Any way the wind blows

styczeń 27, 2010 | Fisz 5 Komentarze/y | Kategoria: Kultura

Jest to angielski tytuł, belgijskiego filmu, który “na polski” został przetłumaczony jako: “Z piątku na sobotę”. O skrajnym braku wyobraźni ludzi odpowiedizalnych za tłumaczenie obcobrzmiących filmów na Nasz język ojczysty, nie ma się co rozpisywać. Jest to osobny temat na wpisza. A więc, wygrzebałem dość orginalny obraz z 2003 roku w reżyserii Tom’a Barman’a (wcześniej znałem go jako wokalistę i kompozytora kapeli dEUS, którą bardzo lubię). Dlatego takie zainteresowanie. Wiele już było fimów o samotności, beznadziei, marzeniach i upadkach, miłości i narkotykach.  Można powiedzieć banały. Cóż, to problemy wspłczesnej cywilizacji: braku akceptacji, wyjałowienia z ideałów, niejasnych celów, pustyni duchowej, niedojrzałości społecznej. Pamiętacie Human Traffic, o wiele bardziej ostrerzjszy angielski trip?

Historia Antwerpskim (cóż za zdjęcia!) wiatrem spowita, opowiada o 8 ludziach, ich marzenaich o innym życiu, w jednym upalnym dniu czerwca.  Jest jeszcze ktoś, duch miasta, widzący to co niezauważalne, snujący się ponad chodnikami, Windman, starający się wszystkim pomóc. Jednak, by pomagać innym, trzeba najpierw potrafić pomóc samemu sobie. Fabuła obfituje w szereg metafizycznych obrazów, nie do końca zrozumianłych, w połowie niedokończonych (motyw z koniem oraz fenomenalną sekwencją, kiedy jeden z bohaterów idzie za swoją sekreterką). Luźno splecione wątki doprowadzają nas do zawiązania ich na jednaj wspólnej imprezie, spotkaniu ludzi by poczuć spełnienie. Warto wspomniec o muzyce, którą obraz jest bogato opakowany. Any way … to jeden z tych filmów, które się kocha albo nienawidzi, w zależności od aktualnego nastroju widza.

NIE KLIKAĆ!!!

Tagi: , ,

015: Dlaczego Luka nic nie rozumie

styczeń 27, 2010 | Loulou 152 Komentarze/y | Kategoria: Polityka, wpiszopedia

Kilka osób trafiło już w sedno, warto więc zgrabnie to podsumować. Vincent napisał, że na wojnie nie ma dobra i zła a Westmax przypomniał, żeby zbroić się, jeśli pragnie się pokoju.

Drogi Tępaku Luko. Otwórzcie sobie dzieło Carla Clausewitza “O wojnie” w pierwszym rozdziale na stronie 3 (wyd. “Test”, 1995r). W drugim punkcie jest wyraźnie napisane: Wojna jest tedy aktem przemocy, mającym na celu zmuszenie przeciwnika do spełnienia naszej woli.

Na stronie 4, w trzecim punkcie mamy kilka słów nt. bredni Luki o konwencjach i tym podobnych bzdetach: Dusze miłosierne mogłyby może łatwo mniemać, że możliwe jest sztuczne rozbrojenie lub powalenie przeciwnika bez zadawania zbyt wielu ran – i że do tego powinna zmierzać sztuka wojenna. Choć brzmi to bardzo pięknie, jednak błąd ten należy sprostować, w rzeczach bowiem tak niebezpiecznych jak wojna najgorsze są właśnie błędy wypływające z dobroduszności. Ponieważ użycie przemocy fizycznej w całej pełni nie wyklucza bynajmniej współdziałania rozumu, przeto ten, kto użyje tej przemocy bezwzględnie, nieszczędząc krwi, osiągnie przewagę nad niepostępującym podobnie przeciwnikiem. W ten sposób narzuca on przeciwnikowi metodę działania – i tak obaj posuwają się aż do ostateczności bez ograniczeń, poza wzajemną przeciwwagę.
Taki jest właściwy pogląd na tę sprawę i byłoby rzeczą bezcelową, a nawet wprost dążeniem opacznym, aby powodując się odrazą do surowej natury wojny zamykać oczy na jej istotę.

