Człowiek honoru

wrzesień 30, 2008 | geralt 4 Komentarze/y | Kategoria: Geralt, Polityka

Honorowy obywatel III RP, wzór cnót i mentor środowiska Adama Michnika – sumienia narodu po raz kolejny został skompromitowany. Oczywiście w oczach tych, którzy nie zostali jeszcze skundleni przez twórczość Maleszki i potrafią przyjąć, że historia służy temu by wyciągać z niej wnioski a nie by ją fałszować.

Otóż okazuje się, ze nasz salonikowy bohater prześladował żołnierzy Andersa pracując tuż po wojnie w Informacji Wojskowej – formacji będącej bezpośrednim przedłużeniem sowieckiego wywiadu wojskowego. Ups, jak to sowieckiego? Przecież pracował dla Informacji Wojskowej w Polsce więc jak mógł dla sowieckiego wywiadu robić spyta uważny student Gazety Wyborczej. Podobnie ów student zapyta o WSI w wolnej III RP, no przecież GW pisała, że służyć ojczyźnie to zaszczyt i nie należy się wstydzić gdy się współpracowało, bez względu na to skąd wywodzą się służby. Marszałek Komorowski zaś mówił, że Polska nie ma i nie jest nawet zagrożona posiadaniem obcych agentów infiltrujących nas od środka. Więc o co chodzi?

A no o to kochane żbiki, że tak jak w latach 50 tak i dziś, pracujący na rzecz tych instytucji, które w prostej lini, także personalnej, wywodzą się z sowieckich struktur, prześladują przede wszystkim uczciwych ludzi, którzy owym strukturom i agenturze zaszkodzić mogą. I tak jak Kiszczak starał się kompromitować i szkalować bohaterów II RP co, jak pisze “Polska” kończyło się także śmiercią tychże prześladowanych, tak dziś kompromituje się prawdziwych bohaterów walki o Polskę w czasie PRLu, w ich miejsce dając nam takie ścierwa i nazywając je Ludźmi Honoru.

Wygrana bitwa

wrzesień 30, 2008 | Loulou 46 Komentarze/y | Kategoria: Ekonomia

Wygląda na to, że amerykański kapitalizm ocalał i wiele wody upłynie w Hudson River, zanim Wuj Sam stanie sie pospolitym dziadem. Oto Kongres odrzucił propozycje administracji Dablu Busha (który zaprawdę już chyba rozum postradał), popieraną przez szefa Rezerwy Federalnej i stręczoną silnie w mediach, aby złodziejskim lichwiarzom dosypać do wora $700mld z budżetu, na pokrycie strat wynikających głównie z ryzykownej polityki kredytowej i inwestycyjnej.

Lichwiarze podnieśli wielki wrzask, że koniec świata nadchodzi, słońce nie wzejdzie, a księżyc nie da światłości swojej. Jednak najbardziej rozbawiła mnie informacja, że przez ten koniec świata, w sektorze bankowym (czy szerzej: finansowym) może stracić prace 100tyś. ludzi. Wydaje mi się, że nie ma dla nas wszystkich lepszej informacji! Najlepiej, gdyby pracę straciło 90% pracowników sektora bankowego!!! Taki statystyczny pracownik jest bowiem zazwyczaj kompletnym zerem a już na pewno wartość jego pracy na rynku wynosi zero absolutne. Trafił do owych kahałów ze strachu przed uczciwą robotą, swoją pozycję zbudował na podpierdalaniu współpracowników, wazelinowaniu managerowi i minetce strzelonej koleżance zza biurka w szalecie wyłożonym granitem, podczas którego to zabiegu dowiedział się tego i owego o konkurentach do awansu. Zarabia toto ze $300tyś. rocznie, na święta dostaje $10tyś. tipa, fundują mendzie wakacje, ubezpieczenie, fure skórę i komórę. Do obowiązków tej odrażającej weszki należy stręczenie klientom “instrumentów finansowych”, czyli wydzieranie od naiwniaków kasy, z pomnożenia której ochłapek rzuca się inwestorowi, który ni chuja nie jest w stanie dowiedzieć się co dzieje się z jego pieniędzmi, jak są inwestowane, jak naliczane są ewentualne dywidendy itd. Weszka”pracuje” zazwyczaj do kofitajmu, potem zaczyna się pierdolenie kto był wczoraj na jakim gymie, która lepiej się tarła i czy najnowszy sweterek Stiva jest trendy czy gay.

Dlatego dziś Loulou, który serce ma po lewej stronie, wielce jest uradowany, że świat pracy, świat prawdziwego kapitalizmu, świat straganu, stolarni, firmy transportowej, przedsiębiorstwa budowlanego, szwalni i punktu skupu metali kolorowych, obronił się przed stadem wrzeszczących gudłajów i nie dał się skubnąć na $700mld.

PS. Poniewczasie otworzyłem Gazetke, a tam genialne usprawiedliwienie ewentualnego dziadostwa nad Wisłą: Analityk rynków finansowych Marek Zuber uważa, że odrzucenie przez Izbę Reprezentantów planu ratowania amerykańskiego systemu finansowego wpłynie na spowolnienie polskiej gospodarki. Jakżeby inaczej!

