Z dedykacją dla Lulusia: Alianckie zbrodnie wojenne
Na początek należy zmierzyć się z pytaniem narzucającym się wykształconej publiczności po lekturze tytułu: Dlaczego on o tym pisze? To hitlerowiec i projapoński militarysta czy co? Na to pytanie odpowiedzi nie ma, przynajmniej zgodnej z intencją pytającego. „On” o tym pisze, ponieważ „takie” kwestie w diariuszu zdarzeń po prostu istnieją. Jest to powód najzupełniej wystarczający jako uzasadnienie.
Jest faktem, że niemiecko-sowieccy agresorzy swoim postępowaniem sami wykluczyli się z zasięgu oddziaływania ogólnie pojmowanej etyki. Nie oznaczało to jednak, iż każde postępowanie ich wrogów automatycznie ulegało rozgrzeszeniu, szczególnie wtedy, kiedy było przejawem premedytacji. Chrystianizacja dokonywana ogniem i mieczem do dziś budzi wątpliwości, nie ma zatem żadnego powodu, który dawałby wieczysty glejt wszelkim działaniom aliantów z okresu II wojny światowej.
Większości wielkich operacji zbrojnych stanowi pożywkę dla najbardziej nawet niedorzecznych plotek. Wynika to zarówno z naturalnych ludzkich skłonności do wyolbrzymiania faktów lub koloryzowania rzeczywistości, w celu zaspokojenia głodu wiedzy, odwetu czy swojej ważności, jak i z rozmyślnej produkcji zmyśleń fabrykowanych i rozpowszechnianych następnie przez służby specjalne. Fałszowanie rzeczywistości jest także dziełem czynników rządowych, zawsze bardziej zainteresowanych usprawiedliwieniem swojej niekompetencji niż szacunkiem dla faktów. Wiele mitów nigdy nie umiera, pojawiają się zgodnie z powszechnym zapotrzebowaniem przy okazji następujących po sobie konfliktów zbrojnych, często bardzo oddalonych w czasie. Przykładem jest mit o wypijaniu przez żołnierzy spirytusu z preparatów biologicznych, który towarzyszył pochodowi Armii Czerwonej w latach 1944-45. W rzeczywistości te historyjki pojawiły się ponad wiek wcześniej i były wiązane z żołnierzami francuskimi podczas kampanii Napoleona przeciw Rosji w 1812 roku.
1.Czasami z pozoru niewinne plotki prowadzą do całkiem realnych tragicznych następstw. Mętne doniesienia o setkach niemieckich szpiegów składające się na mit niemieckiej V kolumny operującej na terenie Francji podczas walk majowych w 1940 r. wywołały stan histerii sankcjonujący doraźne samosądy. Lincze miały niejako poparcie najwyższych czynników – oto 21 maja premier Francji Paweł Reynaud oświadczył publicznie, iż mosty na Mozie zostały utracone na skutek zdrady, chociaż w rzeczywistości przyczyną była nieudolność wojskowych. Po tym wystąpieniu polowania na nieprzyjacielskich agentów przybrały na sile, a jednostki francuskie otrzymały zezwolenie na rozstrzeliwanie wszystkich obcych, którzy nie potrafili wytłumaczyć swojej obecności w danym rejonie. W jednym tylko incydencie w Abbeville zabito co najmniej 22 osoby, a ogólna suma ofiar szybko rosła, choć można wątpić, czy wśród zamordowanych znalazł się choć jeden prawdziwy nazistowski szpieg. Całkowita liczba egzekucji domniemanych szpiegów sięgnęła prawdopodobnie kilku tysięcy.
Biorąc pod uwagę fakt, iż kampania na zachodzie trwała niewiele dłużej niż miesiąc, krwiożerczość Francuzów i brytyjskiej żandarmerii słusznie może budzić przerażenie. Ani wtedy, ani po wojnie, nikt nie został pociągnięty do odpowiedzialności za te zbrodnie.
2.Wszyscy, którzy oglądali film pt. „Ślicznotka z Memphis” pamiętają wzruszającą decyzję dowodzącego nalotem: „Zasłona dymna – nic nie widać! Musimy zrobić powtórny nalot nad cel. Nie możemy bombardować na ślepo, ponieważ obok naszego celu znajduje się szkoła”. Troska o niemieckie dzieci chwyta za serce jedynie naiwnych. Inni, którzy rozumieją sens sformułowań „nalot dywanowy”, „nocny nalot tysiąca bombowców” czy „bombardowania strategiczne” w tym miejscu zapewne śmieli się do rozpuku z tupetu choliłódzkich scenażystów. Stan faktyczny był odrobinę odmienny, celowano nie w fabrykę X, lecz całe miasto z premedytowaną intencją dokonania jak największych zniszczeń. Straszliwe burze ogniowe zabijały nawet w schronach.
Faktem jest, że niemieckie bombowce atakowały w 1940 r. angielskie miasta. Faktem jest, że pierwsze angielskie naloty na niemieckie miasta można usprawiedliwić (naciągając jednak kalendarium i logikę zdarzeń) dozwolonymi przez międzynarodowe prawo wojenne retorsjami. Jednak po 1942 r. naloty na Anglię praktycznie ustały, natomiast angielskie napady na niemieckie miasta się nasilały. Kulminacją tej terrorystycznej kampanii był nalot na Drezno, otwarte miasto bez żadnego znaczenia wojskowego oraz pozbawione obrony przeciwlotniczej, zapełnione koczującymi na ulicach i w parkach tysiącami uchodźców ze wschodu. W roku 1945 niszczenie miasta bez znaczenia strategicznego było pozbawione uzasadnienia wojskowego.
Plan nalotu na Drezno był skonstruowany tak, aby zadać maksymalnie wysokie straty służbom ratowniczym, a tym samym – czego już wprost nie definiowano – utrudni ratowani rannych. Z tego też powodu przewidziano kilkugodzinną pauzę pomiędzy pierwszym a drugim nalotem. Zastosowano taktykę powodującą najwięcej zniszczeń: wstępnie bomby burzące, potem zapalające. W wyniku takiego bombardowania powstała burza ogniowa, której blask sięgał na odległość 320 km. Pożar szalał na obszarze 20 km kwadratowych, była to największa burza ogniowa w historii nalotów na niemieckie miasta. Terrorystyczny napad na miasto, będący elementem chybionej kampanii osłabiania niemieckiego morale, pochłonął życie tysięcy ludzi. Ustalenie prawdziwej liczby nie jest możliwe, z racji przebywania w mieście podczas nalotu tysięcy niezarejestrowanych uchodźców. Przyjmuje się na ogół 13-14 lutego 1945 r., że zginęło od 35 000 do 150 000 niewinnych cywilów, w większości kobiet i dzieci. Część strat jest dziełem eskortujących bombowce myśliwców P-51 Mustang, które zaatakowały z broni pokładowej ulice wypełnione ludźmi ocalałymi z bombardowania.
