Marsz Wyzwolicieli

luty 27, 2010 | Loulou 6 Komentarze/y | Kategoria: Polityka, historia
jah17n.jpg

Wiemy o Grzegorzu Braunie. Robi świetne filmy, które gdyby Polska nie była dzikim krajem, nie zabijała matek Drzewieckich i Barbar Blid, byłyby najzwyklejszymi filmami dokumentalnymi, lecącymi popołudniami na którymś z wielu kanałów historycznych. Niestety, tak nie jest.

Po pierwsze, kanałów historycznych nie ma wielu. Bezpieka, zakładając na wolnym rynku telewizje, miała pilniejsze potrzeby niż krajowy HistoryChannel. Trzeba było wylansować Monikę Olejnik i Tomasza Lisa oraz odrobić w krótkim czasie zakupione wozy transmisyjne i kontrakt Anity Werner.

Po drugie, gen.Wojciech Jaruzelski jest człowiekiem honoru [copyright by JK-M], gen.Czesław Kiszczak jest człowiekiem jeszcze większego honoru [jednak Michnik jest troche wyżej niż JK-M] a Ryszard Kapuściński traktował PRL jako swoje państwo a na początku lat 90tych żył w panicznym strachu przed lustratorami, rozliczeniowcami i innymi faszystami. Dlatego też filmy Grzegorza Brauna nie są zwykłymi filmami dokumentalnymi, które młodziaki oglądają na luźniejszych lekcjach historii. Są kontrowersyjnymi filmami dokumentalnymi, za które twórca bezpłatnie brany jest na łamy Gazety Wyborczej z ładnym zdjęciem, stosownym tytułem i objaśnieniem, że matka była kurwą, ojciec alkoholikiem a dziadek mordował żydów w Jedwabnem i cierpiał kiłę.

Pamiętajmy jednak, że Grzegorz Braun to frontman. Obok niego stoi w cieniu Robert Kaczmarek i to jest myślę postać kluczowa w duecie. Razem robią tak wybuchowy shit, że po obejrzeniu czuje się wewnątrz pozytywną wibrację. Że jednak nie jest wszystko tak do końca spierdolone.

Marsz Wyzwolicieli, film z genialnymi scenami w których ludzie sowieccy obnażają stopień sprania swych mózgów. Gubią się w rozdwojeniu jaźni przy wspomnieniach wybuchu II Wojny Światowej. Pierdy nauczycielki historii o wojnie ojczyźnianej i wyśmienity Suworow. Sugestywne przywrócenie proporcji i właściwego porządku rzeczy. Cymes i jazda obowiązkowa.

Rapidshare, YouTube, Chomik

Tagi: , ,

Może by jakiś pomnik?

styczeń 28, 2010 | Galba 20 Komentarze/y | Kategoria: Kultura, historia

Prezydent Obama wygłosił przemówienie z okazji rocznicy wyzwolenia z rąk Niemców obozu w Oświęcimiu (ciekawe czy wśród załogi byli jacyś SS-manni z Dresden). Uhonorował tych, którzy próbowali nieść pomoc Żydom – Polaków, Węgrów, Francuzów i kilka innych nacji. Na końcu krótkiej listy ratujących pojawili się „geje”.

Nigdy dotychczas nie myślałem o kwestii niesienia pomocy prześladowanym przez nazistów (czy ktoś wie czy w  Dresden byli jacyś naziści?) w kontekście zdrowia psycho-seksualnego  ratujących. Ciekawa koncepcja. Widać takie są wymogi „obecnego etapu”.

Każde bohaterstwo powinno zostać nagrodzone pomnikiem.
Jakieś podpowiedzi dla projektantów monumentu „Gejom antynazistom”?

PS. Najnowsze badania amerykańskich historyków ujawniają nieznany dotychczas szczegół II WŚ – otóż decydujący wkład w sowieckie zwycięstwo w bitwie na Łuku Kurskim miał II Samodzielny Gejowski Korpus Pancerny generała Iwanowa. Gejowskie zagony pancerne zadały druzgocący cios w samo serce zgrupowania heteroseksualnych czołgów nazistowskich czym przechyliły szalę zwycięstwa w tej bitwie.

Luka laurkę Aliantom Zachodnim napisał

styczeń 26, 2010 | Galba 52 Komentarze/y | Kategoria: historia

….a wy się go czepiacie.

