Po raz pierwszy Drezno znalazło się na liście przeznaczonych do zniszczenia pierwszorzędnych celów na wschód od 10 południka 6 listopada 1944 r. (wcześniej figurowało na liście celów jako obiekt drugorzędny, zastępczy).
Pod koniec 1944 r. powstał projekt zadania Niemcom druzgocącego ciosu, wymierzonego potężnym nalotem wymierzonym w cel o wielkim znaczeniu przemysłowym lub wojskowym (nazwano go Thunderclap). Chodziło o zaatakowania miast zapełnionych uchodźcami ze wschodu – w wyniku nalotów ludność masowo z takiego miasta by uciekła, dezorganizując wszystkie linie komunikacyjne i tym samym utrudniając ruchy wojsk.
18 stycznia 1945 r. Harris wyraził dezaprobatę dla kampanii atakowania zakładów paliw i przedstawił plan zniszczenia 12 miast na wschodzie, m. in. Drezna, ale też Wrocławia i Poznania (te dwa ostatnie miasta wypadły z rozkładu wskutek sukcesów sowieckiej ofensywy styczniowej).
25 stycznia pijaczyna zażądał od Bomber Command przedstawienia konkretnego planu rozwiązania „problemu” uchodźców ze Śląska kierujących się do miast na zachód od Odry.
W wyniku nacisków pijaczyny marsz. Portal zmodyfikował założenia Thunderclap, włączając do niego miasta pozbawione znaczenia strategicznego, czyli Lipsk, Chemnitz i Drezno. Celem miały być nie obiekty o znaczeniu wojskowym, lecz miasta-punkty zbiorcze dla uchodźców.
31 stycznia ataki na miasta z uchodźcami uzyskały rangę zadania nr 2 dla sił strategicznych. Naloty na Lipsk, Chemnitz i Drezno miały doprowadzić do zamętu i chaosu w ewakuacji ze wschodu i utrudnić ruchy wojsk przez te miasta.
1 lutego dowództwo SHAEF zadecydowało, że naloty będą dwufazowe, czyli takie, które mają zwiększyć liczbę zabitych przez atak na formacje ratownicze, które przystępowały do akcji bezpośrednio po zakończeniu nalotu. Gen. Spaatz w rozkazie rozesłanym do jednostek dodał, że za wszelką cenę należy unikać wrażenia, że celem jest sterroryzowanie ludności cywilnej.
Jeden jedyny raz kwestia bombardowań została podjęta przez Sowietów 4 lutego na konferencji jałtańskiej – gen. Antonow zażądał uniemożliwienia ruchu niemieckich wojsk z frontu zachodniego na wschodni, sugerując atak na Berlin i Lipsk. O Dreźnie nigdy żaden Sowiet nie wspominał.
7 lutego zatwierdzono listę celów – Drezno znalazło się na miejscu drugim, zraz po Berlinie. Tym razem Harris nabrał jednak wątpliwości; uważał, że to za daleko, że brak danych, że brak w Dreźnie celów o znaczeniu wojskowym. Zapytano o potwierdzenie Ministerstwo Lotnictwa. W odpowiedzi przyszła opryskliwa odpowiedź, że należy kontynuować realizację rozkazu. Harris oświadczył potem: „atak na Drezno, jako konieczny z punktu widzenia wojskowego, uznały osobistości o wiele znaczniejsze ode mnie”. Mowa oczywiście o pijaczynie, gdyby jakiś wpisowy komuch miał wątpliwości.
A skoro pijaczyna, to decyzja była podjęta z powodów politycznych, a nie wojskowych – Bomber Command nawet nie miało przygotowanej listy celów, uaktualniano dane rozpoznawcze na siłę od 4 lutego. Jedynym wojskowym uzasadnieniem nalotu na Drezno było oficjalnie „wspomożenie sowieckiej ofensywy”, chociaż Iwany o to nie prosiły, a likwidację linii komunikacyjnych mogło bez trudu przeprowadzić lotnictwo taktyczne. Likwidowanie linii komunikacyjnych poprzez wtłoczenie w nie cywilów nie dobitych bombardowaniem miasta pozwala określić właściwy cel nalotu: była to ludność cywilna.
Dodać należy, że w rozumieniu konwencji haskiej Drezno było miastem otwartym, pozbawionym pierwszorzędnych obiektów strategicznych, no i zupełnie nie bronione.