Rozum dyktuje nam na wojnie posunięcie się w przemocy do ostateczności bez ograniczeń a inne postępowanie jest błędem. Rozumiesz to, ćwierćinteligencie Luko!?

Myślę, że nie trzeba wiele dodawać. Dodać można jeszcze to, że najpierw jestem ja, potem moja rodzina, moi przyjaciele, moi znajomi, moi ziomale, moi Rodacy. Potem są inni. Dlatego też prawy mąż stanu zarżnie niemieckie niemowlę, aby jak najszybciej wykluczyć możliwość, że Niemiec zarżnie niemowlę jego poddanego. Rozumie to każdy chłop z roli, każdy robotnik fabryczny, każdy inteligentny i nieobłudny człowiek. Luka tego nie rozumie.

Nie sądzę również pe, aby ostatnio popełnione wpisy były sprytną prowokacją. Tak już jest, że z obfitości serca – usta mówią. Myli się rownież 7 twierdząc, że głupota Luki wynika z czarno-białego patrzenia na świat. Jest przeciwnie!!!

Reasumując: na wojnie tu jesteśmy MY (i nasi), tam są ONI. Po której stronie barykady stoisz, odpowiedz Luka!

Tagi: ,

Luka laurkę Aliantom Zachodnim napisał

styczeń 26, 2010 | Galba 52 Komentarze/y | Kategoria: historia

….a wy się go czepiacie.

Wczoraj Xiążę raczył był opublikować notkę, która wywołała poruszenie wśród ludności tubylczej Wpisza. Czytając komentarze pod tamtym tekstem oraz komentarze do komentarzy autorstwa Xięcia dochodzę do wniosku, że strony mówią do siebie i słuchają tego, co wydobywa się ze strony przeciwnej ale mają problem polegający na tym, że rozmawiają o zupełnie różnych sprawach (ciężko o jakieś sensowne wnioski gdy jeden mówi o arbuzach a drugi o mechanice kwantowej).

Tak więc uporządkujmy:

1.
Luka, niecelowo jak sądzę, napisał Laurkę dla Aliantów Zachodnich. Tak. Ile punktów ujął w swoim wypracowaniu? Kilka (w tym co najmniej jeden, co do którego sam autor ma wątpliwości – bomby A). Jak sądzę, gdyby się spiął dopisałby jeszcze kilka dodatkowych. Jak na 6 lat wielkiej wojny, która objęła pół Globu i wysłała do Krainy Wiecznych Łowów miliony ludzi to bardzo mało. Gdyby chciał stworzyć podobną listę zbrodni niemieckich ile punktów bez najmniejszego trudu by ujął w takim opracowaniu? 100 razy więcej? Tysiąc? Tak – Luka napisał laurkę dla Aliantów Zachodnich. „Patrzcie, wysiliłem się i byłem w stanie wypisać niespełna 10 przypadków”.

2.
Luka nie gloryfikuje nazistów. W tekście nie ma ani jednego zdania wskazującego na to, że uważa stronę niemiecką 2 Wojny Światowej za lepszą lub równą moralnie Aliantom Zachodnim. Do takiej oceny Luka nawet się nie przymierzył – co nas, przyzwyczajonych do pewnych schematów może razić. Od dziecka oglądaliśmy filmy wojenne, słuchaliśmy opowieści o wojnie, itd. I za każdym razem, w każdej (!) z tych opowieści był punkt obowiązkowy: Pamiętajcie – to Niemcy byli źli, reszta (od ’89 już tylko „część reszty”) tylko się broniła, ergo – była po jasnej stronie. Luka tego elementu nie zawarł. I to wzbudziło oczywistą reakcję bo wyłamał się ze znanego nam kanonu – „dlaczego pominął punkt obowiązkowy dotyczący niższości nazizmu nad pozostałymi formami życia? Pewnie dlatego, że sympatyzuje z Goebbelsem a może i samym Hitlerem” (nawiasem mówiąc, jeśli mnie pamięć nie myli, Luka Hitlera uważa raczej za skończonego kretyna militarnego a nie Gröfaz’a). Luka niczego takiego jednak nie napisał – co sobie dopowiedzieliśmy to już nasza sprawa.

Jeśli ktoś nie mówi „A” to oznacza to wyłącznie, że nie powiedział „A”. Nie można z tego wnioskować, że uważa „A” za mniej ważną literę niż „B” (choć oczywiście może dokładnie tak właśnie myśleć, podobnie jak Luka może myśleć, że wszystkie trzy strony 2 Wojny były sobie równe – czy myśli nie wiem).