Wczoraj Xiążę raczył był opublikować notkę, która wywołała poruszenie wśród ludności tubylczej Wpisza. Czytając komentarze pod tamtym tekstem oraz komentarze do komentarzy autorstwa Xięcia dochodzę do wniosku, że strony mówią do siebie i słuchają tego, co wydobywa się ze strony przeciwnej ale mają problem polegający na tym, że rozmawiają o zupełnie różnych sprawach (ciężko o jakieś sensowne wnioski gdy jeden mówi o arbuzach a drugi o mechanice kwantowej).

Tak więc uporządkujmy:

1.
Luka, niecelowo jak sądzę, napisał Laurkę dla Aliantów Zachodnich. Tak. Ile punktów ujął w swoim wypracowaniu? Kilka (w tym co najmniej jeden, co do którego sam autor ma wątpliwości – bomby A). Jak sądzę, gdyby się spiął dopisałby jeszcze kilka dodatkowych. Jak na 6 lat wielkiej wojny, która objęła pół Globu i wysłała do Krainy Wiecznych Łowów miliony ludzi to bardzo mało. Gdyby chciał stworzyć podobną listę zbrodni niemieckich ile punktów bez najmniejszego trudu by ujął w takim opracowaniu? 100 razy więcej? Tysiąc? Tak – Luka napisał laurkę dla Aliantów Zachodnich. „Patrzcie, wysiliłem się i byłem w stanie wypisać niespełna 10 przypadków”.

2.
Luka nie gloryfikuje nazistów. W tekście nie ma ani jednego zdania wskazującego na to, że uważa stronę niemiecką 2 Wojny Światowej za lepszą lub równą moralnie Aliantom Zachodnim. Do takiej oceny Luka nawet się nie przymierzył – co nas, przyzwyczajonych do pewnych schematów może razić. Od dziecka oglądaliśmy filmy wojenne, słuchaliśmy opowieści o wojnie, itd. I za każdym razem, w każdej (!) z tych opowieści był punkt obowiązkowy: Pamiętajcie – to Niemcy byli źli, reszta (od ’89 już tylko „część reszty”) tylko się broniła, ergo – była po jasnej stronie. Luka tego elementu nie zawarł. I to wzbudziło oczywistą reakcję bo wyłamał się ze znanego nam kanonu – „dlaczego pominął punkt obowiązkowy dotyczący niższości nazizmu nad pozostałymi formami życia? Pewnie dlatego, że sympatyzuje z Goebbelsem a może i samym Hitlerem” (nawiasem mówiąc, jeśli mnie pamięć nie myli, Luka Hitlera uważa raczej za skończonego kretyna militarnego a nie Gröfaz’a). Luka niczego takiego jednak nie napisał – co sobie dopowiedzieliśmy to już nasza sprawa.

Jeśli ktoś nie mówi „A” to oznacza to wyłącznie, że nie powiedział „A”. Nie można z tego wnioskować, że uważa „A” za mniej ważną literę niż „B” (choć oczywiście może dokładnie tak właśnie myśleć, podobnie jak Luka może myśleć, że wszystkie trzy strony 2 Wojny były sobie równe – czy myśli nie wiem).

3.
Fakty. Tych, jako ludzie cywilizowani (w dobrym, wiktoriańskim rozumieniu), powinniśmy się trzymać. Czy to, co napisał Luka to nieprawda? Nie! Czy zabicie poddającej się załogi obozu koncentracyjnego to zbrodnia wojenna? Tak. Czy równa rozstrzelaniu przypadkowych ludzi na ulicy, któregoś z polskich miasteczek? Nie. Jak ja bym się zachował wkraczając do obozu koncentracyjnego z pistoletem maszynowym M-1 widząc to, co zobaczyli Amerykanie? Pewnie miałbym wielką ochotę pociągnąć serią po ludziach honoru w czarnych mundurach. Być może nawet bym to zrobił. Dlatego jako sędzia nie potrafiłbym wydać jakiegokolwiek surowego wyroku na chłopców w US Army, który oswobodzili Dachau (tak Luka – wiem, że żadnego procesu nie było, w przeciwieństwie do Ciebie jednak nie sądzę by był on konieczny – czasem są wartości ważniejsze niż prawo).

Ma rację Luka pisząc, że np. akcja “denazyfikacji Dachau” była w świetle prawa zbrodnią. Nie można mieć do nikogo pretensji, że mówi jak jest. A wnioski każdy wyciąga na swoją odpowiedzialność i użytek.

Mój wniosek jest taki: wzruszam ramionami i rzucam „dobrze tak sukinsynom”.

