Pstrąg w sosie maślanym jest niekoszerny
Belgijska telewizja publiczna VRT zrezygnowała z emisji odcinka programu kulinarnego “Plat Prefere” (Ulubione Danie), w którym miał być zaprezentowany ulubiony posiłek Adolfa Hitlera. Gospodarz programu Jeroen Meus gotuje ulubione posiłki różnych słynnych osób, na przykład wcześniej „gościł” Salvadora Dali i Freddiego Merkurego.
Dlaczego pieniądze wydane na nagranie programu poszły w błoto? Oczywiście, oczywiście, to żadna niespodzianka:
Stanowisko histeryków żydowskich to nic nowego, niemniej przy każdej tego typu okazji ogarnia mnie dezorientacja: z jednej strony starsi ziomale w wierze starają się nie dopuszczać do przestrzeni publicznej słowa „Hitler”, z drugiej – nieustannie domagają się celebrowania pamięci o samozwańczo wytypowanym centralnym punkcie dziejów świata. A jak tu wspominać o holokauście bez podania nazwiska autora? Z zacytowanej powyżej złożonej pretensji p. Freilicha wynika jednakże, że mówić o towarzyszu Hitlerze wolno, lecz jedynie w jednoznacznie mrocznych tonach. Ot, był to potwór, co to żadnych „banalnych” czynności nie wykonywał: nie jadł, nie pił, nie korzystał z garderoby, toalety czy fryzjera. Kwintesencja zła i już.
Stanowisko takie wydaje się być zbyt jednostronne, zanadto pochopne, wszak śledztwo dotyczące menu Adolfa mogłoby doprowadzić do sformułowania naukowych wniosków, przykładowo „nadmierne spożywanie sałaty wywołuje agresję” albo „brak mięsa wzmacnia asertywność”. Tym bardziej że precedens już był, żydowscy uczeni zdemaskowali toksykologiczne związki w mleku polskich matek…
Hitler Hitlerem, jednak przy okazji dostało się „naiwnemu” i „źle poinformowanemu” p. Meusowi. Pan Meus zabrał się do gotowania lekkomyślnie, z książką kucharską w ręku. Tymczasem, jak go pryncypialnie napomniał cenzor Freilich, zanim się ktoś złapie za patelnię, powinien najpierw zdać egzamin z holokaustu. Z pewnością nie jest to takie łatwe jak gotowanie, jako że z wywiedzeniem związku między pstrągiem w sosie maślanym a holokaustem nie każdy sobie poradzi. W ostateczności pozostają obozy reedukacji… pardon… korepetycje w redakcji „Joods Actuel”, niedorozwiniętego p. Meusa na pewno przyjmą tam z otwartymi ramionami – pracuje w telewizji, więc dobrze zarabia. A za niedoinformowanie się płaci…
Prawdę mówiąc na zajęcia dodatkowe przydałoby się posłać w zasadzie każdego, kto wykazuje się „naiwną” znajomością historii II wojny światowej. O „niedoinformowaniu” świadczy samo używanie tego zwrotu – „II wojna światowa” – banalizującego problem i mogącym wprowadzić w błąd szczególnie osoby młode. W istocie w latach 1939-1945 doszło do holokaustu, którego „II wojna światowa” była jedynie detaliczną częścią. Kiedy już wbijemy sobie to wszyscy do głowy, możemy iść do kuchni.
październik 31, 2008 o 16:23
Jako hodowca pstraga i producent masla bardzo dziekuje za uratowanie moich dochodow. No przeciez kto normalny nadal bedzie jadl pstraga i maslo po informacji, ze smakowaly one Temu, Ktorego Imienia Nie Wolno Wypowiadac!
I najwyzszy czas zrobic cos z akademiami szut pieknych, ucza tam hobby Adolfa, horror.
październik 31, 2008 o 18:12
„Wyobraźmy sobie, że tow. Stalin zwykł konsumować czerwony kawior w czerwonym winie. Czy informacja na temat menu tego ludojada obraża moralność? Co jeszcze można objąć zakazem – wspominanie, że Himmler lubił goździki, Pol Pot twórczość Sartra, a Kwaśniewski pół litra?”
