Warszawa vs. Włoszczowa

sierpień 15, 2010 | Piana 11 Komentarze/y | Kategoria: Akcje, Ludzie, Polityka, historia

Dwadzieścia sześć lat temu wybuch we Włoszczowie strajk w obronie krzyży. Grudzień 1984 roku, Zespół Szkół Zawodowych, młodzi ludzie. Teraz porównajmy sobie tamte wydarzenia z obrzydliwym cyrkiem, jaki zrobili „młodzi, wykształceni, z wielkich miast” w poniedziałek, 9-go sierpnia i widzimy, jaka przez te lata zmiana zaszła. Ówczesna młodzież miała odwagę przeciwstawić się władzy. Tak, władzy. I to nie takiej, o której można by wypisywać „Giertych do wora, wór do jeziora”, tylko takiej, co nie bała się pałować ani zabijać przeciwników. Współcześni młodzi ludzie płci obojga mają jedynie odwagę powyzywać grupę modlących się (w dużej mierze starszych) ludzi. Ja bym ich takich „młodych, wykształconych z wielkich miast” krótko nazwał ludzką padliną, bo to najdelikatniejsze i najtrafniejsze określenia, jakie mi przychodzi do głowy.

Czy tak ma wyglądać współczesna zabawa? Ja nie widzę w tym nic śmiesznego, ale ja nigdy nie przystawałem do współczesności, więc już specjalnie się nie dziwię. W każdym razie skoro ma być trendi-dżezi-kul, to tak właśnie jest i już!

Niedawno miałem okazję odwiedzić Muzeum Powstania Warszawskiego. Robi duże wrażenie – nowoczesne i świetnie zorganizowane. Polecam. Co najbardziej rzuciło mi się w oczy? Jedna rzecz. Kogo możemy najczęściej zobaczyć na fotografiach z 1944 roku? Właśnie młodych ludzi, którzy nie bali się walczyć za Polskę. Wiedzieli czym ryzykują. Nie będę tu omawiał sensu bądź nie wybuchu samego powstania, bo to temat na inny wpis, natomiast bohaterstwo tych ludzi zachowuje na nasz głęboki szacunek. Tyle.

Jeszcze jedno skojarzenie z historii nasuwa się na myśl, tym razem z nieco nowszej. Warszawa, to jak wiadomo duża wieś niedaleko Ciechanowa (prawdziwa Warszawa zginęła w 1944). Czy to nie jest ta sama miejscowość, gdzie niedawno policjant w cywilu dostał w biały dzień kosę w brzuch? Godziny szczytu, przystanek obok centrum handlowego. Gdzie byli owi młodzi wykształceni? Pobiegli z pomocą? Czy zareagowali? Każdy może sobie sam na to odpowiedzieć.

Szoł przed pałacem mógł się odbyć, bo uczestnicy „cyrku” wiedzieli, że będą bezkarni. Gdyby radykalne bojówki katolickie wyłapywały delikwentów i każdemu z nich łamali ręce i nogi, to by nie pojawił się tam pies z kulawą nogą. Po prostu miękkie rury i tyle.

Ktoś mógłby zapytać się, gdzie się podziało tak zwane „pokolenie JPII”. Jak to gdzie? Tam, na manifestacji, niosło krzyże z puszek i ukrzyżowanego pluszowego misia. Pokazywali swoją tolerancję, otwartość na inne poglądy i szacunek dla innych. Czy przypadkiem to nie są ci sami ludzie, którzy ostatnio bili brawo znanemu aktorowi reklamowemu, co to powiedział niedawno na tzw. Łutstoku, że „Polska nie jest najważniejsza. Najważniejsze jest nasze życie” i dodał, że człowiek żyje po to, aby mu było przyjemnie. Być może to właśnie o nich (ło)Buzek powiedział, że są „przyszłością Unii Europejskiej”. Jeśli tak, to ja mogę spokojnie czekać, aż UE się zawali.

Warto przypomnieć sobie historię awantury o krzyż. To nie kto inny, jak świeżo zaprzysiężony Dziad z Wąsami ją rozpętał, gdy jako jedną z pierwszych decyzji nakazał usunięcie krzyża. Po drugie – czy nie miało to na celu przykrycie medialne podniesienia podatków na naszej ukochanej zielonej wyspie przez „liberała” Tuska? W końcu nie od dziś wiadomo, że liść najlepiej ukryć w lesie (a gdy lasu nie ma, to należy go zasadzić).

Prawdę mówiąc to spodziewałem się, że kłótnie o obecność krzyży (nie tylko tego jednego) wybuchną niedługo. Myślałem, że za rok, dwa, trzy. Po wyroku jednego z europejskich sądów nakazujących zdjęcie krzyży we Włoszech, pewnikiem było, że ruch ten przypełznie także nad Wisłę. To musiało nastąpić wcześniej czy później. Wszystko co obrzydliwe z zachodu przechodzi do nas. Przyszły homo-manifestacje oraz tzw. „studia dżenderowe” (specjalnie w cudzysłowie, bo to żadna nauka), to przyjedzie też nowoczesna walka z chrześcijaństwem. Zresztą walec pogaństwa toczy się już od pewnego czasu, jakby kto nie zauważył. Wystarczy otworzyć oczy.

Tagi: , , , ,

„Dobrość kraju”

sierpień 7, 2010 | Piana 6 Komentarze/y | Kategoria: Akcje, Ludzie

Mam nadzieję, że wczorajszy dzień (6.8.2010) uczciliście jakoś tak wyjątkowo. Ja zrobiłem to na swój sposób. Pojechałem rano do roboty (w soboty na przykład nie jadę), a wieczorem zjadłem kolację i popiłem piwem (co też nie zdarza się codziennie). A wy jak uczciliście ten wyjątkowy dzień? Napiszcie proszę w komentarzach.

Póki co – wraca nowe! We wszystkich ambasadach, konsulatach i wychodkach, niczym za Bieruta będą wisieć portrety Naszego Ukochanego Przywódcy. Ktoś powie (zgodnie z mądrością etapu), że Mościckiego portrety tez wisiały… Tak, mój drogi „młody, wykształcony, z wielkiego miasta”. Tylko, że wówczas państwo polskie było w miarę niepodległe. Obecnie już nie jest, a ja dodatkowo nieustannie twierdzę, że państwa polskiego po prostu już nie ma.

Skoro jednak mamy już portrety, to może warto wrócić także do innych, nieco już zapomnianych tradycji. Ja proponuję wydać antologię dzieł na temat życia i osiągnięć Naszego Drogiego Przywódcy (dlaczego przywódca kojarzy się z „przy wódce”?), jak za panowania „Słońca Narodów”. Odpowiedni dobór dzieł i ich właściwe zredagowanie poleciłbym znanej piewczyni Stalina, niejakiej Szymborskiej Wisławie. Mało już osób pamięta, jak się to robiło, więc warto korzystać ze sprawdzonych wzorców.

Swego czasu ułożyłem na cześć Komorra panegiryk wyborczy. Teraz już można odsapnąć, bo wizja totalitarnego państwa kaczystowskiego znikła, więc można zająć się opiewaniem wierszem i prozą (o nie, żadnego dramatu – ma być szczęście i miłość) sukcesów naszego drogiego przywódcy Władysława Komorowskiego (jak mawiał znany pijak-aktorzyna). Opiewajmy zatem. Ja również pozwolę sobie dołożyć w tym temacie swoją cegiełkę, a mianowicie wiersz pod tytułem „Dobrość kraju”

Dobrość kraju

„Dobrość kraju” – to nam wszystkim Bronek przyrzekł
Zatem zabierać mi w pośpiechu stąd wszystkie krzyże
Zgoda buduje – zgoda na Mira, Zbycha i Rycha
Zgoda buduje – zatem zgadzaj się albo zdychaj

Bronek jako jedyny potrafi „żyrandol” ponieść
To Jego portrety wisieć będą w domu i zagrodzie
Szanować przeciwników – oto nowej kadencji jest klucz
Dobry przykład dadzą Palikot, Niesiołowski i Kutz

Komorowski to modelowy katolik – popiera in-vitro
Kto tego zdania nie podziela ten jest małpą z brzytwą
Słuchajcie zatem Jego orędzia, studiujcie głęboko treści
Poszerzcie mu też basen, by „wieloryba” tam zmieścić

Teraz szybko do samolotu, kłaniać się nisko w Brukseli
Ktoś tam poklepie Go po plecach, w końcu Bronek się ceni
Komorek się bierze do roboty, obietnice spełniać z werwą
Jest już gotowy – zaczarowany ołówek kupił na allegro

Spraszać zatem gości, dziś będą bezy spożywać
Od pustych wyborczych obietnic stół aż się ugina
Impreza w pełni, tylko poloneza nie czas już zaczynać
Goście zatańczą taniec chocholi na melodię z Berlina

Tagi: , , ,

Z ostatniej chwili

sierpień 2, 2010 | Piana 16 Komentarze/y | Kategoria: Akcje

Na mieście mówią, że w piątek, 6-go sierpnia, na mieście ma się pojawić dziad z wąsami i z “wielorybem” i ponoć ma coś gadać do obrazu. Szczegóły wkrótce. W związku z tym zalecam w piątek wywieszenie biało-czerwonej flagi… z kirem.

