszkaniowy i złodziej wielu milionów złotych”

od siebie dodam  – i alkoholik.

Tu rusfofob J.D się nam objawia dot. wybuchu, po wybuchu Czernobyla:

“Stara sowiecka metoda. Wszystko wstecz,po pewnym czasie rozwodnione i zafałszowane, gotowi są jakoś tam potwierdzić pokrętnie; wszystko na bieżąco przemilczeć lub zaprzeczyć (…)Człowiek spodziewa się konretnej informacji,wymiernych widomości, rzetelnego potwierdzenia lub zaprzeczenia, a po długim oczekiwaniu otrzymuje pokrętny, wyjęty z kontekstu strzępek niby na temat, ale obok, z przesuniętym akcentem ważności”

Długooczekiwna konfernencja w Moskwie:  “Nie mogli wcześniej, bo – jak wyjaśnili-musieli zorientować się a pośpiech i gwałtowność nie są właściwe w takich wypadkach”

o komentatorach w tv nie potrafili odpowiedzieć konkretnie za to potrafili : “…jako najżarliwsi polscy patrioci wziąć w obronę najukochańszy Związek Radziecki”

W książce jest cała masa absolutnie wartościowych treści, dla nas skojarzeniowych, mających swój ciąg dalszy w “wolnej Polsce”, oprócz tego bardzo osobistych wspomnień autora.

Na deser jeszcze coś nt tegorocznej powodzi. otóż wszystko zaczęło się w roku 1983. Kronika filmowa z sierpnia 83. “Wynikało z niej [z treści owej kroniki przypis mój] jak gdyby, że to jednak bobry są główną przyczyną slabych wyników w gospodarce rolnej i leśniej….Podcinają drzewa,zalewają tereny, zamulają kanały melioracyjne, na co nie możemy sobie pozwolić.”

Jerzy Dobrowolski wspomina po nazwiskach kilka osób, np. Urbana. Jestem niezmiernie ciekawa jakby skomentował J.D., bo ja nie potrafię, wypowiedź Wojewódzkiego, który Jarosława Kaczyńskiego [jego wypowiedzi] przyrównał do tych Urbanowych ?!? Rozumiecie coś z tego? Urban, kłaniający się Komorowskiemu elektowi, swój głos oddający, popierający go całym otłuszczonym sercem. I niby J.K. jak Urban? Musi być z tego Jarosława oszust i przebieraniec jednak. Niby konkurent Komorowskiego, a pewnie sam oddał na hrabiego glos.

Wymienia Dobrowolski też ostro i gorzko niejakiego Jerzego Małczyńskiego. Rzucilam w googlach hasło. Żyje, nawet książkę napisał.

Brakuje mi teraz reportażu radiowego lub w tv [treści starczy na niejeden odcinek] będących komentarzem do wspomnień Dobrowolskiego. Ciekawi mnie jak wykręcą się Kowalewski, Tym. No jak?

Pewno nie powstanie, jak wiele pomysłów Jerzego Dobrowlskiego. Prawie nic się nie zmieniło…. To znaczy zmieniło się: wydano Wspomnienia i ja mogę napisać tę notkę, ale jak wynika to zresztą z treści książki to normale. Co ekipa w PRLu to odwilż, dodanie trochę jakby “wolności”

Ps. Szukajcie wydania drugiego rozszerzonego

Tagi:

600 lat Grunwaldu

lipiec 15, 2010 | junak Brak Komentarzy | Kategoria: historia

Dziś mamy okrągłą rocznicę bitwy pod Grunwaldem.

 Obejrzałem dziś w TV przemówienia kilku zdrajców, historyków z partyjnego awansu i folksdojczów i musze odnieść się do ich słów wypowiedzianych na polach Grunwaldu i o Grunwaldzie:

 Polska rzekomo zwycięstwa nie wykorzystała – błąd.

1 – nie wykorzystał go Jagiełło, bo nie chciał, miał inne plany względem Zakonu – chciał by Zakon był sojusznikiem Litwy, bo nie wierzył w trwałość unii z Polską. Jagiełło ( jak cała ta dynastia ) wyjątkowo nietrafnie przewidywał przyszłość i tak jak jego potomkowie miał wyjątkowy talent do marnowania koniunktury politycznej.

