ZAŁÓŻ KONTO X LOGUJ X HASŁO X PYTANIA

Bądź na bierząco - RSS

Piotruś i inni politycy – Piszemy rozporządzenie

kwiecień 6, 2009 Kategoria Xiaze

Dzisiaj pracowaliśmy samodzielnie! Nasza pani, pani Premierka, musiała opuścić posiedzenie. Nasz kochany rząd popiera ojczystą kinematografię, dlatego nasza pani, pani Premierka, nie opuszcza żadnej premiery. Premierka na premierze – ależ to dwuznaczne, co nie, hihi?

Przed wyjściem wyznaczyła nam zadanie – mieliśmy, cały rząd, opracować rozporządzenie w sprawie walki każdego obywatela z klimatem. Klimat zagraża światu, dlatego należy z nim, łajdakiem, walczyć. Tak przynajmniej zrozumiałem to, co nasza pani, pani Premierka, nam powiedziała.

- Jak wrócę, to sprawdzę, co wykombinowaliście – zapowiedziała groźnie i sobie poszła. Patrzyliśmy za nią, dopóki nie zniknęła za drzwiami. Dopiero wtedy przestaliśmy się oblizywać i wyjęliśmy dłonie z kieszeni spodni. Bo musicie wiedzieć, że nasza pani, pani Premierka, ma świetne podwozie i nie wstydzi się zakładać mini. I zawsze robi furorę, na całym świecie! Żebyście widzieli, jak się zimnokrwiści Angole patrzyli na jej gołe nogi, kiedy składała ichniejszej królowej oficjalną wizytę w Pałacu Buckingham!

- Dobra – powiedział Sędzisław, nasz kolega od spraw środowiska – przejmuję kierownictwo obrad, to oczywiste.

- A kto powiedział, że takie oczywiste? – spytał inny nasz kolega, Gniewosz. Gniewosz zajmuje się chyba grami zespołowymi, bo ma tytuł „minister obrony”. Muszę go w końcu spytać, od czego jest, dziennikarze zadają czasami podchwytliwe pytania, kurde w murde.

- Właśnie – poparłem Gniewosza. – Kto powiedział?

- Co powiedział? – zdziwił się Sędzisław.

- No nie, takiego debila zrobili ministrem… – mruknął pod nosem Arsen, nasz kolega od spraw nauki, po czym zniknął pod stołem, kiedy obaj z Gniewoszem skopaliśmy go z krzesła.

- On nie mówił o was, lecz o Sędzisławie – wtrącił się inny nasz kochany kolega, Filomen. – Wy debile.

Filomen dołączył pod stołem do Arsena.

- Ktoś się chce jeszcze przezywać? – zapytałem głośno, ale nikt nie zwrócił na mnie uwagi: moi inni kochani koledzy już znaleźli sobie zajęcie: Sędzisław przemawiał, Jowisz z Iwanem – obaj oszukując – grali w pokera, Brzęczysław bawił się konsolą PS2, Wyrwinóg oglądał jakieś kolorowe pisemko ilustrowane z dużą ilością rozkładanych plakatów, a Precel się odchudzał pączkami (testował nową dietę „1 produkt na 7 dni”). Obrady szły pełną parą. Nasza pani, pani Premierka, będzie z nas bardzo zadowolona, kiedy wróci.

- A ty co się nic nie odzywasz? – spytałem Brzęczysława i strzeliłem go w ucho. Brzęczysław uderzył twarzą w monitor.

- Złamałeś mi nos! – wrzasnął w panice i wybiegł jak szalony z sali obrad. Co za mięczak.

- A ty co bijesz ziomali? – usłyszałem za plecami i poczułem uderzenie w tył głowy. To Wyrwinóg, mój kochany kolega od spraw wewnętrznych, trzepnął mnie w kark swoim ilustrowanym pisemkiem. Poczułem, że umieram.

- Ratunku…! – zawyłem i zacząłem tracić przytomność. Nie straciłem jej jednak, ponieważ nikt się mną nie zainteresował. Co za bezduszna hołota, ci moi najlepsi koledzy.

- …i dlatego proponuję, aby rozporządzenie przyjąć w zaproponowanym kształcie – zakończył Sędzisław.

Precel zjadł wszystkie pączki, więc miał wolne ręce i mógł klaskać. Gniewosz chciał podejść do Precla, by strzelić go piąchą w ucho, lecz przewrócił się zaraz po tym, jak zrobił pierwszy krok – siedzący pod stołem Arsen i Filomen związali mu sznurowadła.

- Dziękuję, dziękuję – kłaniał się na wszystkie strony Sędzisław. Skinął na jedną z czekających w pogotowiu sekretarek.

- Szanowna niewolnico, proszę to ładnie i bez błędów przepisać, po czym zanieść do Bożydara, fagasa naszej pani, pani Premierki.

- Chwileczkę – odezwał się Jowisz, nasz kolega od spraw koordynacji służb specjalnych, ten, który ciągle się przebiera. Dzisiaj się w ogóle nie przebrał – powiedział, że tego obce wywiady się nie spodziewają, a zatem brak przebrania jest najlepszym przebraniem. – Nie tak szybko. Pokaż te gryzmoły, muszę sprawdzić, czy są zgodne ze standardami bezpieczeństwa.

- Jak żeś nazwał moje nadzwyczajnie zredagowane rozporządzenie? – zapytał bardzo zaciekawiony Sędzisław.

- Gryzmołami – Jowisz konsekwentnie niczego nie ukrywał i szybko skracał dystans. – Debilu.

- Sam jesteś debil – Sędzimir nie pozostał nieczuły na poufałość i po chwili obaj złapali się nawzajem za szyje usiłując każdy każdego udusić. Niewolnica od przepisywania przebiegła obok z krzykiem – gonił ją Precel krzycząc, że ja kocha i chętnie zniewoli (chyba miał na myśli czasownik „wyzwoli”). Ja w tym czasie kopałem po głowach chowających się pod stołem Arsena i Filomena – korzystając z zamieszania chcieli mi związać sandały sznurem od zasłon.

Obradowaliśmy tak owocnie jeszcze z jakąś godzinkę, aż zabrzmiał gong informujący o przyjściu pory drugiego śniadania. Rzuciliśmy wszystko i pobiegliśmy do stołówki. Nawet Precel, chociaż się odchudza. Powiedział, że goniąc za niewolnicą stracił więcej kalorii niż wynika to z planu diety, w związku z czym musi coś zjeść, aby nie dostać szoku dietetycznego.

Wziął trzy dokładki, a więc stracił nadzieję, że tę swoją Thais dogoni.

Jeden Komentarz dla “Piotruś i inni politycy – Piszemy rozporządzenie”

  1. Basia Napisł/a:

    klimat na sali obrad sie oziebil wraz z wyjsciem premierki. z drugiej strony zrobilo sie jak w marcu znaczy w garncu


Napisz Komentarz

... free counters