Tagi: ,

I ty zostaniesz zombie!

sierpień 1, 2010 | Piana 8 Komentarze/y | Kategoria: Polityka

Skoro właściciele psów i kotów upodobniają się do swoich właścicieli, to do kogo upodabniają się właściciele komputerów? Pytanie tak postawione może wydawać się nieco absurdalne, jednakże takim wcale nie jest. Postaram się to nieco wyjaśnić i przedstawić moją teorię na ten temat.

Kot czy pies w domu pozostaje w interakcji z domownikami. Je, śpi, daje znać o sobie, a czasami także nabroi. Jest także domownikiem i w ten czy inny sposób wpływa na życie pozostałych mieszkańców. Co z komputerem? No właśnie, co z nimi Sprzęty elektroniczne z pewnością szkód materialnych w mieszkaniu nie narobią (oczywiście za czasów telewizorów Rubin bywało różnie), ale czy nie narobią szkód w umysłach?

Uwaga. Tekst może niektórych obrażać! Wrażliwszym polecam zatem obejrzenie filmu „Fanzolone zolyty trzide” będące śląską wersją „Krwawych walentynek 3D”. Resztę zapraszam dalej.

Postaram się to zobrazować na przykładach, gdyż one najlepiej obrazują co takiego autor miał na myśli. Cofnijmy się zatem kilka lat wstecz. Dlaczego wówczas, po śmierci Jacka Kuronia nie wpadłem na pomysł i nie napisałem jakiegoś prześmiewczego epitafium? Na przykład takiego:

Tu leży Kuroń
Trockistowska menda
Co zamiast w termos
Kopnął w kalendarz

Śmieszne? Normalnie boki zrywać! Jacka Kuronia uważałem za pomyłkę w najnowszej historii, ale jakoś nie przyszło mi do głowy cieszyć się z jego śmierci, gdyż uważałem, że tematyka przechodzenia na lepszy ze światów to nie miejsce na prześmiewcze kawałki, a raczej na wymowne milczenie. Wielu innych osób miało podobne zapatrywanie na te sprawę

Inny przykład to Bronisław Geremek, olbrzymi polityczny szkodnik. Zginął w wypadku samochodowym, nie do końca zresztą wyjaśnionym. Jechał wówczas z tajemniczą kobietą, której danych nie ujawniono, zjechał na przeciwny pas powodując „czołówkę”. Nigdy nie wpadłem na to, żeby z tego żartować. Bo czyż nie byłoby w dobrym tonie zapytać, czy w momencie wypadku owa „dama” nie robiła Geremkowi „dobrze”? Do tego żart w dobrym guście – dlaczego Geremek zjechał na przeciwny pas? Bo mu pod siedzenie wpadła praca magisterska Kwaśniewskiego? Czy słyszę rechot na Sali?

Zastanawiałem się dlaczego skoro śmierci nie wywołały lawiny żartów i tego typu pytań, to dlaczego tragiczne odejście prezydenta Kaczyńskiego od razu spowodowało lawinę niewybrednych żartów? Dlaczego ja nie zrobiłem tego, a inni tak? Z prostej przyczyny – bo ktoś im kazał!

W tym miejscu pozwolę sobie na przedstawienie mojej teorii. Otóż, jak wspomniałem na początku, właściciele upodobniają się do swoich pupilków. Właściciele komputerów (i nie tylko, ale o tym później) podobnie. Stają się tzw. komputerowymi zombie. O co chodzi? Dowolny haker może włamać się na komputer „ofiary” i zainstalować oprogramowanie, które może zostać użyte podczas ataku. Oczywiście w tym czasie komputer pracuje normalnie, nie dając żadnych sygnałów o zarażeniu. Sieć komputerów kontrolowanych przez jedną osobę/grupę nazywamy botnetem. Na dany przez hakera sygnał, komputery zaczynają swego rodzaju atak mogący np. spowodować przerwę w działaniu strony internetowej.

Z niektórymi ludźmi jest podobnie. Otóż, po otrzymaniu sygnału ruszają do ataku na przeciwnika realnego bądź wyimaginowanego. Oczywiście jakiekolwiek logiczne argumenty nie mają tu najmniejszego znaczenia. Prym wiodą tu oczywiście młodzi, wykształceni z wielkich miast. Można tu oczywiście przypomnieć akcję „zabierz babci dowód”, czy też (ze starszych wydarzeń) szydzenie z przeciwników akcesji do tzw. Unii Europejskiej.

Oto inny, w miarę świeży przykład. Na fejsbuku pojawiła się grupa wzywająca do wyrzucenia Jana Pospieszalskiego z tzw. publicznej telewizji. Pod tym apelem podpisują się półgłówki. Nie sposób nazwać inaczej ponad dziesięć tysięcy osób. Dlaczego? Dlatego, że w owym „apelu” nie ma ani jednego (liczyłem dokładnie) argumentu merytorycznego. Zaczyna się od słów „chyba każdy zdrowo myślący obywatel Polski”, a potem jest jeszcze ciekawiej. Anonimowi przodownicy piszą tam, że Pospieszalski „szerzy nienawiść”, „depta uczucia religijne”, używa „kłamstwa i propagandy”. Pochylają się nad osobami starszymi i niewykształconymi, bo są manipulowani, etc. Normalnie tekst bardziej śmieszny niż występy zdecydowanej większości tzw. młodych kabaretów. Jedna jest rzecz godna podkreślenia. Na uargumentowanie swoich słów autorzy nie mają nic. Ani jeden cytat Pospieszalskiego, ani jedno nagranie pokazujące ową mowę nienawiści. Zero. Tymczasem to przecież nic trudnego – wszystkie Jego programy są dostępne na tvp.pl. Można obejrzeć, zmontować klip i umieścić na jujubie w ramach seansu nienawiści. Banalnie proste – zapewne co drugi gimnazjalista by sobie z tym poradził. Tymczasem nic. „Zatkało kakao?” – jak mawiają w „Świecie według Kiepskich”. Homo sapiens to jak sama nazwa wskazuje na człowiek myślącego, na miano którego z pewności nie zasługuje osobnik kierujący się instynktem i podpisującym pod takim właśnie wezwaniem.

Podsumujmy. Człowiekowi wydaje się, że wszystko jest jak najbardziej w porządku. Tymczasem na dany znak, usłyszane hasło, przestaje być sobą. Coś jak pies Pawłowa. Przekracza granice normy, zaczyna traktować innych ludzi o poglądach odmiennych niczym śmiertelnych wrogów. Wrogów, którzy niczym bumelanci, imperialiści, kontrrewolucjoniści i zaplute karły reakcji są jedyna przeszkodą na drodze ku świetlanej przeszłości. Nie uznaje innych możliwości. Oczywiście w tym czasie zapewnia o swojej tolerancji, europejskości, nowoczesności, nie zauważając własnej hipokryzji. „Ze mną wszystko w porządku, tylko ten kraj jakiś popieprzony”. Do ludzkich zombie nie trafiają argumenty. Tylko hasła odwołujące się do emocji. Przekaz leci mniej więcej w następujący sposób: „Rób tak, a nie inaczej, bo inaczej będzie obciach. Przecież nie chcesz głosować razem z ciemnotą i radiomaryjną hołotą. Wybierz europejskość, wybierz zgodę, a nie agresję. My jesteśmy za zgodą, więc atakuj przeciwników. Przyszłość jest w jasnych kolorach, tylko nam zaufaj. Nie dla martyrologii i grzebanie w ubeckim szambie.” Zakładam, że wszyscy myślą rozsądnie. Rozsądnie, czyli tak jak ja. Jak kto inaczej, to z pewności jest oszołom, faszysta, ksenofob, homocośtam i pewnie w dodatku endek.

