Jakie intelektualne własności kraść?
Było już jak kraść instrukcja step baj step, teraz będzie skąd kraść, co warto kraść i jak sprawdzić czy warto kraść to, co nam się wydaje warte kradzenia.
Skąd kraść, to pytanie fundamentalne, obraliśmy już sposób okradania = torrent – to jest przyjemny sposób, bo nie trzeba haseł pisać, użerać się ze ściąganiem 50 plików jeden po drugim. Skąd kraść to kwestia tego na czym nam zależy, jak się jest zwykłym mini złodziejem takim, co w biedronce czasem pomarańcze ukradnie, albo nadpije trochę koli w Tesco i odłoży na półkę, to strony typu mininova są dla nas idealne. Jest to skarbnica wielkiej ilości własności intelektualnej, jeden wielki supermarket, gdzie każdy złodziej może przyjść i ukraść co mu się podoba. Zasadniczym minusem stron otwartych typu mini nova jest to, że są otwarte. Kiedyś złodzieje mieli honor i zasady, teraz jak za złodziejstwo wziął się każdy to zasady znikły, takie już piękno masówki i demokracji. Na stronach typu mininova normalką jest rozłączanie się, gdy tylko się coś ukradnie, złodziej sam to by chciał kraść własność intelektualną, ale innym złodziejom to już ukraść nie da. Tak więc z tych stron ściąga się zasadniczo wolniej, bo złodzieje nawet jak udostępniają, to ze słabych łącz, tak więc prędkości powiedzmy 200kb i więcej ciężko tam uświadczyć. Jednak dla kogoś kto chce tylko czasami kraść i nie potrzebuje wszystkiego na tu i teraz i może poczekać 7-20h na film, to może spokojnie z takiego masowego marketu dla złodziei żyć.
Jednak jak ktoś ma marudną dziewczynę, chłopaka, dziecko, albo sam jest marudny i niecierpliwy i czasami musi mieć za 20minut taki, a taki film czy serial na dysku, żeby sobie obejrzeć super romantyczną komedię do kolacji, no to już niestety mininova nie starczy. Wtedy pojawiają się „prywatne” strony, gdzie trzeba się zarejestrować, gdzie zasady są jak w Oświęcimiu. Na tych stronach trzeba udostępniać, bo inaczej torrentowi kapo wywalą cię ze strony. Taka forma totalitaryzmu sprawdza się bardzo ładnie i prędkości na tego typu stronach są praktycznie ograniczone tylko rozmiarem twojego internetowego penisa czyli łącza, np. ja miałem kiedyś dużego internetowego penisa i kradłem spokojnie po 6-8MB/s = film 700mb w ciągu 2minut. Jeśli kogoś interesuje temat stron zamkniętych, to odsyłam na
forump2p
tutaj wszystko jest opisane. Takie rozwiązania polecam ludziom z penisem internetowym o długości co najmniej 4mbit i więcej, inaczej nie odczujecie wielkiej różnicy pomiędzy trakerem publicznym, a „prywatnym”, jeśli chodzi o prędkości.
Teraz co warto kraść. To też jest subiektywne odczucie, bo poki nie jesteśmy znormalizowanymi kołchoźnikami z ełropy, to każdy może lubić co innego. Ja np. nie lubię wersji kinowych, bo kolory mdłe, dźwięk do dupencji, ale ktoś czasami lubi być szybszy, albo film mu takiego smaku narobił, że go musi obejrzeć bez względu jak źle on wygląda. Są też zboczeńcy innego typu, co to tylko hade diwidi i blu reje dabul lajer ssają po 30gebe każdy rilis, bo inaczej to na ich laptopie 14’’ z rozdziałką 800×600 mają pikseloze, a ich mini głośniczki pierdziawki najlepiej z dtsem działają.
Trzeba się przede wszystkim zastanowić jaki sprzęt się posiada, np. ja mam laptopa z ekranikiem 15,4’’ rozdzielczość 1200xcośtam i dla mnie optymalne są wersje 350mb odcinek serialu, 700/1400mb film. Ściąganie seriali hd w wersji 1-4gb na odcinek ejst w moim przypadku głupotą, wzrost jakości jest minimalny, za to czas ściągania wydłuża się niedopuszczalnie jak dla mnie. Tak więc jeśli macie laptopa, komputer z 17-19’’ z rozdziałką 1200, to nie ma co się pchać w dvd 4gigowe, bo leżąc na kanapie różnica nie będzie zauważalna za mocno, a ściąganie 700mb a ściąganie 4400mb to jest jednak już solidna różnica. Jak macie jedna niu ejdżowe telewizory LCD/plazma przynajmniej hd redi, to jak chcecie poszanować to ściągajcie wersje 720p, albo 1080p, wtedy różnicę widać.
Jestem leniwy, więc ukradnę własność intelektualną innych złodziei z polisztraker.org i wkleję to o czym oni pisali (za ich opis serdecznie dziękuje oczywiście), a mi się nie chce, czyli co kryje się pod nazwą danego filmu, serialu.
