Jak to się robi

listopad 30, 2008 | Loulou 9 Komentarze/y | Kategoria: Polityka

Skąd bierze się poparcie społeczne? Jak urabia się troglodytów, którym nie chce się nawet kliknąc i przeczytać kilku akapitów, przez co w minimalistycznej formie trzeba ich zabajerować? A tak:

Foto z zatroskaną miną, dwa cytaty, jeden z “uczciwością” i zaraz pod tym rozstrzygająca opinia “politologa”: mąż stanu.

Piła V

listopad 30, 2008 | Basia Brak Komentarzy | Kategoria: Kultura

Już kiedyś wspominałam, że uważam Piłę za jednyny horror z treścią i dlatego lubię ten film. Lubię to nie jest najodpowiedniejsze słowo, ale inne, odpowiednie nie przychodzi mi do głowy. Nie jestem przy tym fanem wszystkich części, nawet nie wiem czy wszystkie oglądałam.

Rozczarowała mnie 5tka z takiego powodu że: Przeczytaj Całość »

Tagi:

Przychodzi Murzyn Do Siedem

listopad 29, 2008 | Siedem 6 Komentarze/y | Kategoria: Polityka

noca, zadumanego nad tonia basenu [bo morza - dla mojego bezpieczenstwa - strzega arabscy police] i pyta “Wsio Charaszo Men?” Nie, nie jest charaszo. W tych stronach jezykiem urzedowym jest ruski. Luka  z jego sowietofilia bylby wzniebowziety. Poznalem pelno saszy, Wan i ich diewoczki. Diewoczek luzem nie ma.

gepartgepart

A i panowie pod moimi schodami usypali z kamyczkow jakies zwierze goncze. Cokolwiek to ma znaczyc.

SuperStacja

listopad 29, 2008 | Basia 14 Komentarze/y | Kategoria: Polityka

W związku ze “zmartwychwstaniem” Graczyka ktoś u Kataryny podał linkę do strony SS. Tę stację telewizyjną oglądałam może w sumie 5 minut. Wrażenia można porównać do najgorszego koszmaru, a widok pani Paradowskiej przestarszył nawet pilota od telewizora.

Do rzeczy. Kliknełam na stronę SS. Tam, w temacie Graczyka w dwóch materiałach video  majstersztyk wałęsowsko …tfu… stalinowsko-goebelsowskiej propagandy.

Podsumowanie z SS skrót dwóch mat. dżwiękowych : Z lenistwa, Gontarczyk i Cenckiewicz nie sprawdzili i napisali, że Graczyk nie żyje, albo od razu – skłamali, świadomie i celowo. Książka nadaje sie do kosza, próba podważenia autorytetu Wałesy sie nie udala.

O wyroku sądu lustracyjnego, tyle tylko, że Graczyk NIE ZOSTAL PRZESLUCHANY PRZEZ SĄD…. no i sobie Gontarczyk z Cenckiewiczem wysnuli wniosek że nie żyje….

Takich mdłości dawno nie mialam. SS to chyba wszelkie esbeckie zrzutki. Ciekawe czy Maleszka nie ma tam etaciku.

Niechętnie z wyraźnym ostrzeżeniem o szkodliwości piszę adres SS www.superstacja.com.  Świadomie nie robię z adresu aktywnego linku, abyście świadomie ten adres użyli, jeżeli ktoś ma ochotę. Ja odradzam. Taka GW, to jak przedszkole w porównainiu z SS.

Widząc, że taka SuperHydra ma głos i sieje deziformację można się zaniepokoić. Całe szczęście, że autorzy książki nie są mięczakami i można mieć pewność, że dadzą sobie radę. Próbka na wp.   I pod ten lin akurat zachęcam, żeby kliknąć.

Tagi:

11791.5 kcal

listopad 29, 2008 | Loulou 19 Komentarze/y | Kategoria: Kultura, Osobiste

Do kuchni mężczyźnie wczodzić nie wolno, to już wiemy. Kobieta z miejsca zacznie się rozglądać na boki, komu by tu pokątnie nadstawić, mszcząc się perwersyjnie na ciamciaramci. Myślę, że ten sam mechanizm zaczyna działać, kiedy mężczyzna zgłosi obiekcje do dzieci. Są tacy, mieszkają w dużych miastach. Był kiedyś jeden taki u mnie na wódce. Kiedy jego żona wzięła moją córcię na ręce, osobnik zamarł z wrażenia, wpadł w panikę, że żona dziecko upuści/połamie/zauroczy. Patrzyłem na niego i ten widok mną wstrząsnął.