Dzięki Wam składamy, towarzysze komuniści!

wrzesień 29, 2008 | XiazeLuka 20 Komentarze/y | Kategoria: Polityka, Xiaze

Były rzecznik Jana Pawła II, niejaki Navarro-Valls Joachim, stracił okazję, aby siedzieć cicho. W obszernym artykule opublikowanym we włoskiej “La Republice” niejaki Navarro-Valls Joachim skatował czytelników ekstremalną łagodnością, pisząc między innymi o towarzyszu Spawaczu:

Data 12 września, gdy rozpoczął się proces gen. Jaruzelskiego, będzie pamiętna dla Europy. […] Jaki sens może mieć dzisiaj sądzenie takiego człowieka, i do tego tak starego? W istocie generał Jaruzelski to symbol reżimu komunistycznego. A wytaczanie procesu ikonie pociąga za sobą ryzyko postawienia przed sądem bezosobowej historii, co kończy się przypisaniem tej osobie win historii. Takie postępowanie jest nieludzkie […]

To nie koniec tortur wyrozumiałością – zdaniem niejakiego Navarro-Vallsa Joachima proces odkryje niewinność generała. Archanioł Joachim bez trudu zidentyfikował także przyczyny aktualnego polowania na czarownice: odpowiedzialny jest za nie powołany ad hoc bardzo groźny trybunał (tak na włoski tłumaczy się akronim IPN), główne narzędzie szatańskiej kontrowersyjnej lustracji.

Niejaki Navarro-Valls Joachim prawdopodobnie dokonał w wolnym czasie egzegezy swojego imienia i nadmiernie przejął się wynikami owych badań: Joachim to imię pochodzenia hebrajskiego, oznaczające pierwotnie “Bóg pocieszy, pokrzepi, podniesie” – tak można wytłumaczyć ewangeliczną natarczywość papieskiego eks-rzecznika. Chociaż równie dobrze brzmi hipoteza tłumacząca powód wyprodukowania hagiograficznego artykułu na temat tow. Spawacza dramatycznymi względami geriatrycznymi. Czyżby niejaki Navarro-Valls Joachim nie rozumiał, że jego prowroniasta laurka natychmiast stanie się żerem dla wojowniczych żurnalistów bez sumienia, którzy natychmiast wykoślawią natchnione frazy ekumenizmu watykańsko-komunistycznego prostackimi odniesieniami do pierwszych lepszych nazikomunistów? Toć to dziecinnie proste:

Data 12 września, gdy w Izraelu rozpoczął się proces Adolfa Eichmanna, będzie pamiętna dla świata. […] Jaki sens może mieć dzisiaj sądzenie takiego człowieka, i do tego tak starego? W istocie Eichmann to symbol Holokaustu. A wytaczanie procesu ikonie pociąga za sobą ryzyko postawienia przed sądem bezosobowej historii, co kończy się przypisaniem tej osobie win historii. Takie postępowanie jest nieludzkie […]

Rewolucyjną czujnością wykazali się również redaktorzy bolszewickiego portalu lewactwo_to_bandytyzm.nsdap, którzy przezornie odmówili niejakiemu Navarro-Vallsowi Joachimowi statusu siostry miłosierdzia:

Tow. redaktor Bartłomiej Kacper Przybylski: Zastanawiam się, czy aby na pewno powinniśmy – jako lewicowcy – interesować się tym, co do powiedzenia o Wojciechu Jaruzelskim ma watykański urzędnik. Nie mam jednocześnie wątpliwości, że Navarro-Valls stanie się na kilka dni bohaterem lewicowych publicystów i polityków Sojuszu Lewicy Demokratycznej. Będzie to konsekwencja fatalnego błędu, jaki większość środowiska związanego z lewicą popełniła już dawno temu, pozwalając na ustawienie się w pozycji obrońców nomenklatury i aparatu represji poprzedniego systemu.

Tow. redaktor Paweł Michał Bartosik: Jestem zainteresowany krytyką Jaruzelskiego. Jestem zainteresowany jego krytyką jako kogoś, kto bezpodstawnie przedstawiając się jako ideowy komunista, posłał czołgi na rewolucyjny proletariat, po czym – w następstwie pierwszego! – stał się jednym z głównych odpowiedzialnych za restaurację kapitalizmu. Gdyby w istocie był ideowym komunistą, pozostałby z rewolucyjnym proletariatem – bez względu na cenę. Tego proletariatu jednak nawet nie zdradził – nigdy, przenigdy z nim nie był!