Źródła releasów:
CAM:
Film nagrany w kinie, za pomocą kamery DV. Dźwięk pochodzi z wbudowanego w kamerze mikrofonu. Często nagrywany pod pewnym kątem, charakteryzuje się również drżeniem obrazu, specyficznym mruganiem obrazu (ze względu na różny framerate kamery i projektora), słabym kontrastem w ciemnych i bardzo jasnych scenach, widokiem przechodzącej publiczności oraz jej reakcjami – np. śmiech). Wydawany jako VCD lub SVCD.Telesync (TS):
Źródło obrazu – kamera cyfrowa, tak samo jak w przypadku CAM, jedyną różnicą jest inne źródło dźwięku – liniowo nagrane z gniazda dla słuchawek, lub podłączone do kinowego systemu audio – eliminuje to zakłócenia pochodzące z otoczenia, ale często dźwięk charakteryzuje się trzaskami, szumem, lub niektóre tony są mocno przesterowane – najczęściej niskie. Wydawany jako VCD lub SVCD.Workprint:
Wersja robocza filmu, która jakimś cudem “wydostała się” ze studia. Charakteryzuje się bardzo różną jakością obrazu, czasem jest to przechodzony VHS, a czasem cyfrowe źródło obrazu. Film może znacznie odbiegać od wersji końcowej – dobrymi przykładami były WORKPRiNT’y The Hulk, LOTR: Two Towers gdzie brakowało efektów, lub były nieskończone, jednak zdarzają się filmy, które praktycznie nie różnią się od wersji końcowej – najczęściej brakuje tylko napisów początkowych i końcowych. Ta wersja filmu jest prawie zawsze oznaczona przez nazwę wytwórni i licznik. Wydawany jako VCD lub SVCD.Screener (SCR):
Rip z promocyjnej kasety VHS rozsyłanej do dziennikarzy, sklepów, wypożyczalni (również do członków Akademii Filmowej przed rozdaniem Oscarów). Tego typu kasety istnieją praktycznie od początków historii VHS, na początku lat 90 zdarzały się nawet piraty z tych kaset. Średniej jakości obraz – taki jak przeciętna kaseta VHS, dobry dźwięk stereo, oraz napisy na temat zakazu dystrybucji tej kasety. Jakość w dużej mierze zależy od użytego magnetowidu i karty przechwytującej obraz. Wydawany jako VCD lub SVCD.VHSrip:
Rip ze sklepowej kasety VHS, najczęściej są to bardzo stare filmy, czasem perełki, nie wydane dotąd na DVD, ale również jakieś bootlegi muzyczne, albo XXX. Wydawany jako VCD lub SVCD, czasami DivX/XViD.LASERDISCrip:
Rip z przodka DVD – płyty LaserDisc. Jakość znacznie lepsza niż w przypadku VHS – można ją porównać z obecnie używanym formatem SVCD, jednak do tworzenia LD używano najczęściej nie-remasterowanych źródeł – stąd ostrość słabsza niż w przypadku SVCD, widoczne zadrapania, kurz, ziarnistość negatywu. Na LD wydano bardzo wiele specjalnych edycji niektórych filmów, nadal niedostępnych na DVD – Blade Runner European Cut, trylogia Star Wars, THX1138, i wiele innych.Telecine (TC):
Kopia taśmy filmowej przeznaczona do wyświetlenia w kinie jest kopiowana za pomocą tych samych urządzeń co do masteringu DVD, jednak bez dalszej obróbki cyfrowej – dlatego obraz charakteryzuje się wszystkimi wadami taśmy filmowej – zadrapania, kurz, itd., czasami kolory są zbyt mocno nasycone. Dźwięk coraz częściej pochodzi z cyfrowych nośników z dźwiękiem DTS przeznaczonych dla kin, dlatego jego jakość jest porównywalna z tym co możecie usłyszeć na DVD. Czasami zdarzają sie TELECiNE z nałożonymi napisami – najczęściej chińskimi lub rosyjskimi. Kiedyś mało popularne, jednak ostatnio popularność tego typu źródła bardzo wzrosła za sprawą rosyjskich i azjatyckich piratów. Najczęściej wydawany jako DivX/XViD.PDVD
Rip z płyty DVD przygotowanej przez piratów, najczęstszym źródłem obrazu jest TELECiNE (w przeszłości zdarzały się również TS). Coraz lepiej przygotowywane – bardzo dobrej jakości obraz, różne ścieżki dźwiękowe (DolbyDigital, a nawet DTS), napisy, menu, czasami nawet jakieś dodatki – trailer, galeria zdjęć.TVRip, HDTVRip, PDTVRip, DVBRip
Źródłem jest obraz telewizyjny, najczęściej przechwycony strumień MPEG2 telewizji cyfrowej. Jakość zbliżona troche do DVD, jedynie trochę mniejszy bitrate, minimalnie słabsza ostrość, nie zawsze dźwięk przestrzenny.DVDScreener
Rip z promocyjnej płyty DVD (przeznaczenie takie samo jak w przypadku SCREENER’a), najczęściej obraz nie odbiega mocno od tego co zobaczycie w DVDRip ze sklepowego DVD, jednak jakość długich filmów upakowanych na płycie 4.7 GB pozostawia czasem trochę do życzenia, to samo dotyczy filmów, których obróbka cyfrowa nie była jeszcze ukończona – wyglądają po prostu jak poprawione TELECiNE. Charakteryzuje się napisami na temat legalności i zakazu dystrybucji, czarno-białymi scenami, czasami również licznikiem.DVDRip
Rip ze sklepowej płyty DVD. Najlepsza możliwa jakość obrazu i dźwięku, o ile nic nie zostało schrzanione.Formaty filmów:
VCD – VCD to format bazujący na kompresji MPEG-1 ze stałą ilością bitów na sekundę (bitrate) w wysokości 1150kbit/s przy rozdzielczości 352×240 (NTSC). VCD jest generalnie używane przy materiałach słabszej jakości (CAM/TS/TC/Screener (VHS)/TVrip (analogowy)) aby uzyskać mniejsze rozmiary plików i zmieścić tak dużo jak się da na jednej płytce. Zarówno VCD jak i SVCD są mierzone za pomocą minut a nie megabajtów i dlatego plik mpeg może się zdawać większy niż pojemność płytki, ale w rzeczywistości można zmieścić 74 minuty filmu na płytce CDR74.