Pomóżmy biednym scenarzystom

styczeń 23, 2010 | Piana 2 Komentarze/y | Kategoria: Kultura, Ludzie, historia

Kilka wpisów temu zapodałem klimat filmowo – serialowy. Napisałem wówczas, iż kręci się wyłącznie produkcje pokazujące kapusiów jako ludzi o szlachetnych sercach, bez nędznych pobudek i zimnych kalkulacji. Po prostu chodzące ideały, którym zły los podstawił nogę i teraz pokutują nie mogąc spojrzeć w lustro.

Jak wspomniałem też, nie powstanie zapewne nigdy film pokazujący krzywdę ludzi gnojonych, wyrzucanych z pracy dzięki uprzejmym donosom. Nie zobaczymy nigdy prawdy. Kasa, wczasy w Bułgarii, mieszkanie, samochód dla TW. 90% kapusiów robiło to dla wspomnianych korzyści, mało który donosił na siłę. Z niewolnika nie ma pracownika, kapusia tez nie. Ci, na których donoszono, mogli jedynie cieszyć się, że żyją, ale tego na ekranie nie ma i nigdy nie będzie.

Zauważam jednak, że filmów fałszujących przeszłość jest jednak zdecydowanie za mało i sam postanowiłem nieco dopomóc scenarzystom, co to ich żadna muza nie odwiedza. Brakuje ci weny i cierpisz na niemoc twórczą? Oto trzy scenariusze dla ciebie.

Scenariusz numer jeden. Lata osiemdziesiąte, uniwersytet na przykład w Białymstoku (Krzysztof Kononowicz mógłby grać rolę rektora). Dwóch świeżo upieczonych doktorantów ubiega się o względy pięknej studentki. Podczas jednego ze spotkań towarzyskich dochodzi między nimi do sprzeczki o kierunki filozoficzne w Starożytności. Jeden z nich opowiada się
po stronie epikureizmu, drugi jest zawziętym zwolennikiem stoicyzmu. Piękna studentka wysłuchuje się debacie i w końcu wybiera zdeklarowanego stoika. Epikurejczyk ze złamanym sercem zgłasza się do SB, gdzie w rozpaczy pragnie pomścić odrzucenie i zniewagę. Dzięki informacjom TW wyrzucają stoika z uczelni i musi on mieszkać w hotelu robotniczym, pić wódkę i malować kominy. Dawny przyjaciel odbija mu też dziewczynę, robi karierę, zostaje profesorem i aŁtorytetm moralnym. Po latach spotykają się przypadkowo na ulicy i oczywiście padają sobie w objęcia. Cieszą się ze spotkania i klną jak szewc na chorych z nienawiści mianaków szukających wszędzie TW i oszołomów mieszających w szambie przeszłości. Idą razem na piwo, a wraz z nimi obecna żona profesora. Sielanka, idylla. Koniec filmu.

Scenariusz numer dwa. Początek lat siedemdziesiątych. Miejsce dowolne. Początkująca księgowa zostaje wrobiona w przekręt przez zazdrosne o urodę starsze koleżanki. Ultimatum SB – albo donosisz na męża (znanego wichrzyciela i opozycjonistę) albo do pierdla. Załamana dziewczyna poddaje się i kapuje na małżonka – oczywiście wybierając (jak zresztą każdy kapuś) informacje mało istotne, które z pewnością nikomu nie szkodzą – jak zapewne każda informacja przekazywana do SB. Trwa to dość długo, aż pierwsza komuna pada, wraca szczęście. Jak łatwo się domyślać – szczęście psują siepacze z IPN ujawniając przeszłość. Końcowa scena – główny bohater (ten, na którego donoszono) kładzie na stole „Gazetę Wyborczą” (która właśnie czytał), pluje na esbeckie akta, przytula płaczącą żonę i cedzi między zębami słowa „Na pohybel młodym gnojkom z IPeeNu”. Koniec filmu.

Scenariusz numer trzy. Luźna historia o pracownikach SB. Ukazani są oni jak normalni ludzie, pełni ciepła, dowcipu, otwarci na świat. Może nawet trochę humorystycznie, coś jak Niemcy w „Allo, Allo”. W tle romanse, imprezy, normalne życie w PeeReLu. W prywatnych rozmowach tajniacy przyznają, że Michnik to jednak ma łeb, a Geremek to światowy człowiek. No i że za jakiś czas będą musieli oddać władzę, bo racja jest po stronie opozycji. a Oni w Sb pracują oczywiście tylko po to, aby jej to ułatwić i żeby nikomu przypadkiem nie stała się żadna krzywda. Koniec filmu to migawki ze spotkania po piętnastu latach, kiedy to podczas imprezy u jednego z bohaterów zebrani tam esbecy cieszą się na wieść o wynikach wyborów z 4.VI.1989.

