“Wychowanie w trzeźwości”
Kto wnosi lub posiada na imprezie masowej napoje alkoholowe, podlega karze ograniczenia wolności albo grzywny nie niższej niż 2 000 zł. Art. 56 Ustawy o bezpieczeństwie imprez masowych.
Przepis wszedł w życie 1 sierpnia 2009 roku. W zasadzie inspiracją do stworzenia takiej ustawy są nagminne awantury i tępe chuligaństwo na stadionach piłkarskich, czyli imprezach masowych o “podwyższonym ryzyku”. Senat wspaniałomyślinie rozszerzył jej zasięg do wszystkich imprez masowych, w których liczba uczestniczących osób jest większa niż 1000.
A jak ten bubel prawniczy ma się do Naszej rzezcywistości? W zeszły łikend, miałem przyjemność przebywać na folkowych Dniach Pszczyny. Zagrały świetny Vavamuffin, Indios Bravos, Paprika Korps oraz reggae’ujący Takana Zion. Dawno nie byłem na tak dobrym festiwalu, gdzie w Parku Zamkowym bawiła się alternatywa z okolicy od punków po hiphopowców. Brawa należą się organizatorom, którzy odważnie zrezygnowali z zaproszenia Filów, Dodów, Łzów i innych kolorowych tandet. Porządku i bezpieczeństwa pilnowała formacja FOSA, która węszyła każdą kieszeń i plecak wchodzący na teren imprezy. Nie prześlizgnął się prawie żaden browar. Degustację rozwodnionego chmielu, za 5 zyla, z platikowych kubków (0,4l) zapewniła firma Tyskie, lokując swoje dystrybutory nieopodal. Patent to oddzielenie “płotkiem” ogródka piwnego od imprezy właściwej i przepis zostaje sprytnie ominięty. Wychowanie w trzeźwości polega chyba na zapewnieniu browarowemu monopolowi, sprzedaż swoich półproduktów na terenie imprez. Niech ktoś sobie wyobrazi Łóódstok lub Opener bez alko:)

Było tak fajnie, że w niedzielę też tam byliśmy. Klimat troszkę lżejszy, słońce cieplutko muskało po oczach. Mniej alternatywnie z dominacją ubrań zgodnie z obowiązującym kodem niedzielnym. Młodzież, babcie, rodzice z dziećmi, typowy festyn, z jednym małym wyjątkiem, ochrona prawie w ogóle nie “trzepała” przy bramkach. Do samego wieczora przy akompaniamencie Myslowitz słuchaliśmy co robią chłopcy, kiedy wychodzą na ulicę by słuchać długości dźwięków samotności. Rozrób i awantur nie stwierdzono, klimat był bardzo gościnny i na bank nie była to zasługa ustawy a kultury masowej, która bawiła się w ten weekend w Pszczynie.
To oso w końcu, w tym wszkim chozi? “Żeby nie było niczego”?
sierpień 26, 2009 o 20:18
no, oktoberfest by u nas nie przeszedl
sierpień 26, 2009 o 20:33
a tak apropos wychowania w trzexwosci. o maly wlos przeszla by mi MOJA lesna zurawina kolo nosa z pzreznaczeniem na nalewke i na dzemik do mieska. Okazalo sie, ze ludnosc zbiera ja i nosi na skup!!! MOJA zurawine. Cale szczescie, ze odkupilam 4 kg od sasiadki co prowadzi skup po cenie skupowej, wiec stratna specjalnie nie jestem, ale myslalam, ze nikt jej nie bedzie zbierac bo jej nie pzrerabia. Nie wzieilam pod uwage zbierania na handel.
Kurcze, ale szkoda, bo ona teraz niespecjanie dojrzala jest. To jest marnotrawstwo!. Moze uda mi sie resztki pozna jesienia dozbierac. Resztek nieopalca sie juz na handel nosic.
sierpień 26, 2009 o 21:31
byłem w ogrodzieńcu na imprezie planety i głowiłem się nad tym czemu stoiska z tyskim sa za barierkami. czemu służy to utrudnienie? co to za nowa młodziezowa moda? może jakis hepenink czy cuś.
sierpień 26, 2009 o 22:02
Siedem byłeś?
http://www.rp.pl/artykul/2,353562_Homeopaci_i_homeofobi.html
sierpień 26, 2009 o 23:17
byłem na przystanku Jezus w brudstoku
sierpień 26, 2009 o 23:21
Czlowiek sie meczy, tlumaczy ale za to jaka satysfakcja, kiedy pojawiaja sie efekty :-)