SVCD – SVCD bazuje na kompresji MPEG-2 (tak jak DVD), co pozwala na zmienną ilość bitów na sekundę (bitrate), aż do 2500kbit/s przy rozdzielczości 480×480 (NTSC), która jest potem zmieniana na format ekranu 4:3 w czasie odtwarzania. Ze względu na zmienny bitrate, długość filmu jaką można zmieścić na jednym CDR nie jest stała, ale zwykle kształtuje się między 35 a 60 minutami. Dla uzyskania lepszej jakości SVCD, dokonując zapisu przy zmiennym bitrate należy używać wielokrotnych przebiegów (’passes’). Zajmuje to więcej czasu ale obraz w efekcie jest znacznie czystszy.
XVCD/XSVCD – Są to po prostu VCD/SVCD, które są niezgodne ze standardem. Formaty te obsługują dużo wyższe rozdzielczości i bitrate, ale tylko niektóre programy pozwalają je odtworzyć. X(S)VCD są całkowicie niestandardowe i wykorzystywane do domowego ‘ripowania’ przez ludzi, którzy nie zamierzają ich opublikować.
RealMedia (RM) / ASF / nAVI – Są to bardzo małe pliki, których nie warto kompresować. ASF to jakby przodek DivX, a RM jest wciąż używane do odtwarzania strumieniowego i przez ludzi na modemach. nAVI to zhackowany DivX rzadko obecnie stosowany. Te formaty obsługiwane są tylko przez komputery, nie mogą być odtwarzane przez odtwarzacze stacjonarne.
DivX / XviD – DivX to format zaprojektowany dla platform multimedialnych. Używa dwóch kodeków: niskiej szybkości ruchu (low motion) lub wysokiej szybkości ruchu (fast motion). Większość starych filmów kodowana była w ‘low motion’ i dlatego występują tam problemy z szybkim ruchem. Później została rozwinięta metoda znana jako SBC (Smart Bitrate Control – Inteligentna Kontrala Bitrate), która to w czasie kodowania przełącza się między kodekami dając dużo lepszą jakość. Format jest anamorficzny [co oznacza, że format 16:9 jest zmniejszany do 4:3, ale może być zmieniony z powrotem na format 16:9 podczas odtwarzania], a bitrate i rozdzielczość mogą być dowolne. Większość wersji DivX (ale nie Re-Enc) jest zripowana z DVD i generalnie może zawierać aż do 2 godzin dobrej jakości filmu na 1CD. Istnieją różne kodeki, z których najbardziej popularne są oryginalny DivX3.11a, DivX 4.12 i nowe kodeki XviD.
CVD – CVD jest połączeniem formatów VCD i SVCD i może być odtwarzany na większości stacjonarnych DVD. Obsługuje taki sam bitrate jak MPEG-2, ale używa rozdzielczości 352×480 (NTSC), jako, że rozdzielczość pozioma jest ogólnie mniej ważna. Aktualnie żadne grupy nie wypuszczają filmów w formacie CVD.
DVD-R – Jeden z formatów zapisu płyt DVD, który zdaje się być najbardziej popularny (spośród DVD-RAM, DVD-R i DVD+R). Mieści 4.7GB na jednej stronie, choć istnieją także dwustronne płytki, mogące pomieścić prawie 10GB. Filmy SVCD MPEG-2 muszą być skonwertowane przed wypaleniem na DVD-R żeby mogły być prawidłowo odtworzone. Skopiowanie DVD na DVD-R jest możliwe, ale czasami trzeba zrezygnować z niektórych dodatków czy języków, aby dało się zmieścić w 4.7GB.
MiniDVD – MiniDVD / cDVD jest tym samym formatem co DVD, ale na standardowym nośniku CDR / CDRW. Z powodu dużej rozdzielczości bądź bitrate’u, na płytce mieści się 18-21 min. materiału filmowego. Format jest kompatybilny tylko z kilkoma odtwarzaczami.
Oznaczenia release`ów:
PROPER – Inna grupa wydała poprawiony release, dlatego, że poprzedni release posiadał jakieś błędy. O powodzie wydania *PROPER* można się dowiedzieć z NFO.
NUKED – Release posiadał jakieś błedy lub grupa złamała zasady scenowe, których nie da się naprawić.
REPACK – Grupa zauważyła błąd w wydanym przez siebie release’ie, dlatego wydała jeszcze raz poprawioną wersje.
LIMITED – Oznaczenie filmu wyświetlanego w małej ilości kin lub wydanego na DVD w małej ilości egzemplarzy. Najczęściej są to filmy festwialowe lub specjalne wersje, niektórych filmów.
iNTERNAL – Release, który nie podlega ocenie na scenie – nie można wystawić mu NUKE’a dlatego, że jest to release do “użytku wewnętrznego”. Grupy wydają iNTERNAL’e z kilku powodów – albo jakość źródła jest bardzo słaba i wydając taki release nie chcą obniżać swojej pozycji na scenie, albo release jest niezgodny z zasadami scenowymi (np. film, który według zasad dotyczących długośći powinien zostać zripowany na 1CD, zostaje wydany jako iNT 2CDs z dźwiekiem AC3).
STV – Straight-To-Video – oznaczenie filmów, które powstały wyłacznie z myślą o rynku DVD, VHS – te filmy nie są wyświetlane w kinach.
REENCODE – Rekompresja (najczęściej do DivX/XViD) release jakiejś grupy – często rekompresuje się release’y CAM, TS, SCR.
DUPE – Duplikat czegoś już wydanego na scenie.
