Kotyliona czas zacząć.
Czy ktoś pamięta co to kotylion bez sprawdzania w góglu?
Właśnie udało mi się podłączyć nagłośnienie do dzisiejszych baletów.
Tagi: bal, koty, rozetka, taniec, wpisz24Czy ktoś pamięta co to kotylion bez sprawdzania w góglu?
Właśnie udało mi się podłączyć nagłośnienie do dzisiejszych baletów.
Tagi: bal, koty, rozetka, taniec, wpisz24Muszę zrobić biznesplan dotyczący kubków z nadrukiem. Kubek kosztuje 25 zeta + 10 dla Poczty Polskiej. Razem jest 35. Na kubku będzie najsmerfniejsza wpiszowa grafika i login juzera.
Kubek będzie biały to jest naturalny, prosty, wręcz ascetyczny w swoim wyrazie. 250 mililitrów cieczy do niego wejdzie.
Projekt (przykład):
www.wpisz24.pl
sz0k
Badanie pentoru polega na wpisaniu się dobrowolnym na listę w komentarzach. Ilu z Was zamówi kubek imienny a ilu NN. Nie bójcie się – liczbę końcową i tak podzielę przez trzy.
Tagi: kubekNasze – czyli są własnością szkoły.
Jeśli dziecko nie chodzi do szkoły – to jest ofiarą. A jego rodzice to wielbłądy.
Zwrot edukacja domowa dla byle funkcjonariusza, excuse le mot, oświaty, brzmi jak operowe intermezzo wykonane wiertarką udarową, a nawet gorzej. Krótko i węzłowato objaśnił stanowisko urzędasów tow. dyrektor szkoły rejonowej:
- Miałem informacje od nauczycieli, że te dzieci są odizolowane od rówieśników, że siedzą ciągle w domu – wspomina Bolesław Lipowicz (60 lat), emerytowany dyrektor Szkoły Podstawowej w Poniecu. – Moim zdaniem im działa się krzywda. Sparzyłem się na historii Budajczaków i drugi raz nie wyraziłbym nikomu zgody na edukację domową. Miejscem do nauki dzieci jest szkoła.
Zdanie szefa prowincjonalnego uczyliszcza jest prawem – on to bowiem jest kompetentny, aby ewentualnie wyrazić łaskawie zgodę na edukację domową. Pragnienie rodziców, aby jak najlepiej wykształcić własne dzieci, nie wystarcza, oni muszą o to uniżenie poprosić. Ukorzyć się przed jaśnie panem dyrektorem wiejskiej podstawówki i starannie objaśnić, dlaczego uważają, że opieka państwowych biurokratów jest ich zdaniem gorsza od domowej oferty programowej. W tym przypadku tow. dyrektor warunkowo zgodę wyraził, czego jednak (vide powyżej) gorzko żałował – dwie sztuki skutecznie wymknęły mu się z obławy. Zapewne tej właśnie dziury w sieci tow. dyrektor najbardziej żałuje (sparzyłem się), jako że cóż innego mogło go tak zaboleć? Krzywda dzieci? Popatrzmy, jak urzędas oświatowy zadbał o ich dobro:
Nauczycielka mówiła pozostałym uczniom, że młodzi Budajczakowie po prostu nie chcą chodzić z nimi do szkoły. Gdy Emilia przychodziła na lekcje religii, koledzy odsuwali się od niej. Krążyła też wśród nauczycieli plotka, że dzieci dziwnie się do siebie przytulały, gdy czekały na rekolekcje. Tylko że akurat tamtego dnia na te nauki poszło tylko jedno z nich.
Innym razem Paweł dowiedział się że “będzie siłą doprowadzony do szkoły w kajdankach”.
Przełomowy był 1999 r., gdy w ramach reformy w kraju wprowadzono gimnazja.
- Dyrektor Lipowicz pod koniec roku szkolnego powiadomił nas, że Emilia musi zdać egzamin kończący szkołę podstawową. To było niezgodne z prawem, poza tym miałaby za mało czasu na przygotowanie się. Emilia nie poszła na ten sprawdzian.