3.
Fakty. Tych, jako ludzie cywilizowani (w dobrym, wiktoriańskim rozumieniu), powinniśmy się trzymać. Czy to, co napisał Luka to nieprawda? Nie! Czy zabicie poddającej się załogi obozu koncentracyjnego to zbrodnia wojenna? Tak. Czy równa rozstrzelaniu przypadkowych ludzi na ulicy, któregoś z polskich miasteczek? Nie. Jak ja bym się zachował wkraczając do obozu koncentracyjnego z pistoletem maszynowym M-1 widząc to, co zobaczyli Amerykanie? Pewnie miałbym wielką ochotę pociągnąć serią po ludziach honoru w czarnych mundurach. Być może nawet bym to zrobił. Dlatego jako sędzia nie potrafiłbym wydać jakiegokolwiek surowego wyroku na chłopców w US Army, który oswobodzili Dachau (tak Luka – wiem, że żadnego procesu nie było, w przeciwieństwie do Ciebie jednak nie sądzę by był on konieczny – czasem są wartości ważniejsze niż prawo).

Ma rację Luka pisząc, że np. akcja “denazyfikacji Dachau” była w świetle prawa zbrodnią. Nie można mieć do nikogo pretensji, że mówi jak jest. A wnioski każdy wyciąga na swoją odpowiedzialność i użytek.

Mój wniosek jest taki: wzruszam ramionami i rzucam „dobrze tak sukinsynom”.

Przypadek?

styczeń 26, 2010 | Siedem 19 Komentarze/y | Kategoria: Kultura

Ogromny głaz zmiażdżył w Niemczech dom. Dwie osoby nie żyją
prot, PAP 2010-01-26, ostatnia aktualizacja 2010-01-26 08:19
Dwie osoby zginęły, a dwie zostały ranne, kiedy w miejscowości Stein w Bawarii na dom, w którym mieszkała czteroosobowa rodzina, spadł gigantyczny głaz. W wypadku zginął ojciec i jego 18-letnia córka. Ranna została 40-letnia matka i 16-letni syn.

Głaz* wielkości domu oderwał się od ściany skalnej, u stóp której stał budynek. Rannych wydobyto spod gruzów całkowicie zniszczonego domu dopiero we wtorek nad ranem. Na razie nie wiadomo w jakim są stanie.

Nie wiadomo też w jaki sposób doszło do katastrofy. Na miejscu wypadku rozpocznie pracę zespół ekspertów, którzy będą próbowali ustalić przebieg wydarzeń. Zdaniem policji na wyniki śledztwa trzeba będzie zaczekać, ponieważ badania geologiczne mogą potrwać długo.

* – głaz to taki duży kamień

Czy na miejscowość Czees mógłby upaść taki wielgi kawałek czedara?

NYRR Half Marathon

styczeń 25, 2010 | Loulou 9 Komentarze/y | Kategoria: Ludzie, Sport

Ponieważ że jest zima, drapał się Loulou po głowie i myślał gdzie udać się, żeby pooglądać coś więcej niż kożuchy i szaliki.

Tagi: ,

Z dedykacją dla Lulusia: Alianckie zbrodnie wojenne

styczeń 25, 2010 | XiazeLuka 98 Komentarze/y | Kategoria: Xiaze

Na początek należy zmierzyć się z pytaniem narzucającym się wykształconej publiczności po lekturze tytułu: Dlaczego on o tym pisze? To hitlerowiec i projapoński militarysta czy co? Na to pytanie odpowiedzi nie ma, przynajmniej zgodnej z intencją pytającego. „On” o tym pisze, ponieważ „takie” kwestie w diariuszu zdarzeń po prostu istnieją. Jest to powód najzupełniej wystarczający jako uzasadnienie.

Przeczytaj Całość »

As ma kota

styczeń 24, 2010 | Siedem 6 Komentarze/y | Kategoria: Kultura, Ludzie

Wirtualna Polska przedstawiła kilka dni temu ciekawe fotostory z jeszcze ciekawszym opisem. Pan Leszek Bilenda z jakiegoś Duposzczekowa [nieważne] dostał od znajomego szczeniaka kota afrykańskiego. Zawsze marzył o wiewiórce kanadyjskiej, ale darowanemu zwierzęciu w zęby nie patrzymy. Pokochał go chwilę po tym. Banał nadający się do szemranych rozmówek w sklepie zoologicznym.