Polacy byli mentalnie, militarnie i gospodarczo gotowi do likwidacji państwa Krzyzackiego.

2 – Polska z perspektywy wieków wygrała wszystko w tej bitwie:

Zakon się już nigdy nie podniósł

Od strony Teutonów Polska miała 300 lat pokoju

Niemcy już nigdy w historii nie odważyli się samodzielnie zadrzeć z Polską.

3 – jak wielką traumą dla Niemców jest Grunwald 1410 świadczyły dziś dobitnie przemówienia Wielkiego Mistrza, oraz zdrajcy Komorowskiego, którzy jak mogli kombinowali, by Polacy poczuli się choć trochę winni – nie wiadomo czego ??

4 – mit potęgi gospodarczej Zakonu i biedy Polski. Polska była gotowa do wojny już za Kazimierza Wielkiego – ten najwspanialszy w naszej historii władca w 30 lat zbudował kraj mlekiem i miodem płynący. Kazimierz Wielki zbudował także potęgę militarną, szykował się do wojny z Czechami ( inną ówczesną potęgą militarną Europy ) o Śląsk. Niestety zmarł w przededniu planowanej wojny.  Jagiełło odziedziczył po nim to wszystko, dodał trochę swoich obdartusów i zlał przy ich pomocy Zakon Krzyżacki.

5 – okazało się dziś że Niemieccy zakonnicy nieśli kaganek postępu i oświecenia, dając awans miejscowej ludności. Gówno prawda. Zakon był nastawiony na wyniszczenie ludności Pruskiej, a miejscowi mogli awansować tylko wtedy, gdy przybyli wcześniej z Rzeszy Niemieckiej. Rzekomo wspaniałe rządy Zakonu doprowadziły do tego, że miasta Pruskie postanowiły wzniecić powstanie przeciw państwu krzyżackiemu w 1454 roku.

6 – To już pytanie do POstępowej lemingozy z GW: Jak ten Niemiecki POstęp w wydaniu Zakonu się ma do tego, ze Katolicyzm to ciemnogród ?

„Takie będą Rzeczypospolite… ”

lipiec 3, 2010 | Piana 4 Komentarze/y | Kategoria: Ludzie, Osobiste, historia

Starsi czytelnicy być może pamiętają skecz w pod nazwą „Lekscyjne rozówk”, znany bardziej jako „Boryna”. Można posłuchać na przykład TUTAJ. Kawałek bezbłędny, rzekłbym nawet rewelacyjny. Dla większości młodzieży może on być kompletnie niezrozumiały, bo pochodzi z roku 1988. Pragnę zwrócić uwagę na samą końcówkę, kiedy to pada pytanie o „zadanie domowe” dla uczniów. Nie chcę oczywiście psuć puenty i radości słuchania, ale na potrzeby tekstu muszę to zrobić. Na zadanie uczniowie mają rozwinąć myśl „Takie będą Rzeczypospolite jakie ich młodzieży chowanie” opierając się o przeczytane lektury. Puenta brzmi następująco – należy to zrobić na podobieństwo tytułowego bohatera „Łyska z pokładu Idy”, czyli konia ciągnącego wagony w kopalni. Młodzież zatem na ciągnąć owe wagony nie wiedząc dokąd i po co. Dzwonek! – pada hasło w skeczu. Tymczasem po ponad dwudziestu myśl owa nabiera nowego znaczenia.

Dlaczego? Z prostej przyczyny, bo tak po prostu się wychowuje młodzież. Śmieszne? Nie sądzę.

Wiele razy pisałem już, iż polskojęzyczne „elity” nie potrafią pokierować resztą społeczeństwa. Pragną jedynie pragną przemalować ciemne, kołtuńskie polskojęzyczne społeczeństwo na kolor niebieski dorzucając przy okazji dwanaście gwiazdek w kolorze złota. Tyle. Innych celów nie ma. Czy ktoś jeszcze widział jakiekolwiek inne cele? Ale nie takie opowiadane, tylko realizowane (bo bajki opowiadać każdy może, ale ja nie jestem pierwszą lepszą naiwną panną, aby się na to łapać)?