3.A propos myśliwców. Wyczyny amerykańskich kowbojów w Dreznie nie były jednorazowym wyskokiem. Atakowanie z broni pokładowej pojedynczych ludzi na polach, drogach czy w miejskich parkach były przypadkami, które pojawiały się niepokojąco często. Agresywne zachowania dotyczyły niemal wyłącznie Amerykanów latających w długodystansowych myśliwcach eskortujących wyprawy bombowe w głąb Niemiec, stąd istnieje wytłumaczenie tych ekscesów: lotnicy nadużywali środków pobudzających w rodzaju benzedryny (czyli amfetaminy). W wyniku nadużywania amfetaminy mogą pojawić się skłonności do przemocy, osoby pod wpływem takiego specyfiku są wyjątkowo agresywne i brutalne. Europę wyzwalali zatem narkomani…
4.28 marca 1945 r. wyruszył z Singapuru japoński statek pasażersko-towarowy Awa Maru (11 249 BRT, kpt. Hamada Matsutaro), pływający w barwach Czerwonego Krzyża. Na podstawie umowy z rządem USA miał zagwarantowane bezpieczeństwo podczas rejsów na akwenach objętych działaniami wojennymi. Awa Maru na burtach i kominie nosił wyraźne oznaczenia Czerwonego Krzyża oraz był odpowiednio oświetlony. Statek udawał się do Japonii; na pokładzie znajdowało się ponad 2000 japońskich urzędników, dyplomatów, inżynierów i osób cywilnych (w tym kobiet i dzieci). Amerykanie byli poinformowani o rejsie Awa Maru, Admiralicja wydała okrętom podwodnym wyraźny rozkaz nieatakowania statku.
1 kwietnia ok. godz. 23 radar amerykańskiego okrętu podwodnego USS Queenfish (kmdr Charles E. Loughlin) wykrył niezidentyfikowaną jednostkę, którą uznano za niszczyciel – załadowany ponad normę Awa Maru rzekomo dawał małe odbicie na ekranie radaru. Tłumaczenie dziwne i niekompletne – statek szedł bez eskorty, płynął powoli (szybkość maksymalna statku szpitalnego wynosiła zaledwie 17 węzłów, podróżna była mniejsza; prędkość maksymalna Queenfisha to 20 węzłów), zatem amerykański U-boot miał czas, miejsce i okazję, aby się swej ofierze dokładnie przyjrzeć. Trudno także bez zastrzeżeń przyjąć wersję o małym odbiciu radarowym; owszem, na morzu z radarami działy się często cuda, niemniej dowódca Queenfisha powinien się dlatego właśnie dodatkowo upewnić do kogo ma zamiar otworzyć ogień. Kmdr Loughlin miał inne priorytety – odpalił salwę 4 torped, z których wszystkie okazały się celne. Awa Maru szybko zatonął, okręt podwodny wyłowił tylko jednego rozbitka, reszta załogi i pasażerów zginęła.
Sprawca zbrodni został, co prawda, postawiony pod sądem wojennym, lecz dzięki naciskom Admiralicji i paru innych VIPów włos mu z głowy nie spadł (istnieją niczym nie potwierdzone plotki, że Awa Maru został zatopiony na rozkaz wyższego dowództwa, ponieważ przewoził coś cennego, coś, co nie powinno dotrzeć do Japonii). Ponoć kmdr Loughlin był zszokowany wytoczeniem mu sprawy, w co można łatwo i bez trudu uwierzyć – amerykańscy podwodnicy zatopili co najmniej kilkanaście dużych japońskich transportowców przewożących jeńców wojennych i nigdy nikomu nie przyszło do głowy, aby robić im wymówki. A w przypadku Awa Maru nie chodziło o towarzyszy broni, lecz jakichś tam żółtków…
5. 29 kwietnia 1945 r. amerykańskie oddziały wkroczyły do obozu koncentracyjnego Dachau. To, co tam zastali, tak kowbojami wstrząsnęło, że zareagowali po swojemu – wziętych do niewoli 520 strażników bez gadania rozstrzelano. Złamano tym samym postanowienia konwencji haskiej z 1907 w zakresie traktowania wziętych do niewoli żołnierzy przeciwnika. W przypadku masakry w Dachau jest jeszcze jeden aspekt: stała załoga obozu złożona z esesmanów uciekła kilka dni wcześniej, obóz przejął przypadkowy oddział Wehrmachtu pod dowództwem porucznika…
6.Ten przypadek jest kontrowersyjny i niekoniecznie musi być uznany za zbrodnię wojenną. Jak to się mówi: „istniały inne możliwości”. Te „inne możliwości” polegały generalnie na zademonstrowaniu swojej potencji na celu niezamieszkałym lub odpowiednio wcześniejszym ostrzeżeniu o zamiarze dokonania niszczącego ataku. Istniały wszakże względy polityczne, które ostatecznie wykluczyły te „inne możliwości”. W efekcie dwie bomby zniszczyły w ciągu 3 dni dwa japońskie miasta zabijając natychmiast ok. 120 000 ludzi.
7.Ostatnia ze zbrodni nie jest już co prawda wojenna, niemniej działań zbrojnych ściśle dotyczy i dlatego i o niej należy wspomnieć. Według danych statystycznych ujawnionych w 1989 roku, między kwietniem 1945 a 1948 r. nie mniej niż 750 000 wziętych do niewoli niemieckich żołnierzy zmarło z wycieńczenia i na skutek chorób w wyniku pobytu w rozmyślnie niewłaściwie przystosowanych do tego celu francuskich i amerykańskich obozach jenieckich. Jak pisze angielski historyk Jakub Hayward …masowe zabijanie nieuzbrojonych nieprzyjacielskich jeńców […] stanowi bolesną lekcję, o której mało kto pamięta, nie mówiąc już o wyciągnięciu z niej wniosków.
styczeń 25, 2010 o 10:05
Ty faszysto
styczeń 25, 2010 o 10:48
jest jeszcze jedna zbrodnia wojenna wybuch powstania warszawskiego. źli polacy zaatakowali dobrych niemców pszestrzegających konwencji haskiej z 1907
styczeń 25, 2010 o 11:14
a o wypedzeniach ani slowa? Erika ma sporo dowodów na okrutne potraktowanie Niemcow pzrez Polakow
styczeń 25, 2010 o 11:23
Geralt,
Dziękuję.
7,
“Artykuł 1
Ustawy, prawa i obowiązki wojenne stosują się nie tylko do armii, lecz również do pospolitego ruszenia i oddziałów ochotniczych, o ile odpowiadają one warunkom następującym:
1)jeżeli mają na czele osobę odpowiedzialną za swych podwładnych;
2)noszą stałą i dającą się rozpoznać z daleka odznakę wyróżniającą;
3)jawnie noszą broń;
4)przestrzegają w swych działaniach praw i zwyczajów wojennych.
W tych krajach, gdzie pospolite ruszenie lub oddziały ochotnicze stanowią armię lub wchodzą w jej skład, nazwa armii rozciąga się na nie.”