Byłoby tak gdyby nie eurofaszyzm wspierany oddolną inicjatywą czyli bojówkami o Prawa Zwierząt. Działacze w brunatnych i zielonych koszulach złożyli donos na pana Leszka do odpowiedniej komórki Komisarzy Ludowych. Ponoć nie wolno trzymać dzikich zwierząt w ogródku /też jestem kryminalistą – Dzik/. Mogą za to gnieździć się w licencjonowanych ogrodach zoologicznych. Pan Leszek by wybrnąć z opresji założył CYRK jednoosobowy by móc dalej w mroku Lewa [prawa?] trzymać u siebie lwa. Niby wszystko dobrze się skończyło, ale jak długo jeszcze okupant będzie pozwalał na wykorzystywanie luk w opresyjnym prawie?

lew_lwy_lwu_lwi

Tagi: ,

Pomóżmy biednym scenarzystom

styczeń 23, 2010 | Piana 2 Komentarze/y | Kategoria: Kultura, Ludzie, historia

Kilka wpisów temu zapodałem klimat filmowo – serialowy. Napisałem wówczas, iż kręci się wyłącznie produkcje pokazujące kapusiów jako ludzi o szlachetnych sercach, bez nędznych pobudek i zimnych kalkulacji. Po prostu chodzące ideały, którym zły los podstawił nogę i teraz pokutują nie mogąc spojrzeć w lustro.

Jak wspomniałem też, nie powstanie zapewne nigdy film pokazujący krzywdę ludzi gnojonych, wyrzucanych z pracy dzięki uprzejmym donosom. Nie zobaczymy nigdy prawdy. Kasa, wczasy w Bułgarii, mieszkanie, samochód dla TW. 90% kapusiów robiło to dla wspomnianych korzyści, mało który donosił na siłę. Z niewolnika nie ma pracownika, kapusia tez nie. Ci, na których donoszono, mogli jedynie cieszyć się, że żyją, ale tego na ekranie nie ma i nigdy nie będzie.

Zauważam jednak, że filmów fałszujących przeszłość jest jednak zdecydowanie za mało i sam postanowiłem nieco dopomóc scenarzystom, co to ich żadna muza nie odwiedza. Brakuje ci weny i cierpisz na niemoc twórczą? Oto trzy scenariusze dla ciebie.

Scenariusz numer jeden. Lata osiemdziesiąte, uniwersytet na przykład w Białymstoku (Krzysztof Kononowicz mógłby grać rolę rektora). Dwóch świeżo upieczonych doktorantów ubiega się o względy pięknej studentki. Podczas jednego ze spotkań towarzyskich dochodzi między nimi do sprzeczki o kierunki filozoficzne w Starożytności. Jeden z nich opowiada się
po stronie epikureizmu, drugi jest zawziętym zwolennikiem stoicyzmu. Piękna studentka wysłuchuje się debacie i w końcu wybiera zdeklarowanego stoika. Epikurejczyk ze złamanym sercem zgłasza się do SB, gdzie w rozpaczy pragnie pomścić odrzucenie i zniewagę. Dzięki informacjom TW wyrzucają stoika z uczelni i musi on mieszkać w hotelu robotniczym, pić wódkę i malować kominy. Dawny przyjaciel odbija mu też dziewczynę, robi karierę, zostaje profesorem i aŁtorytetm moralnym. Po latach spotykają się przypadkowo na ulicy i oczywiście padają sobie w objęcia. Cieszą się ze spotkania i klną jak szewc na chorych z nienawiści mianaków szukających wszędzie TW i oszołomów mieszających w szambie przeszłości. Idą razem na piwo, a wraz z nimi obecna żona profesora. Sielanka, idylla. Koniec filmu.