SUBBED/UNSUBBED – Wersja filmu z napisami połączonymi z obrazem, lub ich pozbawiona.
Systemy obrazu:
NTSC
Pierwszy na świecie system telewizji kolorowej stosowany od 1954 w USA, Kanadzie i Japonii. Częstotliwość sygnału to 60 Hz – framerate czystego NTSC to 29.970 FPS. Założeniem twórców tego systemu było umożliwienie wyświetlania filmu z prędkością zbliżona do kinowych 24 FPS, przy uwzględniuniu wszystkich barier technologicznych. Aby osiągnąć ten cel wprowadzono dwa alternatywne rozwiązania – proces dodania dodatkowych klatek do obrazu, będących interpolacją sąsiednich klatek (w ten sposób z 23.976 FPS (lub 23.978 FPS) zbliżonych bardzo do 24 FPS, otrzymujemy obraz z 29,970 FPS) lub użycie przeplotu – tak samo jak w przypadku PAL.PAL
System telewizji kolorowej będący modyfikacją systemu NTSC; odznacza się mniejszą od niego wrażliwością na zakłócenia transmisyjne, gł. zniekształcenia fazowe; oprac. 1962 w RFN. Częstotliwość sygnału to w większośći modyfikacji PAL 50 Hz – framerate to 25 FPS (ze względu na troche odmienne cele utworzenia tego systemu zrezygnowano z przybliżenia framerate do 24 FPS, na rzecz niezawodności, uniwersalności i odporności na zakłócenia tego systemu). Obraz jest wyświetlany z przeplotem.Formaty obrazu:
WIDESCREEN
Format szerokoekranowy, o proporcjach rzeczywistych obrazu powyżej 1.33:1, oznaczany na pudełku DVD jako 16:9.FULLSCREEN
Format pełnoekranowy, o proporcjach obrazu zbliżonych do 1.33:1, oznaczany na pudełku DVD jako 4:3. Format pełnoekranowy dzieli się na dwa rodzaje Open Matte i Pan&Scan (w zależności w jaki sposób kręcono dany film) Open Matte pokazuje więcej obrazu niż format Widescreen Pan&Scan to poprostu obraz Widescreen przycięty do proporcji 1.33:1 (4:3).
Tak więc przykładowo widząc na mininovie coś takiego:
The.Nanny.Diaries.2007.PL.DVDRip.XviD-A4O
Mamy do czynienia z filmem zgranym z dvd = DVDRip, kodek to xvid = XviD, język polski = PL.
300.2006.UNTOUCHED.DL.HDDVD-Details
DL = double layer = dwuwarstwowe, super wielkie, super dużo do ściągania, tylko dla prawdziwych onanistów, HDDVD = z tego było zgrane, UNTOUCHED= nietknięte, czyli ani dźwięk, ani wideło nie było przepuszczane przez programiki. Taki filmik można sobie ściągnąć i szpanować przed znajomymi.
Prison.Break.S03E08.HR.HDTV.XviD-0TV
Prison.Break. = nazwa serial
S03 = 3 sezon
E08 = epizod 8
HR = wersja haj rezoluszon
HDTV = źródło z którego zgrywany był serial
XviD = kodek którym kodowano ten film
OTV = grupa złodziei
W takich wersjach najczęściej jest dźwięk AC3.
Smallville.S07E13.720p.HDTV.x264-CTU
720p = takie hade redi, jakość ładna
x264 = takim kodekiem to kodowali I tego potrzebujemy żeby obejrzeć
CTU = grupa która to ukradła i puściła dalej
Zanim zacznie się ściągać cokolwiek warto zobaczyć co to będzie, w większości przypadków można przeczytać o danym filmie na filmweb.pl , można korzystać też z hatak media co polecam szczególnie do nowości, a także z vcdquality , gdzie dostępne są screenshoty z większości nowych filmów, tak by można było zobaczyć jak to naprawdę wygląda zanim się ściągnie.
marzec 15, 2008 o 23:23
Elementarz :) Aż dziw, że niektórzy jeszcze nie wiedzieli co to torrenty :)
marzec 15, 2008 o 23:29
johndoe, opisz mi lepiej prosto jak krasc wlasnosc prawdziwa pozostajac przy tym czysteym pod wzgledem prawnym.
marzec 15, 2008 o 23:42
i nie używaj więcej słowa /kraść/. to jest perwersyjny akt masochizmu. robisz sobie krzywdę.
marzec 15, 2008 o 23:51
przepraszam, masz racje więcej sobie tego nie zorbie, chodziło mi o pożyczenie wartości oczywiście, przecież do grobu sobie jej nie wezmem wiec nie ma problemu.
Chciałem tylko przepis, np. jak łatwo wyrolować jakaś giełdę na przynajmniej 1 mld masońskich szeleszczących papierków (mogę używać określenia “papierków”, czy tym samym lekceważę swoją pracę i a także i przy okazji innych?)
marzec 16, 2008 o 00:18
Tak, tak, nie używamy takich słów jak kraść, spiratować itp. Istnieją odpowiednie inne zwroty np: udostępnić szerszemu ogółowi własność intelektualną, dokonać konwersji na formę dostępną dla większej ilości użytkowników.
Postaraj się John, to nic trudnego, jedynie odrobina hipokryzji i samozaparcia.
A teraz zadam pytanie koledze Siedem i innym.
Czy macie na Swoim koncie wytworzenie czegoś co jest tworem Waszego intelektu, tak od początku do końca (np. program komputerowy). Czy mając coś takiego na swoim koncie nadal bylibyście za “pełną dostępnością” dla każdego kto tylko sobie tego zażyczy wytworu waszego umysłu i palców stukających w parapet.