Tego typu myślenie może prowadzić do tragedii. Niestety. Niedawno zmarł tragicznie (okoliczności niewyjaśnione) doktor Dariusz Ratajczak. Tu zadziałała sieć jaką opisałem powyżej. Oskarżony o „kłamstwo oświęcimskie” przez szmatławiec (będący ponoć opiniotwórczą gazetą) za to, że nie wziął w cudzysłów poglądów nieco odmiennych od uważanych za święte – taka współczesna religia holokaustu. Utrata pracy na uniwersytet cie, wilczy bilet we wszystkich szkołach, „donosy” do pracodawców… Potem już tylko upadek na dno.

Nowoczesny terror przy pomocy nieświadomych tego ludzi. Stalin pęka z zazdrości.

Tagi: , , ,

Św. Spokój patronem nowoczesnej Europy

lipiec 25, 2010 | Piana 4 Komentarze/y | Kategoria: Polityka

Przy postępującym upadku chrześcijaństwa w Europie, jedynym świętym , jaki pozostał ludziom, jest „święty Spokój”. Michalkiewicz ruch dążący do jego utrzymania i panowania nazywa „partią świętego spokoju”. Czym zatem jest ona jest i do czego doprowadziła? Ten temat chciałbym rozwinąć poniżej.

Na początku warto zadać sobie pytanie – kto lubi konflikty, spory czy ostrą wymianę zdań? Mało kto. Kolejna rzecz – kto chciałby mieć pełny portfel, wygodne mieszkanie i bezstresowe życie oparte na przyjemności? Cała masa. Leży to jak najbardziej w ludzkiej naturze i nie ma się czemu dziwić.

Cofnijmy się nieco wstecz. Utopiony w krwi II Wojny Światowej zachód postanowił odreagować okrucieństwa poprzez nurzanie się w bogactwie i zrobić wszystko (podkreślamy słowo wszystko), aby uniknąć konfliktów, gdyż mogą one prowadzić do wojny. To pozornie neutralne założenie stało się słynnym sznurkiem Lenina, z którego jakiś czas później sama ułożyła się pętla… Tak właśnie powstała partia świętego spokoju.

Najważniejszymi rzeczami dla klasy średniej stały się zatem pełny brzuch, ciepła woda w kranie i szerokie autostrady. Niby racja – każdy chce żyć wygodnie i w ogóle. Sytość usypia – to wie każdy, kto sobie dobrze zjadł i jeszcze popił piwem. Taki właśnie obiad zjedzono na zachodzie. Tymczasem z przyrody wiemy, że drapieżniki nigdy jedzą „do pełna”, gdyż wówczas stają same się łatwymi ofiarami.

Dodatkowo tak przyjęta strategia unikania jakichkolwiek sporów za wszelką cenę powoduje straszliwe konsekwencje. Widzimy je obecnie, a za chwilę być może staną się gwoździem do trumny dla tzw. „cywilizacji zachodu”. Jeśli zatem za ideał stawiamy rodzinna sielankę niczym w „M jak miłość”, to na dzień dobry kapitulujemy.

Dygresja. Na cały proces upadku zachodu składają się kolejno: tzw. „rewolucja francuska”, powstanie „nowoczesnych państw” (czyli pasożytów), I i II Wojny Światowe, XX-to wieczne totalitaryzmy, rewolucja obyczajowa, polityczna poprawność. Można by jeszcze kilka rzeczy dorzucić, ale to temat na osobny wpis. Teraz skupiam się na drobnym wycinku. Koniec dygresji.

Tymczasem stara zasada mówi nam „daj komuś palec, to weźmie całą rękę”. Raz spełnione żądanie nie zaspokaja, a wręcz przeciwnie – powoduje powstawania kolejnych i kolejnych, aż do totalnego podporządkowania się zasadom ustanowionym przez hałaśliwą grupę. Uzyskujemy zatem dyktat mniejszości na własne życzenie. Rewelacja! Marks na to nie wpadł, ale za jego czasów ludzie mieli nieco więcej tzw. „zdrowego rozsądku” i hałaśliwą ekipę potraktowano by tak, jak na to zasługuje, czyli pałą przez łeb. Teraz już nawet dziecka klapsem ukarać nie można (ale zabić gdy jeszcze jest w brzuchu – jak najbardziej!), więc bezbronnej zachodniej tłuszczy nie pozostaje nic innego jak tylko skorzystanie z okazji do siedzenia cicho. Na pewno z tego skorzysta, bo innej możliwości nie mają!

Mniejszościom odmówić przecież nie można, bo tu wpada się we własne sidła zwane dla niepoznaki tolerancją czy wielokulturowością. No i klops. Wyrzucić nie mogą (bo mają obywatelstwo i prawa człowieka nie pozwalają), sprzeciwić się nie mogą (bo to rasizm i faszyzm i homofobia i takie tam). Mogą jedynie czekać…

Partia świętego spokoju zakłada, że ma być miło, ciepło i radośnie. Jeżeli nie jest, to należy to jak najszybciej naprawić. Jeśli pederaści proszą (nie można mówić, iż czegokolwiek żądają, bo to podchodzi pod tzw. „mowę nienawiści”) o oddawanie im do adopcji dzieci, aby mogli na niech testować swoje „metody wychowawcze”, to należy im je oczywiście oddać. Tak, radość, szczęście i spokój. Jeśli natomiast rodzice pragną decydować o własnych dzieciach, należy ich oczywiście… olać albo spacyfikować. Nie będą ciemni i zacofani ludzie decydować o własnych dzieciach tylko dlatego, że je urodzili. Jeszcze by wpoili dzieciakom mało nowoczesne poglądy na świat i mogą zniweczyć cały proces doktryn… to znaczy oczywiście wychowania zniweczyć. Ma być przyjemność i zabawa!

Dali się zatem sterroryzować grupom hałaśliwych i wpływowych współczesnych rewolucjonistów. Pozwolili na zabijanie dzieci i starców, bo wmówiono im, że to wygodniej i przyjemniej. Tak dla świętego spokoju. Muzułmanie domagają się specjalnego traktowania? Skoro multi-kulti to nasz ideał, więc spełniamy ich żądania… to znaczy oczywiście prośby. Zachód wsiadł na kolejkę , bo ktoś powiedział, że będzie super jazda i w ogóle, ale nikt nie sprawdził, czy przypadkiem tory są w dobrym stanie i co jest na ich końcu. Czy aby nie przepaść? Złudna wizja raju na Ziemi w nowoczesnej formie „świętego spokoju”…

Kolejna dygresja. Obserwując tzw. „artystów” na tzw. „zachodzie” widać, że już im się w głowach poprzewracało. Udają buntowników i nieustraszonych rewolucjonistów, a de facto są bojącymi się o własny tyłek miernotami. Jeśli jesteś taki cwany, mądry i odważny, to umieść tzw. „gwiazdę Dawida” w (za przeproszeniem) gównie lub też podrzyj publicznie Koran. No, który chętny? Na pochyłe drzewo to i koza skoczy. Koniec dygresji kolejnej.

Partia świętego spokoju nie troszczy się o przyszłość. Jest jak dziecko, które domaga się czekolady tu i teraz i nic więcej go nie obchodzi. W tym kontekście gigantyczne zadłużenie staje się normą. Troska o przyszłe pokolenia? Dobry żart! Jedyne co pamiętam w tym temacie, to piosenka wyborcza SLD z 2005 – „zostawmy lepszy świat dla tych, co przyjdą po nas”. Bankructwa krajów dopiero nas czekają. Przypadek Grecji to ledwo czubek góry lodowej.

Skoro promujemy przyjemność, to przyjemność ma być tu i teraz. Natychmiast! Nie może zatem dziwić ucieczka od odpowiedzialności i przyszłości. Skoro ideologia partii świętego spokoju zakłada hedonizm jako ideał, a tam nie ma miejsca na dzieci. No bo to wyrzeczenia, poświęcenia, nieprzespane noce, zero przyjemności i dużo bólu. Bardzo mała ilość dzieci jest tego naturalna konsekwencją. Tak beztroskie postępowanie zemści się i to niedługo. Za jakiś czas rdzenna ludność stanie się mniejszością we własnym kraju. To jest nieuniknione, ponieważ demografia jest nieubłagana. Kto nie wierzy, niech rozwiąże proste zadanie matematyczne na poziomie szkoły podstawowej. Po jakim czasie pociąg B dogoni pociąg A, gdy pociąg B przyspiesza, a pociąg A zwalnia? Tak więc pozostaje to tylko kwestią czasu.