Towarzysze komuniści powinowactwa ideologicznego z gen. Spawaczem się wypierają (co zresztą niczym dziwnym nie jest – kuzyna Adolfa Hitlera także brutalnie porzucili, chociaż on przecież czołgów na rewolucyjny proletariat nie wysyłał; przeciwnie, rewolucyjny proletariat na Tygrysy i Pantery sadzał), moim skromnym, antykomunistycznym zdaniem, niesłusznie. Co tam jakiś stan wojenny, co tam parę trupów – komuniści, zarówno prlowscy, jak i ogólnie obozowi, mają wszak dokonania, o których lewacki portal nie powinien zapominać, a tym bardziej unikać ich reklamowania! O zawstydzającym uchylaniu się od rodzinnych powiązań nie wspominając…

Wyręczę może onieśmielonych redaktorów portalu lewactwo_to_bandytyzm.nsdap i wyliczę w punktach nieśmiertelne dokonania prlowskich gubernatorów:

1. W prl trudno było kupić samochód. Talony, przydziały, kartki na benzynę i tym podobne ekologiczne rozwiązania uchroniły Polskę przed smogiem i  zanieczyszczeniami, a poza tym uratowały życie setkom tysięcy ludzi, którzy nie zginęli na drogach, bo nie było w czym lub pod czym.
2. W okresie rządów tow. Spawacza cukier był na kartki. Dzięki tej profilaktyce dzisiejsi 30- i 40-latkowie mają zdrowe zęby i wątroby.
3. Komuniści wyprzedzali swoje czasy – dbali o moralność publiczną za pomocą tzw. cenzury. Wystarczy porównać tamtą sytuację z dzisiejszą: Trybunał Konstytucyjny podstępnie uchyla się od zatwierdzenia paragrafu na Polakożerców, a Rzecznik Praw Obywatelskich nawet zachęca do brukania Ojczyzny oraz negowania Holokaustu! Wyższość prl w zakresie odpowiedzialności publicystycznej nie podlega wątpliwości.
4. Prostota. Tak, prl było krajem prostym, a zatem z punktu widzenia obywatela przewidywalnym ergo bezpiecznym. Owszem, nie wolno było krytykować mowom, pismem lub uczynkiem Partii i ZSRS, ale poza tym to hulaj dusza, Amerykanów czy Zachód można było z gnojówką mieszać. Prostota polega także na tym, że była milicja i SB – i koniec. A dzisiaj? Policja, ABW, CBŚ, CBA, zmilitaryzowana kontrola skarbowa, straż miejska, toć to regularny zamordyzm i totalitaryzm.
5. Oszczędzano taśmę filmową, zatem nie można było w nieskończoność kręcić dubli. Dzięki temu aktorzy i ekipa staranniej wykonywali swoje obowiązki, a i filmy powstawały lepsze – coś po 1989 roku przebiło „Potop” lub „Misia”? Wystarczy porównać te arcydzieła z gniotami w rodzaju „Ogniem i mieczem” i „Ryś”…
6. To prl pozwala żyć i zarabiać ludziom, którzy w normalnym kraju byliby bezrobotni: inkwizytorom z IPN, zapienionym wściekłością kreaturom z antykomunistycznych partyjek i pisemek, firmom budowlanym, architektom… Jak w prl postawiło się wiadukt, to stał aż do chwili rozsypania się ze starości. Obecnie wszystkie prlowskie wiadukty, estakady i mosty remontuje się pod błahym pretekstem zużycia i zagrożenia katastrofą budowlaną.

Powyższa lista nie wyczerpuje naturalnie wszystkich sukcesów prl na polach wszelakich, każdy może dodać kilka tuzinów swoich propozycji, które możnaby zebrać w antologii pod tytułem: prl a Spawacz. Przyczynek do biografii.

Alarm w obozie Eurokomuny

wrzesień 29, 2008 | Loulou 9 Komentarze/y | Kategoria: Polityka

W Austrii znów łeb podnosi nazizm, faszyzm i ksenofobia. Austriacka Partia Wolności zdobyła ponad 18% głosów, a Joerg Heider wraz ze swoją BZOe (Sojusz na rzecz Przyszłości Austrii) – niemal 11%. Odpowiednio powinni mieć 35 i 21 miejsc w parlamencie.

Klasyczny jest oczywiście komentarz Gazetki bez napletka, cytowany za jakimś srulem ze skrótami przy nazwisku: To totalna katastrofa. Spełnił się czarny sen. Austria skręca gwałtownie na prawo.

Zobaczymy co jutro odpowie elitka, europejskie siły szybkiego reagowania bedą bombardować Wiedeń?

The King will (not) come…

wrzesień 28, 2008 | Loulou 17 Komentarze/y | Kategoria: Osobiste

Pamiętamy jeszcze 2005 rok? Ach, łza się w oku kręci… Jarosław u Moniki Olejnik: wchodzi, Donuś już siedzi spięty jak prawiczek przy pierwszym pocałunku, Jarosław cmok Monikę w rękę, kamery wszystko nadają. Po 10 minutach Donek nerwowo się miota, Jarosław punktuje niczym Sonny Liston Floyda Pattersona. Albo debatki prezydenckie: Lechu w życiowej formie. Uśmiech, luz, pewność siebie. I zwycięstwo. I my, rozpaleni do czerwoności. W końcu!

A potem już było tylko gorzej… Aż do klęski w 2007. Poprzedzające ją wypadki porównać można chyba z Ogrodem Ziemskich RozkoszyHieronima Boscha. Taaak, to była katastrofa. I knockout w debatce, miażdżące zwycięstwo w obcym okręgu wyborczym. To był punk zwrotny całego porządku… Nie ma co wspominać Leppera. Ale Giertych, w objęciach Kaczmarka, koszmar z najczarniejszych snów.