Tagi: , , ,

Prawda czasu, a prawda ekranu

styczeń 16, 2010 | Piana 12 Komentarze/y | Kategoria: Kultura, Ludzie, historia

Czas bardzo szybko leci. Minęło już ponad dwadzieścia lat od kantów przy okrągłym stole i słynnych wyborów. Należę do ostatniego pokolenia, które dość dobrze pamięta PRL, a dokładnie jego schyłkowy okres – lata osiemdziesiąte.

Pamiętam, iż wówczas z duma umieściłem dużą naklejkę „Solidarności” na swoim klaserze. I ten dzień, jak z razem z moją Matką wykreślaliśmy komuchów w kosmos podczas pamiętnych wyborów. Cudowny dzień. Później już było tylko gorzej.

Co dziś porabiają zatem ludzie, którzy wówczas, na przełomie lat osiemdziesiątych / dziewięćdziesiątych uwierzyli, że to nie szoł, że to tak naprawdę, że my jako pierwsi, jako jedyni, wyjątkowi. Świat ponoć patrzył na nas z nadzieją, Jak oni pamiętają to? Czy starają się zapomnieć o tym, pomstują na cały świat, a może nie dopuszczają do siebie tego faktu, zatykają uszy i krzyczą „Wcale, że nie! Wcale, że nie!”. Nie wiem tego, ale tematyka jest ciekawa – może ktoś robi/robił na ten temat badania.

Mnie interesuje jednak jak na to patrzą i będą patrzeć młodsze pokolenia z „polskojęzycznej grupy etnicznej” (narodu polskiego już dawno nie ma)? Kto im powie o tym? Czy rodzice będą w stanie powiedzieć „Synku, córko. Komuchy i bezpieka do spółki z częścią solidaruchów wydymali nas bez masła”. Czy dzieci uwierzą w to? Przecież obecni idole młodzieży, takie jak mało śmieszny błazen Wojewódzki im tego nie powie… W telewizji też tego nie ma, bo tam wszyscy piękni, młodzi i bogaci, a nawet dziecko wie, że ogólnie musi być trendi-dżezi-kul.

Dygresja. Nigdzie na murach nie widzę napisów „telewizja kłamie”. Czyżby „młodzież” wierzyła w wizję świata w wersji „instant” podawaną bezpośrednio do mózgów poprzez plazmy i elcedeki? Gdzie zdrowe odruchy? Za okupacji na murach pisano „Tylko świnie siedzą w kinie”. Czy hasło „Telewizja śmierdzi gnojem” się przyjmie? Koniec dygresji.

Jak zatem będzie wyglądała wizja tamtych lat w kinematografii? Próbę tego można było całkiem niedawno zobaczyć w bardzo mało śmiesznej komedii „Ile waży koń trojański”. Jednym słowem jest super, wszystko nam się udało i w ogóle. Jemy suszi, więc my światowce pełną gębą. No wicie, rozumicie… były tam po drodze drobne pomyłki, ale kto ich nie popełnia. Ogólnie jednak pełny sukces.

Kolejna dygresja. Gdyby nie telewizornia, to o czym wówczas będziemy rozmawiać z rodziną z Częstochowy gdy się spotkamy? Na spotkaniach towarzyskich nie rozmawia się zazwyczaj o wątkach eschatologicznych w literaturze dwudziestolecia międzywojennego. Koniec kolejnej dygresji.

Jakiś czas temu pisałem, że nie powstał w ostatnim dwudziestoleciu film o polskim super-bohaterze, coś na kształt Franka Dolasa czy Hansa Klossa. Po prostu posucha. Założę się, że prędko nie powstanie. Dołożę zatem do stawki kolejny zakład. Nie powstanie jeszcze jedna rzecz – film niekomediowy o schyłkowym PRL-u.

Chodzi mi o serial o zwykłym, codziennym życiu, coś na kształt „Teraz albo nigdy” dwadzieścia pięć lat do tyłu. W końcu serial TVN opowiada o zwykłych, typowych trzydziestoparolatkach mieszkających w dużej wsi pod Ciechanowem (Warszawa zginęła w 1944), co nie?

Chodzi mi o taki serial bliski prawdy, z kartkami, biedą w sklepach, szarymi ulicami i beznadzieją. No i żeby kapusie to byli kapusie i aby pokazano wreszcie sprawy od strony pokrzywdzonego, a nie wylewali krokodylich łez nad szmatami i ich usprawiedliwiali, jak to robi współczesna kinematografia.