Przepraszam Luka, że przekleiłam Twój komentarz z Salonu, ale logowanie tam wymaga siedmiu listów poleconych i tyleż samo zdjęć z profilu, a ja mam potrzebę NA JUŻ.
Myślę, że nie ma nic złego w informacjach, co, kto i dlaczego lubił czy preferował. Problem w tym, jak to jest „podane”. Wiele jest wzmianek, że Hitler miał oddanego psa, lubił spacery i kochał bawić się ze szczeniakami i pewnie za te szczeniaki miałby już u mnie plusa, miałby, gdyby nie cała reszta jego życiorysu (fakt, co zrobił z tym psem pominę).
Program kulinarny, to temat z gatunku ROZRYWKOWYCH. Trudno mi sobie wyobrazić, że jednym okiem pilnuje w kuchni topiącego się masełka, a drugim zerkam na monitor, czy dobrałam właściwe proporcje, a la Hitler. Jeżeli autorom programu chodziło o, samo przygotowanie pstrąga w maśle, to jestem pewna, że bez trudu można było znaleźć kogoś, kto był równie „wielkim” jego smakoszem, a nie wzbudzałby tylu, a właściwie SAMYCH negatywnych uczuć (o mdłościach nie wspomnę). Ewentualnie, można było jeszcze, zamiast masła, zaproponować w przepisie skopolaminę! Byłoby bardziej wiarygodnie..
Przypuszczam też, Luka, że gdyby jednak odbyła się emisja tego (KULINARNEGO ROZRYWKOWEGO) programu, sprzeciw popłynąłby nie tylko ze środowisk żydowskich.
Pozdrawiam
październik 31, 2008 o 18:42
Em,
Przypominam: “Gospodarz programu Jeroen Meus gotuje ulubione posiłki różnych słynnych osób”
Twierdzisz może, że tow. Hitler nie jest “słynną osobą”?
październik 31, 2008 o 19:17
Słynny inaczej..
Ja, tez go wymieniam, jako słynnego, kiedy mam wykład o schizofrenii, ale wspomnieć, to jedno, a ugotować mu obiad, to drugie. Słowo klucz: entertainment.
Ps: Muszę do pracy. Gdyby coś/cd, będę za godzinę;)
październik 31, 2008 o 20:38
Inaczej-nieinaczej – slynny. Moze raczej slawny bardziej pasuje. Ale to tak jak Stalin co to wybitnym politykiem byl. Cala Europe Zachodnia zrobil w wala i to tak, ze dzis nie wszyscy sie w tym polapali, he he. Ciekawym co tez Stalin lubil konsumowac.
październik 31, 2008 o 22:36
@Przemek. Stalin lubiejał konsumowac to co wcześniej kosztowali jego adiunkci [tfu adiutanci] i nie mieli drgawek po tym :]
listopad 1, 2008 o 13:18
Zastanawia mnie, czy dania w obozach koncentracyjnych były koszerne. Może ten telewizyjny kucharz powinien napisać książkę kucharską pt KL Kosher?
listopad 1, 2008 o 13:44
belgia ma dobre stosunki z nami. byc moze nie chcial jątrzyć i nie wspomina o polskich obozach zagłady żeby nam przykro nie było.
listopad 3, 2008 o 14:12
cóz, politpoprawność się szerzy, a ze przy okazji Żydzi trzymają rękę na pulsie… to jakoś nie wypada pisać że Hitler jadł, pokazywać jak się przygotowuje konsumowane przez niego posilki itd. itp. Ciekawe czy wegetarianizm przy okazaji nie ucierpi :)
listopad 3, 2008 o 14:14
“Program kulinarny, to temat z gatunku ROZRYWKOWYCH.”
a komedie to z jakiego gatunku. Tam się też “uczłowiecza” Hitlera.
listopad 3, 2008 o 14:20
A właśnie, w “Halo Hans” pojawił się sam Wódz Wielkoniemieckiej III Rzeszy, kanclerz Adolf Hitler. Pokazano go jako skończonego idiotę-kurdupla, którego szeregowy esesman pakuje do lochu. Młodzież może poczuć się zdezorientowana brakiem odwołania do holokałstu, bo “Halo Hans” to komedia.
listopad 3, 2008 o 15:33
„skończony idiota-kurdupel” vs smakosz o delikatnym podniebieniu*
Retorycznie tylko zapytam: dostrzegasz Luka różnicę?