Cóż mamy dziś? Zupełna dekompozycja, rozpad szerokiej koalicji wewnętrznej. Został Gosiewski, Kuchciński Jurgiel i Suski. Alinenty wywlekane w radiu, lewe usprawiedliwienia, pijany Gosiewski na antenie Radia Maryja, rzyganie na “szkoleniach”… kompletna degeneracja. Dokąd niby ma pójść chwiejny wyborca PO? Ma pójść do Gosiewskiego!?!? Gdzie my mamy się podziać? Mamy znów głosować na debila hailującego na żywo w TVN? I zobaczyć 1,2%?

Jest teoria: jendno pokolenie – jedna rewolucja*. Jeśli przyjąć, że pokolenie 50ciolatków już swoją rewolucję miało w 1980, zrozumiemy dlaczego w 1989 szło tak defensywnie. Dlaczego nie było zasady: kto należał do partii – łeb siekierą odrąbać. A rok 2005? Czy nie był TYM momentem naszego pokolenia? Po 89 nie zaistniały warunki zmuszające społeczeństwo do rewolucyjnych zrywów na wielką skalę. Czy to nie był właśnie TEN moment mobilizacji, kiedy powiedzieliśmy: Jarek, wbijaj na pal, masz zielone światło! Dokończ to, co zatrzymał Wałęsa i “doradcy”. Buduj Polskę naszych marzeń.

I cóż nas za to spotkało… Kwaśniewski-bis przygotowuje się do spełnienia swojej obsesji. Ludzie kompletnie wyjałowieni z jakiejkolwiek wizji punktują propagandą resztki gwardii Kaczyniaka. A gdzie tam punktują, patrzą tylko jak ścierwo dogorywa.

Nie będzie Polski naszych marzeń, nie będziemy chodzić z dziećmi do parku na spacer, nie będziemy kupować kwiatów na imieniny, nic już nas nie rozpali do czerwoności…

* – wyrobnicy trzeciego obiegu niech oszczędzą swoich kontrrewolucyjnych wydzielin

Kampanię wrześniową wygrali Polacy

wrzesień 26, 2008 | XiazeLuka 2 Komentarze/y | Kategoria: Polityka, Xiaze

Właśnie tak – w 1939 roku Rzeczpospolita zwycięsko odparła agresję III Rzeszy, po czym przeszła do kontrofensywy, pod koniec października zdobywając Berlin. Führer, zaszczuty przez polskie tankietki TKS w gmachu Kancelarii Rzeszy, popełnił samobójstwo. W wyniku wojny Polska anektowała Prusy Wschodnie, Gdańsk i tereny po Odrę i Nysę. Wspaniały pomysł na powieść lub film, nieprawdaż?

Nic nowego pod słońcem. W 1992 roku angielski pisarz Robert Harris opublikował książkę pod tytułem „Vaterland”, która wkrótce stała się światowym bestsellerem, zresztą wkrótce przeniesionym na ekran. Powieść przedstawiała wizję świata, w którym Niemcy nie przegrały drugiej wojny światowej i znajdują się w stanie zbrojnej równowagi z aliantami. Po eksterminacji Żydów i Słowian Adolf Hitler zamierza zawrzeć historyczne porozumienie z Kennedym. Nagle zaczynają ginąć ludzie, którzy podczas wojny stali u szczytu władzy. Śledztwo w tej sprawie obejmuje Xavier March, inspektor wydziału zabójstw (w tej roli wystąpił, odziany w czarny esesmański uniform, znany holenderski aktor Rutger Hauer).

Juliusz Verne pisał o lotach na księżyc w czasach, kiedy szczytem wyzwania była podróż balonem, Bolesław Prus jeszcze bardziej rozpisał się o fikcyjnym faraonie Ramzesie XIII, Karol Marks wieszczył zwycięstwo światowego proletariatu. Umberto Eco wypowiedział się na temat inkwizycji, a najbardziej przereklamowany pisarz (w rzeczywistości – zuchwały grafoman) ostatnich lat – Dan Brown – „odkrył” ściśle tajny sekret Watykanu.

Alternatywne, polemiczne czy dyskusyjne wizje historii przeszłej i przyszłej to nie tylko domena pisarzy, filozofów czy wizjonistów. Nauka zajmująca się badaniem dziejów często nie daje jednoznacznych i niezmiennych odpowiedzi odnośnie konkretnych czy potencjalnych wydarzeń. Do dzisiaj toczą się (w gruncie rzeczy jałowe) spory poświęcone bitwie pod Legnicą: doszło do niej czy nie? A może to nie była wielka bitwa lecz brzemienna w skutki (dla Henryka Pobożnego) potyczka? Problem raczej nie do rozstrzygnięcia z racji ubogiej ilości źródeł, prawdę mówiąc historia średniowiecza to w większości gdybanie wsparte rzutami monetą. A czasy bliższe, pełne zabytków dokumentalnych, materialnych oraz żywych jeszcze świadków, czy sytuacja jest lepsza? Skądże – nadal zajadłe dyskusje budzi zagadka Pearl Harbor, na przykład. Nie tak dawno emocje rozpaliła kwestia rzekomego zamachu na generała Sikorskiego. Książki Wiktora Suworowa zdemolowały poglądy na 22 czerwca 1941 roku. A zbrodnia w Katyniu? Minęło prawie pół wieku zanim Gorbaczow zdecydował się zamknąć jedną z dwóch głównych wersji…