Bi,
Słusznie, cały czas miałem wrażenie, że coś mi umyka niczym termometr w tyłku policjanta.
styczeń 25, 2010 o 11:26
Dzien dobry. Wlasnie wstalam i widze, ze sobie mna mordy wycieraja. Luka, idi ty na chuj.
styczeń 25, 2010 o 11:28
Luluś,
Trudno Ci dogodzić. Jesteś kobietą?
styczeń 25, 2010 o 11:33
Jestem przed sniadaniem.
styczeń 25, 2010 o 11:33
tchniesz pesymizmem, drogi x.
styczeń 25, 2010 o 11:43
Obcy,
Podejrzenie, że Luluś jest laską, było optymistyczne.
styczeń 25, 2010 o 12:04
Śmieszne jest to że sami Alianci cały czas gadali o walce w imię wolności, demokracji itp. Karta Atlantycka, po wojnie tony papieru z zapisanymi prawami człowieka,a sami co?
A potem ludzie dziwią się jak Niemcy czy Japończycy mogli walczyć do końca za straconą sprawę. Widać to była też walka o życie.
styczeń 25, 2010 o 12:05
Luka jakbyś nie wiedziała prawo jest po stronie zwycięzców. W meczu niemcy vs Świat gdzie nie było wygranych wciaż kibicujesz szkopom. Ja rozumiem fascynację bawarskimi działami gąsienicowymi, ale przyznaj w końcu że jesteś miotasz się między miłością do stalina i hitlera.
styczeń 25, 2010 o 12:10
7,
Przestań pierdolić jak byle szczylek z Łonetu.
styczeń 25, 2010 o 12:13
jak oni pierdolą? jaki jest paragraf na rozpętanie wojny? 1 września
styczeń 25, 2010 o 12:14
A gdzie krwawa niedziela w Brombergu?
styczeń 25, 2010 o 12:27
7,
Oni pierdolą dokładnie tak samo jak Ty – kiedy zobaczą zwrot “owczarek niemiecki” wrzeszczą “holokaust”.
styczeń 25, 2010 o 12:28
QFMC,
Na pewno nie w notce pt. “Alianckie zbrodnie wojenne”.
styczeń 25, 2010 o 12:29
Odnośnie bomb A:
pomysł ze zrzuceniem bomby gdzieś w lesie i stwierdzeniem “A następną pieprzniemy w Kioto”, wybacz Xiążę, jest beznadziejny.
Doskonale wiesz, że Amerykanie nie mieli wtedy tylu bomb ile mają dziś. Wyprodukowanie każdej było gigantycznym wysiłkiem a zasoby posiadanego wtedy przez nich plutonu/uranu wystarczały właśnie na kilka bomb – jeśli mnie pamięć nie myli latem 1945 Amerykanie mieli w sumie 3 (!) bomby z czego 2 zrzucili. Czy mając 3 bomby miotałbyś nimi po lesie?
Pytania naprowadzające:
Jak zareagował rząd Cesarstwa na pierwszą bombę? Ile czasu dostał zanim spadła druga bomba? Czy bombardzowania lasów byłyby bardziej przekonujące?
PS. W sprawie Dachau – są różne relacje co do liczby rozwalonych szkopów. Podałeś akurat tę najwyższą. O “zmianie warty” z SS na Wehrmacht tuż przed wyzwoleniem obozu nie słyszałem (co nie znaczy, że nie miała miejsca), ilekroć czytałem jakieś wzmianki o tym zawsze była mowa o Waffen SS.
styczeń 25, 2010 o 12:34
“Podałeś akurat tę najwyższą”
i po tym poznajemy hitlerofila
styczeń 25, 2010 o 12:42
“A gdzie krwawa niedziela w Brombergu?
a, to zamiast Luki moze Goebbelsa poczytac
styczeń 25, 2010 o 12:55
7em,
> a rozumiem fascynację bawarskimi działami gąsienicowymi,
> ale przyznaj w końcu że jesteś miotasz się między
> miłością do stalina i hitlera.
Mówi się, że zło potrafi fascynować. Jeśli o mnie chodzi to zło sowieckie nie ma w sobie niczego fascynującego. Jest po prostu odrażające i prymitynwe a każdy jego pachołek jest żałosny. Natomiast całkowicie uczciwie przyznam, że zło nazistowskie budzi we mnie trochę inne uczcia – nie żebym ronił łzy nad biednymi mieszkańcami Drezna czy Breslau (tu mi szkoda wyłącznie zniszczonej zabudowy), jeśli o mnie chodzi to mogłoby ich zginąć i 10 razy tyle. Natomiast jest coś fascynującego w tym beznadziejnie głupim i nierealnym pomyśle by podbić cały świat (no, trzecią jego część) niedysponując do tego żadnymi sensownymi środkami (w tym ludzkimi – w końcu ilu było tych Niemców).
styczeń 25, 2010 o 12:59
między “fascynuje” a “jestem zakochana Luka” jest jeden odcień różnicy. Ja chcę tylko żeby luka uczciwie przyznała, że ma motylki w brzuszku jak widzi niemiecki mundur.
styczeń 25, 2010 o 13:03
Galba,
Demonstracji siły mozna było dokonać po uprzednim ostrzeżeniu. Tyle, że nikogo to nie obchodziło, miało być efektownie i strasznie, chodziło o załamanie morale Hirohito i popisanie się przed Sowietami. Amerykanie dysponowali środkami pozwalającymi mordować cywilów środkami konwencjonalnymi równie efektywnie jak bombą A (w jednym tylko nalocie B-29 na Tokio zgineło 120 000 żółtków). Powód był taki, jak piszesz – na podorędziu były tylko dwie bombonierki.
Biorąc to wszystko pod uwagę napisałem, że to kwestia “kontrowersyjna”, tym bardziej, że bomba A spełniła pokładane w niej nadziej: cesarz się załamał i rozkazał zakończyć wojnę.
Ok. 300 Niemców rozstrzelali jankesi, reszta miała paść ofiarą linczu dokonanego przez więźniów. Informacje o ponad 500 ofiarach pochodzą ze źródeł znacznie lepiej uzasadnionych źródłowo iz te o 100.
styczeń 25, 2010 o 13:18
7,
Wy, towarzyszu, jesteście jak Tatar – kiedy zobaczycie kobietę pragniecie ją zgwałcić. Oboczności w rodzaju “fajna, ale krzywe nogi” lub “o, cholera, przypomniało mi się, że muszę kupić wino” Waszej pierwotnej natury nie dotyczą.
styczeń 25, 2010 o 13:29
a ty jesteś jak Klopsik albo makaron z białym serem i w dodatku udajecie Obiektywnego proroka.
styczeń 25, 2010 o 13:31
A co ja mogę prorokować wstecznie, nieszczęsny karczku wieprzowy?
styczeń 25, 2010 o 13:32
Ananiasz, powinienes wiedziec, ze takie drobne niedociagniecia Natury jak lekko krzywe nogi czy np. minimalny zez, sa kurewsko mocnym afrodyzjakiem.
styczeń 25, 2010 o 13:36
hitlerówa!
styczeń 25, 2010 o 13:56
Luluś,
Nie mnie to masz tłumaczyć, lecz temu dzikusowi 7.
styczeń 25, 2010 o 14:04
“Jest faktem, że niemiecko-sowieccy agresorzy swoim postępowaniem sami wykluczyli się z zasięgu oddziaływania ogólnie pojmowanej etyki.”