W języku niemieckim jest określenie „schadenfreude” określającą radość z czyjegoś nieszczęścia. Można się oczywiście nabijać z Żabojadów, że tamtejszą nową świecką tradycją a zarazem sportem narodowym, zostało palenie samochodów, a obyczaj ten pośród rdzennej ludności krzewią przybysze z innych krajów oraz ich potomkowie. Imigranci z muzułmańskich krajów zaczynają im dyktować jak mają żyć, domagają się własnej (zacytuje klasyka) „przestrzeni życiowej”.

Czym się to skończy? Potomkowie imigrantów uchwalą demokratycznie (a demokracja to święta krowa, więc mi tu nie podskakiwać!), że zakazuje się chowu i sprzedaży wieprzowiny, pederastów będzie ścigać policja obyczajowa, a kobiety mają obowiązkowo nosić chusty i stroje okrywające całe ciało. Katedry przerobi się na meczety (lepsze to niż na dyskoteki), a multi-kulti odejdzie tam, gdzie jego miejsce (czyli na śmietnik historii). To na „zachodzie”. Co na naszym podwórku? O tym postaram się napisać innym razem.

Unia Europejska? Ten twór rozpadnie się najprawdopodobniej wcześniej, ze względu na niekończące się spory i chęć odłączenia się od innych, bankrutujących tworów.

To nie jest wizja odległa – to wszystko może stać się już bieżącym wieku, który zresztą będzie obfitował także w inne ciekawe wydarzenia. No, chyba że nadejdzie Apokalipsa, ale to tym bardziej gwarantuje niesamowite emocje i niezapomniane przeżycia. Zatem nie wyłączajcie odbiorników!

Tagi: , ,

… a kto uwierzył (Bronkowi) ten trąba!

lipiec 18, 2010 | Piana 2 Komentarze/y | Kategoria: Ludzie, Polityka

Co mi pozostało w głowie po ostatnich wyborach? Niewiele. Jedynie w uszach nadal brzmi kawałek promujący Grzegorza Napieralskiego, śpiewany przez dwie ładne siostry-bliźniaczki. Napieralski (jak wówczas na mieście mówiono) jest ponoć nowoczesny, bo chciał promować internet w domu i w zagrodzie. Prawdę mówiąc dobrze gość kombinował, bo czerpał z klasycznego źródła, gdyż już sam wiecznie żywy Lenin stwierdził, że „socjalizm to władza rad i elektryfikacja”. Po drobnych przeróbkach będzie można tego hasła użyć ponownie – recykling teraz jest w modzie.

Co do treści piosenki, to autor zapewne czerpał inspirację z utworów sławiących niezwyciężoną Armię Czerwoną. „Są nas miliony, zdobędziemy świat” – pasuje idealnie. „Wolność i równość” – a cóż innego niosły nam bagnety czerwonoarmistów?

Teraz dwa słowa o wyniku. W mniej nienormalnych wersjach tzw. demokracji (bo tzw. demokracja jest zawsze systemem nienormalnym, tylko czasami bardziej, czasami mniej) wyborcy wykorzystują każdą okazję, aby pokazać rządzącym, co o nich myślą. Nie tak dawno temu w stanie Masaczjusets nieznany nikomu republikanin Skot Brałn wygrał wybory na senatora. Dlaczego w tak „czerwonym” stanie miejscowa ludność nie poparła pupilka znanego komunisty Obamy? Proste – pokazała wyciągnięty środkowy palec w kierunku „Czarnego Tuska” z dopiskiem „co ty chłopie robisz?”.

Dygresja. Swego czasu „Fronda” zastanawiała się, czy Obama nadawałby się na Antychrysta. Już teraz można powiedzieć, że nie. Dupa z niego, a nie Antychryst (mówiąc bardziej po chłopsku). Koniec dygresji.

Tymczasem polskojęzyczna ludność zamieszkująca tereny między Odrą i Bugiem tłumnie poparła „politykę miłości” (ale tylko dla właściwie wybierających, reszta ma zdychać niczym dinozaury w moralnym i medialnym getcie) uprawiana przez „Białego Obamę”, chorego psychicznie znawcę owadów, wielbiciela gumowych penisów oraz bredzącego trzy-po-trzy starca zwanego „profesorem”. Zgrana paczka, nieprawdaż?

Każdy logicznie myślący człowiek powinien popatrzeć na dokonania wyżej wspomnianej ekipy przez ostatnie trzy lata i zapytać się – czy sprawy poszły w dobrym kierunku czy złym. Gdyby ktoś właśnie urwał się z choinki albo przespał okres rządów PO, to pozwolę sobie je podsumować jednym określeniem: „czas zmarnowany”. Nie zrobiono praktycznie nic w kierunku reformowania byłej IIIRP, a nawet było jeszcze gorzej. Miłościwie nam panujący zadłużyli niewol… to znaczy obywateli dodatkowo na około 200 miliardów złotych. Tzw. „Państwo” dalej jest w stanie rozkładu i z każdym dniem się pogarsza.

To jednak nie był żaden argument w kampanii wyborczej , bo niczym mantrę powtarzano, że jak nie Komorowski to będzie tragedia. Odwołajmy się zatem do historii, bo coś to przypomina. Takie myślenie było charakterystyczne dla okresu rządów Stalina („tak, Stalin jest zły, ale po nim może przyjść ktoś jeszcze gorszy”). Tak rozumuje społeczeństwo o zniewolonych umysłach. Potwierdza się więc moja teoria o społeczeństwie niewolników jako formie organizacji nadwiślańskiej ludności.

Zastanawiam się dlaczego „młodzi, wykształceni, z wielkich miast” masowo poparli dziada z wąsami i „wielorybem”, który chciał „Polskę wyprowadzić z NATO”, a głupoty wygadywał jak tylko się odezwał? Dla mnie to niepojęte logicznie. Skoro jest nielogiczne, to (za radą mistrza Mickiewicza) należy odwołać się do uczuć, a raczej emocji.

Czy mogę zacytować znanego specjalistę od burdeli w średniowiecznym Paryżu i powiedzieć, iż „społeczeństwo nie dorosło do demokracji”? Pewnie, że mogę. W medialnym szumie przedwyborczym logiki było tyle, co kot napłakał. Było za to straszenie, nie do końca wiadomo czym (może słynnym dorszem za 8,50zł jak jedynej wykrytej aferze tzw. IVRP?). Ja tego (jak wspomniałem wcześniej) zrozumieć nie potrafiłem, ale u dużej części ludzi zadziałał klasyczny odruch „psa Pawłowa”.

Nikt już nikt nie wierzy w obietnice PO. Jak kto jeszcze wierzy, to czym prędzej powinien odwiedzić dobrego psychologa. Przecież opis rzeczywistości i planów wyłaniający się ze słów przedstawicieli partii rządzącej ma tyle wspólnego z rzeczywistością, co analizowanie lat stalinowskich na podstawie filmu „Wołga, Wołga”.

Tym samym mamy nowego, polskojęzycznego Namiestnika. Nowy naczelny urzędnik w Pałacu Prezydenckim (słowo „prezydent” jakoś nie chce mi przejść przez klawisze) ma jedną ciekawą właściwość. Otóż, mówi on zdaniami niedokończonymi. Tuz po wyborach stwierdził, iż „Demokracja wygrała”. Halo Bronek, powiedz nam z kim wygrała? Cisza. „Dajcie 500 dni spokoju”. Dobrze to na przyszłość nie wróży, ale co zrobić gdy w łodzi którą płyniemy większość wierci dziury w burcie bo tak ponoć jest „europejsko”, a ten argument jest największym stopniem wtajemniczenia.

Kto będzie stał przez pięć lat na czele marionetkowej byłej IIIRP nie jest jednak aż tak istotne. Ten okres to w historii zaledwie mrugnięcie okiem. Dużo poważniejsze spustoszenia mogą zrobić eksperymentowanie na dzieciach (ostatnio przyjęta komunistyczna ustawa o przejęciu przez biurwy władzy nad dziećmi) czy też coraz śmielsze żądania różnej maści zboczeńców przy kompletnym milczeniu władz państwowych czy kościelnych. Ale o tym innym razem.