Czy mamy być potężnym organizmem i potężnym społeczeństwem? Czy mamy zawojować świat i stanie on zdziwiony, że Polak potrafi? Nie, nic podobnego.

Jaki przekaz otrzymują młodzi ludzie? Bardzo czytelny – że Polska to obciach i żenada. I czym prędzej zrzucimy balast minionych lat, tym szybciej doszlusujemy do „cywilizowanej Europy”. Trzeba zatem odciąć się i to jak najszybciej od śmierdzącego balastu!

Dygresja. Cały czas daje się także przykład, że „pierwszy milion trzeba ukraść”, a najlepiej to się mają różnej maści Rychy, Zbyśki i Mirki, co to mają dojścia do kumpli u władzy. Nie to co babina ciągana po sądach za trzy grosze podatku od ksero czy też łupieni przez fiskusa powodzianie. W końcu „Państwo” ma zawsze rację. Koniec dygresji.

Wracając do głównego nurtu, to warto zauważyć, iż nikt młodzieży nie wyjaśni, że nie ma czegoś takiego jak przeszłość. Jest „dziś”, tylko jakiś czas temu. Z tego prostego stwierdzenia wynika, iż de facto nic się nie skończyło. Cały czas trwają procesy społeczne czy historyczne „odpalone” dziesiątki, setki, a nawet tysiące lat temu. Nie wiem jak to jest w Chinach, Izraelu, czy Niemczech, ale nad Wisłą nic takowego się nie mówi – ani w sposób domyślny, ani zawoalowany. Lekcje historii to żenujące pogadanki, które nawet najbardziej zainteresowanego tematyką uśpić, a zresztą po jaką cholerę mamy się uczyć tych wszystkich rzeczy? Od czasów gdy nasza dłoń „przeszłości ślad” zmiata, wiadomo jest, że w sumie to co było, a nie jest nie pisze się w rejestr. Było, minęło, po co do tego wracać?

Kolejna dygresja. Wsłuchując się w słowa „Międzynarodówki” o usuwaniu śladów przeszłości, okazuje się, że spuścizna Marksa zrobiła większą rozpierduchę niż się powszechnie uważa. Koniec dygresji.

Pomysł na młodzież jest jeden – „wybierzmy przyszłość”, czyli zróbmy (używając komputerowego nazewnictwa) „reset” na społeczeństwie. Używając języka medycznego – zafundujmy sobie powszechną amnezję. Przepraszam, czy jakiś młody, wykształcony z wielkiego miasta pobiegnie teraz, aby poddać się samemu takiemu zabiegowi? Czym to grozi? Chyba nie muszę pisać. Dlaczego zatem co poniektórzy pragną taki zabieg wykonać na całym społeczeństwie?

A czymże innym jest nawoływanie do spalenia lub zabetonowania akt IPeeNu? W jakim celu? Aby „młode gnojki” nie taplały się w „ubeckim szambie”. Jak dla mnie to nie jest argument, ale różnej maści „yntelygenty” łapią się na tak podany haczyk niczym ryba. Skoro zabetonujemy (czy spalimy, obojętne) ślady naszej przeszłości, to jak teraz będziemy wiedzieć skąd przyszliśmy i dokąd zmierzamy i czy przypadkiem nie kręcimy się w kółko kolejny juz raz? Odpowiedzi nie oczekuje, bo „elita” rządząca Krajem Nadwiślańskim jedynie ogłasza prawdy objawione jako dogmaty, bez dodatkowych argumentów.

Jak się będzie zatem zachowywać pozbawione pamięci społeczeństwo? Ciężko to jednoznacznie określić, ale z pewnością mało racjonalnie. Jeśli raz się poparzyliśmy, to wiemy żeby uważać z ogniem. Gdy o tym zapominamy, pakujemy się w ogień cały czas. Zatem jest to prosta droga do wejścia się w bagno, żeby nie powiedzieć gorzej.