Więc o co chodzi?
styczeń 25, 2010 o 14:04
Kosiarz,
Chodzi o to, co jest w następnym zdaniu.
styczeń 25, 2010 o 14:45
Rozumiem, tylko się pytam, po co gadać, że u was murzynów biją. “Znaj proporcją, mocium panie” jak to rzecze Fredro. Alianci nie mieli struktur państwowych odpowiedzialnych za sianie terroru i masowe egzekucje zmierzające do likwidacji całych narodów. Jeden aliant miał – Papcio Józio, taka mała dygresja, albo kolejny temat dla Ciebie, jak alianci współpracowali ze zbrodniarzem – to nie ironia, serio mówię.
A że była wojna, a wojna to syf totalny, więc w dupę dostawali zazwyczaj niewinni cywile. Wojny rycerskie skończyły się z rycerstwem. Później to już masowa rzeźnia z coraz większą liczbą zabitych cywili.
Nie rozumiem tylko kwintesencji, jeśli to były zbrodnie wojenne aliantów, to jak nazwiemy to co robili Niemcy i Rosjanie?
A żeby nie było że tylko nosem kręcę, to powinieneś dodać też wydawanie ludzi przez amerykańców i brytyjczyków NKWD.
styczeń 25, 2010 o 15:02
Wszyscy ludzie na kuli ziemskiej powinni dziękować Amerykanom za pierdolnięcie tymi bombami atomowymi w żółtków. To ma konsekwencje historyczne nie do przecenienia. Kapitulację Japonii sobie można włożyć… ten incydent zapewnił, że broń nie została już później i prawdopodobnie nigdy już więcej nie zostanie użyta.
Każdy wie czym to się skończy, a bomby atomowe są teraz 10-100 razy mocniejsze od tamtej popierdułki z Hiroszimy.
styczeń 25, 2010 o 16:13
Każdy w czasie tej wojny zebrał to, co zasiał wcześniej. Nie ma co się rozpłakiwać nad “biednymi” mieszkańcami Drezna czy Hiroshimy, bo widocznie sami sobie na to zasłużyli – chociażby pijąc sobie szampana, gdy Polacy bronili Warszawy w ‘39.
Z tego co widać naloty dywanowe i ładunki nuklerne świetnie łamią kręgosłupy w dumnych narodach. Taki rodzaj małej pobudki z letargu dominacji jednego narodu nad drugim. Spada morale, poparcie dla działań wojennych, zaczynają się wątpliwości co do słuszności swojej sprawy – i bardzo dobrze, że tak się stało. Może poza tym, że ten 3 ładunek, o któym pisze Galba, powinien spaść swego czasu na Moskwę.
styczeń 25, 2010 o 19:28
Kosiarz,
Jeszcze raz uprzejmie proszę przeczytać tytuł notki. Słowo “alianckie” powinno powiedzieć wszystko – nie pisąłem o Niemcach.
Co do zdrady polegającej na wydawaniu Sowietom ludzi na pewną śmierć – masz oczywiście rację. Jutro dopiszę ten punkt.
tabularasa,
Rozumiem, że zabite w Dreźnie 2-miesięczne niemowlę otrzymało to, na co sobie załużyło. Bardzo ładnie, zapewne popierasz także działalność Przedsiębiorstwa Holokaust i jego żądania finansowego zadośćuczynienia – Polaczki mają bulić za to, o co się sami prosili dokonując zbrodni w Jedwabne. Taka jest meta wyścigu o nazwie “Odpowiedzialność zbiorowa”. A propos odpowiedzialności zbiorowej – Adolf nigdy nie otrzymał w wyborach powszechnych więcej niż 44% głosów. Zabijanie bombami wszystkich Niemców oznaczało zabijanie także przeciwników Adolfa, a to oznaczało podniesienie przekreślenie tradycyjnej etyki i zastąpienie jej odpowiedzialnością plemienną. Efektem tej podmiany jest dzisiejsze ględzenie o dyskryminacji pedałów, chociażby.
styczeń 25, 2010 o 20:14
2-miesięczne niemowlę otrzymało to, na co sobie załużyło
kto wie, moze to nastepny hitler mial by byc.
Luka, z przykroscia stwierdzam, ze Goebbels moglby od ciebie sie uczyc.
styczeń 25, 2010 o 21:03
Formalnie wszystko sie u Ananiasza zgadza. Na sali sadowej obroncy rowniez wszystko sie zgadza. I co z tego? Co to ma wspolnego z prawda? Gowno ma wspolnego.
Piszecie Ananiasz nieszczerze i o to sie wszystko rozbija. Piszecie najwyzszoczasowym grypsem, ktory spojny jest, ale wyrasta z gleby jalowej.
Gardlujecie na Zachod jakby Gomulka wciaz organizowal bale sylwestrowe w Palacu Stalina (to ten z glejtem urzedniczym o zabytkowosci swej), gardlujecie nt. swiat panstwowych, ktore dobre, ktore zle. Wrocmy wiec Wpiszem do 15 sierpnia. Czy tam jest wpis Ananiasza chwalacy moja Ojczyzne? Nie ma kurwa. Wiec nie pierdol.
styczeń 25, 2010 o 21:35
Dochodzi do tego, że Polacy nie były ali anty.
styczeń 25, 2010 o 21:55
Xiaze dobrze pisza z ta jednak uwaga ze nie zalicza do Aliantow wujaszka Joego.
Nie rozumiem czemu niektorzy tak kochaja zachodnich aliantow a nie lubią 3 Rzeszy. Przeciez wg zasady wrog mojego wroga jest moim przyjacielem to 3 Rzesza była naszym przyjacielem a wg zasady przyjaciel mego wroga jest moim wrogiem to usa i uk był wrogami.
Co do rozpetania 2WS to jest to ewidentnie dzieło Stalina. Wiekszosc Niemców to takie same ofiary jak większość Polaków.
styczeń 25, 2010 o 22:39
Ta liste mozna by ciagnac bez konca: masowe gwalty radzieckich, lamanie konwencji ws jencow niemieckich przez wszystkich glownych aliantow, planowe glodzenie calego narodu w pierwszych latach po wojnie…. Tyle ze my II wojne znamy z Czterech Pancernych a nasi koledzy troche na zachod ze Zlota Dla Zuchwalych czy innch Slicznotek z Memfis.
styczeń 25, 2010 o 23:38
> Rozumiem, że zabite w Dreźnie 2-miesięczne niemowlę otrzymało to, na co sobie załużyło.
Hehe, Luka chyba za długo przebywałeś z tymi od “zbrodni gen. Pinocheta”.
styczeń 26, 2010 o 03:31
X: “Rozumiem, że zabite w Dreźnie 2-miesięczne niemowlę otrzymało to, na co sobie załużyło.”
A Niemcy zwracali uwagę na alianckie niemowlaki?
MK: “Wiekszosc Niemców to takie same ofiary jak większość Polaków.”