Nie sądzę żebyście byli aż takimi altruistami.
marzec 16, 2008 o 00:22
Ja mam wiele takich rzeczy na swoim koncie i mimo to jestem ultraradykalnym zwolennikiem p2p. zrzuć obrożę Andrzeju. PS Dżona już pije w szyje i się z tym szarpie, ale to jest młode pokolenie wychowane w niewoli. Tak jak w bajce o Czyżyku. Tobie się dziwie.
marzec 16, 2008 o 00:24
To mi podeślij te Twoje wytwory, może być na maila, przecież znasz.
marzec 16, 2008 o 00:33
Po co mam oświecać wdzięcznego niewolnika? Burzyć spokój ducha. Dżondoł podarował swojej dziewczynie moje opowiadanie zamiast kwiatków. Ukradł mi 50pln?
Zapraszam Cię na miasik.net. Gośc pracuje przy tworzeniu gier. Ostatnio “Wiedzmin” jest równie radykalny w kwesti p2p jak ja.
marzec 16, 2008 o 00:34
To jest problem głęboko mentalny. Jeżeli tego nie czujesz podaruj sobie “zrozumienie”
marzec 16, 2008 o 00:36
To znaczy, że Twoje “wytwory intelektu” zasadniczo nie spełniają żadnych kryteriów sprzedawalności skoro wstydzisz się je pokazać w dosyć w sumie zamkniętym gronie.
marzec 16, 2008 o 00:42
Sprecyzujmy: Sprzedawalność to własność produktu – np. programu komputerowego określająca że można go sprzedać więcej niż jeden raz różnym klientom, ci różni klienci się między sobą znają i jeszcze na dokładkę nikt autora tego produktu nie ściga z bejsbolem.
marzec 16, 2008 o 00:43
masz rację. odwiedziłeś już stronę miasika?
marzec 16, 2008 o 00:51
Gdybyś napisał, że za oglądanie filmów i używanie programów płaci się u nas (tzn w Polsce) astronomiczne w stosunku do zarobków pieniądze i w związku z tym należy to robić (”to” czyli piratować i “udostępniać”) to ja nie miał bym argumentów, a tak to się podłożyłeś.
marzec 16, 2008 o 00:56
Odwiedziłem miasika.net, błąd no 1. Plik PDF można re – edytować używając programu Acrobat Distiler. To w kwestii wpisu pt. “WYROK”
marzec 16, 2008 o 00:59
No więc kiedyś czyżykowi zostawiłem klatkę otwartą na dwa dni. Wyleciał i schował się za koszem z bielizną. Myślisz, że mam ochotę tłumaczyć mu, że są lasy, pola, łąki inne czyżyki z fajnymi dupalkami? Nie nie mam ochoty. Jemu nawet ornitolog-psychoanalityk, kurwa, nie pomoże.
marzec 16, 2008 o 01:06
Jesteś jak onanista teoretyk, tak samo jak Lucka. Póki są rozważania teoretyczne to niby wszystko się Wam zgadza, gorzej jak zaczyna dochodzić do jakichś praktycznych aspektów z życia wziętych.
marzec 16, 2008 o 01:10
A co mnie obchodzi Twój czyżyk, to Twój zwierzak i ja nie mam nic do niego. Skoro nie zna pojęcia wolnej przestrzeni to nie zna i finał. Ty usiłujesz nie wiadomo co udowodnić.
marzec 16, 2008 o 01:16
nawet gdyby bilet w Mkinie kosztowł złotówkę a kosztował 10 pln + 160PKT [600 pln na paliwo] z karty BP, to tak samo odwiedziłbym po kinie mój komputer i na pendrawa przy kluczach skopiował 6 filmów. własnie je konsumuję. jestem przy drugim.
celowo przedstawiam ci b. starą stronę ze 100% moim kodem. zebyś się nie dopierdolił, że szablon kradłem [zjadając zresztą własny ogon bo szablony /np wpisz24 / sa posrednim dowodem swiadczacym na moja korzysc]
…
skopiuj ją i z duchem na ramieniu czy cie SWAT albo GRU nie sledzi wracaj do swojej klatki.
marzec 16, 2008 o 01:19
Jakieś brednie wypisujesz.
marzec 16, 2008 o 01:25
Nadal obowiązuje moja pierwsza propozycja. Pokaż to co sam wyprodukowałeś. Może być instrukcja obsługi do programu. Jak Ty pokażesz swoją twórczość, to ja pokażę swoją.
marzec 16, 2008 o 01:53
Nie interesuje mnie twoja twórczość. Jebie mnie to jak kilo kredek. Prosiłeś o moją jest wyżej linka magdalena…
interesują mnie amerykańskie filmy i je sobie ściągam.
marzec 16, 2008 o 02:05
Skoro więc robisz, to co lubisz i masz się(?) z tym całkiem dobrze, to dlaczego tak się wściekasz? Każdy ma swój konfesjonał..
marzec 16, 2008 o 02:21
Andrzej.A:
1.Ja miałem kiedyś na dysku mojego pracobiorcy sporo pracy, którą złośliwie skasował informatyk który to wszystkich miał za totalnych debili. Tymczasem działu którym pracowałem de facto robił czarną robotę.
Zapytaj mnie jak się czułem.
2.W miejscu gdzie pracowałem jeden mistrz świata korzystał chętnie z mojej pracy, pomysłów itp. obiecując przy tym cuda (tuskoj) ale nigdy nic nie zobaczyłem.
Zapytaj mnie jak się czułem.