Kobitka może być kryptolesbijką, wyzwoloną zdzirą, która ma sprężynkę zainstalowaną, deklarować że na pieluchę nie spojrzy nigdy w życiu. Ale niech jej chłopiec skrzywi się na ewentualne dzieci. Z miejsca puści się z byłą sympatią, albo mężem najbliższej przyjaciółki. Natura jest genialna. Spędzanie czasu z człowiekiem, który nie myśli o pełnej konsumpcji, tylko o pokątnej palcówce, jest zwykłym nieporozumieniem.

Ale kiedy już panowie się sprawdzą (kilkakrotnie sprawdzą), mogą raz do roku wejść do kuchni pokazać, jak to się powinno robić. Kobieta w tym czasie może co najwyżej zmywać co chwila użyte naczynia i przyrządy i to w podskokach. Dodatkowo może wysłuchać, jak w kuchni powinno się pracować, co gdzie powinno być ustawione itd.

Tak właśnie było wczoraj. Ileż ta moja kobicina musiała wysłuchać, mój Boże… Ale efekt ją zadowolił w pełni. Oto jak to wszystko przebiegało:

Ciasto kruche.

18 żółtek, masło, cukier.

18 białek pod sufitem.

Bakalie i ser przemielony.

Mieszamy

Wylewamy na ciasto kruche.

Rośnie…

…rośnie i…

… udrażniacz żył wiruje w krwioobiegu.

O dawaniu dupy w kuchni.

listopad 28, 2008 | rizunia 7 Komentarze/y | Kategoria: Osobiste

chlebekchlebuś

Tagi: ,

Świadkowie zmartywchwstają, cd Pierwszego Poruszyciela Wałęsy

listopad 28, 2008 | Basia 8 Komentarze/y | Kategoria: Polityka

Sensacja: “GAZETA WYBORCZA” UJAWNIA: Sławomir Cenckiewicz i Piotr Gontarczyk w książce “SB a Lech Wałęsa” kilka razy napisali, że funkcjonariusz SB, kpt. Edward Graczyk, który miał zwerbować i złamać młodego Wałęsę nie żyje. Dlatego nie mogli skonfrontować pisanych przez niego materiałów z jego relacją. To nieprawda.”

Wałęsa tryumfuje, już jest w ogródku, już wita się z gąską…  

Historycy manipulują!, celowo uśmiercili świadka …odrzucili kluczowe źródło informacji itd.

Tymczasem Edward Graczyk spokojnie sobie żyje w Gdańsku przypadkiem , i złożył zeznania IPeN’owi oddz Białystok

“Graczyk został przesłuchany. Jego zeznanie- złożone w warunkach odpowiedzialności karnej- rzuca nowe światło na sprawę oskarżeń pod adresem Wałęsy. Graczyk twierdzi, że Wałęsa nie był zarejestrowany jako tajny współpracownik SB, a informacje, które uzyskał od niego w trakcie rozmów “nikomu nie zaszkodziły“.

No cóż, ja Wałęsie nie wierzę, a nie wierzę nie bez powodu, a w związku z tym co robi, mówi Wałęsa przez te wszystkie lata, więc i tu węszę spisek.

co zeznałby Graczyk w 2000 roku?

Artytkuł z GW jest fragmentem, nie wiem czy w dalszej części będzie informacja, że w uzasadnieniu wyroku sądu lustracyjnego z 2000 r dot. Wałęsy podano, że ww Edward Graczyk nie żyje właśnie.  Info podał Dziennik, “małym druczkiem” na końcu tekstu, bo jakkolwiek sprawa się potoczy należy najpierw nagłośnić: Były funkcjonariusz SB: Wałęsa nie był agentem

Poszukałam w googlach uzasadnienia. Jest na stronie Wyszkowskiego

Więc? kto pierwszy uśmiercił Graczyka Edwarda?

Inna sprawa, że to kolejny dowód, że nikomu nie można wierzyć i do wszytkiego należy podchodzić z rezerwą jeżeli ma się do czynienia z sitwą komunistyczną.

Cenckiewicz i Gontarczyk zaufali dokumentowi sądowemu i teraz będą się tłumaczyć, że nie są wielbłądami.

Wincenty Pipka

listopad 28, 2008 | Basia 2 Komentarze/y | Kategoria: Polityka

został Dyrektorem Programu Pierwszego Polskiego Radia.

Tak, wiem, że to głupie, szczeniackie, fuj i takietam, ale nie moge sie powstrzymać przed analogią do żartów telefonicznych w stylu : Czy to pani Żabka?, Tu mówi Bocian.

Którz mógłby zadzwonić do pana Wincentego?  ..do radia w nocnych rozmowach naprzykład.