Wyobraźmy sobie, że spiera się zawzięcie kilku badaczy. Historyk X dowodzi, że Sikorski bez wątpienia został zamordowany przez Anglików i Polaków, historyk Y jest przekonany, że jego wersja jest lepsza – za katastrofą stoją Niemcy, historyk Z puka się w czoło i wskazuje, że nie ma żadnych twardych dowodów, aby zaakceptować któryś z wariantów. Którego z nich należy zamknąć w Oświęcimiu, jako idiotę oddającemu się negowaniu prawdy?

Rzecznik Praw Obywatelskich złożył do Trybunału Konstytucyjnego wniosek o zniesienie kar za tzw. kłamstwo oświęcimskie, czyli artykuł 55 z ustawy o IPN. W uzasadnieniu celnie zauważył, iż art. 55 jest niezgodny z takimi normami konstytucyjnymi jak wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji; godzi on w gwarantowaną konstytucyjnie wolność słowa, a także narusza wolność badań naukowych oraz udostępniania ich efektów. Rzecznik przypomniał, że ograniczać konstytucyjne wolności i prawa można wyłącznie w ustawie, jednak nie mogą one naruszać istoty wolności i praw, a zakwestionowany przepis ustawy o IPN ową istotę wolności i praw narusza.

Podsumujmy – Rzecznik Praw Obywatelskich stanął w obronie tychże praw, naruszonych przez faszystowskie lewo. Innymi słowy wypełnił swój obowiązek. Ludność cywilna powinna być panu Kochanowskiemu wdzięczna. Wszystko jasne? Nie.

Zdaniem sporej części komentatorów pewnego portalu (wybrałem go na chybił trafił, lecz mogę się założyć, że podobne wypowiedzi pojawiły się i w innych) osoba, która przywraca ludziom ich wolności to:

- idiota
- promotor zakłamania
- nazista
- brutal
- osoba działająca w złej wierze
- ignorant
- kosmopolita
- amator plucia na Polaków
- fałszerz historii.

Skąd takie surowe, pryncypialne oceny? Ano zdaniem internautów zniesienie niekonstytucyjnego paragrafu wywoła godne pożałowania następstwa:

- fałszowanie historii
- każdy będzie mógł pisać co chce (Różne rzeczy będzie można pisać. PRZERAŻAJĄCE!!!)
- upadnie duma narodowa
- wszyscy cudzoziemcy jak jeden mąż zaczną pluć na Polaków
- znajdą się tacy, co nie będą wierzyć w „prawdę”
- skandal i wstyd
- pod pokrywką “wolności słowa” będzie promowane zakłamanie.

Jak widać, zdaniem niektórych naszych bliźnich wolność słowa i wolność badań naukowych („rzekoma”, jak to czujnie wytknął jeden z bolszewików) to dobro niższego rzędu od zadekretowanej urzędowo wersji przeszłości. Przerażający jest świat, w którym każdy pisze co chce i o czym chce. Musi istnieć cenzura, chroniąca jedną, „prawdziwą” wersję historii i usuwająca z przestrzeni publicznej wszystkie inne. Można mieć swoje zdanie na temat teorii ewolucji czy fizyki kwantowej – tutaj ignorancja oraz „kłamstwa” w niczym nie przeszkadzają -  natomiast odnośnie Auschwitz to ruki pa szwam i śpiewać wyuczony refren o „prawdzie”! Podejrzanie krucha ta „prawda”, skoro wymaga gatunkowej ochrony… Po dwakroć podejrzana, skoro badaniami historycznymi zajmują się politycy, a ich ustalenia ogłaszają prokuratorzy…

Likwidacja art. 55 ustawy o IPN wywoła ponadto skutki magiczne: zdaniem krytyków pana Kochanowskiego „wszyscy” zaczną na potęgę fałszować historię, pomawiając Polskę i Polaków o holokaust i zarządzanie obozami koncentracyjnymi. Jednym słowem możliwość utożsamiana jest z koniecznością. Przewrażliwieni gęgacze się naturalnie mylą (po zniesieniu obowiązku posiadania kart pływackich i rowerowych nie doszło do zagłady cyklistów i amatorów kąpieli), a po drugie – ze swoimi żalami się grubo spóźnili. Oto fragment dzieła Henryka Rubina pt. “Żydzi w Łodzi pod niemiecką okupacją 1939-1945″, Londyn 1988:

Getta i obozy były otoczone przez obcy, niechętny, a najczęściej wrogi świat, gdzie chamry szmalcowników, donosicieli i dzieci, polskich dzieci, czyhały na każdego Żyda. (str. 30)