3.Kiedy odchodziłem z jednego miejsca pracy wykasowałem wszystkie swoje dokumenty z zajmowanego komputera. Jakież było moje zdziwienie kiedy po 2 latach będąc gościnnie w tej firmie zobaczyłem że jeden taki uchodzący za najbardziej porządnego kolegę POSIADŁ moją własność intelektualną, tym bardziej że musiał sobie skopiować to wszystko jeszcze wcześniej!
Zapytaj mnie jak się czułem.
marzec 16, 2008 o 03:13
@Ms G.
Wściekam się z bezsilności gdy widzę barany wysypujące się z wagonów na rampę, idące pod prysznic z błogim uśmiechem.
2. Bo lubię się wściekać.
marzec 16, 2008 o 03:16
Zdrowo się wściekłeś.
Ja bym tutaj nie stosował takiego kwantyfikatora jak Andrzej.A
Jest praca i praca, np. skopiowanie utworu muzycznego i wykorzystanie go… no właśnie przecież cały ten hip-hop to głównie rżnie stare przeboje, niektóre popularne kawałki na których hipoperzy zarobili melony zielonych były oparte o motywy z innych kawałków.
Vanilla Ice – Ajs Ajs bejbe, to przecież przerżnięty Under Pressure Queenów, zreszstą jeżęli dobre pamiętam kawałek oryginalnie Davidka Icka Bowi
marzec 16, 2008 o 03:32
@M
Hitler i Stalin [że tak muńka staszczyka zacytuję nie odprowadzając mu tantiem]
Nigdy nie wyrośliby na tyle by się znaleźć w choćby w wikipedii gdyby nie wdzięczni niewolnicy. Mówię o czymś szalenie ogólnym.
Co do detali: Popatrz jak pięknie internet cofnął nas do średniowiecza. grajkowie nie skupiają się już na wydawaniu krążków tylko na koncertach.
Atmosfery koncertu, potu i kurzu, 10,000 watów nie skopiujesz na ajpoda. Płacisz bilet.
marzec 16, 2008 o 06:32
@M&7&A
Zgadzam się, że zjawiska, które Panowie opisują, mają miejsce na porządku dziennym i wszyscy prawie się do nich przyzwyczailiśmy, ale prawie, a właściwie PRAWU robi to jednak wielką różnicę. Nie ma znaczenia, czy w skali makro, ktoś skopiuje stary kawałek i zrobi z niego przebój dla małolatów (mała szkodliwość czynu), czy w skali mikro, gwizdnie Ci Twój poem wypracowany w pocie czoła i da swojej panience, jako własny (sześć stron wyroku, bez prawa łaski). Przywłaszczenie, to przywałaszczenie i bez znaczenia, w co je ubierzesz. “udostępnić szerszemu ogółowi własność intelektualną, dokonać konwersji na formę dostępną dla większej ilości użytkowników”, to tylko i wyłącznie racjonalizacja, Panie Andrzeju, usprawiedliwienie nieakceptowanego na użytek własny i “wąskiego grona”, a zjawisko wciąż i nadal the same.
I żeby było jasne, nie mam czystych rączek w tej kwestii (szuflada pełna cdków), chodzi mi tylko o nomenklaturę tego “zjawiska”, czyli umywanie tych rączek. +ewentualnie, o wściekanie się (bezpodstawne!) na czyżyki, banany z błogim uśmiechem i inne takie, ale do tego, to juz muszę być bardziej wyspana ;-)
marzec 16, 2008 o 07:49
Maderock w swym komentarzu ukazal cala hipokryzje pryszczatych rewolucjonistow p2p.
Te meandry obrony i platonskie wygibasy uzasadniajace najnormalniejsze zlodziejstwo sa urzekajace.
A wrzaski Siedema ze NIEWOLNICTWO, ze umysly zniewolone, wzruszaja. Przypomina to konkurs na to, ktora lala ma najpiekniesze cyce.
Pomimo ze kazdy prawie z tego korzysta, nie zmienia istoty rzeczy. Ponadto wyluzowani luminarze p2p smierdza na odleglosc jakimis komunistycznymi gazami.
marzec 16, 2008 o 09:34
Ja tam uważam, że kradnę, wyrzutów sumienia brak.
Jedyne co mam na swoje usprawiedliwienie, to to że korzyści materialnych nie czerpię z tego.
Wytwory swojej pracy udostępnialem na uczelni, ale odkąd jeden prowadzący stwierdził, że dostępność hołm dirów powoduje masowe zżynanie własności intelektualnej to już nie udostępniam, bo nie mam za bardzo jak. Na moim wydziale pojawiali się ludzie, co hołm diry blokowali, a sami jednocześnie brali innych programy, co było trochę denerwujace, ale naprawdę denerwujące było to, gdy jeden prowadzacy niczym wszechwiedzący bóg stwierdził, że on wie lepiej i dla naszego dobra nam poblokował możliwośc łatwej wymiany informacji. Oczywiscie tutaj kradzież występowała za “zgodą” stron i to raczej “kradzież” pomysłów wewnątrz firmy jest bardziej adekwatnym porównaniem.
Ja uważam, że moje ściaganie filmów nie ujmuje nic z kasy jaką zarabiają wytwornie, bo jak na film jakiś wybitnie chcę iśc, to idę. Oglądam i tak głównie seriale, których w Polsce albo nie ma, albo są 100lat później, tak więc to już kradzież dla mnie w ogóle nie jest, bo pozbawiałbym chyba tylko wyimaginowanych zysków z reklam.