Tagi: , ,

Przyczepiło się g… do statku

lipiec 11, 2010 | Piana 4 Komentarze/y | Kategoria: Ludzie, Polityka

Co roku, w okolicy czwartego czerwca, nadwiślańskiemu społeczeństwu serwowany jest istny cały festiwal hipokryzji. Obłuda wylewa się z mediów wszelakich, od której aż uszy więdną i mózg się gotuje. Z jakiej to przyczyny? Politycy obchodzą swoje własne, zarządzone przez siebie święto, którym (poza nimi właśnie) nie zainteresuje się nawet pies z kulawą nogą.

Jakby kto nie pamiętał (bo w sumie nie ma czego) w tym dniu wypada rocznica wyborów z 1989 cementujących ustalenia tzw. „Okrągłego stołu”. Jak to się mówiło przed dwudziestu laty – stół jest okrągły, ale same kanty.

W roku 2010 rocznica pamiętnych wyborów minęła zupełnie niezauważona i nikt za nią nie tęsknił. Ludzie po prostu wiedzą albo podskórnie wyczuwają, że to fałszywe święto. Święto władzy, święto układu „magdalenkowego”. Rocznica, którą próbuje nam narzucić władza, ale robi to wyjątkowo nieudolnie (jak zresztą wszystko co robi władza, z wyjątkiem okradania ludzi). Ciemny lud to odrzuca, niczym bzdurne laickie święta ustanowione za czasów krwawej rewolucji francuskiej.

Ja jednak, niczym masochista, wsłuchuje się w rwący potok słów i niewielką ilości sensu i wyciągam z tego jeden wniosek, a brzmi on (mówiąc wulgarnie) – przyczepiło się gówno do statku i krzyczy: „Płyniemy!”. Na jakiej podstawie to twierdzę? Spieszę z wyjaśnieniem.

Niejaki Bronisław Komorowski, co ostatnio dostał do wykonywania fuchę polskojęzycznego namiestnika (nazywanego dla niepoznaki i śmiechu Prezydentem RP), także rozpływał się w zachwytach nad osiągnięciami dwudziestolecia. Że to „my osiągnęliśmy”, „my to”, „my tamto”… Chciałoby się powiedzieć: „Taaaak Bronek, to Ty wstawałeś o 4 rano aby jechać po towar do hurtowni i cały dzień spędzałeś na bazarze w „szczęce”, to Ty ciągnąłeś palety w „Biedronce” i Ty użerałeś się z ZUS-ami, fiskusami i innymi pasożytami żerującymi na nadwiślańskich niewolnikach, których nazywa się „obywatelami” odświętnie i dla żartu”.

Właśnie o to chodzi. W jakim stopniu włodarze byłej III RP zapracowali na „sukces”? Oceniając obiektywnie – w zerowym. Powiem więcej – zachowywali się jak szkodniki, co tylko starają się przeszkadzać szarym ludziom – czy to pracownikom, czy pracobiorcom. Ile przepisów „wymyślono” (podkreślam słowo wymyślono, gdyż ich pożyteczność jest zerowa) przez ostatnie dwadzieścia lat, ile nowych podatków nałożono, ile zatrudniono nowych biurw aby skutecznie uprzykrzały życie? Tak, marni politykierzy różnej maści – taki jest wasz „wkład” w sukces dwudziestolecia.

Przepraszam, zapomniałem o istotnym „sukcesie”, jakie dokonały rządzące nami „elity”. Byłbym niesprawiedliwy zapominając o tak wybitnym „osiągnięciu”. Jedyne, co wam naprawdę wyszło, to przejedzenie pieniędzy z prywatyzacji i (żeby było mało) zadłużenie! W ciągu 20 lat wzrosło ono z 50 miliardów złotych do obecnych 700 miliardów. Gdy na stronie Ministerstwa Finansów (czytaj: „Urząd Główny do Spraw Rabunku Niewolników”) wpiszemy hasło „dług publiczny” zobaczymy hasło „rentowne obligacje ciągle w modzie”. Tak, zadłużanie się jest trendi-dżezi-kul, więc w czym Piana widzisz problem? Co się czepiasz? Tak, ja chyba wioskowy głupek jestem, tylko z większej miejscowości.

Aby jednak nie było zbyt czarno, to rzeczywiście – na pewno jesteśmy bogatsi niż w 1989 roku. Warto zauważyć, że sukcesy są tylko na poziomie „prywatnym” (no, może czasami samorządowym). Pasożyt o nazwie „Państwo” za cokolwiek się nie weźmie, to na pewno (za przeproszeniem) spieprzy. Tyle. Wystarczy popatrzeć na wszelakie dziedziny życia pozostające pod opieką „Państwa”. Wielokrotnie o tym pisałem, więc nie będę się powtarzał. Drogi, kolej, służba zdrowia, wojsko i policja, zabezpieczenia przeciwpowodziowe, system emerytalny…

A propos służby zdrowia. Niedawno urzędasy tam pobierające wynagrodzenie stwierdziły, że (uwaga!!) kolejki do specjalistów to wina pacjentów! Normalnie same Kolumby i Ajnsztajny tam pracują. Zresztą nie od dziś wiadomo, że służba zdrowia lepiej by działała gdyby tylko nie było pacjentów, a kolej bez pasażerów byłaby po prostu idealna. Niestety, zwykli ludzie o tymi nie wiedzą i psują tak pięknie zaprojektowaną konstrukcję.

Na sam koniec skojarzenie – podsumowanie. Porównując klasę polityczną, możne stwierdzić iż zachowuje się jak „naukowiec” wyrywający muszce nogi i chwalący się jednocześnie, że dzięki jego wysiłkom mucha idzie naprzód.

Tagi: , , , ,

„Takie będą Rzeczypospolite… ”

lipiec 3, 2010 | Piana 4 Komentarze/y | Kategoria: Ludzie, Osobiste, historia

Starsi czytelnicy być może pamiętają skecz w pod nazwą „Lekscyjne rozówk”, znany bardziej jako „Boryna”. Można posłuchać na przykład TUTAJ. Kawałek bezbłędny, rzekłbym nawet rewelacyjny. Dla większości młodzieży może on być kompletnie niezrozumiały, bo pochodzi z roku 1988. Pragnę zwrócić uwagę na samą końcówkę, kiedy to pada pytanie o „zadanie domowe” dla uczniów. Nie chcę oczywiście psuć puenty i radości słuchania, ale na potrzeby tekstu muszę to zrobić. Na zadanie uczniowie mają rozwinąć myśl „Takie będą Rzeczypospolite jakie ich młodzieży chowanie” opierając się o przeczytane lektury. Puenta brzmi następująco – należy to zrobić na podobieństwo tytułowego bohatera „Łyska z pokładu Idy”, czyli konia ciągnącego wagony w kopalni. Młodzież zatem na ciągnąć owe wagony nie wiedząc dokąd i po co. Dzwonek! – pada hasło w skeczu. Tymczasem po ponad dwudziestu myśl owa nabiera nowego znaczenia.

Dlaczego? Z prostej przyczyny, bo tak po prostu się wychowuje młodzież. Śmieszne? Nie sądzę.

Wiele razy pisałem już, iż polskojęzyczne „elity” nie potrafią pokierować resztą społeczeństwa. Pragną jedynie pragną przemalować ciemne, kołtuńskie polskojęzyczne społeczeństwo na kolor niebieski dorzucając przy okazji dwanaście gwiazdek w kolorze złota. Tyle. Innych celów nie ma. Czy ktoś jeszcze widział jakiekolwiek inne cele? Ale nie takie opowiadane, tylko realizowane (bo bajki opowiadać każdy może, ale ja nie jestem pierwszą lepszą naiwną panną, aby się na to łapać)?

Czy mamy być potężnym organizmem i potężnym społeczeństwem? Czy mamy zawojować świat i stanie on zdziwiony, że Polak potrafi? Nie, nic podobnego.

Jaki przekaz otrzymują młodzi ludzie? Bardzo czytelny – że Polska to obciach i żenada. I czym prędzej zrzucimy balast minionych lat, tym szybciej doszlusujemy do „cywilizowanej Europy”. Trzeba zatem odciąć się i to jak najszybciej od śmierdzącego balastu!

Dygresja. Cały czas daje się także przykład, że „pierwszy milion trzeba ukraść”, a najlepiej to się mają różnej maści Rychy, Zbyśki i Mirki, co to mają dojścia do kumpli u władzy. Nie to co babina ciągana po sądach za trzy grosze podatku od ksero czy też łupieni przez fiskusa powodzianie. W końcu „Państwo” ma zawsze rację. Koniec dygresji.