Stosunek Polski Podziemnej i całej prawie ludności polskiej do Żydów powodował, że getto i obóz pracy lub obóz koncentracyjny były jedynymi miejscami na świecie, które dawały Żydom nikłą nadzieję i szansę na przetrwanie. (str. 30-31)

Jeżeli w Polsce partyzantka żydowska była bardzo nikła [...], to stało się to wyłącznie z powodu wrogiego stosunku do niej Delegatury Rządu RP na wygnaniu, Dowództwa Armii Krajowej i prawie całej ludności polskiej, zwłaszcza wiejskiej, która po prostu urządzała obławy na Żydów i oddawała ich w ręce Niemców. (str. 51)

…od trzeciej dekady lipca 1944 r. [...] po całej Polsce rozlała się fala masowych mordów i pogromów antyżydowskich [...] w drugiej połowie 1947 r. i w 1948 r. mordowano dalej Żydów w Polsce. [...] A mordercami w Polsce nie były SA i SS, lecz AK i specjalnie utworzone dla działalności terrorystyczno-dywersyjnej, dyrygowane z Londynu antysowieckie i antyżydowskie organizacje NIE i WiN. (str. 540-541)

Tyle historyk. Swoje dorzucił także „świadek” (Mark Verstandig “I rest my case”, Melbourne 1996):

W 1934 roku Piłsudski zawarł pakt z Hitlerem, który oficjalnie usankcjonował nazistowskie wpływy w Polsce. (str. 83)
Po pogromie w Przytyku nastąpiły u społeczności polskiej zmiany w orientacji politycznej, które przygotowały grunt pod przyszłą kolaboracje z nazistami w zagładzie Żydów (str. 85)
Widzieliśmy, ze głęboko zakorzeniona nienawiść Polaków do Żydów wywodziła się z
nauk Kościoła katolickiego. Siedemdziesiąt piec procent polskiej populacji było kompletnymi analfabetami i pozostawało pod wpływem księży. Ekonomiczne motywy ludności wsi i miast pozbycia się Żydów były podbudowane jadowitym antysemityzmem płynącym z nauk kościoła
(str.178)
W tym czasie sowieccy żołnierze byli na terytorium Polski wysoce zdyscyplinowani. Płacili za wszystko, co kupowali i byli nadzwyczaj uprzejmi. Nikomu nic nie kradli i nikogo nie skrzywdzili (str.197)
 (…) zranili ja polscy faszyści (AK – przyp. mój, XL) (str. 198)
Podziemie AK-owskie wyrządziło Niemcom znamiennie małe szkody ograniczając swoja działalność do mordowania i rabowania Żydów oraz, od czasu do czasu, do rozstrzelania jakiegoś polskiego kolaboranta (str. 196)
Po drugiej stronie Wisty Sowieci poszli za przykładem AK, która stała z boku i nic nie robiła kiedy powstanie w Getcie Warszawskim było miażdżone przez Niemców w kwietniu 1943 roku (str. 204)
AK, która systematycznie mordowała Żydów podczas wojny (…) (str. 234)
…delegatura rozpowszechniała poprzez podziemie przekonanie, ze patriotycznym obowiązkiem jest wydanie ukrytego Żyda Niemcom lub zabicie go samemu, i ze przechowywanie Żyda lub pomaganie mu stanowi haniebna zdradę. “Żegota” była po prostu przykrywka lub polem działania dla kolaborantów którzy wydawali Żydów
(str. 236)
(…) ksiądz ten obstawał przy tym, ze po wojnie Polacy wzniosą w Warszawie Hitlerowi pomnik, jako wyraz wdzięczności za zagładę Żydów. Wszyscy goście przytaknęli (str. 238)
W Polsce nikt z nas nie zdawał sobie sprawy z tego, ze ani rząd brytyjski, ani administracja Roosevelta w Stanach Zjednoczonych nie przejmowały się fizyczna eksterminacja Żydów w Europie, szczególnie Żydów z Europy Wschodniej. Polski rząd na uchodźctwie wiedział więc wystarczająco dobrze, ze nie ryzykuje niczym zachęcając Polaków do wymordowania garstki ocalałych Żydów (str. 179)
Byłoby grubą przesadą winić wszystkich Niemców za nasze cierpienia (…) Niemcy o antynazistowskich poglądach byli wiezieni w obozach koncentracyjnych. Być może tylko rdzenna mniejszość nazistów w SS i SA dopuściła się rzezi i okrucieństw (str. 258)
Adieu Polska, adieu Niemcy – dwa kraje splamione krwią milionów Żydów (str. 267)

Krytycy p. Kochanowskiego o Rubinie, Verstandigu i im podobnych nigdy nie słyszeli, przeto z pewnością mieliby niejakie kłopoty z dobraniem inwektyw, „nazista” wszak coś tu nie za bardzo, a „negowanie holokaustu” stawiałoby żydowskich pisarzy w jednym rzędzie ze znienawidzonym Dawidem Irvingiem. No i łatwo dostać po głowie w rewanżu kłonicą antysemityzmu… Ja mam świetne rozwiązanie tego dylematu dla amatorów karania za posiadanie własnego zdania: niech sami z wolności słowa nie korzystają. Żadna przecież strata, jak to szczerze ujął jeden z rozczarowanych niewolników:

Nie rozumiem, dlaczego tego chce Rzecznik Praw Obywatelskich – czy to znaczy ,że obywatele mają prawo negować prawdę tylko dlatego, że jest wolność słowa? Matko, do czego to doszło…

Z ostatnim zdaniem nawet się zgodzę.