W efekcie dyrektor anulował zgodę na nauczanie domowe. Czternastoletnia Emilia została wezwana, by rozpocząć naukę w klasie piątej, a trzynastoletni Paweł miał wrócić do klasy czwartej.
Jaki jest efekt tej heroicznej troski?
Dziś 22-letnia Emilia i 21-letni Paweł nie mają nawet świadectw ukończenia szkoły podstawowej. W 2007 r. zdali za to w Gdańsku amerykańską maturę, która uprawnia ich do podjęcia studiów w 2,5 tys. uczelni w USA, Anglii czy Francji. W Polsce nie mają prawa studiować nigdzie.
Odsapnijmy trochę, bowiem nadmiar oświatowej słodyczy grozi nudnościami. Przypomnijmy sobie inną historyjkę:
Chłopiec zaczął uczęszczać do szkoły mając 8 lat. Lubił zdobywać wiedzę na własną rękę a w szkole nauczyciel starał się wpoić mu na siłę wiadomości, których mimo obawy przed chłostą nie potrafił zapamiętać. Dociekliwe pytania, które zwykle zadawał wywoływały tylko gniew nauczyciela. Stał się najgorszym uczniem w klasie i po 3 miesiącach usłyszał jak nauczyciel mówił o nim niezbyt dobre rzeczy. Zły na nauczyciela wybiegł ze szkoły i nie chciał do niej wrócić. Przez jakiś czas uczęszczał jeszcze nieregularnie do innych szkół. Uczył się przeważnie sam w domu czytając książki. W wieku dziewięciu lat przeczytał książkę, w której były opisane proste eksperymenty. Był tak zafascynowany jej treścią, że wykonał wszystkie eksperymenty w niej opisane. Później urządził w swoim pokoju małe laboratorium i zaczął wymyślać własne, wykorzystując dostępne składniki. […]
W wieku 10 lat stał się miejscowym ekspertem od telegrafu uruchamiając samodzielnie urządzenie telegraficzne na stacji kolejowej w swoim miasteczku. W tym samym czasie został też wyrzucony z miejscowej szkoły podstawowej, gdyż zdaniem nauczyciela zadawał za dużo pytań i odmawiał wykonywania wielu prac domowych, które sam uznał za zbędną stratę czasu. Od tego czasu uczył się już wyłącznie sam i nigdy nie uczęszczał już do żadnej “oficjalnej” szkoły. Jego edukacją zajął się osobiście ojciec, który był komiwojażerem i zabierał syna na wspólne trasy objazdowe po USA i Kanadzie.
Kim jest ta ofiara edukacji domowej, pokrzywdzona przez nieodpowiedzialnych rodziców? To niejaki Tomasz Edison, którego nazwisko wiąże się z żarówką, fonografem, oscyloskopem i tak dalej pięć tysięcy razy. Wynalazca został wyedukowany przez tatę-komiwojażera, bez pomocy (a raczej – bez przeszkód) ze strony regularnych szkół. Czy rodzice Emilii i Pawła reprezentują zbliżony status intelektualny, co poniekąd by usprawiedliwiało ich toksyczne upodobania?
Niestety, musimy sobie to jasno powiedzieć: nie, w żadnym wypadku. Pan Budajczak nie jest obwoźnym handlarzem, równać się z papą Tomasza, Samuelem Edisonem, nie może. Pan Marek Budajczak jest bowiem jedynie pracownikiem dydaktyczno – naukowym Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza i nosi skromny tytuł doktora. A doktor to przecież mniej znaczy nawet od dyrektora szkoły podstawowej. Dyrektor szkoły podstawowej nie musi być doktorem, by doktorowi dyktować sposób postępowania z dziećmi owego doktora. A doktor może magistrowi-dyrektorowi jedynie skoczyć z rozbiegu obunóż.