Wracając do głównego nurtu, to warto zauważyć, iż nikt młodzieży nie wyjaśni, że nie ma czegoś takiego jak przeszłość. Jest „dziś”, tylko jakiś czas temu. Z tego prostego stwierdzenia wynika, iż de facto nic się nie skończyło. Cały czas trwają procesy społeczne czy historyczne „odpalone” dziesiątki, setki, a nawet tysiące lat temu. Nie wiem jak to jest w Chinach, Izraelu, czy Niemczech, ale nad Wisłą nic takowego się nie mówi – ani w sposób domyślny, ani zawoalowany. Lekcje historii to żenujące pogadanki, które nawet najbardziej zainteresowanego tematyką uśpić, a zresztą po jaką cholerę mamy się uczyć tych wszystkich rzeczy? Od czasów gdy nasza dłoń „przeszłości ślad” zmiata, wiadomo jest, że w sumie to co było, a nie jest nie pisze się w rejestr. Było, minęło, po co do tego wracać?

Kolejna dygresja. Wsłuchując się w słowa „Międzynarodówki” o usuwaniu śladów przeszłości, okazuje się, że spuścizna Marksa zrobiła większą rozpierduchę niż się powszechnie uważa. Koniec dygresji.

Pomysł na młodzież jest jeden – „wybierzmy przyszłość”, czyli zróbmy (używając komputerowego nazewnictwa) „reset” na społeczeństwie. Używając języka medycznego – zafundujmy sobie powszechną amnezję. Przepraszam, czy jakiś młody, wykształcony z wielkiego miasta pobiegnie teraz, aby poddać się samemu takiemu zabiegowi? Czym to grozi? Chyba nie muszę pisać. Dlaczego zatem co poniektórzy pragną taki zabieg wykonać na całym społeczeństwie?

A czymże innym jest nawoływanie do spalenia lub zabetonowania akt IPeeNu? W jakim celu? Aby „młode gnojki” nie taplały się w „ubeckim szambie”. Jak dla mnie to nie jest argument, ale różnej maści „yntelygenty” łapią się na tak podany haczyk niczym ryba. Skoro zabetonujemy (czy spalimy, obojętne) ślady naszej przeszłości, to jak teraz będziemy wiedzieć skąd przyszliśmy i dokąd zmierzamy i czy przypadkiem nie kręcimy się w kółko kolejny juz raz? Odpowiedzi nie oczekuje, bo „elita” rządząca Krajem Nadwiślańskim jedynie ogłasza prawdy objawione jako dogmaty, bez dodatkowych argumentów.

Jak się będzie zatem zachowywać pozbawione pamięci społeczeństwo? Ciężko to jednoznacznie określić, ale z pewnością mało racjonalnie. Jeśli raz się poparzyliśmy, to wiemy żeby uważać z ogniem. Gdy o tym zapominamy, pakujemy się w ogień cały czas. Zatem jest to prosta droga do wejścia się w bagno, żeby nie powiedzieć gorzej.

Wracając do porównania z Łyskiem, to bez pamięci nie spostrzeżemy także, iż niektóre konie wyprzedziły nas już dawno, chociaż ciągną tak samo jak my lub nawet słabiej. Problem polega na tym, że woźnica (wspomniane wyżej „elity”) od lat nie potrafią naprawić dyszla, a niekonserwowana tylna ośka za chwile sama się rozpadnie. Ciągnijmy zatem wóz – nie wiedząc dokąd, ani po co, i nie zwracajmy uwagę jego stan, bo za chwile sam się rozpadnie (analogia do pasożyta nazywanego nie wiedzieć czemu „Państwem” jest idealna).

Czy na pewno tego chcemy? Czy chcemy stać się bezideową masą bez pamięci myślącą tylko o ciepłej wodzie w kranach i autostradach? Czy pragniemy pozbyć się na własne życzenie określenia „sapiens”? Jeśli indywidualizm tylko na poziomie takim, jak wcześniej zaprogramowano. Jak bunt, to tylko komercyjny, kontrolowany. Zatem bądź sobą i pij Pepsi. Społeczeństwo robotów, zaprogramowanych do konsumpcji, ślepego wykonywania rozkazów, ciągnięcia wozu i bezmyślnego powtarzania przekazu płynącego z mediów. „Takie będą Rzeczypospolite”…

Tagi: , , ,

Małżeństwo bez odrobiny rozsądku

czerwiec 26, 2010 | Piana 24 Komentarze/y | Kategoria: Polityka, Świat

Mąż – Kochanie, może byśmy wyremontowali mieszkanie?
Żona – Chyba żartujesz! Co sąsiedzi na to powiedzą?
Mąż – To może kupimy nowy samochód? Nasz rdzewieje i się rozpada, a znajomy ma do sprzedania okazyjnie kombika.
Żona – Coś ty! Ludzie na osiedlu będą na nas krzywo patrzeć.
Mąż – Jeśli nie, to wymieńmy chociaż boazerię. Ta nasza to pamięta jeszcze towarzysza Gomułkę.
Żona – Weź przestań. Kowalska z dołu już się do mnie nie odzywa.

Czy dialog nie jest idiotyczny? Ależ jak najbardziej jest! Specjalnie przedstawiłem sytuację w krzywym zwierciadle, na granicy absurdu, aby pokazać pewne zależności w skali makro odwołując się do skali mikro. Co przez to osiągamy? Uzyskujemy obraz relacji pomiędzy nadwiślańskim społeczeństwem (mąż), a jego „elitami” (żona).

W rolach głównych, unosząc się niczym duchy i nie wypowiadając ani słowa, wystąpiły kompleks niższości i syndrom służalczości.

Teraz chwilę o realiach, o których tzw. „elity” nie pamiętają lub też nie chcą pamiętać. Na świecie akceptują tylko silnych militarnie (Stany), gospodarczo (Chiny) czy też wpływowo (Izrael). Tylko takich szanują. Porównanie listy gości na pogrzebie śp. Lecha Kaczyńskiego z osobistościami, które uświetniły otwarcie Igrzysk Olimpijskich w Pekinie samo narzuca pewne wnioski, ale pozwolę sobie nie wyręczać w tym moich szanownych czytelników.

Tymczasem naiwna polskojęzyczna biedo-elita wierzy, że jak tylko będzie podśpiewywać w „europejskim” chórze to od razu wszyscy będą bić brawo i klepać po plecach i coś w skutek tego ugramy. Tak na przykład sądzi niedoszły (na szczęście) prezydent Olechowski Andrzej ( TW „Must”), który jest świetnym reprezentantem tej klasy. Bo polskojęzyczna elita pragnie słów uznanie i poklepywania po plecach niczym niedowartościowane dziecko. Chce śpiewać w owym chórze („europejskiej rodziny”), bo wmówiło sobie, że nie potrafi śpiewać solo. No bo co by wówczas krytycy powiedzieli?

Problem polega na tym, że Francja czy Niemcy owszem śpiewają w chórze, ale tylko wówczas gdy im to jest na rękę, gdy chcą swoje interesy przedstawić jako europejskie. Przekrzykują zatem resztę i nadają ton. Tymczasem, na boku, już bez kamer, śpiewają solo i to z całkiem niezłym efektem. Ktoś wymyślił słowa o „solidarności europejskiej” aby pacyfikować malutkich, żeby oni za bardzo nie fikali (można też posłużyć się słowami byłego prezydenta Francji „Czyraka” o okazji do milczenia).

Pragnę zauważyć, iż cały Świat i cała Europa ma nas zupełnie gdzieś (no, chyba że chodzi o strefy wpływów, interesów, etc) i zupełnie ich nie obchodzi co się nad Wisłą dzieje. Poza oczywiście różnej maści nawiedzonymi obrońcami „praw człowieka”, „praw kobiet”, „praw zwierząt”, „obrońców przyrody”, „miłośników tolerancji”, i „praw łysych, turystów i impotentów” oraz całej reszty gości, co to im w życiu nie wyszło i realizują się poprzez branie pieniędzy za zmuszanie ludzi do robienia rzeczy, których oni robić nie chcą.

Znęcać się dalej? „Idźcie na wybory, bo inaczej będzie obciach” zachęcał aŁtorytet, znany polskojęzyczny propagandysta Lis Tomasz, co to do dziś nie odgryzł sobie języka wbrew podpisanemu wekslowi. Nikt mu na Sali nie odpowiedział, żeby swoje kompleksy leczył u specjalisty, a nie zarażał nimi niedojrzałą emocjonalnie widownię.