Najlepsze są Rzezy Bez Sensu

wrzesień 26, 2008 | Siedem 5 Komentarze/y | Kategoria: Akcje

Np Człowiek-Rakieta:

człowiekolot

Tagi:

Cykl: Extremalne Zawody vol. 1

wrzesień 25, 2008 | Siedem Brak Komentarzy | Kategoria: Kultura

Wizażystka przedszkolaków. Ja osobiście odpadłem po godzinie kinderbalu a byłem tylko obserwatorem biernym. Szacun dla tej Pani, która umalowała w smoki, lwy i wampiry 10 uczestniczek tego clubbingu.


Tagi:

Odpowiedzi redakcji

wrzesień 25, 2008 | XiazeLuka 10 Komentarze/y | Kategoria: Polityka, Xiaze

Kącik korespondencyjny – jak co tydzień odpowiadamy na listy naszych czytelników (uwaga: zachowano pisownię oryginalną).

Staszek z Tarchomina: Kochana Redakcjo, ja mam taki pomysł, żeby było w Warszawie kulturalniej. Żeby wprowadzić na tym naszym cywilizacyjnym zadupiu europejski ordnung. Wyprostować chamstwo, co autobusami i samochodami jeździ po moim prawie od urodzenia mieście. Mam nawet pomysł, jak już nadmieniłem na wstępie mojego listu. To znaczy pomysł się składa z dwóch pomysłów, ale ponieważ jest w pakiecie, to piszę, że to pomysł, tak dla ułatwienia i jasności. Moim zdaniem powinno być w Warszawie tak: na każdej ulicy pas dla autobusów, albo najlepiej dwa, żeby linie pospieszne mogły wyprzedzać te zwykłe. Jak wiadomo transport publiczny jest lepszy od tego prywatnego, no i zmniejsza globalne ocieplenie. Wszędzie w cywilizowanych krajach Unii Europejskiej komunikacja zbiorowa jest priorytetem, więc uzasadniać mojego pomysłu dalej nie muszę. To był pierwszy pomysł, a raczej pierwszy z dwóch pomysłów, o których już wspominałem.
Drugi pomysł jest taki, żeby wprowadzić zasadę dotyczącą sposobu wychodzenia z metra, bo na razie są problemy. Rozchodzi mię się o to, że na schodach ruchomych niektórzy pasażerowie stoją, utrudniając przejście tym, którzy po schodach ruchomych idą. Trzeba się przepychać, człowiek miastowy obija się o tych stojących wieśniaków, którzy nawet „przepraszam” nie powiedzą, no, generalnie, idzie się niewygodnie. No to ja mam ten drugi pomysł, żeby schody ruchome były tylko dla tych, co na schodach ruchomych idą, a schody zwykłe dla tych, co na schodach ruchomych stoją. Brzmi to może trochę skomplikowanie, ale jest bardzo proste i wygodne w użyciu, no i ma same zalety: schodami ruchomymi będzie można iść w dwóch szeregach i nie trzeba będzie się przebijać przez to stojące, blokujące przejście chamstwo ze wsi. Wieśniaki będą mogły stać sobie do woli na schodach zwykłych.
Dzięki moim innowacjom wszystkim będzie się wygodniej i uporządkowaniej poruszać po moim mieście. I tutaj mam pytanie do kochanej Redakcji, a nawet mam dwa pytania, ale dotyczące tego samego, więc znowu w pakiecie :-) A więc – do kogo mam się zgłosić, aby moje pomysły realizować i drugie pytanie, ile dostanę w nagrodę kasy?

Odpowiedź redakcji: Drogi Staszku! Jesteśmy pod wrażeniem Twojej pomysłowości i dlatego zastanawiamy się, czy aby na pewno uznanie od władz Warszawy wystarczająco zaspokoi Twoje niespożyte ambicje. Naszym zdaniem powinieneś zostać europosłem, jako deputowany europejski miałbyś znacznie większe możliwości proponowania i wdrażania swoich cennych pomysłów. No i kasa byłaby wówczas konkretna.