Scenariusz numer dwa. Początek lat siedemdziesiątych. Miejsce dowolne. Początkująca księgowa zostaje wrobiona w przekręt przez zazdrosne o urodę starsze koleżanki. Ultimatum SB – albo donosisz na męża (znanego wichrzyciela i opozycjonistę) albo do pierdla. Załamana dziewczyna poddaje się i kapuje na małżonka – oczywiście wybierając (jak zresztą każdy kapuś) informacje mało istotne, które z pewnością nikomu nie szkodzą – jak zapewne każda informacja przekazywana do SB. Trwa to dość długo, aż pierwsza komuna pada, wraca szczęście. Jak łatwo się domyślać – szczęście psują siepacze z IPN ujawniając przeszłość. Końcowa scena – główny bohater (ten, na którego donoszono) kładzie na stole „Gazetę Wyborczą” (która właśnie czytał), pluje na esbeckie akta, przytula płaczącą żonę i cedzi między zębami słowa „Na pohybel młodym gnojkom z IPeeNu”. Koniec filmu.

Scenariusz numer trzy. Luźna historia o pracownikach SB. Ukazani są oni jak normalni ludzie, pełni ciepła, dowcipu, otwarci na świat. Może nawet trochę humorystycznie, coś jak Niemcy w „Allo, Allo”. W tle romanse, imprezy, normalne życie w PeeReLu. W prywatnych rozmowach tajniacy przyznają, że Michnik to jednak ma łeb, a Geremek to światowy człowiek. No i że za jakiś czas będą musieli oddać władzę, bo racja jest po stronie opozycji. a Oni w Sb pracują oczywiście tylko po to, aby jej to ułatwić i żeby nikomu przypadkiem nie stała się żadna krzywda. Koniec filmu to migawki ze spotkania po piętnastu latach, kiedy to podczas imprezy u jednego z bohaterów zebrani tam esbecy cieszą się na wieść o wynikach wyborów z 4.VI.1989.

Tagi: , , ,

Gdzie oni są? Gdzie wszyscy nasi przyjaciele ele-ele-ele-ele?

styczeń 23, 2010 | Piana 4 Komentarze/y | Kategoria: Polityka, Świat

Badera bohaterem narodowym Ukrainy dekretem Juszczenki. Kim był Bandera, to chyba nie muszę przypominać. Tymczasem polskojęzyczni politycy nabrali wody w usta, bo co mogą mądrego powiedzieć? Chyba nikt im nie wysłał sms-a z mądrością etapu.

Czy na przełomie 2004/2005 III RP nie miała wywiadu? Czy nie płaciła grubej kasy na różnej maści instytuty? Halo! Czy oni coś wyprodukowali jakąkolwiek analizę na temat kto stoi za Juszczenką? I że nie są to kółka różańcowe i zapaleni numizmatycy. Ktoś Juszczenkę wprowadził na salony władzy i jedynie idiota nie wiedział, że cała tzw. „rewolucja pomarańczowa” to zwykła kłótnia w rodzinie, coś w stylu mini-zamachu stanu.

Załóżmy wersję optymistyczną, że to zauważono (wystarczyło poczytać trochę ichniejszych gazet) i odpowiedni raport dostarczony został. Co zrobili politycy? Rudy Donald nie przeczytał Traktatu Lizbońskiego przed podpisaniem. Dlaczego więc pozostali gracze mieliby cokolwiek czytać i jeszcze coś z tego zrozumieć? Woleli polecieć jak jeden mąż do Kijowa, stać na wiecach i grzać swoją sławę w blasku fleszy. Co teraz powiecie nędzni mężykowie stanu? „Zatkało kakao” jak mawiali bohaterowie „Kiepskich”. No, panowie Kwaśniewski, Wałęsa, L. Kaczyński, Komorowski! Dajcie głos! Czy usłyszę „hau, hau”? Nie wspominam o różnej maści „celebrytach”, co to wówczas zgłaszali swoje poparcie, bo kto na poważnie słucha mało śmiesznych klaunów?

To wszystko pokazuje miernotę intelektualną upadłych polskojęzycznych grup wzajemnej adoracji, zwanych „elitami”. Intryguje mnie jednak sposób działania polityków (będących członami owych „elit”) i jest jedna teoria. Nie napiszę tutaj nic nowego, bo ciężko jest ponownie odkryć proch. Tak tylko dla przypomnienia dwa słowa. Logiczne wytłumaczenia są następujące (odpowiedź prawidłowa może być jedna lub wszystkie):
- Politycy są krótkowzroczni, działają dla poklasku bez odrobiny strategii
- Politycy to zwykli idioci
- Politycy to agenci, działający na sygnały z zagranicy (lub wewnętrznych sił nacisku)

Jak wygląda prawda, nie wiem – jestem tylko skromnym gryziklawiaturkiem, gdzie mi tam do szczytów tzw. władzy. Mogę tylko usiąść z boku, otworzyć butelkę piwa, włączyć ulubioną muzykę i pomyśleć w duchu „Oby tak dalej panowie, prowadźcie Polską Socjalistyczną Republikę Europejską ku świetlanej przyszłości i światowej potędze. W końcu cel jest tuż za rogiem.”