Mamy co prawda jeden piękny wzorzec – mianowicie serial „Alternatywy 4”. Film prawie dokumentalny, ale ze względu na zbyt dużą ilość absurdów i sytuacji komediowych (plus świetna obsada) nie może pokazywać rzeczywistości. Zresztą czy ktoś mi zagwarantuje, iż za jakiś czas „Ministerstwo Prawdy” nie ocenzuruje go? W końcu występuje tam „Negatyw”, który jest wykorzystywany i obrażany. Co gorsza podana jest tam informacja, iż „Syjoniści biją Murzynów”. Czy ktoś słyszał, aby człowiek na poziomie używał słowa „syjonizm”? Słowniczek-pomocniczek – mówimy obecnie jedynie „prawo do samostanowienie „narodu” żydowskiego” (w cudzysłowie, bo przychylam się do koncepcji, że to cywilizacja, a nie naród).

Za jakiś czas umrą (nie dziś i nie jutro oczywiście) ostatni świadkowie PRL-u. Przyszłym pokoleniom zostaną kroniki filmowe, napisane na nowo podręczniki historii (nie będzie tam miejsca na warchołów, wichrzycieli i oszołomów, o nie!) i filmy utrwalające jedynie słuszną koncepcję.

W tym potoku pesymizmu pozwolę sobie jednak na odrobinę nadziei. Może trzeba opracować na nowo pismo obrazkowe i kuć tabliczki, jak to robili pomysłowi Starożytni. Papier wypłowieje lub się spali, kompakty i diwidiki szlag trafi, a cały sprzęt elektroniczny może paść przy większym impulsie ze Słońca. Tabliczki zostaną i takimi nas będą pamiętać przyszłe stulecia. Do roboty zatem.

Tagi: , , , ,

Me One and Only [zosia samosia]

grudzień 1, 2009 | Siedem 16 Komentarze/y | Kategoria: Ludzie, historia

W filmie gra Renia Zelweger  – fantastyczne poślady i talia [dla młodszych widzów "talia" to takie coś co miały kiedyś kobiety to jest zwężenie gdzieś w 1/3 wysokości tułowia]. Całość trochę rozmemłana i pewnie z tego powodu pasuje do romantycznych sierotek z minionej epoki. Renia gra emancypantkę z przymusu i dobrze jej to wychodzi. W filmie występuje też Kewin Bekon jako ten zły. Bo czy boczek może być dobry? Chyba tylko w kiepskich. Wiecie, że gdy ostatnio w delikatesach poprosiłem o tłusty boczek to sklepowa z nabożną czcią przeżegnała się prawosałwnie i pobiegła do oficera politycznego zgłosić obecnośc wroga UE z drugiej strony lady? Chwyciłem ten nieprawomyślny boczek i uciekłem. Dobrze, że nie poprosiłem o MOKRĄ wodę!

Więc tak… Mamy cukierkowe lata pińć-dziesiąte w USA. Wszystko jest grejt: auta, solidne małżeństwa, kapitalizm. Coś jednak się pierdoli, słychać pomruk nadchodzących demonów. Renia nakrywa swojego małżonka Kewina w niedwuznacznej sytuacji. Zachowała się jak dama ze starych dobrych czasów. Odchodzi postanawiając znaleźć nowego męża jak z “lat pięćdziesiątych” – starych dobrych czasów, pamiętacie? Jest jednak skazana na siebie i synów. S.D.C. odchodzą w niepamięć, dżentelmenskość i zasady też. Renia ma bardzo smutne przygody. Naprawdę bez ironii wzruszyło mnie to i przekonało do pomysłu emancypacji. Pozwolę sobie sparafrazowac przemówienie prezydenta Kenediego wygłoszone w BERLINIE: “Ja Siedem jestem kobietą“. Film naturalne polecam bardzo.

Tagi:

Królestwo Polskie a IIIRP (na pohybel obłudzie!)

listopad 29, 2009 | Piana 69 Komentarze/y | Kategoria: Polityka, historia

W mediach wszelakich raz na jakiś czas agenci wpływu (nazywani dla niepoznaki „dziennikarzami”) rozprawiają o kwestii niepodległości. Przy czym chodzi tu o niepodległość Abchazji, Kosowa, Tybetu, czy innego Bantustanu, a nie III RP.