Witek z Wrocławia: szanowne ekscelencje redaktorzy. Pragnę obwieścić w preliminariach mojej epistoły, iż w ostatnim numerze waszego niezwykle czarującego pisma wystąpił mały, aczkolwiek tragiczny, excusez moi le mot, zgrzycik. Otóż jego magnificencja redaktor naczelny użył w artykule wstępnym obraźliwego słowa „pedał”. Ten godny pożałowania wyraz umiejscowił się w akapicie zaczynającym się od „Konstrukcja rowerów górskich…”. Apeluję z tego miejsca, aby czcigodne kolegium redaktorskie zwracało baczniejszą uwagę na ordynarne, niegodne waszego magazynu homofobiczne passusy, bo jak nie, to nie będę z wami korespondował. Co gorsza ów niestosowny zwrot został napisany małą literą…

Po tym krótkim i treściwym wstępie przechodzę do clou, będącego synonimem pytania. Jestem inteligentnym studentem prawa i mam merytoryczne pytanie: dlaczego w polskich szkołach nie ma przedmiotu „wychowanie sznurówkowe”? Umiejętność wiązania sznurówek na butach jest ezoteryczna dla dziatwy uczelni podstawowej, co zmusza ją do uczęszczania do szkoły w pantoflach na rzepy, co godzi w godność naszej przyszłości narodu. Szkraby ubrane w obuwie na rzepach czuja się gorsze, wyalienowane, odrzucone, mają potem problemy z inicjacją seksualną, co dodatkowo pogarsza ich sytuację w naszym ultrakatolickim kraju. Wprowadzenie przedmiotu „wychowanie sznurówkowe” pozwoliłoby maluchom nabyć pożyteczną umiejętność i zachować w przyszłości integralność seksualną. Pytam się przeto dramatycznie i donośnie: komu zależy na tym, aby wychowania sznurówkowego nie było w szkołach?

Pozdrawiam całą redakcję z perspektywy mułu.

PS. Chciałbym z pełną mocą podkreślić, że daleki jestem od skłonności pedofilnych.

Odpowiedź redakcji: wyjaśnienie jest bardzo proste – przeciwnikiem wprowadzenia do szkół wychowania sznurówkowego jest lobby propagujące wprowadzenie do szkół wychowania rzepowego, konkurujące z lobby opowiadającym się za wychowaniem sandałowym. Latem przewagę uzyskuje lobby sandałowe, zimą rzepowe, lobby sznurówkowe ma przez cały rok poparcie stałe. W rezultacie wszystkie trzy grupy nacisku tworzą homeostazę i są w trójstronnym klinczu.
Pozdrawiamy z perspektywy pogłębiarki.

Danusia z Bolszewia Małego: Chciałabym się pochwalić czaderskiej redakcji moimi osiongnięńciami we szkole mojej. Kiedy na ostatnich zajeńciach pani wyświetliła nam film noblisty Gora o ociepleniu klimatu i zbliżajońcej się wszechświatowej powodzi, co to ją też widziałam już na filmie „Armagedon”, to postanowiłam ja i moje psiapsiółki zrobić coś dla naszej planety i ograniczyć wydzielanie spalin CEODWA. Nie wiedziełyśmy jak to zrobić, ale pańcia nasza nam powiedzieli, jak to zrobić. To bardzo łatwe, wystarczy nie oddychać i nie marnować tlenu. Właśnie jak tylko skończemy ten list, to przystąpimy, ja i moje serdeczne kumpele, do ratowania globu. Wszystkie jak tu jesteśmy zatkamy se klejem typu superglut nosy, usta i uszy i przyczynimy się do obniżeńja temperatury na Ziemi.
Fajna inicjatywa, co nie, kochani? Dostaniemy od was gratisowe firmowe długopisy i szelki na komóry?
Pa, pa, uczennice państwowej zaocznej szkoły podstawowej nr 112 w Bolszewiu Małym.

Odpowiedź redakcji: inicjatywa zaiste niecodzienna, tak więc nie pozostaniemy rzecz jasna obojętni wobec waszego poświęcenia. Długopisy, szelki oraz dodatkowo notesiki z magnesem zostaną przekazane najbliższym rodzinom, a opis waszego przedsięwzięcia zostanie przesłany do pani Wendy Northcutt, szefowej projektu Darwin Awards.

Już za 2 Tygodnie

wrzesień 25, 2008 | Siedem 17 Komentarze/y | Kategoria: Polityka

Już za dwa tygodnie pasażerowie linii Ryanair będą mogli rozmawiać przez telefony komórkowe w powietrzu – pisze “The Times”.

Irlandzki przewoźnik na początek wyposaży 14 samolotów w miniaturowe maszty do obsługi telefonii komórkowej, które umożliwią pasażerom rozmawianie przez komórki, wysyłanie sms-ów i sprawdzanie e-maili w czasie lotu.

Opłaty za połączenia będą naliczane według taryf operatorów, jednak koszt jednej minuty rozmowy nie powinien przekroczyć 2 funtów. Opłata za rozmowę (wychodzącą lub przychodzącą) z pokładu samolotu w sieci O2 będzie wynosiła – w zależności od kierunku lotu – od 1,65 funta do 1,99 funta za minutę. Za wysłanie wiadomości tekstowej podczas lotu pasażerowie korzystający z tej sieci zapłacą 40 pensów. Na razie z usługi będą mogli korzystać tylko użytkownicy sieci O2 i 3, ale Ryanair spodziewa się, że pozostali operatorzy przyłączą się do programu w ciągu najbliższych miesięcy.

Moje pytanie jest takie: Jak 8 lat i miesiąc temu w 2001 roku pasażerowie samolotu uprowadzonego przez “alkajdę” [heheh] dzwonili do swoich bliskich i relacjonowali im jak to heroicznie walcza z talibami na pokładzie samolotu???

Tagi:
... free counters