No tak… na biedne Niemcy napadli przecież wstrętni prawicowi naziści – tego uczą dziś w europejskich szkołach…
styczeń 26, 2010 o 06:11
zioniecie komunistyczna agitka, a tymczasem luka ma racje.
nawet przyjmujac, ze wasze zaszczepione rudym i psem mozgi dopuszczaja legalnosc zbrodni jako zemsty za krzywdy poniesione od hitlerowcow, to zastanowcie sie, mordy wy moje, kto zbombardowal nowy jork?
styczeń 26, 2010 o 06:21
tezy Lukowskiej są skażone błędem u podstaw. wybudował je na infantylnym poglądzie czterolatki opisującym wojnę jako partię szachów gdzie są jakieś reguły.
wystarczy te majaczenia sprowadzić do mikroskali by jej mały rozumek był w stanie to objąć.
tak więc mamy bójkę w barze. czy ten kto w ryja oberwał szuka w googlu konwencji haskiej i czeka na patrol policji [może ONZ?] następnie u barmana parafują wypowiedzenie wojny i ten ze stłuczonym ryjem wymierza cios FAIR PLAY napastnikowi?
wyciągnijcie smoczki z gąb Gamonie i obudźcie się.
styczeń 26, 2010 o 07:50
nie oceniam ocen. oceniam fakt – podobnie jak XL. zbrodnia wojenna jest zbrodnia wojenna. relatywizowanie “nam wolno, a im nie” jest zbedne.
moralna ocena zbrodni wojennej – to watek na osobny watek.
p.s. strzelanie z aeroplanu do rolnikow tu nie pasuje.
styczeń 26, 2010 o 08:28
/nie oceniam ocen. oceniam fakt/
otóż to. wybór faktów nigdy nie jest obiektywny. to jest taka fikcja dla fanów 4pancernych. wybór faktów poprzedzony jest zawsze emocjami i moralną oceną.
dla czego luka wybrała najwyższą liczbę szkopów ubitych w dachał? luka myśli że jest źródłowa? to czemu luka nie podała zakresu od 50 do 500?
styczeń 26, 2010 o 10:03
Towarzysze komuniści (imiennie: Siem’, Barbara Wasilewska, Luluś, tabularasa), wymiotuję na Was gęsto a serdecznie.
Na Barbarę Wasilewską wymiotuję za znalezienie wspaniałego argumentu dla aborcjonistów:
“kto wie, moze to nastepny hitler mial by byc.”
Na Lulusia wymiotuję za ględzenie o “prawdzie”, polegające na wkopywaniu drzewka zielonym w dół. Wg tow. Lulusia “prawda” polega na pisaniu na marginesie wypracowania o paziu królowej dopisków w stylu “Kocham Polskie/Nienawidzem Chitlera sukinkota”. To nie jest “prawda”, to jest nazistowski fanatyzm.
Na tow. tabulę wymiotuję defensywnie: przypadkiem potrącę w ramię takiego towarzysza na ulicy, a ten mnie w rewanżu zastrzeli. Osobników pozbawionych ludzkich uczuć należy omijać szerokim łukiem, są niebezpieczni.
Na tow. Siem’ rzygam ogólnie, ponieważ ów kryptokomuch postanowił przestać udawać. Przy okazji chciałbym zauważyc, że skoro zdaniem tow. Siem’ podczas wojny nie istnieją reguły, to nie może być także mowy o zbrodniach wojennych. Z powodu braku reguł właśnie. Dlatego tow. Siem’ i jego fraucymer nie powinni czepiać się o Palmiry i Katyń – skoro nie m reguł, nie ma też zbrodni. Palmiry i Katyń to po prostu wojna, każdej ze stron wolno wszystko. W tym kontekście nie jesteśmy ani lepsi ani gorsi od Niemców i Sowietów, nie mamy po swojej stronie etyki. Nie wzrusza Was śmierć szkopskiego niemowlaka, więc nie powinna także wzruszać śmierć polskiego niemowlaka – na wojnie jak na wojnie, po obu stronach są ofiary. Nicziewo.
styczeń 26, 2010 o 10:12
ja tez jestem wybiorczy (kazdy jest). dla mnie ani pijany amfetamina pilot ani pijany rozpaczom wyzwoliciel dachala nie wpisuje sie w ten sam schemat jak facet popijajacy herbatke i cmiacy malboro w slonecznej arizonie, planujacy wypalenie zywcem calego miasta. jedna czy setka tysiecy bomb – bez znaczenia.
ja tego czleka nie oceniam jednoznacznie. interesujace byloby wysluchanie go, co wowczas myslal. czy go targalo, czy splynelo jak po teflonie? czy byl watpliwosci natlok czy pustka i echo? jak kalkulowalie? jak sprzedal swoj pomysl naczalstwu?
goscie z enola pedal do zawsze byli zadowoleni z dobrze wykonanej misji. leo szilard po zrzutce jego wynalazku, sie do nauki zrazil.
styczeń 26, 2010 o 11:04
Chodzi tu chyba o to, czym różni się cywilizacja i barbarzyństwo. Alianci ( anglosasi) powinni dbać o zasady i prawo w imię których walczyli, inaczej czym różniliby się od swoich wrogów.
styczeń 26, 2010 o 11:07
“powinni czepiać się o Palmiry i Katyń” Luka…
i nie czepiam się. na wojnie trzeba zabić adekwatną liczbę dowolnych kacapów i tyle. po kłopocie.
styczeń 26, 2010 o 11:23
Ach,Lukowski i poniekad Nostromo [bo o FAKTACH mowa] czyz faktem jest, ze moj argument [o dziecku byc moze nowym hitlerem] faktem jest? nie rozmawiamy o ocenach moralnych a o faktach, prawda? Hitler kiedys slodkim niemowlakiem byl.
Zeby wytykac sobie wzajemne wady musi byc mniej wiecej po rowno. Mozna wytykac sobie zbrodnie wojenne z ukraincami, rosjanami nawet, ale z Niemcami nie mozna, poniewaz ich zbrodnie pzrewyzszaja kazde inne aliantow.
styczeń 26, 2010 o 11:35
> Nie wzrusza Was śmierć szkopskiego niemowlaka
A biedny czilijski niemowlak? No i te gwałcone przez psy junty pinoczetowskiej, kobiety?
styczeń 26, 2010 o 11:38
“Zeby wytykac sobie wzajemne wady musi byc mniej wiecej po rowno.”
otoz nie. czego przykladem byloby jedwabne, gdyby bylo jedwabne prawda a nie fikcja. i gdyby nie do propagandy uzywane bylo a wylacznie jako rozpoznanie faktu historycznego. tu nie chodzi o filtry moralne a o istote sama.
jesli chodzi o oceny, to racje ma XL, twierdzac, ze ktos powinien byc prawy.
styczeń 26, 2010 o 11:44
Obcy,
Co sobie mysleli piloci:
http://www.rp.pl/artykul/61991,266286_Drezno__to_nie_byl_bohaterski_lot.html
Tylko nie daj się nabrać na to, co p. Blicharski mówi o amfetaminie.