Co do samego slowa kradzież, to jednak uważam, że jest adekwatne, bo jednak borę coś czyjegoś, bez jego zgody. Sprawa trochę się komplikuje przy przejściu w cyfrowy świat zer i jedynek, gdy nagle tak naprawdę jakaś liczba staje się wlasnościa intlektualną. Jednak wg mnie trzeba patrzeć na big pikczur, tak więc mały pikczur problemu to esjt liczba, duży to film i to film kradniemy a nie liczbę żeby ja pomnożyć ;].
marzec 16, 2008 o 10:17
Andrzej – temat walkowany juz wiele razy. Ze swojej strony podkresle to co Dzon napisal “moje ściaganie filmów nie ujmuje nic z kasy jaką zarabiają wytwornie, bo jak na film jakiś wybitnie chcę iśc, to idę”
Zupelnie szczerze podkresle, ze wlasciwie to filmowo sie wczoraj rozdziewiczylam [wczesniej najwyzej muzyke sciagalam]
Troche tej muzyki sciagnelam i od razu wyladowala w koszu, bo mi sie nie podobala. Plyty kupionej w sklepie nie zwroce niestety, ale kupuje, kupuje. lubie grzebac w polkach empiku.
Sciagnelam Golibrode. Nie poszlabym do kina, bo nie znosze musicali. Jednak i tak zaplace za ten film, bo place abonament cyfry 120pln/m-c. Ten golibroda, za pol roku, za rok, bedzie lecial w C+. Wiec widzisz, ja za niego zaplacilam juz teraz.
Nieprawda jest, ze tworcy ponosza strate. Oni licza pieniadze wirtualne.
A tak naprawde to powinni sie cieszyc, ze ktos to oglada, inaczej zginely by ich “dziela” gdzies tam w archiwach.
O kradziezy mozemy mowic u ludzi, ktorzy kopiuja, drukuja pudelka i spzredaja, podszywajac sie pod autorow/dystrybutorow.
marzec 16, 2008 o 11:10
Przerażacie mnie z rana. Muszę się jakoś w tej baraniej rzeczywistości znaleźć. Rola ewangelisty jest do dupy. Wam trzeba poganiacza.
marzec 16, 2008 o 12:56
@7
Praktyka czyni mistrza!
http://www.gry.upsss.eu/gra,x,331,1,Poganiacz%20owiec.htm
Ps:jest darmowa, nie trzeba przywłaszczać;-)
marzec 16, 2008 o 13:29
@ Siedem
w gruncie rzeczy zawsze mozna usiasc i odplynac za szeroka wode, tam przynajmniej zyja hurtownicy, my im pare piw a oni nam kilka pokolen ;)
Mam pomysl mozna bny zalozyc jakas Lige AntyBaraniczna np. jak sie juz uzbiera duza sila to bedziemy mogli np. rzdac legalenego umieszczania filmow na serwerach wytworni, w koncu mogloby byc tak ze to my zarabiamy te grube kilogramy kaki, i niech nie mowia ze nie bo zawsze moglibysmy.
marzec 16, 2008 o 13:45
@ Johndoe
Ja w kwestii formalnej: piszesz “masowe zżynanie własności intelektualnej”. Ja sie zastanawiam, czy w tym przypadku uzyc “zżynanie” (od zżynać np. sierpem albo i mlotem czasami) czy tez zrzynać (od rżnąć np. deseczki albo i panienki czasami). A Ty jak uwazasz?
Pozdrovy
marzec 16, 2008 o 14:44
Będę pisał w 2 językach. Czuję się taki nierozumiany.
Barani:
be bb bee-e, beę ęę eeb. bbbbbbeee be beee ee, ę beee bęę, e-e b-e bb-ę eeeeee beee. beę ęę eeb. bbb-bbbeee be beee ee, ę beee p2p bęę, e-e b-e bb-ę eeeeee beempiku.
Polski:
W cywilizacji białego człowieka nie karze się za zamiary. Ktoś gdzieś założył, że muszę obejrzeć dany film czy wysłuchać mp3. Gdyby nie było p2p po prostu nie obejrzałbym jak równiez nie udałbym się do kina czy empiku.
marzec 16, 2008 o 15:14
@szmatola no jeśli tak to stawiasz to najwyraźniej zrzynać.
@siedem częściej musisz pisać w 2 językach. Czy ty może uczestniczysz w odnowie ducha swietego i masz dar pisania językami?
marzec 16, 2008 o 15:21
@szmatola
Po co Dżon miałby zRZynać (kopiować, zapożyczać) znaczy się brać sobie kogoś/coś za wzór, podczas kiedy sam może zŻynać (wycinać, kosić) konkurencyjną własność intelektualną i samemu być wzorem! Czyż tak nie jest “poprawniej”?!
Ps: Młot jest narzędziem tępym, kiepsko się kosi ;-)
@7
Myślałam, że będziesz ćwiczył tylko zaganianie, a tu widzę, że i język sobie przyswoiłeś. Pojętny poganiacz, brawo!
marzec 16, 2008 o 17:16
Do lewantynskiego faryzeusza Siedema, tudziez trzody z nim popiskujacej.
Jesli stolarz kupi deski, sklei je i pohebluje i wyjdzie z tego stol, to jest to jego stol i moze go on sprzedac za okreslona przez siebie cene. Jesli jest chcetny do zakupienia stolu i cena bedzie mu odpowiadac, to dojdzie do zawarcia umowy: pieniadze za stol.
Gdyby ktos zabralk stolarzowi ten stol bez zaplaty, popelnilby kradziez.
Wytwornia X jest wlascicielem swoich produktow, czyli filmow, tak jak stolarz jest wlasciwcielem swoich stolow. Artysta jest zatrudniony przez wytwornie tak jak murarz jest zatrudniony do murownia domu. Jesli artysta sam wydaje stwoje dziela, to pomijamy wytwornie i sytuacja jest taka sama, tylko ze zamiast wytworni X jest artysta X.