Tagi: ,

Przygody kapusia

listopad 28, 2008 | XiazeLuka 10 Komentarze/y | Kategoria: Polityka, Xiaze

„Oto dziwna historia, która mnie spotkała” zagaja swoją wstrząsającą opowieść tow. Karpieszuk Wojciech, etatowy funkcjonariusz GW (takich nazywa się jeszcze, nie wiedzieć czemu, „dziennikarzami”). Znacie? To posłuchajcie…

Wtorkowe popołudnie. Tłumy studentów na Krakowskim Przedmieściu. Przy bramie Uniwersytetu stoi kobieta i trzyma mniej więcej taki transparent: „Getto ławkowe dla gojów. Jesteś pochodzenia żydowskiego, zwolnij miejsce dla polskiego goja. Jedź studiować do Izraela. Czy dla absolwenta żyda zawsze jest etacik? A dla absolwenta goja żadnej pracy. Koszerny nepotyzm”

W jednostce centralnej targanej przez tow. Wojtka na szyi wzbudzają się elektroniczne obwody Pawłowa, alarm! Terminator Karpieszuk niezwłocznie wkracza do akcji:

Za nią w samochodzie siedzi i przygląda się temu dwóch strażników miejskich. – Wariatka, nie wariatka, coś zrobić trzeba – myślę. Podchodzę i pytam, czy zareagują.

Stop, czas na dygresję. Tow. Karpieszuk w innym miejscu sam wspomina, iż babę z transparentem widywał także pod siedzibą główną GW, gdzie domagała się lustracji etnicznej Karola Wojtyły. Tow. Karpieszuk podaje się dumnie za dziennikarza, niemniej wówczas jakoś obwody mu się nie załączyły, zupełnie nie zainteresowała go przyczyna, powody czy motywacje owej kobiety. Nie podszedł do niej ustalić, czy ma do czynienia faktycznie z wariatką, czy raczej osobą zgorzkniała, uważającą się za pokrzywdzoną albo wręcz proroka. „Dziennikarza” to zupełnie nie obeszło, on nie widział człowieka (z być może jakimś problemem życiowym, emocjonalnym, materialnym, niepotrzebne skreślić), lecz transparent z nienawistnymi treściami. Tak zwanego dziennikarza nie interesuje sens zdarzenia, on kieruje się wyuczonymi odruchami. Koniec dygresji.

Ciecie miejskie nie wykazują ochoty do interwencji, tow. Karpieszuk zatem rzuca, że czuje się urażony. „Dlaczego?” – pyta uprzejmie strażnik. Delatorowi słowa stają kantem w gardle:

- No… Ona nie wzywa do przemocy, ale do tego, żeby polskie uczelnie były dla Polaków. To jest też antysemityzm – tłumaczę trochę speszony pytaniem.

Trudnościom tow. dziennikarza nie należy się dziwić, został całkowicie zaskoczony brakiem ideologicznej komitywy. GW od lat tresuje społeczeństwo antyantysemityzmem, więc przynajmniej wśród mundurowych nie powinno być wątpliwości – a tu klops! Trzeba się tłumaczyć, a tłumaczenie przyjętych na wiarę aksjomatów to nie taka prosta sprawa, jak widać powyżej, tow. Karpieszuk z wyzwaniem sobie nie poradził. Według niego p r o ś b a skierowana przez goja do Żydów jest antysemityzmem…

Niedouczony ideologicznie strażak miejski odmówił podejmowania jakichkolwiek czynności, niemniej zaproponował, że może wezwać policję:

- Wzywać? – upewnia się.

- Wzywać – odpowiadam.

Tak jest, bez donosu obyć się przecież nie może, jak nie drzwiami, to oknem. „Dziennikarz”, wielce z siebie zadowolony, idzie do sąsiedniej knajpy na „wywiad ze studentką”. Wydawałoby się, że dziennikarz przeprowadzając wywiad czuje się jak ryba w wodzie, niestety, katusze nie pozwalają mu usiedzieć w miejscu, dusza denuncjatora bierze górę:

Mija pół godziny. Na wywiadzie nie mogę wysiedzieć. Sprawdzam, co się dzieje. Kobieta dalej stoi. Ludzi robią jej zdjęcia. Jest już policjant i trzeci strażnik.

Policjant pyta się (następny ciemniak ideologiczny), o co właściwie chodzi. Tow. Karpieszuk dzielnie informuje, że o „antysemityzm”. Mundurowi wyjaśniają „dziennikarzowi”, że jeśli złoży oficjalne zawiadomienie, to pani z transparentem wyląduje na dołku. Tow. Karpieszuk przeżywa hamletowskie rozterki:

I mam wyrzuty sumienia. – Co ja narobiłem? – myślę. – Przeze mnie zaraz zapakują kobietę w sukę i powiozą na komendę.

Na szczęście zbędne skrupuły szybko mijają:

Ale ona dalej dziarsko stoi z transparentem.