Wracając do porównania z Łyskiem, to bez pamięci nie spostrzeżemy także, iż niektóre konie wyprzedziły nas już dawno, chociaż ciągną tak samo jak my lub nawet słabiej. Problem polega na tym, że woźnica (wspomniane wyżej „elity”) od lat nie potrafią naprawić dyszla, a niekonserwowana tylna ośka za chwile sama się rozpadnie. Ciągnijmy zatem wóz – nie wiedząc dokąd, ani po co, i nie zwracajmy uwagę jego stan, bo za chwile sam się rozpadnie (analogia do pasożyta nazywanego nie wiedzieć czemu „Państwem” jest idealna).

Czy na pewno tego chcemy? Czy chcemy stać się bezideową masą bez pamięci myślącą tylko o ciepłej wodzie w kranach i autostradach? Czy pragniemy pozbyć się na własne życzenie określenia „sapiens”? Jeśli indywidualizm tylko na poziomie takim, jak wcześniej zaprogramowano. Jak bunt, to tylko komercyjny, kontrolowany. Zatem bądź sobą i pij Pepsi. Społeczeństwo robotów, zaprogramowanych do konsumpcji, ślepego wykonywania rozkazów, ciągnięcia wozu i bezmyślnego powtarzania przekazu płynącego z mediów. „Takie będą Rzeczypospolite”…

Tagi: , , ,

Polskie świnie piszą na maturze o Edelmanie

maj 4, 2010 | junak 57 Komentarze/y | Kategoria: Kultura, Ludzie, historia

Tak. To wiadomość z ostatniej chwili.

Koleżanka, która właśnie zakończyła pisać maturę z polaka dała mi o tym znać:

większość zadjacych wybrało “Zdążyć przed Panem Bogiem”

Mamy nowe pejsate elyty, pejsate aŁtorytety, a teraz jeszcze pejsatych bohaterów.

Bo przecież polskie świnie nie mają ŻADNYH bohaterów, ŻADNEJ historii, ŻADNEJ przeszłości. Ot nacja podludzi nadająca sie jedynie na służbę i ras wyższych. Dobrze, ze wspaniały i wielki naród Żydowski dał tej polskiej hołocie kaganek oświecenia…

Pojedynek z Wolterem

maj 3, 2010 | Piana Brak Komentarzy | Kategoria: Ludzie, Polityka, historia

Ponoć przysłowia są mądrością narodu. Jeśli tak, to cóż powiedzieć o złotych myślach filozofów zapodanych do powtarzania przez lud pracujący miast i wsi? Pewien znany myśliciel sprzed kilku wieków zadekretował „Nie zgadzam się z tobą, ale zawsze bronił będę twego prawa do posiadania własnego zdania”. Chodzi oczywiście o Woltera. Nie będę rozwodził się nad nim, choć jako ojciec duchowy tzw. Rewolucji Francuskiej powinien być starannie napiętnowany, ale to tematyka na inny wpis. Skupmy się tylko na tym zdaniu i przeanalizujmy je.

W pierwszej części mamy założenie niezgody z czyimiś poglądami. Jest to jak najbardziej zgodne ze zdrowym rozsądkiem, ale dzięki temu mogą powstawać konflikty. Ciarki przechodzą po plecach. Konflikty, czyli spory, dzielenie społeczeństwa, nienawiść, więzienia, morderstwa, wojna… Po co od razu umierać? To tylko smród, obciach i żenada.

Musimy zatem prowadzić dialog. Tak, dialog za wszelką cenę. Co będzie jednak, gdy w rozmowie dotrzemy do barier nie do przeskoczenia? Tu właśnie jest pies pogrzebany. Przypomniał mi się jeden z niewielu dialogów międzyreligijnych, jakie swego czasu prowadziłem. Z muzułmaninem. Wyglądało to mniej więcej tak (P – Piana, N – Niewierny)

P – Mahomet nie był żadnym prorokiem, a Koran spisany został 150 lat po jego śmierci, więc musi być przekłamany i z pewnością niewiele miał z nim wspólnego.

N – Jezus nie był synem Boga, a chrześcijanie do spółki z żydami sfałszowali Pismo. Usunęli z niego zapowiedź nadejścia proroka Mahometa.

Koniec. Można by to zapisać złotymi literami jako wzór dialogu między religiami. Tak sformułowany dialog nie ma oczywiście sensu, bo nikt nie podejdzie ze swoich pozycji, a ustępstwo na rzecz drugiej strony oznaczałoby oczywiście rezygnację z własnych ideałów w imię bliżej nieokreślonych, mglistych korzyści. Gra nie warta świeczki, a nawet ogarka.