Tagi: , ,

Ty złodzieju, ty wandalu

styczeń 22, 2010 | XiazeLuka 7 Komentarze/y | Kategoria: Polityka, Xiaze

Każdy, kto przebywał nad naszym modrym Bałtykiem, zapewne zaobserwował jegomościów przeczesujących plażę za pomocą wykrywaczy metalu. Czy także każdemu wpadło do głowy, iż przygląda się p r a w i e przestępcy?

Prawdziwym natomiast przestępcą jest każdy działkowiec lub właściciel piędzi ziemi, który podczas przekopywania chwastów wydobył szpadlem na światło dzienne stary karabin, pieniądz lub inną ruchomość będącą dziełem człowieka i faktu tego nie zgłosił gdzie trzeba. Zamiast tego wydobytego szmajsera, dukata lub inną ruchomość będącą dziełem człowieka umieścił nad kominkiem w domu jako prehistoryczne kuriozum, nie racząc poinformować nadzorców (czyli urzędasów) o swoim epokowym odkryciu.

Przykładem zatwardziałego kryminalisty i wandala jest z kolei każdy, kto hasa po lesie z wykrywaczem metalu w intencji znalezienia dowolnych militariów bez zezwolenia wojewódzkiego konserwatora zabytków. Tak stanowi art. 36 ustawy o ochronie zabytków (Dz. U. z 2003 r. nr 162 poz. 1568). A kto „narusza” ten faszystowski przepis podlega – a jakże – karze aresztu, ograniczenia wolności albo grzywny. No i oczywiście przepadkowi ulegają narzędzia i przedmioty (wykrywacz i łopata), którymi dokonano „wykroczenia”. Dlaczego? Ano dlatego, że wszystko, co znajduje się pod ziemią należy do skarbu państwa, nawet jeśli ten skarb o istnieniu zabytku nie miał urzędniczego pojęcia.

Dzięki entuzjastom militariów ocalono od zjedzenia przez rdzę setki pamiątek, w tym nawet tak spore obiekty jak działa szturmowe czy samoloty. Tysiące drobiazgów zasiliło muzea oraz – owszem, co tu ukrywać – prywatne kolekcje. Z punktu widzenia skarbu państwa mamy do czynienia z wykroczeniem. A z normalnego punktu widzenia?

Działkowiec, który po raz dziesiąty wygrzebie z gruntu przedmiot, który budzi podejrzenia, iż jest zabytkiem, najpewniej zamiast wstrzymać roboty i powiadomić konserwatora zabytków (co wiąże się ze stratą czasu i nerwów), po prostu ciśnie wykopalisko w krzaki. Rezultat zatem będzie identyczny, jak w przypadku nie wydobycia owej rzeczy – ulegnie zardzewieniu na śmierć. Podobny efekt daje kryminalizacja eksploracji dokonywanych przez miłośników broni: ilość ekshumowanych obiektów się zmniejszy. Czy o to chodzi w zagadnieniu o nazwie „ochrona zabytków”?

No tak, lecz co by było, gdyby tak każdy zabierał do domu wykopane zabytki? Odpowiedź: dobrze by było! Znalazca wyręczałby państwo w trudzie konserwacji i opieki wykopaliska wyrwanego nieubłaganej naturze. Miłośnicy militariów chuchaliby i pieścili swoje odkrycia i to na własny koszt. Znalezisk byłoby więcej. Owszem, niekoniecznie stawałyby się dobrem dostępnym dla ogółu, lecz, po pierwsze, ogół się średnio interesuje stg 44, a po drugie kolekcjonerzy nie żyją wiecznie, w końcu i tak część ich zasobów znajdzie się w muzeach. Nachalność i terror ze strony państwa jest więc przejawem niecierpliwego totalitaryzmu. Czyli działalnością zbędną i szkodliwą.

... free counters