Jak przegrywac?
Gra toczy sie wszedzie. Walcza wszyscy. Graja w szachy, fechtuja sie potepionym zelaztwem lub ostrym slowem. Reguly opisane sa detalicznie i hurtem. Pan sie klania, prostuje i kopie przeciwnika w twarz. Pani podnosi pilke do gory, myrda nia na dzien-dobry i sle z predkoscia zagranicznego ekspresu w strone przeciwniczki. Gdy sie juz okaze czy zwyciezca jest ten co wygral, nastepuje rytualny taniec z prysiudami. Ach, gratuluje, bylo bosko, co za cudowny pojedynek. Rasia, usmiech. Czasem buziak. Czasem tylko gratulacyjny jek z noszy. Jacy drzentelmenscy ci drzentelmeni. I drzentelmenki.
Ostatnio wyjatkiem stal sie pan co przegral Wimbledona. Ten co wygral, milo sie usmiechal, bo on tak juz ma od lat. Ten drugi wygladal na mocno zajetego wymyslaniem sposobu w jaki moglby sie wyrzygac zwyciezcy na klate. I wyjsc z tego bez skazy na zyciorysie. I, choc odruch to normalny, to przeciez w dobrym towarzystwie nie rekomendowany.
Jednakowoz. Jednakowoz, sa momenty, gdzie pokonany nie powienien w zadnym wypadku reki zwyciezcy podawac. Z tego powodu chwalilem Saddama. Z tegoz samego powodu pozytywnie oceniam Hitlera. Zreszta, owo calospalenie zalatwilo sprawe zwyciezcom – rowniez. Bo kto by chcial bandycie taki zaszczyt sprawiac? Nie kazdy przecie jest na tyle rubaszny by zrobic to z usmiechem i slowami “ja tam panie kazdej swini reke podam”.
No i jak to potem domyc?
Nie dane mi bylo poddawac sie ni szwedom ni szwabom. Nie musialem nawet spotykac sie z kanalia jaruzelskim. Jednak wiem, ze SMIERTELNEMU WROGOWI nie sprawilbym ulegloscia satysfakcji. I dlatego wlasnie nie potrafie zrozumiec jak mogl Bor-Komorowski pod kolana hitlerowca podejmowac… i z tym pozniej latami zyc.
Przeciez domyslam sie, Powstania Warszawskiego nie traktowal jak gry w bierki?
A moze mu jednej kulki w pistolecie zabraklo?
lipiec 31, 2009 o 09:29
ja to widze tak, ze rzecz w sztuce wojennej, zasadach. Jency wojenni roznia sie od zwyklych wiezniow cywili, inaczej sie wzajemnie traktuja. Ten podaje dlon, ten na niego nie pluje. najbardziej oczywiscie ruskie pogwalcili te zasady, ale to inna historia.
lipiec 31, 2009 o 09:30
ps. gdyby pokonani nie podawali dloni, zadnego, nigdy pokoju/traktatu by nie podpisano.
lipiec 31, 2009 o 09:32
na westernplate też sobie renke podali. to nalezy obrócić o 180 stopni i powiedziec: wyraz szacunku dla pokonanego. uległym baranom nie podaje się dłoni.
lipiec 31, 2009 o 09:32
hm, bo jak wygrywac? chyba nie krzyczec do pzregranego – luuuuzer
lipiec 31, 2009 o 09:40
komus kto sprawił wiele kłopotu podaje się dłoń w końcu go pokonując. francuskim kurwom które z okazji przybycia niemców szeroko rozlozyły nogi tego sie nie robi. fryce wyżarły żywność z wiosek poużywały z francuskami po czym wróciły do siebie.
ostały się tylko kpiny w rodzaju serialu “Alo alo”
lipiec 31, 2009 o 12:23
kto z was podalby reke jaruzelowi? jako dowolna strona zreszta.
ja widac za duzo sie naogladalem seriali o samurajach, bo w wypadku gdybym nadaremnie wyslal 200 tysiecy ludzi na smierc, wolalbym polknac olow niz przed zwyciezca kark giac.
p.s.
kto wie zreszta czy nie powiesilbym sie nawet po wygranej. cos jak film Evil Dead. gosciu przezywa cala noc masakry, wychodzi na swiatlo dzienne i dymiac jeszcze krwia wroga idzie na ranna szychte do fabryki – w nicosc odsuwajac wspomnienia skowytu, chlastanej pare minut wczesniej mechaniczna pila, kolezanki.
lipiec 31, 2009 o 12:25
jakiś taki dramatyczny się zrobiłeś.
lipiec 31, 2009 o 12:32
chwila taka
p.s.
jaki szwab mial szacunek dla zwyciezonego powstanca, gdy zaraz po przyjeciu holdu rozwalil kolejne tysiace cywilow. o szacunku do miasta nie wspomne.