Wróćmy jednak do Woltera i do drugiej części jego sentencji, czyli „zawsze bronił będę twego prawa do posiadania własnego zdania”. No i znowu robi się nieciekawie. Obrona – to oznacza stresy, nieprzyjemności, może nawet jakieś straty. Brrr….. to nie przystaje do współczesnych ideałów, bo wszystko ma być trendi-dżezi-kul, a tu klops.

Zatem widać wyraźnie, że posiadanie własnego zdania jest wysoce niepożądane. Jest wręcz nie do pogodzenia z wymaganiami współczesności, z obowiązującą mądrością etapu. Jeśli już jakieś zdanie posiadasz, to lepiej go nie wygłaszaj, bo ktoś (Wolter już nie, bo w przeciwieństwie do Lenina nie jest wiecznie żywy) będzie mógł mieć z tego powodu nieprzyjemności. Zastanów się zatem kilkakrotnie, czy pragniesz kogokolwiek unieszczęśliwiać.

W „451 Fahrenheita” słusznie zauważono, że człowiek jest nieszczęśliwy gdy mu się pokazuje kilka możliwych wariantów. Należy zatem pokazać tylko jedno rozwiązanie, a najlepiej nie pokazywać żadnego. To jest tak genialne w swojej prostocie, że już bliżej perfekcji być nie można. Do tego właśnie zmierzajmy – do rozmycia, do „platformizacji” poglądów (to najlepsze określenie, jakie znajduję), gdzie ponoć je mamy, ale w sumie nie bardzo wiemy jakie i ktoś musi nam o nich powiedzieć. Skoro poglądy są mgliste – niewyraziste, to pozwala nam wszystkich wepchnąć do jednego wora. Wówczas w trakcie dyskusji nie może być żadnych sporów, bo nie widać granic między poglądami. Rewelacja!

Pismo nakazuje nam mówienie „Tak – tak, nie – nie”, ale kto by się przejmował mądrościami sprzed dwóch tysięcy lat. Podstawą nowego wspaniałego świata są „prawa człowieka”, a nie odstający od wymagań współczesności Dekalog. Dodatkowo można także podkręcić wspomniane wyżej tendencje poprzez zatwierdzenie nowomowy i wyeliminowanie z dyskursu jednoznacznych określeń. To jednak dopiero przed nami, ale nie zaprzestawajmy dążyć do szczęścia, bo to w końcu cel życia. Prawda?

Co się tyczy samej sentencji, najlepiej by ja wykreślić, albo zmienić sens poprzez dopisanie elementu neutralizującego. Coś jak „sprawiedliwość społeczna” lub „wszystkie zwierzęta są równe, ale niektóre są równiejsze”. Jakieś propozycje?

Tagi: , , , ,

Marsz Wyzwolicieli

luty 27, 2010 | Loulou 6 Komentarze/y | Kategoria: Polityka, historia
jah17n.jpg

Wiemy o Grzegorzu Braunie. Robi świetne filmy, które gdyby Polska nie była dzikim krajem, nie zabijała matek Drzewieckich i Barbar Blid, byłyby najzwyklejszymi filmami dokumentalnymi, lecącymi popołudniami na którymś z wielu kanałów historycznych. Niestety, tak nie jest.

Po pierwsze, kanałów historycznych nie ma wielu. Bezpieka, zakładając na wolnym rynku telewizje, miała pilniejsze potrzeby niż krajowy HistoryChannel. Trzeba było wylansować Monikę Olejnik i Tomasza Lisa oraz odrobić w krótkim czasie zakupione wozy transmisyjne i kontrakt Anity Werner.