styczeń 26, 2010 o 11:45
Nostromo – o jaka istote ci chodzi? ze zbombardowali drezno?
styczeń 26, 2010 o 11:46
sz0ku, ja to bym wiekszosc narodow z dymem puscil, bo i drzyngis han, musolini i sztyrlic, nie wspominajac o dzierzynskiem czy moszu dajanie sie moze ponownie narodzic. wedlug chlopaki nie placza, wartaloby rozstrzelac wszystkie kaczki, bo to byc moze czyjs wujek zreinkarnowany byc.
no, ale tyle o mnie.
porozmawiamy o zbrodniach wojennych krasnoarmiejcow?
styczeń 26, 2010 o 11:47
sz0k,
A po co im psy? Sami nie mogli, impotenci?
styczeń 26, 2010 o 11:48
basia – o eufemizmy mi chodzi. zbrodnia to zbrodnia a nie “zatrzymanie lotu” na przyklad.
styczeń 26, 2010 o 11:52
Nostomo, nie zalamuj mnie. Ten belkot Luki przypomina mi “wspieranie lewej nogi”.
Luka, slodki faryzeuszu. Chcialem spytac cie o pewna sprawe. Otoz w wymiarze jednostkowym jestes zdania, ze napastnik ponosi wszelkie konsekwencje napadu. Chyba nie bedziesz zaprzeczal, spieralismy sie kiedys nawet o to. Nie ma w sytuacji napadu czegos takiego jak przekroczenie obrony koniecznej, ofiara napadu moze odpowiedziec dowolnymi srodkami i to napastnik ponosi wszelkie konsekwencje swojego czynu. Jesli ofiara wpakuje w niego caly magazynek glocka to nie powinno byc dyskusji, ze wystarczylaby tylko kula w kolano.
Skoro tak, dlaczego w wymiarze ogolnym stosujesz inna zasade? Dlaczego pierdzisz o jakichs konwencjach, zawsze w kontekscie zachowania aliantow zachodnich?
Odpowiedm ci: dlatego, ze jestes nieszczery. I nawet tona twoich wywodow tego nie zmieni.
styczeń 26, 2010 o 12:01
lou, ja sie przyzwyczailem zbierac ciegi za niezrozumienie. ja wiem, ze w NY sa bezdomni, ktorym przydalyby sie spiwory. jednoczesnie gotow jestem powiesic urbana za jego nieobrzezana gliste, ktora jako przyneta nadaje sie… itp.
styczeń 26, 2010 o 12:07
Luluś,
Jeśli mnie napadniesz, to Cię zastrzelę, zasztyletuję, zamrożę, otruję, anihiluję, rozerwę na sztuki i przepuszczę przez maszynkę do mięsa. Jeśli będziesz jeszcze dychał, to odeślę Cię na plan “Piły 7″.
Masz jednak moje słowo, że nie zrobię krzywdy Twojej Pani i Twojemu bachorowi.
styczeń 26, 2010 o 12:13
Niemieckie baby pracowaly w manufakturach zbrojeniowych.
styczeń 26, 2010 o 12:15
Nostromo, skarbie. czy uwazasz, ze mamy przepraszac za drezno?
styczeń 26, 2010 o 12:15
Loulou jak stosujesz porównanie wymiaru jednostki do ogółu to stosuj je proporcjonalnie. W przypadku jednostki “przekroczenie obrony koniecznej”, że użyję tego zwrotu, polegałoby na wybiciu do nogi całej rodziny tego napastnika.
Myślę, że o to chodzi Luce. Ja niestety nie znam sprawy Drezna dokładnie i w szczegółach. Ot tyle w zasadzie co tam Luka kiedyś napisał. Jeśli był to bezsensowny, zaplanowany, zmasowany atak na obiekty cywilne, bez żadnego znaczenia wosjkowego, czy strategicznego to jest to oczywiście zbrodnia wojenna. To jest po prostu ten fakt, o którym mówimy. Nie wiem czy to była forma złamania morale, czy stało za tym coś głębszego i dalej idącego (patrz: Hiroszima). Natomiast faktem jest również, że istnieje złota zasada: “Zwycięzców się nie sądzi”.
Są Ci którzy wywołali wojnę i przyjęli na siebie konsekwencje tego czynu i są ci, którzy ich rozjebali.
W przypadku Szkopów nie dość, że wywołali i to 2 razy pod rząd w tak krótkim czasie to jeszcze wyjątkowo w skali światowej narozrabiali. Z punktu widzenia przegranych (podwójnych) powinni więc cichutko, ze spuszczoną głową stać w kąciku i pochlipywać, jednocześnie zanosząc pochwalne modły, że nie zostali burned to the ground i posypani solą (co więcej zostali odbudowani i znowu są potęgą!).
Nie zmienia to faktu, że historyk ma prawo na zimno oceniać pewne fakty. Chociaż ja w to “na zimno” i “subiektywnie” to i tak nie wierzę. Taki zwierz nie istnieje. Ale starać się można ;)
styczeń 26, 2010 o 12:19
Forma zlamania morale – to srodek strategiczny.
Alianci nie wybilli wszystkich szkopow i austriakow (calej rodziny napastnika). O co chodzi?
styczeń 26, 2010 o 12:20
“spuszczoną głową stać w kąciku i pochlipywać”
i tak robią jednak mają swoje yorki w rodzaju Panny Luki które mniej lub bardziej zjadliwie poszczekują adwokatując im.
jakby nie mogły się wstawić w ich sprawie własnej. ojczyzna i te sprawy.
styczeń 26, 2010 o 12:21
Szoku, a czy nie uwazasz, ze historyk powinien zaczac od badania dokumentow dlaczemu drezno?
styczeń 26, 2010 o 12:32
@Lou
Ale można łamać morale i łamać morale. Mogli np. też obedrzeć wszystkich ze skóry, pourywać łby i wbić na lufy swoich czołgów. Kiedyś tak robiono… Cywilizowanym ludziom (nawet w niecywiliozwanych warunkach jakimi jest wojna) jednak pewnych rzeczy… nie wypada.
No dobrze, nie całej rodziny, najbliższej :>
@Basia
No powinien. A nie robi tego?
styczeń 26, 2010 o 12:37
7,
Waszą ojczyzną jest Związek Socjalistycznych Republik Radzieckich.
styczeń 26, 2010 o 12:46
“Nostromo, skarbie. czy uwazasz, ze mamy przepraszac za drezno?”
zartujesz?
styczeń 26, 2010 o 12:51
“Zwycięzców się nie sądzi”.
bingo. wiedzieli to alianci doskonale, gdy przed norymberga zastrzegli sobie, ze ich sadzic sie nie bedzie.
styczeń 26, 2010 o 13:00
Szoku- a wskaz mi we fragmencie o dreznie jakies odwolanie do dokumentow
styczeń 26, 2010 o 13:07
Wasilewska,
A dlaczego tylko we fragmencie o Dreznie?
styczeń 26, 2010 o 13:14
bo nalotow nie robi sie ot tak. to jakis proces – sztab, plany, strategia, wiec najprosciej o dowody
styczeń 26, 2010 o 13:26
@Basia
A to mówimy tylko o tym wpisie?
styczeń 26, 2010 o 13:29
Wasilewska,
Bardzo słusznie, nalot na Drezno nie odbył się bez powodu. Powodem była chęć złamania terrorem morale Niemców oraz – jako listek figowy – rzekome wsparcie sowieckiej ofensywy. Nikt jednak nie potrafił sobie przypomnieć kto i kiedy o takie “wsparcie” prosił.
