Przyszłość (a co to takiego?)
Każdorazowe myślenie o przyszłości powoduje najczęściej złe skojarzenia. Większość z nas czeka starość, śmierć, może samotność. Te rzeczy słabo się sprzedają. Na samą myśl ludzie dostają drgawek i muszą odreagować. Najlepsze antidotum to naiwna bajka dla niedorozwiniętych trzydziestolatków pod tytułem „Teraz albo nigdy”. Już sam tytuł wiele mówi. W każdym razie życie jest tu i teraz – tak nas przekonują wszelakie media. Co będzie później – nie wiadomo i kogo to obchodzi. Cieszmy się, jest jazda, jest kul i fan, a wy róbta co chceta.
Ludzie współcześnie żyjący podświadomie uciekają od przyszłości. Politycy robią dokładnie to samo (w końcu nawet nogi skądś muszą wyrastać). Politycy, czyli ponoć elita. Politycy, czyli ludzie pragnący nas prowadzić naprzód, ku kolejnym celom, ku świetlanej przyszłości (a nie obiecują tego w reklamach wyborczych?). Rzeczywistość ma za nic ma te zaklęcia i czasami wystawi swój łeb ponad powierzchnię i wówczas widzimy jak jest naprawdę.
Nie wiadomo dokąd płyniemy. Nie już w ogóle sensu zadawać sobie pytania „Czy leci z nami pilot?”. Pilota już dawno nie ma. Mamy za to bandę półgłówków, którzy dorwali się do steru i próbują nauczyć się sterować pociągając za różne drążki i wciskając kolejne przyciski bez ładu i składu. Efekty widzimy doskonale. Tubylcy już nawet przestali się martwić, kto kieruje i dokąd płyniemy. Kto może, ten stara się przeskoczyć na inny statek (jak to zrobiło kilka milionów ludzi). Inni kombinują złoto, szalupę czy choćby kapok. Reszta trwa w błogim stanie, że jakoś to będzie. Wszyscy oczywiście są zatruwani przez szeroko rozwinięty przemysł rozrywkowy spełniający rolę somy z „Nowego, wspaniałego świata” Huxely’a.
Warto przy tym zauważyć, iż same media niespecjalnie podejmują tematy dotyczące przyszłości. Wyjątek stanowi chyba tylko rozegranie kilkudziesięciu meczy w piłkę kopaną pod szumną nazwą „Euro 2021”. Tak, to jest szczyt myślenia o przyszłości.
Co po nas? Choćby i potop. Kolejne ekipy po dorwaniu się do steru wyśrubowują rekord Polski w zadłużaniu państwa (czy raczej organizmu, co je udaje). Ktoś to w końcu spłaci, co nie? Zresztą nas wtedy już nie będzie, więc co nas to obchodzi (Keynes nadal rządzi!). To nie jest sposób myślenia typowy właściciela, raczej dla najeźdźcy. Żaden rozsądny właściciel firmy czy osoba prywatna nie po stępuje w ten sposób. Tych, którzy biorą przykład z ministra finansów (naczelny łupieżca IIIRP), czeka wyrok i konfiskata majątku.
Czasem tylko ktoś krzyknie w pijanym zwidzie „Halo! Czy jest gdzieś drugi Dmowski?”. Można się nie zgadzać z jego poglądami, ale miał on wizję przyszłości. W miarę spójną, osadzoną w ówczesnych realiach i opartą na realistycznych przesłankach. Czy jest gdzieś polityk, który takową wizję posiada i jest w stanie przekonać większą grupę ludzi? Obserwując scenę polityczną nie można takowego wskazać. Sposób sprawowania władzy zwany demokracją nakazuje myśleć o słupkach, bieżących efektach w horyzoncie kilkumiesięcznym, maksymalnie do następnych wyborów. Proszę mi tu nie mówić o raporcie pod szumną nazwą „Polska 2030”. Ja chciałbym poruszać się pośród kwestii poważnych.
Przecież od przyszłości bardziej pasjonujący jest cyrk pod nazwą współczesna polityka. Ludzi bawi, jak w telewizji pokażą, że jeden polityk drugiemu (przepraszam za wyrażenie) „dosrywa”. Jest szoł, jest zabawa. Tam „Taniec z gwiazdami”, tu serial i jakaś reklama, a politycy (czyli żenujący, mali ludzie udający elitę, udający mężów stanu) muszą się pomiędzy to wcisnąć i dostosować, bo inaczej przepadną. Czy ktoś, kto nie występuje w mediach, wygrał ostatnio jakieś wybory?
Uwaga feministki (normalnych kobiet to nie dotyczy)! Zwracam uwagę, iż w języku polskim funkcjonuje tylko stwierdzenie „mąż stanu”. Nie ma „żony stanu”. Co wy na to? Przecież to skandal wymagający omówienia na gender-studiach. Może manifa albo kongres? Że też nie wpadłyście na to i męska, szowinistyczna świnia musi o tym przypominać. Chociaż z drugiej strony… skoro mężowie stanu już nie występują, to nie ma co się kłócić o gatunek wymarły.
sierpień 2, 2009 o 20:13
Piano- najsamapierw przyczepie się, że absolutnie wszystkich czeka smierc. starosc moze nie wszystkich, bo czesc moze mlodo umrzec. Samotnosc natomiat wybiórczo – wiec moze byc, ze prawie wszystkich.
a teraz do meritum – znow, jak przy notce o języku, postawiłeś krechę jak gwździem o karoserie. Nie można powiedzieć, że nie masz racji ale zgrzyta.
bo, naprzyklad, oprocz teraz albo nigdy, jest lepiej pozno niz pozniej. Dalej z punku widzenia wiary – czyz ptak troszczy sie o odzienie?
sierpień 2, 2009 o 21:48
Masz rację Basiu. Wyruszać na walkę z takim tematem, to trzeba być nieźle uzbrojonym. Jestem tylko prostym chłopem, a rzucam się na tematy, które mnie męczą i czasami (jak widać) przerastają (co zresztą widać). Po prostu czuję się jak Cygan bez własnego kraju, bo moja Polskę ktoś ukradł, sprzedał za koraliki albo przepił.
Niestety, taki mam obecnie klimat i materiały na co najmniej dwie notki refleksyjne, za co z góry przepraszam.
Krytyka mile widziana – zapraszam. W końcu już nasi dziadkowie wiedzieli “Jak hartowała się stal”.
sierpień 3, 2009 o 13:25
Piana – ad przyszlosci http://www.kobieta.wp.pl/kat,26333,title,Surogatka-walczy-o-dziecko-w-sadzie,wid,11363160,wiadomosc.html?ticaid=187fd
sierpień 3, 2009 o 13:29
te surikatki to takie małe małpki chyba są, które stają na tylnych łapkach i patrzą czy jaszcząp leci ich zjeść.
sierpień 3, 2009 o 13:35
z małpim rozumem jest wiele wspolnego. nikt nie pomyslal co pomysli dziecko kiedy sie dowie, ze genetycznie jego rodzicami jest jakas tam para;ciaze nosila inna kobieta i je teraz wychowuje. Az strach jakiej mocy bedzie mialo pytanie – kim jestem, dokad zmierzam…
sierpień 3, 2009 o 16:01
I co kogo obchodzi, kto weźmie dziecko? I tak będzie państwowe. Pójdzie do szkółki, w domu pobędzie parę godzin, posiedzi przed TV razem z rodzicami.
To tak a propos porównań z Huxley’em. Jak widać, niewiele brakuje.