Po drugie, gen.Wojciech Jaruzelski jest człowiekiem honoru [copyright by JK-M], gen.Czesław Kiszczak jest człowiekiem jeszcze większego honoru [jednak Michnik jest troche wyżej niż JK-M] a Ryszard Kapuściński traktował PRL jako swoje państwo a na początku lat 90tych żył w panicznym strachu przed lustratorami, rozliczeniowcami i innymi faszystami. Dlatego też filmy Grzegorza Brauna nie są zwykłymi filmami dokumentalnymi, które młodziaki oglądają na luźniejszych lekcjach historii. Są kontrowersyjnymi filmami dokumentalnymi, za które twórca bezpłatnie brany jest na łamy Gazety Wyborczej z ładnym zdjęciem, stosownym tytułem i objaśnieniem, że matka była kurwą, ojciec alkoholikiem a dziadek mordował żydów w Jedwabnem i cierpiał kiłę.

Pamiętajmy jednak, że Grzegorz Braun to frontman. Obok niego stoi w cieniu Robert Kaczmarek i to jest myślę postać kluczowa w duecie. Razem robią tak wybuchowy shit, że po obejrzeniu czuje się wewnątrz pozytywną wibrację. Że jednak nie jest wszystko tak do końca spierdolone.

Marsz Wyzwolicieli, film z genialnymi scenami w których ludzie sowieccy obnażają stopień sprania swych mózgów. Gubią się w rozdwojeniu jaźni przy wspomnieniach wybuchu II Wojny Światowej. Pierdy nauczycielki historii o wojnie ojczyźnianej i wyśmienity Suworow. Sugestywne przywrócenie proporcji i właściwego porządku rzeczy. Cymes i jazda obowiązkowa.

Rapidshare, YouTube, Chomik

Tagi: , ,

Może by jakiś pomnik?

styczeń 28, 2010 | Galba 20 Komentarze/y | Kategoria: Kultura, historia

Prezydent Obama wygłosił przemówienie z okazji rocznicy wyzwolenia z rąk Niemców obozu w Oświęcimiu (ciekawe czy wśród załogi byli jacyś SS-manni z Dresden). Uhonorował tych, którzy próbowali nieść pomoc Żydom – Polaków, Węgrów, Francuzów i kilka innych nacji. Na końcu krótkiej listy ratujących pojawili się „geje”.

Nigdy dotychczas nie myślałem o kwestii niesienia pomocy prześladowanym przez nazistów (czy ktoś wie czy w  Dresden byli jacyś naziści?) w kontekście zdrowia psycho-seksualnego  ratujących. Ciekawa koncepcja. Widać takie są wymogi „obecnego etapu”.

Każde bohaterstwo powinno zostać nagrodzone pomnikiem.
Jakieś podpowiedzi dla projektantów monumentu „Gejom antynazistom”?

PS. Najnowsze badania amerykańskich historyków ujawniają nieznany dotychczas szczegół II WŚ – otóż decydujący wkład w sowieckie zwycięstwo w bitwie na Łuku Kurskim miał II Samodzielny Gejowski Korpus Pancerny generała Iwanowa. Gejowskie zagony pancerne zadały druzgocący cios w samo serce zgrupowania heteroseksualnych czołgów nazistowskich czym przechyliły szalę zwycięstwa w tej bitwie.

Luka laurkę Aliantom Zachodnim napisał

styczeń 26, 2010 | Galba 52 Komentarze/y | Kategoria: historia

….a wy się go czepiacie.

Wczoraj Xiążę raczył był opublikować notkę, która wywołała poruszenie wśród ludności tubylczej Wpisza. Czytając komentarze pod tamtym tekstem oraz komentarze do komentarzy autorstwa Xięcia dochodzę do wniosku, że strony mówią do siebie i słuchają tego, co wydobywa się ze strony przeciwnej ale mają problem polegający na tym, że rozmawiają o zupełnie różnych sprawach (ciężko o jakieś sensowne wnioski gdy jeden mówi o arbuzach a drugi o mechanice kwantowej).

Tak więc uporządkujmy:

1.
Luka, niecelowo jak sądzę, napisał Laurkę dla Aliantów Zachodnich. Tak. Ile punktów ujął w swoim wypracowaniu? Kilka (w tym co najmniej jeden, co do którego sam autor ma wątpliwości – bomby A). Jak sądzę, gdyby się spiął dopisałby jeszcze kilka dodatkowych. Jak na 6 lat wielkiej wojny, która objęła pół Globu i wysłała do Krainy Wiecznych Łowów miliony ludzi to bardzo mało. Gdyby chciał stworzyć podobną listę zbrodni niemieckich ile punktów bez najmniejszego trudu by ujął w takim opracowaniu? 100 razy więcej? Tysiąc? Tak – Luka napisał laurkę dla Aliantów Zachodnich. „Patrzcie, wysiliłem się i byłem w stanie wypisać niespełna 10 przypadków”.