Nie noszę ze sobą archiwum, więc na odnosniki bibliograficzne musiałabyś poczekać do jutra, niemniej ja nie zwykłem pisać niczego bez uzasadnienia, towarzyszko.
styczeń 26, 2010 o 13:38
1.nie widze nic zlego w niszczeniu morale Niemcow.
2.nie lekcewazylabym “rzekomego” wsparcia sowieckiej ofensywy. z punktu widzenia Polakow to dwaj wrogowie sa : niemcy i sowieci, a skoro tam wielu uciekinierwo ze wschodu moze byc cos na rzeczy.
styczeń 26, 2010 o 14:02
Wasilewska,
1. Tylko bez takich zmyłek. “Niszczenie morale” odbywało się metodą palenia żywcem niemowląt. Aaaaa, sorry, przecież mogły z nich wyrosnąć kolejne Adolfy…
2. Żaden Sowiet o takie “wsparcie” nie prosił. Nikt po stronie alianckiej nie byl w stanie wskazać kto i kiedy z takim wnioskiem się gdziekolwiek zameldował. Brednie o “wsparciu” pojawiły się w dyrektywie SHAEF jako nieudolna próba oddalenia podejrzeń o kierowanie się terroryzmem. Nigdy przedtem i potem ten niedorzeczny argument już nie padł, chociaż bombardowania się na Dreźnie nie skończyły. Berlin leżał trzy razy bliżej frontu i jakoś nigdy nie uzasadniano jego bombardowań “wspieraniem sowieckiej ofensywy”. No i gdyby chodziło o “wspieranie” Sowietów, to zaatakowano by dworzec, linie kolejowe i lotnisko, a nie Stare Miasto.
styczeń 26, 2010 o 14:18
odbywało się metodą palenia żywcem niemowląt
a nie mowilam? goebbels prima sort
nie zastanawia cie zatem dlaczego akurat drezno? myslisz ze z powodu skupienia sie niemowlat na tym terenie? – to tez mozliwe. zmniejszyc przyrost naturalny niemiec; i jeszcze w/g teorii kobiety, ktore pzreszly stres ogromny rodza pozniej pedalow. jak nic cel – unicestwienie narodu
styczeń 26, 2010 o 14:37
Wasilewska,
Dlaczego Drezno? Dlatego, że był to łatwy, miękki cel (brak obrony plot), wypełniony uchodźcami ze Śląska – w sumie umożliwiało to zadanie cywilom poważnych strat, które miały zachwiać morale Szkopów. Cel był zatem czysto terrorystyczny, towarzyszko aborcjonistko.
styczeń 26, 2010 o 14:46
Luko,
jeszcze odnośnie liczb – piszesz, że “przyjmuje się, że w Dreźnie zginęło od 35 do 150 tys. w większości niewinnych ofiar”. Oczywiście nie mam zielonego pojęcia czy zginęło 1.000 osób czy 500.000. Natomiast wiem, że najczęściej podawaną współcześnie liczbą jest 25 tys. ofiar. Wziąwszy pod uwagę, że w tym momencie w Dreźnie był 1+ mln ludzi liczba 25 tys. wydawałaby się jak na tę wojnę (2WW) mała, zwłaszcza jak na sposób w jaki całą sprawę przedstawiała najpierw propaganda nazistowska, potem sowiecka a teraz stainbachowska – totalny kataklizm, zagłata, aplkalipsa, największa zbordnia w historii. Partacze z tych Brytyjczyków. Niemcy potrafili być dużo skuteczniejsi.
PS. Mam wrażenie, że z Drezna robi się taką samą wydmuszkę jak z Guerniki – wyolbrzymienia, przemilczanie faktów, gra na emocjach. Zresztą oba tematy “medialnie” kreował ten sam zespół speców z Moskwy.
styczeń 26, 2010 o 14:59
Drogi Goebelsie Lukowski, mniej propagandy wiecej faktow, poprosze.
styczeń 26, 2010 o 15:06
niewienne ofiary
ktoś machał wermachtowi kwiatkami na pożegnanie, ktoś płacił podatki, do dzieci szkopscy sołdaci tęsknili, mamusie pakowały ciasto i słoninę na drogę. wszyscy są winni a nie tylko te 25 tysięcy.
styczeń 26, 2010 o 15:11
Nie wiem, kto w czasie działań wojennych, gdy na podjęcie decyzji są zaledwie godziny, dewaguje czy to będzie już zbrodnia wojenna czy też jeszcze nie… jak trzeba to wali się bombami, gdzie uważa się, że będzie to choć w małym stopniu skuteczne i tyle… dłuższe zastanawianie się rodzi tylko wątpliwości i daje czas przeciwnikowi… Poza tym dla tych, co podejmują takie decyzje, miasta, wsie, fabryki, wszelkie punkty oporu, to są tylko punkty na mapie, które trzeba najzwyczajniej zdjąć, by skruszyć machinę wojenną przeciwnika. Czy tam będzie 10 czy 1000 niemowlaków to jest to bez znaczenia. Lepiej 1000 teraz i zakończyć szybko wojnę, niż ją ciągnąć w nieskończoność i pozwolić tym samym na zabicie kolejnych tysięcy, lub żeby wyrosło z nich 1000 nowych żołnierzy, chcących pomścić swoich ojców.
Oczywiście, łatwo takim ludziom jak XiazeLuka pisać sobie dyrdymały o prawach moralnych i honorze z perspektywy czasu, siedząc sobie z kawką wygodnie przez komputerem, nie czując w ogóle bluesa tamtych czasów, nie czując w ogóle klimatów, że szkop ośmielił się podnieść brudną łapę na mój kraj. Ba, nie czują dziś już tego nawet ci sami ludzie, którzy wtedy walczyli. Najzwyczajniej nasiąkli już tym całym czerwonym bełkotem, a czas zagoił ich rany, nawet te po bagnetach wbitych w plecy… no i później mamy takie komusze brednie i babskie mazania się, że “tam były przecież niemowlaki”, bo “tam byli niewinni ludzie”, że “ta pani była tylko sekretarką szefa obozu koncentracyjnego”, że “to była tylko klasa robotnicza miast i wsi”, “nie uderzysz faceta w okularach”, itd. itp…
Nie czas żałować róż, gdy płoną lasy.
styczeń 26, 2010 o 15:12
tow. 7,
Przedsiębiorstwo Cholokałst swego czasu miało na celowniku PKP – za “pomoc” udzielają przez polskich kolejarzy III Rzeszy. “Wina” ich polegała na tym, że pracowali w zakładzie, który przewoził zaopatrzenie na front wschodni oraz podstawiał wagony na Umszlagplac.
styczeń 26, 2010 o 15:12
Siedem,
Luce chodzi o te kilka(naście) procent, które nie machało kwiatkami.
