Piotruś i inni politycy – Piszemy rozporządzenie
Dzisiaj pracowaliśmy samodzielnie! Nasza pani, pani Premierka, musiała opuścić posiedzenie. Nasz kochany rząd popiera ojczystą kinematografię, dlatego nasza pani, pani Premierka, nie opuszcza żadnej premiery. Premierka na premierze – ależ to dwuznaczne, co nie, hihi?
Przed wyjściem wyznaczyła nam zadanie – mieliśmy, cały rząd, opracować rozporządzenie w sprawie walki każdego obywatela z klimatem. Klimat zagraża światu, dlatego należy z nim, łajdakiem, walczyć. Tak przynajmniej zrozumiałem to, co nasza pani, pani Premierka, nam powiedziała.
- Jak wrócę, to sprawdzę, co wykombinowaliście – zapowiedziała groźnie i sobie poszła. Patrzyliśmy za nią, dopóki nie zniknęła za drzwiami. Dopiero wtedy przestaliśmy się oblizywać i wyjęliśmy dłonie z kieszeni spodni. Bo musicie wiedzieć, że nasza pani, pani Premierka, ma świetne podwozie i nie wstydzi się zakładać mini. I zawsze robi furorę, na całym świecie! Żebyście widzieli, jak się zimnokrwiści Angole patrzyli na jej gołe nogi, kiedy składała ichniejszej królowej oficjalną wizytę w Pałacu Buckingham!
- Dobra – powiedział Sędzisław, nasz kolega od spraw środowiska – przejmuję kierownictwo obrad, to oczywiste.
- A kto powiedział, że takie oczywiste? – spytał inny nasz kolega, Gniewosz. Gniewosz zajmuje się chyba grami zespołowymi, bo ma tytuł „minister obrony”. Muszę go w końcu spytać, od czego jest, dziennikarze zadają czasami podchwytliwe pytania, kurde w murde.
- Właśnie – poparłem Gniewosza. – Kto powiedział?
- Co powiedział? – zdziwił się Sędzisław.
- No nie, takiego debila zrobili ministrem… – mruknął pod nosem Arsen, nasz kolega od spraw nauki, po czym zniknął pod stołem, kiedy obaj z Gniewoszem skopaliśmy go z krzesła.
- On nie mówił o was, lecz o Sędzisławie – wtrącił się inny nasz kochany kolega, Filomen. – Wy debile.
Filomen dołączył pod stołem do Arsena.
- Ktoś się chce jeszcze przezywać? – zapytałem głośno, ale nikt nie zwrócił na mnie uwagi: moi inni kochani koledzy już znaleźli sobie zajęcie: Sędzisław przemawiał, Jowisz z Iwanem – obaj oszukując – grali w pokera, Brzęczysław bawił się konsolą PS2, Wyrwinóg oglądał jakieś kolorowe pisemko ilustrowane z dużą ilością rozkładanych plakatów, a Precel się odchudzał pączkami (testował nową dietę „1 produkt na 7 dni”). Obrady szły pełną parą. Nasza pani, pani Premierka, będzie z nas bardzo zadowolona, kiedy wróci.
- A ty co się nic nie odzywasz? – spytałem Brzęczysława i strzeliłem go w ucho. Brzęczysław uderzył twarzą w monitor.
- Złamałeś mi nos! – wrzasnął w panice i wybiegł jak szalony z sali obrad. Co za mięczak.
- A ty co bijesz ziomali? – usłyszałem za plecami i poczułem uderzenie w tył głowy. To Wyrwinóg, mój kochany kolega od spraw wewnętrznych, trzepnął mnie w kark swoim ilustrowanym pisemkiem. Poczułem, że umieram.
- Ratunku…! – zawyłem i zacząłem tracić przytomność. Nie straciłem jej jednak, ponieważ nikt się mną nie zainteresował. Co za bezduszna hołota, ci moi najlepsi koledzy.
- …i dlatego proponuję, aby rozporządzenie przyjąć w zaproponowanym kształcie – zakończył Sędzisław.
Precel zjadł wszystkie pączki, więc miał wolne ręce i mógł klaskać. Gniewosz chciał podejść do Precla, by strzelić go piąchą w ucho, lecz przewrócił się zaraz po tym, jak zrobił pierwszy krok – siedzący pod stołem Arsen i Filomen związali mu sznurowadła.
- Dziękuję, dziękuję – kłaniał się na wszystkie strony Sędzisław. Skinął na jedną z czekających w pogotowiu sekretarek.
- Szanowna niewolnico, proszę to ładnie i bez błędów przepisać, po czym zanieść do Bożydara, fagasa naszej pani, pani Premierki.
- Chwileczkę – odezwał się Jowisz, nasz kolega od spraw koordynacji służb specjalnych, ten, który ciągle się przebiera. Dzisiaj się w ogóle nie przebrał – powiedział, że tego obce wywiady się nie spodziewają, a zatem brak przebrania jest najlepszym przebraniem. – Nie tak szybko. Pokaż te gryzmoły, muszę sprawdzić, czy są zgodne ze standardami bezpieczeństwa.
- Jak żeś nazwał moje nadzwyczajnie zredagowane rozporządzenie? – zapytał bardzo zaciekawiony Sędzisław.
- Gryzmołami – Jowisz konsekwentnie niczego nie ukrywał i szybko skracał dystans. – Debilu.
- Sam jesteś debil – Sędzimir nie pozostał nieczuły na poufałość i po chwili obaj złapali się nawzajem za szyje usiłując każdy każdego udusić. Niewolnica od przepisywania przebiegła obok z krzykiem – gonił ją Precel krzycząc, że ja kocha i chętnie zniewoli (chyba miał na myśli czasownik „wyzwoli”). Ja w tym czasie kopałem po głowach chowających się pod stołem Arsena i Filomena – korzystając z zamieszania chcieli mi związać sandały sznurem od zasłon.
Obradowaliśmy tak owocnie jeszcze z jakąś godzinkę, aż zabrzmiał gong informujący o przyjściu pory drugiego śniadania. Rzuciliśmy wszystko i pobiegliśmy do stołówki. Nawet Precel, chociaż się odchudza. Powiedział, że goniąc za niewolnicą stracił więcej kalorii niż wynika to z planu diety, w związku z czym musi coś zjeść, aby nie dostać szoku dietetycznego.
Wziął trzy dokładki, a więc stracił nadzieję, że tę swoją Thais dogoni.
kwiecień 6, 2009 o 15:02
klimat na sali obrad sie oziebil wraz z wyjsciem premierki. z drugiej strony zrobilo sie jak w marcu znaczy w garncu