2.
Luka nie gloryfikuje nazistów. W tekście nie ma ani jednego zdania wskazującego na to, że uważa stronę niemiecką 2 Wojny Światowej za lepszą lub równą moralnie Aliantom Zachodnim. Do takiej oceny Luka nawet się nie przymierzył – co nas, przyzwyczajonych do pewnych schematów może razić. Od dziecka oglądaliśmy filmy wojenne, słuchaliśmy opowieści o wojnie, itd. I za każdym razem, w każdej (!) z tych opowieści był punkt obowiązkowy: Pamiętajcie – to Niemcy byli źli, reszta (od ’89 już tylko „część reszty”) tylko się broniła, ergo – była po jasnej stronie. Luka tego elementu nie zawarł. I to wzbudziło oczywistą reakcję bo wyłamał się ze znanego nam kanonu – „dlaczego pominął punkt obowiązkowy dotyczący niższości nazizmu nad pozostałymi formami życia? Pewnie dlatego, że sympatyzuje z Goebbelsem a może i samym Hitlerem” (nawiasem mówiąc, jeśli mnie pamięć nie myli, Luka Hitlera uważa raczej za skończonego kretyna militarnego a nie Gröfaz’a). Luka niczego takiego jednak nie napisał – co sobie dopowiedzieliśmy to już nasza sprawa.

Jeśli ktoś nie mówi „A” to oznacza to wyłącznie, że nie powiedział „A”. Nie można z tego wnioskować, że uważa „A” za mniej ważną literę niż „B” (choć oczywiście może dokładnie tak właśnie myśleć, podobnie jak Luka może myśleć, że wszystkie trzy strony 2 Wojny były sobie równe – czy myśli nie wiem).

3.
Fakty. Tych, jako ludzie cywilizowani (w dobrym, wiktoriańskim rozumieniu), powinniśmy się trzymać. Czy to, co napisał Luka to nieprawda? Nie! Czy zabicie poddającej się załogi obozu koncentracyjnego to zbrodnia wojenna? Tak. Czy równa rozstrzelaniu przypadkowych ludzi na ulicy, któregoś z polskich miasteczek? Nie. Jak ja bym się zachował wkraczając do obozu koncentracyjnego z pistoletem maszynowym M-1 widząc to, co zobaczyli Amerykanie? Pewnie miałbym wielką ochotę pociągnąć serią po ludziach honoru w czarnych mundurach. Być może nawet bym to zrobił. Dlatego jako sędzia nie potrafiłbym wydać jakiegokolwiek surowego wyroku na chłopców w US Army, który oswobodzili Dachau (tak Luka – wiem, że żadnego procesu nie było, w przeciwieństwie do Ciebie jednak nie sądzę by był on konieczny – czasem są wartości ważniejsze niż prawo).

Ma rację Luka pisząc, że np. akcja “denazyfikacji Dachau” była w świetle prawa zbrodnią. Nie można mieć do nikogo pretensji, że mówi jak jest. A wnioski każdy wyciąga na swoją odpowiedzialność i użytek.

Mój wniosek jest taki: wzruszam ramionami i rzucam „dobrze tak sukinsynom”.

Pomóżmy biednym scenarzystom

styczeń 23, 2010 | Piana 2 Komentarze/y | Kategoria: Kultura, Ludzie, historia

Kilka wpisów temu zapodałem klimat filmowo – serialowy. Napisałem wówczas, iż kręci się wyłącznie produkcje pokazujące kapusiów jako ludzi o szlachetnych sercach, bez nędznych pobudek i zimnych kalkulacji. Po prostu chodzące ideały, którym zły los podstawił nogę i teraz pokutują nie mogąc spojrzeć w lustro.