Owa różnica w potencji obu panów znakomicie ilustruje stosunki społeczne między ludnością cywilną a kastą biurokratów (co wolno wojewodzie…). Liczy się bumaga z okrągłym kleksem urzędniczej pieczęci, a nie fakty:
- Szanuję ich decyzję, ale swoim dzieciom bym tego nie zrobiła – twierdzi emerytowana nauczycielka Irena Danielczak. – Bo to jest Polska i tu są potrzebne polskie papiery. Nie przeczę, że te dzieci mają szeroką wiedzę, ale martwię się, czy to im pomoże w dalszym życiu?
Czy szeroka wiedza pomaga w życiu? To kwestia, zdaniem pani nauczycielki, bardzo dyskusyjna. Co zatem pomaga w życiu? Tak jest, przecież o tym wspomniała – papierki. Papierek z warszawskiej tzw. Sorbony („szkoły” dającej świadectwa maturalne każdemu, kto przybłąka się z ulicy i potrafi podpisać się na liście obecności kilkoma nierozpoznawalnymi kulfonami) jest wart więcej od szerokiej wiedzy. Bo bumaga poświadcza to, co dla przeciętnego kuratora jest jeszcze w zasięgu percepcji, nieludzkim jest natomiast wymaganie, aby byle ministerialny egzaminator miał szeroką wiedzę – skończył szkołę publiczną, a nie domową, stąd trudno mu wypowiadać się o przedmiotach, które zaordynowali Budajczakowie swoim nieletnim ofiarom: malarstwie, rzeźbie, języku włoskim, mitologii kilku kontynentów, grece i łacinie.
Rodzice! Nie róbcie swoim dzieciom TEGO, nie odbierajcie im szansy zdobycia kolekcji papierków. Pamiętacie Madzię Karwowską z Czterdziestolatka? Kretynka, wielbicielka wygadanych ćwierćinteligentów, snobka przewrażliwiona na punkcie swojej ważności i do tego wszystkiego – pani magister. Miała stosowny papierek. A skoro miała papierek, to po co jej jeszcze coś innego, na przykład szeroka wiedza?
Luluś,
Mamy dwie sprawy do omówienia:
I. „Najbardziej beznadziejna miłość w dziejach – czekająca wciąż na swego piewcę, to polska miłość do Rosji. Począwszy od Stanisława Augusta Poniatowskiego, poprzez Czartoryskiego, Wielopolskiego, Pilza po Ksawerego Pruszyńskiego (pełna lista byłaby za długa) powtarza się w naszych dziejach doświadczenie przywódców i intelektualistów, którzy chcieliby oprzeć Polskę na szczerej przyjaźni i uczciwym sojuszu z Rosją.”
Wielopolski, zdaniem Lalusia, darzył Petersburg gorącym afektem. Oczekiwał „szczerej przyjaźni”, ba, nawet sojuszu. Ja tam nie wiem, jak jedna z autonomicznych guberni może być sojusznikiem dla samodzierżawia, wiem natomiast, że Królestwo nie miało potencji, aby stawiać urjadowi warunki. W rozumowanie Lalusia najwyraźniej wkradły się jakieś błędy.
Rzecz można rozważyć na porównaniach, najlepszej metodzie badawczej. Weźmy takiego Piłsudskiego – czy rzeczywiście kochał on Austro-Węgry i Cesarstwo? Czy udział w marionetkowej Tymczasowej Radzie Stanu należy traktować w kategoriach „zdrady” lub „kolaboracji”? Owszem, w działaniach Piłsudskiego było kilka gwałtownych zwrotów, lecz należy zauważyć, że i czasy były bardziej dynamiczne, sytuacja zmieniała się każdego roku, a nawet częściej. Przyjęło się oceniać wolty Komendanta jako przejawy określonej polityki, dążenia do niepodległości Polski. No dobrze, niech będzie. Dlaczego jednak identyczne poczynania Wielopolskiego na taką taryfę ulgową liczyć nie mogą, dlaczego nie są oceniane politycznie, lecz emocjonalnie?