lipiec 31, 2009 o 12:54
nie marudź. szkopów należy osądzić od merkel domagac sie odszkodowania upierdliwie jak judki od nas. i tyle.
lipiec 31, 2009 o 13:07
a na kogo wtenczas bedziemy narzekali (jak wezna i zaplaca)?
lipiec 31, 2009 o 13:47
na nich. że tak mało zapłacili aj waj.
lipiec 31, 2009 o 15:39
N-emocje maja rozna perekspertywe.gdybym na ringu bokserskim z jaruzelem miala nieprzyjemnosc to bym prawice uscisneła.
lipiec 31, 2009 o 16:04
A mi się podobał syn Jogaiły, co Marienburg wykupił. A i zamek się ostał i łycari.
sierpień 1, 2009 o 05:52
barbaro, gdybys stanela na ringu do walki z jaruzelem, to snajper spod krokwi dachowych by ci zrobil nowy otwor. to oczywiscie ostatecznosc, najprawdopodobniej mialalbys najpierw zawal serca, spadla sama ze schodow lub plywala w worku po zalewie.
wrog wrogowi nierowny. mozna miec szacunek do szlachetnego przeciwnika. mozna sie uklonic krolowi fair playu. nie wiem jakiej gimnastyki uzywal piotr nowina konopka gdy mowil, ze jaruzelski to w sumie fajny gosc, podejrzewam jednak, ze stosujac ja uniwersalnie, moglby to samo powiedziec o szwabach i hitlerze.
kanaliom reki nie podaje.
p.s.
ktos chce ze szwabow zrobic rownych gosci, rozmawialem z synem kuzyna szindlera. obsmial film, wypunktowal przeklamania i stwierdzil, ze dla takiej kasy jaka tamten na jude zrobil – on sam (szpicel stasi) by pejsatym pomagal.
sierpień 1, 2009 o 17:06
‘German resistance’ to jeszcze większy a za razem jeszcze bardziej groteskowy dowcip niż ‘French resistance’
sierpień 1, 2009 o 17:07
To apropos p.s.’u w ostatnim kometarzu nostromo
sierpień 1, 2009 o 17:11
Z innej beczki: czarny humor http://wiadomosci.onet.pl/2018973,11,item.html
sierpień 2, 2009 o 13:10
“A moze mu jednej kulki w pistolecie zabraklo?”
Tego rodzaju oczekiwania wobec przegranych miał też niejaki “wujaszek Joe”. A że kulek mu nie brakowało…
(”Żona Jakowa Dżugaszwili [ ] została po dostaniu się Jakowa do niewoli aresztowana przez NKWD i więziona około dwóch lat”).
Jako nieboszczyk, nie mógłby Bór: przejąć od gen. Andersa funkcji Naczelnego Wodza Polskich Sił Zbrojnych na obczyźnie, 1947–1949 pełnić urzędu premiera rządu RP na uchodźstwie. Od lipca 1956 wchodzić w skład emigracyjnej Rady Trzech.
No chyba, że oni wszyscy byli “zaplutymi karłami”.
sierpień 2, 2009 o 19:49
Nostromo-powtorze to co wczesniej “gdyby pokonani nie podawali dloni, zadnego, nigdy pokoju/traktatu by nie podpisano.”
doadam- trwalaby nieustajaca wojna.
a ze my mamy takiego pecha za sasiadow kanalie majac, taki krzyz nasz
sierpień 3, 2009 o 04:37
henski, nie imputuj wolodyjowskiemu jakiegokolwiek karlizmu. ja wolabym nie miec kapitulanta za szefa (na uchodztwie, obczyznie czy w kraju).
basiu, nie dyskutuje tu o wrogu z ludzka twarza. traktat podpisany ze szwabami mial sens tylko po upadku berlina.
sierpień 3, 2009 o 18:11
Wołodyjowski, to zupełnie inna bajka, wystarczy sobie przypomnieć co tłumaczył Baśce w kwestii swojej przysięgi. A jeśli przysiągł, to i spełnił.
Domaganie się samobójstwa było właściwe stalinowi i Twojemu ulubieńcowi – hitlerowi, np. wobec “bohaterskiego” stauffenberga.
My od naszych bohaterów samobójstw się nie domagamy. Wręcz przeciwnie. Niech żyją jak najdłużej w szczęściu i pomyślności.
grudzień 27, 2009 o 07:08
Jak przegrywać? Przeżyć i stanąć do następnej walki…
Któryś z naszych dowódców nie pomnę który, w rozmowie z żołnierzami, gdy dowiedział się iż gotowi na śmierć, obruszył się, że na cholerę mu martwi żołnierze..
Ocena Bora bardzo skomplikowana, z drugiej strony – generał, oni niezwykli umierać wraz z kampaniami, a co dopiero bitwami..