Dlaczego nie III RP? Czyżby ta sprawa była wstydliwa niczym rzeżączka? Nie. Tej kwestii się nie porusza, bo analizując ową kwestie dochodzimy do wniosku, iż nie test to takie oczywiste. Dotychczas niepodległość (można o tym poczytać w encyklopediach), definiowaliśmy jako zdolność samodzielnego podejmowania decyzji przez twór społeczny nadzorujący pewien obszar.

Kosowo uznaje się za niepodległe, a np. Abchazję czy Tajwan już nie. Nie ma tu sensu ani logiki. Przecież Tajwan jest bardziej samodzielny niż Kosowo (które utrzymuje się z gangsterki, narkotyków i pieniędzy unijnych – proponuję hasło na bilbordzie: „i Ty sponsorujesz kosowskich gangsterów” – piękne, nieprawdaż?). Dlaczego to? Bo przypadek Kosowa jest ponoć „wyjątkowy i jednorazowy”. Tymczasem mamy Abchazję, której niepodległości pies z kulawą nogą nie chce uznać. Różnica między Abchazją i Kosowem jest (poza nieistotnymi szczegółami) w sumie żadna. Może nawet ktoś się zapyta: Niby dlaczego to jest „wyjątkowe i jednorazowe”? Aaa…. tego już nikt nie powie – po prostu tak jest i już, a plebs powinien przyjąć jako dogmat, a którego podważanie karać towarzyskim ostracyzmem. Ja sobie mogę pozwolić na bycie autsajderem, ale większość osób już nie.

Do tej wyliczanki pozwolę sobie dodatkowo wrzucić Irak i Afganistan – państwa tak niepodległe, że normalnie klękajcie narody.

Przepraszam za przydługi wstęp, teraz dochodzę do sedna wypowiedzi. Dlaczego do tej pory nauczają w szkołach wszelakich, iż państwa polskiego w XIX wieku nie było? „Jak nie było, jak było” – odpowiedziałby pewnie Ferdynand Kiepski. Przecież istniało Księstwo Polskie. Pozwolę sobie na karkołomną tezę, iż skoro uznaje się obecnie III RP za państwo niepodległe (i nic nie wskazuje, iż po wejściu w życie „lizbony” coś się zmieniło), to również Księstwo Polskie również należałoby według współczesnych standardów uznać za takowe.

Obecnie o wszystkim (nawet o kolczykach dla krów, góralskim serku czy losie stoczni) decydują brukselskie biurwy. Czy w XIX wieku nie decydowali o ważnych decyzjach carskie urzędasy? Wszystko to się zgadza, ale jest jedna różnica. Otóż ludzie w XIX wieku mieli więcej deficytowego obecnie towaru, czyli tzw. „zdrowego rozsądku”. Może wówczas rozumieli, iż jeśli ktoś decyduje za nas, to nie ma niepodległości. Inaczej mówiąc tak-tak, nie-nie. Zasada prosta. Dlatego niejako rozbiegiem do dziś przetrwała ówczesna opinia, jednakże nijak nie pasuje ona już do współczesności.

Można pójść dalej – gdyby wówczas pozwolono dowolnie używać symboliki narodowej (dygresja: gdyby nie rozbiory to nie byłoby Mazurka Dąbrowskiego) i zostawiono trochę większą autonomię, polską marionetkę posadowiono by na tronie, o wszystkim decydowano z tylnego siedzenia, a okupanci działaliby bardziej w białych rękawiczkach, to mielibyśmy sytuację podobną do dzisiejszej. Sprawa rozbija się zatem o symbole i dyskrecję w kierowaniu i działaniu.

To wszystko zebrane do kupy jednak oznacza jedno – wpadamy w dysonans poznawczy! To straszne! Musimy więc temu szybko przeciwdziałać, bo niektórzy nie będą wiedzieli co i jak mają myśleć. Mamy dwa wyjścia. Pierwsze – należy zatem jak najszybciej pozmieniać podręczniki do historii, prasę, wszelakie świadectwa, etc. (pokazał nam Orwell jak to robić mamy). Druga możliwa opcja to zmiana definicji niepodległości. Proponuję nawet swoją – nie zastrzegam sobie praw autorskich, można śmiało korzystać. Oto ona: niepodległość – dowolna forma uznaniowa, stały element przemówień polityków, bez znaczenia w rzeczywistości; dawniej element destrukcyjny, czynnik konfliktów zbrojnych.

Tagi: , ,

„Dnioniepodległościowe” reminiscencje

listopad 18, 2009 | Piana 6 Komentarze/y | Kategoria: Kultura, Ludzie, historia

Czas tak szybko leci! Nawet się człowiek nie obejrzał, a tu właśnie mija nam okrągła, tygodniowa rocznica świętowania tzw. „dnia niepodległości”. Trochę późno o tym piszę, ale mózg nie zawsze szybko potrafi zadziałać i czasami potrzebuje czasu aby się rozpędzić.

