Gdzie się kończy ekologia?
Należąc do sekty pedałów, mam styczność z jednostkami skrzywionymi przez różne ekopoglądy. Jeden taki osobnik zalinkował do strony wybitnie hipisowskiej już ze swej domeny. Tam otóż znajdował się ten oto filmik:
Z owego filmiku wynika, że nawet rower do kurwy nędzy musi być hajbrid. Nie wystarczy samochód, co jedną energię zamienia na drugą (ze stratą rzecz jasna), żeby niby było ekologiczniej. Zwykły składak, też musi mieć jakieś gówno w tylne koło wpakowane, żeby był hajbrid i ekologiczny.
Takie koło się z ajfonem dogaduje, który ma swoją ekoaplikację, która wyświetla poluszon lewelsy i przesyła grin majle przejechane na fejsbuka, co by każdy wiedział jaki to ekologiczny jest dany przygłup.
Jak już rower kurwa taki zwykły typu wigry nie jest ekologiczny, to niedługo będzie trzeba chodzić na boso (to też widziałem, że w hameryce jakieś przygłupy promują).
Widziałem też ostatnio filmy z gatunku teoria spiskowa:
http://www.rlslog.net/collapse-proper-dvdscr-xvid-xscr/
i tam pan, co ma trochę nierówno podsufitem (siedemowi polecam) fajnie gadał o tej całej hucpie z ekologią. No bo do kurwy nędzy, co im po tym elektrycznym samochodzie, co prąd i tak z benzyny robi, a nawet jak by ją z energii punktu zerowego brał, to i tak w tym samochodzie jest ileś tam barył ropy, bo plastik się z ropy robi, opony, siedzenia, wycieraczki, dywaniki, gacie kierowcy, no kuźwa wszystko.
Za PRLu było lepiej, tak samo lepiej będzie za NWO. Tylko oświeceni dygnitarze ekologiczni będą mieli samochody. Plebs nieekologiczny będzie zapierdalał w wagonach bydlęcych na syberię, albo będzie rozwalany pod swoim domem, żeby tych karbon mili nie generować. A ci co się ostaną z legitymacją ekologiczną, boso będą budować tamy, co by ich roztopiona antarktyd(k)a nie zatopiła.
Tagi: ekopojebologia