Kobieta stoi na ulicy z transparentem. Stoi w milczeniu. Potworna, niewiarygodna zbrodnia. Tow. Karpieszuk chętnie by ja widział w turmie między bandytami i prostytutkami, niestety z nieustalonego powodu nagle postanawia wrócić do swojej „zniecierpliwionej rozmówczyni”. Bo, warto w tym miejscu przypomnieć, „dziennikarz” przeprowadza właśnie wywiad. Rozmówczynię ma za nic, biega w te i wewte, demonstrując jej swoje lekceważenie, jak na rasowego paparazzi przystało:

Ale już skupić się nie mogę i zaraz kończę spotkanie.

To sobie pogadali. Kapuś wyskakuje na ulicę, a tu rozczarowanie:

Na zewnątrz półmrok, ani śladu po kobiecie z transparentem ani po strażnikach i policjancie. W mojej komórce nieodebrane połączenia. To strażnik […]  Mówi, że policjant stwierdził, że transparent nikogo nie obraża i odmówił interwencji. Zrobiło się ciemno, kobieta zwinęła plakat i sobie poszła. A ja, jak dalej czuję się urażony jego treścią, to mogę iść na komisariat przy Wilczej i złożyć zawiadomienie.

W tym momencie „dziennikarz” Karpieszuk stawia ostatnią kropkę. Tajemnicą zatem pozostaje status donosu: złożył go w końcu czy nie? Wnosząc po melodii zakończenia – tow. Karpieszuk raczej nie wypełnił do końca swej powinności, a to stanowi podstawę do złożenia w redakcji GW doniesienia na niego: zlekceważył publiczny przejaw antysemityzmu!

PS. Tow. Karpieszuk uważa się za pokrzywdzonego. Bo strażak miejski go przy okazji wylegitymował…

Człowiek, jakich już nie ma

listopad 28, 2008 | Loulou 5 Komentarze/y | Kategoria: Osobiste

Przede wszystkim wprawmy się w dobry nastrój jakimś skocznym kawałkiem. Mając go już odpalonego w tle, możemy czytać dalej, choć sprawy będą poważne.

Blues Brothers ft. Ray Charles - Shake a Tail Feather

Marek z Łodzi był mężczyzną w pełnym tego słowa znaczeniu. Objawiało się to w wielu sytuacjach. Np. startując po raz CZWARTY na łodzką filmówkę, na wydział operatorski i po raz czwarty wzorowo zdając egzamin pisemny, za to oblewając “rozmowę kwalifikacyjną”, oświadczył szanownej komisji, że więcej nie będzie próbował, ponieważ nie jest obrzezany a miejsca rozdysponowane macie ściśle dla swoich. Jakiegoś profesorka, któru mu zaczął w tym momencie prawić morały, potraktował kopniakiem w dupę, za co sędzia-komuch uniewinnił go na kolegium.

Marek nienawidził komuny organicznie. Przyznawał wiele razy, że za PRLu – prowadząc zakład krawiecki – miał wagony pieniędzy a imprezy polegały na piciu dą perinią z butów i żarciu kawioru łyżką do nich. Choć w III RP kokosy się skończyły, nigdy nie mignęła mu nawet tęsknota za PRLowskim syfem.

Podobnie wyglądał u Niego stosunek do ruskiej holoty. Przyjeżdżali do niego po towar, płacili żywą gotówką, nie miał z nimi problemów najmniejszych. Ale czuł ulgę, kiedy przestawali przyjeżdzać. Nie szkoda mu było tych kontrahentów. Był to wybór czysto ideowy.

Marek uwielbiał też mordobicia. Uwielbiał przypierdolić w ryja. Był przy tym człowiekiem dobrze wychowanym, szarmanckim dla białogłowych a w domu niemalże pantoflarzem. Lubiany powszechnie, bawił dowcipem i ciętym językiem.

Taki był nieodżałowany Marek.  On kazał mi kupić aparat i robić zdjęcia, on kazał czytać najbardziej ekstremalną literaturę, ukazał właściwy porządek rzeczy i otworzył serce na szlachetne uczucie antysemityzmu, który uważał za właściwość ludzi przyzwoitych i na poziomie.

Dziś już nie ma takich ludzi. Gdzież Loulouwi do Marka…. a co dopiero ci, no wiecie: z dużych miast.Ale przejdźmy do sedna.  Razu pewnego, do małżonki Marka przyszła psiapsiółka na ploty i zaczęła wychwalać swego starego, jak to on jej w kuchni pomaga, jak wspaniale gotuje, jakie potrawy potrafi przyrządzić itd. Małżonka Marka wysłuchała tego cierpliwie i skwitowała krótko: gdybym Marka zobaczyła w kuchni – nie dałabym mu dupy.

That`s it.

... free counters