Jakie zatem wspomnienia pozostały po tym dniu? Smutna pogoda, zero ludzi na ulicach, a i flag na budynkach ciężko było wypatrzeć. Dlaczegoż to nie cieszymy się z tego wyjątkowego dnia, z chwili odrzucenia obcego jarzma, co nas ciemiężyło przez bardzo długi czas? Czy dlatego, że Polska (której de facto nie ma) nikomu nie jest już potrzebna? No, poza różnej maści pasożytami, co to codziennie łączą się mentalnie tworząc mega-pasożyta o nazwie Rzeczpospolita Polska. Czy dlatego, że III RP jako instrument na arenie międzynarodowej gaśnie na naszych oczach niczym płomień wypalonej świecy? Czy w końcu dlatego, iż jesteśmy już pełnej gęby „ełropejczykami” i nie dla nas już zaszłości z przeszłości („przeszłości ślad dłoń nasza zmiata”) i musimy patrzmy w przyszłość („Ole Olek, wybierzmy przyszłość oraz styl”) a nie babrać się w odmętach historii.

Trudno jednoznacznie powiedzieć, w każdym razie na pewno w takim, a nie innym widzeniu świata (poza politykami, ale o szumowinach nie będę tu mówił) utrwalają nas obrazy zagnieżdżone w masowej świadomości, zwane filmami popularnymi. Mają one działanie porównywalne jedynie do wybuchu bomby jądrowej

Cóż zatem mają do zaoferowania w tym arcyważnym dniu ośrodki masowego rażenia propagandą (udające stacje rozrywkowo-informacyjne)? Odpowiedź jest prosta – nic. (Kto nie wierzy, niech zaglądnie do archiwalnych zapisów programów na ten dzień.) Zgadza się – nie mają nawet co ciekawego puścić do oglądania dla plebsu. Jedynie w Polsacie komuś się coś pokićkało i będąc mocno ujaranym pojechał ostro po bandzie i nadał amerykańską szmirę, co na trzeźwo oglądać się nie da („Dzień niepodległości”). Treść w skrócie – Czarnuch, Żyd i Baba ratują świat przed złowrogimi kosmitami, co to niszczą świat równie szybko jak ZUS i Urząd Skarbowy razem wzięci.

Tylko, kurde, nasuwa się pytanie – dlaczego nie puszczą w ten dzień filmu o świecie niepodległości Kirgizji, Ugandy czy Wenezueli? No właśnie czemu nie? Pewnie zresztą kiedyś puszczą (choć Tele5 stara się jak może, to całej szmiry świata nigdy nie puści…) a to dlatego, iż widowiskowego filmu o niepodległości Polski nie ma i nigdy nie powstanie. Uświadomienie sobie faktu, iż film takowy nie powstał, jest jednym z wielu elementów, które poskładane do kupy uświadamiają nas, iż państwa polskiego nie ma.

Za czasu zaborów, gdy nie było Instytutu Sztuki Filmowej, Ministerstwa Kure… to znaczy Kultury i Czegośtamjeszcze powstały „Pan Tadeusz”, Trylogia Sienkiewicza, „Bitwa pod Grunwaldem” Matejki, by wymienić tych bardziej znanych. Przypominam – bez grosza państwowych dotacji. Co teraz? Pasożyt o nazwie Rzeczpospolita Polska, udający państwo polskie, nawet nie jest w stanie wyprodukować propagandowego filmu, którego można by puszczać z okazji świąt wszelakich. No, czegoś o 15 sierpnia 1920, zdobywcach Kremla i polskich agentach robiących komuchów w bambuko.

Tylko po co to mieliby robić? Przecież to może obudzić uśpionego ducha endeckiego, co tylko lekko drzemie i znów mogą wyskoczą getta ławkowe, OWP i sklonowany Dmowski. Na szczęście polskojęzyczni filmowcy czują swoją misję niczym pies świeży trop i biorą się na całego, jeden za drugim, za „odbrązowywanie” historii. Słowo „odbrązowywanie” można zastąpić słowem „obrzydzaniem”, „wylewaniem pomyj”, czy też „obsmarowywanie gównem”. Chodzi zatem o to, aby polskojęzyczna grupa etniczna wykorzystała swoją historyczną szansę i milczała, gdy o sprawach ważnych, mających kolosalne znaczenie dla kontynentu europejskiego i nie tylko. Jak na razie propaganda pod hasłem „każdy patriota to na pewno idiota” odnosi olbrzymie efekty….