Tyle, że tu pojawia się problem – bo jeśli gdy ubijając 1.000 parszywych nazistów zahaczymy o 20 nienazistów i to miałby być powód by nie rozwalać tych 1.000 (”lepiej puścić 1000 winnych niż skrzywdzić 20 niewinnych”) to wali się również sensowność kary śmierci. Bo przecież wyroki wydają ludzie a ci się czasem mylą – no i na 100 powieszonych może być 1 niewinnie skazany. Ja w takich sytuacjach mówię – trudno, zdarza się, smutne ale gdzie drwa rąbią… A Luka, jeśli chce być konsekwentny powinien uznać, że KŚ wykonywac nie wolno bo zawsze jest jakiś % ryzyka błędu (nieodwracalnego).
styczeń 26, 2010 o 15:12
Tow. Wasilewska,
Fakty już były, a na odcinku propagandy Wy robicie.
styczeń 26, 2010 o 15:20
Galba,
Nikt nie wie, jakie straty poniosła ludność Drezna – dlatego podałem widełki bez wskazywania palcem konkretnej liczby. Oficjalne twierdzenia, jakoby zarejestrowano ok. 18 000 trupów i że jest to baaaardzo dokładny wynik, bo wszystkie przed spaleniem na stosach policzono, to kpiny – wielu ofiar nie odnaleziono, ponieważ zostały spopielone. Te 18 000, występujące we wstępnych raportach policyjnych, należy traktować jako dolną granicę i próbować uszczegółowić górną. To uszczegółowianie jest jednak sabotowane przez towarzyszy Wasilewskiej, bardzo niezadowolonych z mozliwości “relatywizowania” historii II wojny.
Z punktu widzenia etyki arytmetyka ta nie ma znaczenia.
PS. Guernika to doprawdy drobiazg i przypadek. Drezno to zaplanowana z premedytacją zbrodnia. Ot i różnica.
styczeń 26, 2010 o 15:24
zaczynam myslec, ze gdyby jako rezultat tej wojny wystrzelac wszystkich niemcow, zaorac i poslic ich kraj nam przyszlo – to byloby to niezbrodnicze?
styczeń 26, 2010 o 15:29
Tabula,
Ty umiesz czytać? Albo przynajmniej mysleć? Decyzji o przeprowadzeniu nalotu w sumie 1400 bombowców nie podejmuje się nagle – siedzi sobie Harris ze szklaneczką łiski, pali cygaro, przysypia patrząc się w ogień w kominku i nagle olsnienie, jak u Pomysłowego Dobromira: trza coś zbombardować! Alarm, budzić lotniska, za 5 minut lecicie! Koordynaty dostaniecie już po drodze, bo sam nie wiem, co by tu dzisiaj rozjebać…
Pomijając te żarty – Drezno nigdzie nie miało zamiaru uciekać, nie było żadnych powodów do pospiechu, atak miał zresztą nastąpić parę dób wcześniej, lecz czekano na dobre warunki atmosferyczne. Nie paliło się. Można było dokonać nalotu i tydzień później, można w ogóle było darować sobie atak, nikogo tu nie piliło. Drezno było miastem otwartym, bez obrony plot., a nie żadnym tam “punktem oporu”. Nie było fortyfikacji, okopów, artylerii fortecznej, a sam front był ponad 100 km dalej.
To, co ulało Ci się potem dowodzi, żeś szmalcownik, antysemita, złodziej i alkoholik.
styczeń 26, 2010 o 15:31
“to byloby to niezbrodnicze?”
to byłoby a little bizarre ale pomysł Supcio.
styczeń 26, 2010 o 16:16
Czytając te bajdurzenia XiazeLuka, mój pierwszy komentarz pod tym tematem powinien brzmieć: “Nie karmić trolla!”.
styczeń 26, 2010 o 16:31
Tabula,
Można się było spodziewać tego typu rejterady.
styczeń 26, 2010 o 18:29
Fakty już były, a na odcinku propagandy Wy robicie.
Drogi Geobbelsie Lukowski, odbicie pileczki w stylu “sama jestes guipa” ? zawiodlam sie…
Poza tym, a właściwie po pierwsze nie jestem godna. Nie dorownam miszczowi, cyt:
terror,palenie żywcem niemowląt, zabiete 2 miesięczne niemowlę
miszcz! stawiasz na chlodno nam pod nos dwumiesiczne szwabskie niemowle. Spalimy zywcem? jestesmy zbrodniarzami?
Na chlodno, moj drogi Geobbelsie ,to dr. Mengele doswiadczenia na m.in niemowlentach robił.
Jezeli tak bardzo boli cie nalot na drezno, to nazwije je ZEmsta.
styczeń 26, 2010 o 22:58
a wy towarzysze dalej o tym dreźnie? a zagłodzić hitlerowskich sukinsynów jak djadja soso na powołżu i ukrainie. Lekkiej śmierci się zachciało naziolom. Najgorzej że moja babiczka pochodzi z Krenau (dawniej z Chrzanowa).
Zobaczcie jaki to był błąd że Soso nie wycią tych hitlersynów z 10-15 milionów a drud=gie tyle 20-30 nie przegnał do zalesiania syberii. W dreźnie pasły by się żubronie, a po unter den linden biegałyby sarenki. I nie byłoby awantury o żadną Rospudę.
styczeń 27, 2010 o 09:02
z tym, ze po pierwsze to tez bylaby zbrodnia, a po drugie, nam byloby wolniej niz amerykanom.
podobnie do tego co napisalem powyzej – to tez jest sluszna koncepcja. z tym, ze ja by sie nie ograniczalem. nie przepadam za kitajcami, ale wolalbym z sukinkotami graniczyc gdzies w okolicach modrego bajkalu… na bugu z tymi. no.
styczeń 27, 2010 o 14:57
Aborcjonistko Wasilewska,
Jeśli dokonujesz dywanowego nalotu na zamieszkałe miasto, to palisz m.in. 2-miesięczne niemowlęta. Tobie to jednak bez różnicy, bo nieważne czym – ogniem czy metalowym narzędziem – i tak byś je abortowała.
styczeń 27, 2010 o 17:01
Goebbelsie Miszczu Lukowski – moze taki byl zamysl dokladnie, zeby Niemcy nie zapomnieli po 10,20,60,100 latach o wojnie i jej ofiarach. bo blizsza koszula cialu i o swoich niemowletach sie pamieta. To niech pamietaja, ze wojna boli.
O warszawskich, londynskich raczej juz dawno zapomnieli. Jeszcze oswiecim, o tych ofiarach Niemcy musza pamietać.
styczeń 27, 2010 o 17:16
Aborcjonistko Wasilewska,
Strategiczne bombardowania miast nie przyniosły oczekiwanego efektu upadku szkopskiego morale. Angole mogliby tego się spodziewać, sami też się nie załamali w 1940 i 1944.