*plastikowy mostek
listopad 3, 2008 o 15:35
Em,
jedno drugiemu nie przeczy. No i zapamietam na przyszłość, że wiedzę o świecie nabywasz za pośrednictwem sitkomów oraz programów Makłowicza.
listopad 3, 2008 o 15:45
“„skończony idiota-kurdupel” vs smakosz o delikatnym podniebieniu*
Retorycznie tylko zapytam: dostrzegasz Luka różnicę?”
i jedno i drugie “uczłowiecza” Hitlera. Kto wie czy komedie nie czynią tego bardziej. Zresztą nie widzę w tym nic złego. Jak też w powiedzeniu że malował. I to raczej nie ławkowcem. Ksiażki czytał, po piwiarniach “za młodu” łaził.
listopad 3, 2008 o 15:45
Rozczaruję Cię jeszcze bardziej. Nie znam, ani Sitkoma, ani Makłowicza. Ja tylko jajecznicę potrafię!
No, może jeszcze łososia w truskawkach, od wielkich dzwonów;)
listopad 3, 2008 o 15:51
to_ya,
Tak ten zarzut często się pojawia. Ciekawe tylko, co znaczy.
listopad 3, 2008 o 15:52
Em,
Właśnie się domyśliłem, na wielu rzeczach się nie znasz.
listopad 3, 2008 o 16:04
to_ja
„skończony idiota-kurdupel” vs smakosz o delikatnym podniebieniu
W tłumaczeniu: komizm postaci vs promocja
Luka
Kropka nad „i” należy do Pana (w tle słychać brawa)
listopad 3, 2008 o 16:29
Em,
Ciekawostek nie zamieszcza się na ulotkach wyborczych. Pstrąg w sosie nigdy o Ałszwic nie słyszał.
W “Halo Hans” Brudner zwykł się witać ze swoją flamą tak: “Hajl, kochanie, Hitler”. Ofiary pstrąga są oburzone.
listopad 4, 2008 o 13:55
“to_ja
„skończony idiota-kurdupel” vs smakosz o delikatnym podniebieniu
W tłumaczeniu: komizm postaci vs promocja
Luka
Kropka nad „i” należy do Pana (w tle słychać brawa)
naPisał magda.em”
cóż, niektórym ponoć i dziura w płocie “się kojarzy”. Już pomijając to, ze normalnego człowieka powinno się zaznajamiać ze _wszystkimi_ aspektami sprawy. Czy to tyczy Stalina, Hitlera, JPII, Benedykta XVI, młodszego Busha, Czyngis-Chana, Kaligule czy kogokolwiek innego. Jakaś chora politpoprawność i filtrowanie historii się szerzy. To niezdrowe z definicji.
listopad 4, 2008 o 14:03
“Rozczaruję Cię jeszcze bardziej. Nie znam, ani Sitkoma, ani Makłowicza. Ja tylko jajecznicę potrafię!
No, może jeszcze łososia w truskawkach, od wielkich dzwonów;)”
to niedobrze, jak za Maklakiewiczem, pardon, Makłowiczem nie przepadam, to jednak z paru przepisów udało mi sie skorzystać :) Po paru niewielkich modyfikacjach (a i to nie zawsze) naprawdę dobre dania wychodziły. Nie ma się co wstydzić, trzeba sie uczyć. Także jeśli chodzi o potrawy gotowane Hitlerowi, bo chyba trucizny sobie nie kazał przygotowywać. Moja obecna druga połowa nawet wodę na herbate potrafiła swego czasu przypalić, a teraz przepyszne dania robi, więc sama widzisz, nawet kobieta potrafi sie czegoś poza gotowaniem wody czy przyrządzaniem jajecznicy nauczyć ;) Ja naprawde wierzę w inteligencje płci nadobnej :)
listopad 4, 2008 o 15:21
“Zastanawia mnie, czy dania w obozach koncentracyjnych były koszerne. Może ten telewizyjny kucharz powinien napisać książkę kucharską pt KL Kosher?”
nie wiem czy koszerne czy nie, ale skład był dość prosty: do kotła wrzątku wrzucić trochę brukwi i ziemniaków. Poczekać aż się ugotuje. Podawać chochlą na talerz i konsumować zagryzając kromką chleba. Dokładki raczej nie były przewidziane.
listopad 4, 2008 o 23:34
@To_ja
Gotowanie wody, opanowałam już do perfekcji i to na trzy sposoby!