Celowo używam słowa „polskojęzyczny” (czyli mam na myśli osobę posługującą się językiem polskim). Niedawno u Chodakiewicza znalazłem określenie „Post – Polacy” na grupę kulturowo-społeczną, która co prawda zamieszkuje między Bugiem i Odrą, posługuje się językiem polskim, jednakże nie chce mieć nic wspólnego z tym, co zostało po dawnych Polakach. „Post – Polacy” – świetne określenie, gratuluję. Samo używanie języka polskiego nie może przecież automatycznie zaliczać kogokolwiek do grona Polaków. Za granicą – zarówno na wschodzie czy zachodzie żyją ludzie, którzy znają dwa słowa po polsku na krzyż albo i wcale, a czują się Polakami. Czy mają do tego prawo? Jak najbardziej.

Weźmy teraz na tapetę odwrotny przykład. Czy ostatni prawdziwy kowboj, śp. Ronald Reagan, podejmując swoje decyzje w walce z „Imperium Zła” obawiał się, co na drugi dzień napiszą o nim w „Prawdzie”, albo powiedzą we „Wriemia”? Nie sądzę. Ba, nawet jestem tego stuprocentowo pewny. Tymczasem polskojęzyczny urzędas z Em-eS-Zetu w anonimowej wypowiedzi dla „Rzepy” zwierza się, że kamień spadł mu z serca, iż hebrajskie brukowce nie obsmarowują Polski za zatrzymanie żydowskiego szpiega. Czy to nie przypomina dziecięcych dogadywanek w stylu „psze pani, a Krzysio jest gupi”? Dla przypomnienia – jak powszechnie wiadomo, w Em-eS-Zecie pracuje kwiat elity, najwięksi fachowcy, niepospolici patrioci i dumni Polacy.

Nasze „elity” zachowują się jak wspomniana na początku żona, która ma w nosie dobro wspólne, dbanie o własny dom, o rodzinę. Największe zmartwienie, nie dające spać po nocach, brzmi „co ludzie powiedzą?” (czyli co na europejskich salonach, w europejskiej prasie powiedzą). Wtopić się w europejskie tło – oto marzenie owych „elit”. W każdym razie cenniejsze są dla nich suszi i Wiedeń niż bigos i Białystok. Nie szukają zatem dróg rozwoju, wytyczenia ścieżki na przyszłość, dbania o własne interesy. Po prostu uważają, że należy wszystko zaorać, zamieść ślad przeszłość (jak podpowiadają nam słowa „Międzynarodówki”), pozbyć się resztek swojskości, odrębności i czym prędzej błogo roztopić się w europejskim sosie.

Owe „elity” nie dość, że same nie wytyczają ścieżek rozwoju, nie dbają o przyszłość, to stają się zwykłymi hamulcowymi. Gdy tylko jakikolwiek ruch obywatelski, oddolny próbuje delikatnie dać do zrozumienia, że ma inne zdanie niż rządzące kliki, następują krzyki o klero-
faszyzmie, duchach endeckich, o ksenofobi, antysemityzmie, ciemnogrodzie i kołtuństwie. Inna metoda to po prostu medialna zasłona milczenia przykrywa wszystko (patrz ruch JOW). Z filmu „Władcy marionetek” dowiedzieliśmy się na przykład, co się stało z podpisami zebranymi przez PO podczas kampanii wyborczej w 2001 (ja tego nie podpisywałem, bo wiedziałem, że to trick wyborczy). Zmielone głosy poparcia to chyba najlepszy obraz stosunku „elit” do całej reszty. Prości ludzie nie mogą mieć nigdy racji. Z założenia. Oni są tylko mięsem wyborczym, hołotą do płacenia podatków i siedzenia cicho albo skakania według zapodanych taktów. W żadnym wypadku nie powinni oni decydować o swoim losie (bo i po co?) ani tym bardziej o kierunku w którym podąża statek dawniej zwany III RP.

Oczywiście cały obraz byłby niepełny bez dodania, iż wspomniana na początku żona jest na utrzymaniu męża. Stwierdzenie to nie jest bezpodstawne, gdyż środowiska, z jakich owe „elity” się wywodzą, utrzymują się w dużej mierze w ramach szeroko pojętej tzw. „sfery budżetowej”. Tak, „elity” są pasożytem przyssanym do reszty społeczeństwa poprzez mechanizm państwowy będący narządem ssąco-tłoczącym. Mamy zatem ludzi związanych z szeroko rozumiana edukacją i „edukacją”, zawodowych polityków, wiecznych urzędasów, ludzi związanych z filmem czy innymi sztukami. Wszystkie te sfery są w ten czy inny sposób zależne są od „Państwa”. Zwróćmy uwagę na co najmniej dziwną zależność – pasożyt dyktuje żywicielowi co on ma robić.

Mamy zatem diagnozę. Pasożyt (czyli tzw. „elity”) przyssał się, wysysa soki i nie myśli podziękuję za to swojemu żywicielowi, a nawet pogardza nim. Co zatem robić? Co począć z taką „żoną”? Wariant brutalny to sprać na kwaśne jabłko, a wcześniej powiedzieć konkretnie co się myśli. To nie jest złe rozwiązanie – powieszenie zdrajców w trakcie Powstania Kościuszkowskiego było jak najbardziej rozsądnym wyjściem, a ówcześni mieszkańcy Warszawy z pewnością mieli dużo więcej mieli zdrowego rozsądku niż obecnie. Na chwilę obecną jest jeden – najszybszy i najlepszy sposób rozwiązania. Odciąć od pieniędzy oraz od wpływu na nie. Banalne, prawda? Wówczas będą mogli mieć wpływ co najwyżej na to, czy dziś zjeść schabowego czy kurczaka i to jest wystarczającym dla nich poziomem odpowiedzialności.

Na sam koniec uwaga dla podążających ślepo za trendami z zachodu. Warto przypomnieć sobie nieco zapomnianą dzisiaj sprawę. Otóż, gdy istniała Rzeczpospolitej Obojga Narodów, na tzw. „zachodzie” nie była ona uznawana za państwo „europejskie” przez ówczesnych „intelektualistów”, „salony”, etc, gdyż nie była jednolita religijnie czy kulturowo. Skąd my to znamy? Obecnie potomkowie ówczesnych mądrali nadal próbują pouczać nadwiślańskich tubylców o tym co jest dopuszczalne, a co nie. Jak kto się nimi przejmuje, to trącał go pies.

PS. O wyborach prezydenckich nic nie piszę, bo nie ma o czym pisać. Mój faworyt (Janusz Korwin-Mikke) odpadł w pierwszej rundzie. Teraz możemy tylko wybierać między euro-socjalizmem budowanym wolniej, na swojsko-narodową nutę (co dopuszczał nawet sam towarzysz Stalin, pod warunkiem, że będzie „socjalistyczna w treści”), a euro-socem budowanym szybciej, w rytmie nadawanym przez rozgłośnię berlińsko-brukselską.

Tagi: , , , ,

Sztuczna inteligencja?

czerwiec 19, 2010 | Piana 1 Komentarz | Kategoria: Polityka, Technika, Świat

Kontrola nad samym sobą to najlepszy rodzaj kontroli. Nikt nie doprowadzony do rozpaczy nie rzuca się z mostu, nie odkręca wszystkich kurków od gazu ani też nie łyka garści psychotropów. To jest całkowicie racjonalne działanie – odpowiedzialność za swoją rodzinę, za siebie plus oczywiście względy moralne powstrzymują nas mocniej niż tajne procedury zakodowane w umyśle Robocopa (kto nie widział, niech obejrzy przy okazji). Mechanizm jest zatem potężny i niezbędny do życia.

Co się jednak dzieje, gdy kto inny próbuje przedostać się przez nasze mechanizmy wewnętrznej samokontroli, aby nas wykorzystać (w celu zdobycia korzyści materialnych lub realizacji własnej ideologii)? Wówczas sprawa staje się co najmniej ciekawa i na tym się skupię. Zanim przejdę do sedna, pozwolę sobie na krótki wstęp.