Margrabia swoim rozumnym gospodarowaniem odzyskał to, co powstanie listopadowe unicestwiło: spolszczył administrację centralną i samorządową Królestwa oraz szkolnictwa. Powołał Szkołę Główną w Warszawie (późniejszy Uniwersytet), kilka innych szkół wyższych, założył 5 szkół pedagogicznych, podwoił liczbę gimnazjów i niemal potroił liczbę szkół powszechnych (z 1114 do 3000). Pod koniec 1862 roku pod władzą Wielopolskiego znalazła się nawet policję; cały więc rząd w Kongresówce (z wyjątkiem wojska) był już polski.
Powyższe dokonania to, zdaniem Lalusia, emanacje „miłości do Rosji”. Postawienie tamy rusyfikacji to rusofilia, zatem, logicznie rzecz biorąc, działania skutkujące odpolszczeniem szkolnictwa i administracji to przejaw patriotyzmu? Im więcej uczniów i przedstawicieli władzy mówiących po polsku – tym gorzej? O co tu chodzi?
Wnioski Lulusia są ewidentnie podejrzane. A skoro tak, to najwyraźniej fałszywe są któreś założenia. Które? Ano te, których nie wyciąga się przeciw Piłsudskiemu: „…chcieliby oprzeć Polskę na szczerej przyjaźni i uczciwym sojuszu z Rosją.” Zarzut główny, a jednocześnie niczym nie uzasadniony. Niczym, ponieważ odwołuje się do emocji, a nie zimnej oceny motywów. Jakie motywy kierowały Wielopolskim? Tego Luluś nie wie, a ściślej rzecz biorąc – to go nie interesuje. Przypadłość jakże typowa dla fanatyków, dla których mordobicie jest jedynym uznawanym sposobem działania. Kmicicowszczyzna – jeśli ktoś się nie podoba, to w łeb go! A potem trzeba się chować pod sukienkę białogłowy i jakoś o dyshonorze z tego tytułu się nie pamięta, ponieważ wkrótce sytuacja się powtarza. Ile razy pogrobowcy kmicicowszczyzny muszą zaliczyć uderzenie w czoło, aby sobie przypomnieć, że na te same grabie nadepnęli już kilka razy?
A zatem – Wielopolski przyjął pewną metodę postępowania w warunkach, w których argumentów manu militari po prostu nie było. Można się spierać, czy praca organiczna była lepsza/gorsza dla sprawy narodowej, lecz dowodzenie tu braku patriotyzmu czy wręcz zdrady to nieuczciwość intelektualna. A propos uczciwości – przeciwnikami Wielopolskiego byli (nie bez powodu tak nazywani) Czerwoni, czyli jegomościowie zainteresowani nie tyle Polską, co rewolucją socjalną, jakobini z importu dążący do przewrócenia stosunków społecznych do góry nogami, reprezentujący wszystko to, co Prawica ze wstrętem odrzuca. W tym przypadku tak zwana Prawica robi wyjątek – konserwatystę znieważa, a hołubi komuchów. Bo ci drudzy rzucili się z gołymi rękoma na Rusków. Naprawdę tylko tyle wystarcza za alibi?
II. Ponoć brakuje mi „inteligencji emocjonalnej”. Bardzo być może, jednak na jakiej podstawie Luluś wysnuł tak nieubłagany wniosek? Pytanie to jest tym bardziej uzasadnione tym, iż pretensje Lulusia do Wielopolskiego zdają się świadczyć o jego, Lulusia, brakach w EQ – rozpoznanie stanów emocjonalnych margrabiego jest na tyle powierzchowne, że trudno wziąć je w ogóle za diagnozę.
Clint Eastwood przeprosił nas, prawicę, za swoje wcześniejsze filmy. Zrobił to jak trzeba, dając piękną, smutną opowieść, która będzie się nam podobała i z którą trzeba będzie się niestety zgodzić.