Najlepiej wychodzi mi ten na parze;)
Sam Pollock by się nie powstydził;))
listopad 4, 2008 o 23:38
co to było?
listopad 4, 2008 o 23:41
Mleko wykipiało :)
listopad 4, 2008 o 23:52
Ciepło, ciepło, Sz0ku! Prawie, jak z tym psycholgiem:))
listopad 4, 2008 o 23:53
ostro w tej kuchni było :))))) na logike to mogło tak pieprznąć tylko żarełko podgrzewane w opakowaniu hermetycznym – znaczy sie puszka lub coś w tym sensie (o ile żarełko)
listopad 4, 2008 o 23:53
Nie chcę się chwalić ale mi tak puszka coli kiedyś zrobiła z tylnego siedzenia. W czasie jazdy. Wycieraczki nie mogły tego zebrać bo były z drugiej strony szyby.
listopad 4, 2008 o 23:59
Cola pewnie by wsiąkła, a ja mogłam jeszcze przez tydzień ściany lizać!
listopad 5, 2008 o 00:13
trzeba będzie dać to ostrzeżenie [od lat 18u]. Wsiąkła we wszystko. Całe szczęście, że to nie mój peżot był.
listopad 5, 2008 o 00:16
mleko skondensowane w cipuszce :) mój typ na ten wyblow na fotce.
listopad 5, 2008 o 00:40
Pro100,
wszystko ładnie się zgadza, tylko właśnie, ta logika gdzieś mi przysnęła:))
Rizunia,
Zawsze byłam zdania, że nikt nie zna się tak na cipuszkach, przepraszam, na kobietach, jak druga kobieta;)
Bez urazy Pro100:)
listopad 5, 2008 o 08:10
Jak dla mnie ostra niedrożność u klienta Twej kuchni ;-)
listopad 5, 2008 o 08:18
naddrożność :))))))))))
listopad 5, 2008 o 08:28
Że myślisz, że z drugiej strony? Ale wtedy musiałby robić gwiazdę w trakcie…
Powtarzając za Shrekiem: “z dwojga złego lepiej tą (a nie tamtą) stroną”
listopad 6, 2008 o 13:50
no w każdym razie jakbyś miała patent plastyka a raczej “PLASTYKA” to byś mogła za ten performance zyliony wołać. też za młodzieżowych czasów coś podobnego zrobiłem tyle że materiał inny. handgranata własnej produkcji mi w rekach eksplodowała, szczęściem z lekkiego plastiku. ściany i podłoga były niemal identyczne tyle, że mocniej w czerwony.
listopad 6, 2008 o 22:23
Pro100,
Desenik wprawdzie wygląda, jak dzieło przypadku, ale nic bardziej błędnego. Od trzech lat nie mogłam doprosić się o remont kuchni!
W “planach” mam jeszcze łazienkę;)
listopad 6, 2008 o 23:52
magda.em
a co, jeśli można zapytać, zamierzasz ekslodować w łazience? no i żeby to wygladało w miarę naturalnie?
listopad 7, 2008 o 00:13
@prosto: najlepsze desenie robią (oprócz dzieciaków) szampany i wina musujące zwłaszcza nie te białe :)
@em: może należało częściej robić łososia w dzwonie z truskawek, albo nabyć umiejętność robienia nie tylko dzwonnej ryby, facet (zwłaszcza mąż) lepiej działa znaczy:widzi, słyszy,pieprzy itd. itp. po smacznym i obfitym posiłku. Może remont miałabyś już z sufitu :)
listopad 7, 2008 o 00:43
Szampan + truskawki + wanna… Odpada! Ocknęłam się przy drugim zachłyśnięciu!!!
Myślałam o czymś bardziej prozaicznym, np jaskrawo czerwona farba do włosów?!