Gdyby porównać wolność/niepodległość (bardzo podobne znaczeniowo hasła) do czekolady, to mogłoby to wyglądać następująco. PRL od czasów Gomułki mieszał komunizm w sosie narodowym i mimo iż wszystko jakoś się to trzymało kupy, to wyglądało i smakowało to niczym „wyrób czekoladopodobny”. III RP serwuje swoim niewolnikom (niewolnicy mają przecież swój numer – pesel – wypalany na całe życie) socjalizm w sosie europejskim. Opakowane jest już pięknie, ale zawartość śmierdzi niczym gówno (i smakuje pewnie tak samo). Nikt już jednak już nie wie jak smakuje prawdziwa czekolada (wolność/niepodległość), więc hołota zajada gówno rozpływając się w zachwytach. Przebudzenia nie będzie.

W końcu czy ktoś umarł z braku wolności/niepodległości?

Tagi:

Piętnastoletni, rudy, napalony Bóbr

październik 18, 2009 | Siedem 20 Komentarze/y | Kategoria: historia

Wszyscy juz zdążyli zapomnieć o biednym Polańskim, który w tym czasie pochorować się w śfajcarskiej ciupie. W podręcznikach do historii, w rozdziałach dotyczących Średniowiecza możemy przeczytać, że Polański nadział na rożno nastolatkę w domu Dżaka Nikolsona. Zagłębiając się w lekturę “Lotu nad kukułczym gniazdem“, łącząc pewne szczegóły w całość, możemy zyskać małą iluminację. Pamiętamy przecież o pobycie Polańskiego w psychiatryku, prawda?

Oto co Dżak ma do powiedzenia lekarzowi na temat małych, napalonych bobrów:


A teraz proszę mi ładnie napisać, że jestem zajebiście spostrzegawczy i analityczny, fenk ju.

Tagi: ,

Św. Zygmunt Szczęsny Feliński

październik 11, 2009 | sz0k 5 Komentarze/y | Kategoria: Kultura, Ludzie, Sz0k, historia

Znamiennym jest, że dzień po podpisaniu przez “naszego” prezydenta konstytucji europejskiej, Stolica Apostolska kanonizuje tego wielkiego Polaka i patriotę, arcybiskupa warszawskiego, Zygmunta Szczęsnego Felińskiego.

Postać ta powinna szczególnie przypaść do gustu naszemu drogiemu koledze lukowskiemu. W okresie powstania styczniowego był on bowiem przede wszystkim zwolennikiem pracy u podstaw, a przeciwnikiem zbrojnych ruszeń. Posiadając doświadczenie w walce zbrojnej, jako uczestnik Wiosny Ludów (powstanie poznańskie), pisał w latach 60-tych:

patriotyzm zasadzający się na gotowości porwania się na pierwsze zawołanie do oręża, by walczyć o niepodległość Ojczyzny, jest jałowy, a czasem nawet szkodliwy. [...] Najważniejsza przeto jest praca nad dźwiganiem sił i zasobów narodowych, ale nie tylko materialnych i intelektualnych, [...] ale przede wszystkim owych, naszemu narodowi właściwych zasobów, co odrębny charakter jego stanowią i tym samym zlać mu się z sąsiadami nie pozwalają. Nie popierał dążeń do powstania, prosząc by z drogi legalnej nie schodzić, gdyż to jest jedyny na teraz środek, który nas do celu naszego doprowadzić może. Nie angażując się bezpośrednio w sprawy polityczne gotów był popierać wszelkie prace i dobre inicjatywy, mające na celu dobro Kościoła i Narodu.

Dzisiaj kiedy powstań już nie ma, pamiętajmy więc te słowa i czerpmy z ich mądrości. Kiedy będą nam już kazać śpiewać Międzynarodówki i wywieszać niebieskie flagi z gwiazdkami, nie zapominajmy gdzie mamy korzenie, jakie są nasze cechy narodowe, które powinniśmy pielęgnowować i podtrzymywać. I powtarzajmy za naszym świętym, któremu zarzucano prorosyjskość:

„Polakiem jestem, Polakiem umrzeć pragnę, bo tego chce Boskie i ludzkie prawo, uważam nasz język, naszą historię, nasze obyczaje narodowe za drogocenną spuściznę po przodkach, którą następcom naszym święcie przekazać powinniśmy, wzbogaciwszy skarbnicę narodową własną pracą”.

Tagi: , , ,
... free counters