Jak wspomniałem też, nie powstanie zapewne nigdy film pokazujący krzywdę ludzi gnojonych, wyrzucanych z pracy dzięki uprzejmym donosom. Nie zobaczymy nigdy prawdy. Kasa, wczasy w Bułgarii, mieszkanie, samochód dla TW. 90% kapusiów robiło to dla wspomnianych korzyści, mało który donosił na siłę. Z niewolnika nie ma pracownika, kapusia tez nie. Ci, na których donoszono, mogli jedynie cieszyć się, że żyją, ale tego na ekranie nie ma i nigdy nie będzie.

Zauważam jednak, że filmów fałszujących przeszłość jest jednak zdecydowanie za mało i sam postanowiłem nieco dopomóc scenarzystom, co to ich żadna muza nie odwiedza. Brakuje ci weny i cierpisz na niemoc twórczą? Oto trzy scenariusze dla ciebie.

Scenariusz numer jeden. Lata osiemdziesiąte, uniwersytet na przykład w Białymstoku (Krzysztof Kononowicz mógłby grać rolę rektora). Dwóch świeżo upieczonych doktorantów ubiega się o względy pięknej studentki. Podczas jednego ze spotkań towarzyskich dochodzi między nimi do sprzeczki o kierunki filozoficzne w Starożytności. Jeden z nich opowiada się
po stronie epikureizmu, drugi jest zawziętym zwolennikiem stoicyzmu. Piękna studentka wysłuchuje się debacie i w końcu wybiera zdeklarowanego stoika. Epikurejczyk ze złamanym sercem zgłasza się do SB, gdzie w rozpaczy pragnie pomścić odrzucenie i zniewagę. Dzięki informacjom TW wyrzucają stoika z uczelni i musi on mieszkać w hotelu robotniczym, pić wódkę i malować kominy. Dawny przyjaciel odbija mu też dziewczynę, robi karierę, zostaje profesorem i aŁtorytetm moralnym. Po latach spotykają się przypadkowo na ulicy i oczywiście padają sobie w objęcia. Cieszą się ze spotkania i klną jak szewc na chorych z nienawiści mianaków szukających wszędzie TW i oszołomów mieszających w szambie przeszłości. Idą razem na piwo, a wraz z nimi obecna żona profesora. Sielanka, idylla. Koniec filmu.

Scenariusz numer dwa. Początek lat siedemdziesiątych. Miejsce dowolne. Początkująca księgowa zostaje wrobiona w przekręt przez zazdrosne o urodę starsze koleżanki. Ultimatum SB – albo donosisz na męża (znanego wichrzyciela i opozycjonistę) albo do pierdla. Załamana dziewczyna poddaje się i kapuje na małżonka – oczywiście wybierając (jak zresztą każdy kapuś) informacje mało istotne, które z pewnością nikomu nie szkodzą – jak zapewne każda informacja przekazywana do SB. Trwa to dość długo, aż pierwsza komuna pada, wraca szczęście. Jak łatwo się domyślać – szczęście psują siepacze z IPN ujawniając przeszłość. Końcowa scena – główny bohater (ten, na którego donoszono) kładzie na stole „Gazetę Wyborczą” (która właśnie czytał), pluje na esbeckie akta, przytula płaczącą żonę i cedzi między zębami słowa „Na pohybel młodym gnojkom z IPeeNu”. Koniec filmu.

Scenariusz numer trzy. Luźna historia o pracownikach SB. Ukazani są oni jak normalni ludzie, pełni ciepła, dowcipu, otwarci na świat. Może nawet trochę humorystycznie, coś jak Niemcy w „Allo, Allo”. W tle romanse, imprezy, normalne życie w PeeReLu. W prywatnych rozmowach tajniacy przyznają, że Michnik to jednak ma łeb, a Geremek to światowy człowiek. No i że za jakiś czas będą musieli oddać władzę, bo racja jest po stronie opozycji. a Oni w Sb pracują oczywiście tylko po to, aby jej to ułatwić i żeby nikomu przypadkiem nie stała się żadna krzywda. Koniec filmu to migawki ze spotkania po piętnastu latach, kiedy to podczas imprezy u jednego z bohaterów zebrani tam esbecy cieszą się na wieść o wynikach wyborów z 4.VI.1989.

Tagi: , , ,
... free counters