Zawsze można potem wmówić, że to dla niego chciałam „zapłonąć”;)
PS; ryba NIE WPŁYWA na wszystko!
listopad 7, 2008 o 17:24
a jak sie eksplduje farbe do włosów?
listopad 7, 2008 o 19:37
Zaliczyłam dzisiaj fotoradar przy 170/h:((
Ta łazienka.. WCALE nie wygląda tak źle!
listopad 7, 2008 o 20:04
Ważnem, że żyjesz. My tęknimy Ty dajesz znać. Przepraszam ja tak w imieniu kolektywu.
listopad 7, 2008 o 22:36
Żyję. Kino odwiedziłam. „33 sceny z życia”. 30 z mojego, niestety
Wyczołgałam się..
listopad 7, 2008 o 22:50
Poproszę recenzję. Mam świadków.
listopad 8, 2008 o 00:40
Jestem w stanie tylko z tych trzech, co były nadprogramowe.
Ilekroć bohaterka spływa po ścianie, myślę sobie, super, to jednak nie ja.
Trzy razy tak sobie myślę.
listopad 8, 2008 o 00:46
A tak serio, film, w mojej optyce, bardzo dobry. 33 zaskakująco prawdziwe migawki z życiorysu, indywidualnie i grupowo. Bunt w czystej postaci.
Dlatego też, nadwrażliwym, nadczynnym i z deficytami, odradzam.
listopad 8, 2008 o 01:13
Pro100,
w zdaniu „WCALE nie wygląda tak źle!”, wykrzyknik jest niechcący, znaczy się, nie chciałam:)
listopad 8, 2008 o 03:01
@em: kokietkaś… zdrowa ryba może WPŁYWAĆ ale oczywiście nie musi… natomiast co do wszystkiego to do niczego.:)
listopad 8, 2008 o 07:43
@em
są na świecie chopy różne. jednego kreci dopiero jak coś DUUŻEGO na horyzoncie. jak zakładałem x lat temu akwarium to zatrzymali mnie dopiero na pietnastym. jak sie budowałem to w zupełności by mi wystarczyło działka z 1000 m, chałupa 130 i ewentualnie oczko na 30 m kubicznych. i guess what? działke kupiłem 2000, chałupę walnąlem 220 m i oczko 100 m sześciennych. czasem w nocy sie zastanawiam na ch.. mi to było, ale prawda taka że wersja wystarczajaca by mnie nie kreciła i nic bym nie zrobił (sąsiad walnął chałupę 500 m – ten to ma pierdolca!!!! :))). tak, że jak chop w tym stylu to duperelą pt remont kuchni to nie zawracaj gitary, sama zorganizuj ekipe, projekt i czekaj kiedy się pokapuje co jest nie tak z tą kuchnią. a głowie rodziny rzuć temat skromnej rezydencji w stylu pałacu namiestnikowskiego.
listopad 8, 2008 o 17:04
Tance godowe przywedrowaly na wpisza na dobre. Brylantyna, zimny lokiec, wujek dobra rada oraz chichotki podlotek i staranna nieporadnosc blondynki. Czekamy na stworzenie dzialu z poradami sercowymi pt. “Napisz do Siedemasi”.
listopad 8, 2008 o 18:22
> staranna nieporadnosc
Umarłem. :D
listopad 8, 2008 o 18:27
Jak ja kilka dni temu napisałem “coś w tym stylu” to dostałem bana na wpiszu a ucho mnie przez godzinę bolało od telefonicznego wrzasku “nieporadnej blondynki”… nowe czasy nadchodzą
listopad 8, 2008 o 19:15
Vorlon, to chyba dobrze że nadchodzą. :)
listopad 8, 2008 o 19:24
Dobre złego początki
listopad 8, 2008 o 19:24
7 gdzies na baciarce chyba, rewolucyjna czujnosc na nizszym poziomie.
listopad 8, 2008 o 19:35
A Luka, szpec nad szpece, dalby przepis na tego pstraga, tylko porzadny.
listopad 8, 2008 o 20:53
loulou – 8i1/2 zgryźliwiego tetryka. jak bedziesz miał 64, dżuma się przed Tobą schowa.