W Gran Torino widzimy białego człowieka starej daty, Amerykanina. Biały człowiek starej daty był na wojnie, walczył za swój kraj. Za męstwo otrzymał Srebrną Gwiazdę. Reszte życia przepracował w fabryce Forda. Dziś jest starcem i niebawem umrze. Na jego miejsce przyjdą inni. Żółci, Latynosi, Arabowie. Nie teraz, jeszcze są za słabi, rozkojarzeni, definiują swoje cele na nieco niższej płaszczyźnie. Na razie nie nauczyli się w pełni wykorzystywać swojej siły. Nie są (jeszcze) wystarczająco wykształceni, (jeszcze) zbyt biedni i (jeszcze) trzymani w przedpokoju “Harold Club”. Ale to kwestia czasu, wszystkiego się nauczą, tak jak biały człowiek kiedyś nauczył się myć i jeść sztućcami.
Tak więc widzimy białego człowieka, Amerykanina. Widzimy jego dom, garaż. W garażu narzędzia poukładane niczym na sali operacyjnej. Widzimy jego nienaganną codzienność. Widzimy jak uwiera go otaczająca rzeczywistość: gołe brzuchy panienek, pretensjonalne pozerstwo, duchowa nędza. Powie ktoś, że przecież to normalna zmiana pokoleniowa. Starzy zawsze nie rozumieli się z młodymi, ot co. Nie kochani, to nie cała prawda. Czym innym jest brykać przeciw temu, co nakazał ojciec, a czym innym mieć to generalnie w dupie.

Clint Eastwood pokazał nam różnicę między dawnymi czasy a dzisiejszymi w scenie, w której żółta dziewczyna w towarzystwie białego chłopca mija trzech murzynów. Ci zaczepiają parę w niewybredny sposób. Młody biały osraniec, z czapeczką z wyprostowanym daszkiem, zwraca się do murzyna, który zaczepił jego dziewczynę, per “Bro[ther]“, na co murzyn z obrzydzeniem rzuca pod jego adresem jakieś przekleństwa. Stary biały człowiek ratuje dziewczynę z opresji i wymyśla mlodzikowi od tchórzy. Poczujecie się upokorzeni widząc to, ale to sama prawda.
Widzimy ją wokoło. Czy dziś murzynom, en masse, przyszłoby do głowy delektować się muzyką białych? Delektują się swoją muzyką, rapem, hip-hopem. Po to sobie ją stworzyli. Czy Chińczykom przyszłoby do głowy małpować Wielkanoc? Albo czy Tybetańczycy wpadliby na pomysł, żeby skakać wokół chrześcijańskiego duchownego i ćwiczyć nasz sposób oddychania i stawania na jednej nodze?

Wcześniejsze twory Clinta Eastwooda puszczam w niepamięć. Przyjmuję że błądził, poszukiwał, nieprecyzyjnie dawał przykłady, jak należy się zachować. W Gran Torino pokazał właściwy porządek rzeczy.
Jeszcze słyszę głos Słońca Peru o liberalnej Polsce, dla której CBA jest symbolem Państwa Policyjnego a Radio Maryja wyznaniowego, które należy zlikwidować by przywrócić swobody obywatelskie, gdy nagle ktoś podrzuca Donaldu Tusku jakiś niezrealizowany reżimowy twór, który ten zatwierdza i wprowadza w życie. Już w chwili gdy lekarstwem na brak autostrad okazały się setki nowych fotoradarów zacząłem podejrzewać, że z tym liberalizmem to ma Donald tyle samo wspólnego co Kaczor czy Kwach, ale nie wierzyłem, że powoła podatkowe gestapo!!!
Czymże jest ów twór, który bez zmróżenia oka liberalny, kochający wolność rząd miłości funduje tym których kocha?