Programowanie siebie (bo tak to należy nazwać), nauka i zapamiętywanie pewnych czynności z natury nie jest złe. Mycie zębów, prowadzenie samochodu czy mówienie w języku norweskim – tych jak i wielu innych czynności uczymy się, a później wykonujemy niemal bezwiednie. Po prostu mamy je zakodowane. Są to rzeczy niezbędne do normalnego funkcjonowania. Kto takich podstawowych reguł nie potrafi opanować, ten jest tłumok i nie można się z nim zadawać, ani niczego mu powierzać. Reakcja naturalna –większe zaufania mamy do ludzi kulturowo bliższych i na pewnym poziomie. Ponoć Aborygeni w Australii nauczali małych chłopców na pamięć mapy okolicy, a egzamin (ichniejsza matura) miał polegać na powrocie do wioski przez pustynię. Nie wszyscy wracali.

Na nieco wyższym poziomie mamy takie rzeczy jak odpowiednie zachowanie się przy stole, nauka formułowania myśli, czy też zwykła kultura osobista. Dlatego można śmiało przyjąć, iż w pewnym sensie jesteśmy programowani, a przez to przygotowani do życia wśród ludzi. Przyjęcie powszechnie stosowanych norm jest warunkiem niezbędnym do egzystencji. W ten sposób niejako wtapiamy się w naszą cywilizację, w naszą kulturę, Słowem przesiąkamy nią niczym gąbka wodą. Łatwiej współdziałać, tworzyć i dogadywać się gdy wyznajemy podobne wartości. Dodatkowo ułatwia to nam codzienne funkcjonowanie, gdyż nawiązywanie kontaktów jest prostsze w ramach danej kultury. Prościej jesteśmy określić zamiary innych i nie zmylą nas różne znaczenia poszczególnych słów czy gestów.

Dygresja. Ktoś nawet trafnie zauważył, iż kanibalizm został wyrugowany jako sposób zdobycia pożywienia czy element obrzędowo-kulturowy z czystej pragmatyki. Po prostu był nieopłacalny. Zakłócał handel, a nawet zwykłe kontakty międzyludzkie. Przez to traciły obie strony. Łatwo sobie wyobrazić, jak bardzo podupadłoby miasto, gdyby w świat poszła informacja, iż tam mieszkają amatorzy ludzkiego mięsa. Koniec dygresji.

Podsumowując (a zarazem kończąc przydługi wstęp) – programowanie samego siebie, programowanie przez innych (rodzice, nauczyciele) nie jest złe. Oczywiście pod warunkiem, że jest to niejako świadome i otwarte. Co gdy takie nie jest? Tu zaczyna się główna część mojego wpisu.

Zacznę może od rysu historycznego. Wiecznie żywy Lenin do spółki ze Słońcem Narodów (idolem pewnej polskojęzycznej Noblistki) chcieli posiąść pełnię władzy nad ludźmi zgodnie z ideologią Marksa. Zaprzęgli więc ideologię Marksa nieco jednak podkręconą pod wymogi etapu (pomysł na sojusz robotniczo-chłopski, wymuszony przez słabe uprzemysłowienie Rosji, z pewnością wielokrotnie przekręcił Ojca Proletariatu w grobie). Byt warunkuje świadomość, więc zmieniamy świat, właściwy odbiór rzeczywistości powinien następować. Jak wiadomo nic z tego nie wyszło i w końcu sam Stalin musiał nieco spuścić z tonu, gdy wojnę z narodowo-socjalistycznymi Niemcami nazwał „Wielką Wojną Ojczyźnianą” (podkreślamy słowo „ojczyźnianą”).

Zatem musimy zmieniać świadomość ludzi. Na wszystkich możliwych polach. I to się dzieje. Wszędzie wokoło. Cały czas. Witamy się ze współczesnością.

Zastanówmy się przez chwilę. Na ile rzeczy, które wykonujemy, wykonujemy świadomie, a na ile są to nasze wyuczone odruchy? Na ile świadomie kierujemy własnym życiem, własnymi myślami? Czy analizujemy docierające do nas sygnały, czy tylko wyczekujemy na papkę dla mózgu zapodaną za pośrednictwem massmediów?

Pójdźmy do sklepu. Jakie myśli kłębią się po głowie gdy przechodzisz pomiędzy półkami? Może takie, że jeśli chcesz być sobą, to musisz pić pewien czarny i słodki napój? Jak płyn do higieny intymnej, to od razu przychodzi do głowy ten, co go poleca Żanet Kaleta. Kosmetyki obowiązkowo z firmy, która ma w nazwie Njujork. Pamiętajmy także , że sprajt albo pragnienie nie maja szans, a jak jest Kranczips to od razu jest też zabawa. Czy robiąc zakupy i stojąc przy półce z produktem spożywczym nie zaczynasz przypadkiem podśpiewywać bon mot z reklamy? Co? Ty też?

Zatem sami możemy się przekonać, że mamy napaćkane (żeby nie powiedzieć gorzej) w naszych mózgach reklamami produktów spożywczych. Producenci faszerują nas reklamą niczym gęsi. Czy możemy jednak stwierdzić, że nie mamy również do czynienia z próbami zaprogramowania naszego życia i ułożenia go według takiej a nie innej ideologii? W sferze sposobu myślenia, poglądów politycznych, etycznych, seksualnych. Jak media, filmy, seriale, gazety kształtują nasze myślenie? Czy tylko „informują” o świecie, o nowinkach, o odkryciach i skandalach? Czy też może poprzez odpowiedni dobór słów, zdjęć, kontekstu programują nas za nasze własne pieniądze? To jest właśnie najgorsze. Skoro na paczkach papierosów muszą znaleźć się ostrzeżenia o szkodliwości palenia, to dlatego przy większości gazet, filmów czy programów telewizyjnych powinny znaleźć się stosowne ostrzeżenia.

Tego typu programowanie jest podświadome, ale jednocześnie bardzo skuteczne. Łącząc przekaz ideowy z profesjonalnie zrobioną informacją i rozrywką (niekoniecznie wysokich lotów) uzyskujemy atak, który przypomina skrzyżowanie uroku młodego kotka z salwą słynnych katiusz. Parafrazując reklamę, można powiedzieć inaczej – że to preparat na zatwardzenia, co to „przeczyszcza z siłą wodospadu nie przerywając snu”.

Jakiś czas temu czytałem o kabareciarzu, co to opowiedział publiczności dowcip polityczny. W pierwszej wersji był to dowcip o Tusku i publiczność nie wiedziała jak zareagować. Podczas następnego występu w „roli głównej” wystąpił Kaczyński, a publika ryczała ze śmiechu. Przypominam – ten sam dowcip. Czy to przypadkiem nie zadziałał wewnętrzny bezpiecznik?

O to właśnie chodzi – aby mózg reagował na pewne treści tak, jak na propozycje odkręcenia gazu i otrucia wszystkich gości na przyjęciu komunijnym. W ten sposób tworzą się tzw. lemingi, czyli goście ślepo wierzący w mądrość etapu, choćby odwróciła się od poprzedniej o 180 stopni, niczym sojusze w „1984”. Jeśli mózg dobrze zaprogramować, to będzie reagował niczym automat – odrzucając wszelakie treści, które nie zgadzają się z zaprogramowanym wcześniej schematem. Rewelacja!

Wydaje się nam, że to my sterujemy telewizorem włączając pilota. Nic bardziej mylnego. Sprzężenie zwrotne działa z olbrzymia siłą i uderza wprost do mózgu. Otwieramy wrota (jak już kiedyś pisałem – nie mamy anty-medialnego genu) i cała masa treści – śmieciowych i wartościowych (z olbrzymią przewagą tych pierwszych) przewala się przez naszą świadomość niczym rozpędzony tir z naczepą przez wiejską drogę.

Używając terminologii informatycznej – program emitowany jest przez fale radiowo-telewizyjne niczym swego czasu nadawane przez radio programy komputerowe, co to się je nagrywało na kasety. Tym razem jednak aplikacja ściąga się i instaluje sama po naciśnięciu dowolnego przycisku na pilocie telewizyjnym.

Czy zatem nie stajemy się istotami człowiekopodobnymi? Komputery, roboty, automaty – staramy się je wyposażyć w sztuczną inteligencję. Co tymczasem z ludźmi? Czy spotkamy się zatem w połowie drogi? To znaczy komputery uzyskają szczątkową inteligencję, a my się jej całkiem wyzbędziemy? Czy ktoś zaryzykuje stwierdzenie, że tak już jest? Taki proces nazywa się konwergencją. Czy spotkamy się w nowym, wspaniałym , konwergentnym świecie?

Tagi: , ,
... free counters