Cholera. Czyli już nie wystarczy urząd skarbowy ze swoją skarbową uzbrojoną po zęby policją i sąd zezwalający na wgląd do czyjegoś majątku. Teraz potrzebny jest twór, który już bez takiej kontroli po przeszkoleniu z zakresu jak zapobiegać przestępczości, jak ją konfiskować oraz jak prawnie dowieść popełnienia przestępstwa finansowego będzie nam zaglądał do portfeli i na konta by w odpowiednim momencie skonfiskować nam majątek i dowieść, że to dla dobra ogółu. Przecież w chwili gdy liberalny rząd za przykładem innego liberała Gierka zapożyczył się ponad stan, trzeba uruchomić mechanizm pozwalający spłacać zagraniczne zobowiązania. Przecież do raty kredytowej dojdą za chwilę zobowiązania wobec UE, a do pustego jak wiemy to i Salomon nie naleje..
Proponuję wprowadzić jeszcze liberalnie kamery w każdym domu by przeszkoleni odpowiednio pracownicy dowodzili przestępstw gospodarczych, ekologicznych i na tle seksualnym zanim zrobią to organy ścigania i sądy. Niedaleko już do spełnienia wizji z jedengo z filmów, w którym grany przez Toma Cruisa funkcjonariusz odpowiedzialny był za chwytanie przestępców, którzy jeszcze nie zdążyli popełnić przestępstwa. Ale czy to aby napewno są już przestępcy? I czy faktycznie w takim świecie czujemy sie bezpieczniej?
Sylwester wraz karnawałem sie zbliża, bale przebierańców itp.
Za co, w co byście się przebrali najchetniej? I gdyby było możliwe takie naprawdę przeistoczenie sie w jakąs postać lub rzecz, coś jak kiedyś spiewała Kajah o supermenie.
Kolejny konflikt zbrojny pomiędzy Izraelem a Palestyną. Od wczoraj zginęło ok 280 osób. Strasznie dużo i raczej zapowiada się, że będzie więcej.
Na Ukrainie, 2 czy 3 dni temu, wybuchł gaz w budynku mieszkalnym, zgineło ok 20 osób – szok, tragedia, żałoba narodowa.
A tam? na Bliskim Wschodzie ? Reakcja przypomina trochę taką jak na wiadomość o ilości wypadków samochodowych i ofiar śmiertelnych, nie żeby obojętnie ale bez żałoby Narodowej.
Swoją drogą, reakcje państw uczestniczących, związanych -np. USA przypominają reakcje naszych rządów – są wypadki drogowe? zwiększmy ilość radarów.
Dziś 27.12 rocznica wybuchu Powstania Wielkopolskiego.
Jechałam rano koło koszar i na skrzyżowaniu mijała mnie grupa jeźdźców konnych umundurowanych po żołniersku. Nie zdążyłam zrobić zdjęcia, ale musieli to być Ci, których zdjęcie zamieszczam poniżej.
Fajny widok, taki że ach! żeby tylko nie zamieniali tych koni na konie mechaniczne.
Historycznie na temat Powstania, może zaszczyci nas Xiazeluka odpowiednią notko-historią. Ja tylko coś na kształt flagi wywieszam.
Część druga części pierwszej.
Fantasyczna, rewelacyjna, cudowna, wspaniała. Nie nuży, nie jest gumą na siłę naciąganą, jest jak ciasto drożdżowe, które dojrzało naturalnie.
Nie chcę psuć nikomu przyjemności z oglądania, więc fabuły nie opowiem. Kilka refleksji ogólnych. Ludzie od wieków udomawiają zwierzęta, przypisują im ludzkie cechy. To nas bawi. Obserwując bohaterów filmu każdy zauważy cechy, które rozpoznaje u siebie albo u ludzi wokół siebie bliższych i dalszych.
Co ciekawe, lemury. Król lemur Julian wybrał się również na podbój nowego świata. W obcym środowisku niewiadomo jak znajduje dla siebie miejsce, lemingów używa jako koni. Jest królem i koniec, jak “profesor” profesorem. Nikt nie śmie zaprzeczyć.
I wspaniałe pingwiny. Iskra postępu, katalizator wydarzeń – śliną i taśmą góry potrafią przenieść.
Zachęcam wszystkich – OBEJRZYJCIE TEN FILM
Ja czekam na cdn…