Teraz przejdzmy do waszych zydowskich kretactw, pachciarskich smrodow i kombinacji, ktore uwlaczaja kulturze lacinskiej i sa obraza Wielkiego Tygodnia.
Nie jest taryfa ulgowa dla zlodzieja to, ze stol jest krzywy, brzydki, czy jest kopia jakiegos innego stolu. Nie jest rowniez okolicznoscia lagodzaca, ze zlodziej postawi sobie na stole tylko dzbanuszek z kwiatkami, ale za to nie bedzie na nim zarl macy. Nie jest rowniez okolicznoscia lagodzaca, ze zlodziej wezmie sobie stol na tydzien, bedzie zarl przez tydzien na nim swoje szmoncesy, ale go nie zadrapie i odstawi stolarzowi. Jak ktos wam auto pierdolnie na tydzien i potem odda to tez jest ok?
Tak wiec skonczmy towarzysze z ta obluda i kadzeniem wlasnemu sumieniu, bo smierdzi to jak pierdy hipopotama po wzdeciach i nie przystoi. Bierzemy po zbojecku i przynajmniej nie posuwajmy sie do faryzejstwa.
marzec 16, 2008 o 17:25
Pożyczać to trzeba umieć.
marzec 16, 2008 o 17:37
Lulu- ale nie masz wyrzutow sumienia, uszow nie zatykasz, kiedy slyszysz piosenke z cudzego magnetofonu/radia – nobo wiesz, nie zaplaciles za to…
marzec 16, 2008 o 18:49
Nie mam rowniez wyrzutow, kiedy przyjde do kogos i siade przy stole, za ktory ow nie zaplacil. Nie dotyczy mnie to, pozostaje bierny w akcie.
Te argumenty to sa takie wymyslane przez pryszczatych bajeczki, ze sie uslyszy z magnetofonu i tym podobne. Kazdy wie o co chodzi. A mnie chodzi o to, zeby tu u nas nie bylo takiej maskarady klamliwej, od ktorej sie robi niedobrze.
marzec 16, 2008 o 19:15
No ja tam się zgadzam z loulou i moją dziewczynę zawsze denerwuje pytaniem czy się spowiada z kradzionych filmów które ogląda.
Ja uwazam że to kradzież i nie ma co tu dysutować, można gadac o praktycznie zerowych skutkach dla producentów z mojej kradzieży, ale fakt pozostaje faktem.
Ja wyrzutów sumienia nie posiadam, spac po nocach mogę spokojnie i koszmarów nie mam, ale jak katolik kradnie filmy to się spowiadać powinien. Zawsze chciałem dowiedziec sie od księdza czy ludzie się z tego spowiadają (zakładam że na 99,999999% nie), więc i jego rekcja by mnie zdziwiła zapewne, jednak póki co moje ścieżki z księdzem się przecinac nie chcą, więc mój dylemat w tej kwestii pozostaje.
marzec 16, 2008 o 19:24
“I odpuść nam nasze długi jako im odpuszczamy”?
marzec 16, 2008 o 19:27
Przejrzałem tą dyskusję.
Oczywiście Siedem ma rację.
Jeśli ktoś chce zabezpieczyć swoją własność intele, to powinien to zrobić na własną rękę. I w większości wypadków jest to wykonalne. Te lamenty nad kradzieżą są obłudne, bo dotyczą z reguły szajsu, którego nikt by nie kupił za pieniądze.
Gdyby Microsoft zabezpieczył XP przed możliwością niezgodnego z licencją zainstalowania (chyba nie ma wątpliwości, że technicznie jest to wykonalne) popularność Windowsów spadłaby z 90% do 50% z szybką tendencją spadkową.
Edgar Alan Poe nie umarł z niedostatku dlatego, że jego książki i artykuły były niepopularne. Ale dlatego, że każdy mógł je przedrukować nic nie płacąc autorowi. Nie było wówczas w Stanach ustawy o prawach autorskich. Amerykanie zaczęli domagać się opłat dopiero w połowie ubiegłego wieku. (W Angli ustawa patentowa obowiązywała gdzieś od 1670 roku).
Ta więc widać, że dla każdego dobre jest coś innego. I może niech tak pozostanie, zamiast domagać się egzekwowania praw autorskich w wymiarze globalnym.
marzec 16, 2008 o 19:39
@V jak vendetta
Też nie to. Należy w głębokich pokładach jestestwa rozumieć różnicę między książką w kredzie wydaną a plikiem kartek z ksera, między wygodnym fotelem w kinie z niunią wczepioną w ramię a filmem z bestplayera. Nie chodzi w żadnym razie o jakość.
Wyobraźcie sobie fjuczer [nostromo już 3 lata temu podesłał mi linka do drukarek w których można sobie np widelec wydrukować i wbić go w stek] i nagrywarki do komputera kopiujące rzeczy materialne. Wsadzasz do takiej nagrywarki sztabkę złota klikasz copy 10X i za 20 minut wyciągasz 11 sztabek złota.
Ostatni raz uprzejmie proszę o zadumę nad tym modelem. Zadumę nad wszystkimi konsekwencjami z tego płynącymi.
Myślenie nic nie kosztuje zlitujcie się.
marzec 16, 2008 o 19:46
@Valdi
przykład z WIN jest tutaj bardzo rozwojowy i na rzeczy. śledząc historię można dowiedzieć się z czego wyrosły te dzisiejsze systemy operacyjne. Gdyby te wszystkie Xeroxy i ludzie tam pracujący domagali się ochrony własności to dzisiaj nie mielibyśmy takich narzędzi… i gdyby na tym tylko etapie zakończyć problem. W rzeczywistości jest dużo bardziej skomplikowany, tak jak rzeczywistość. W dosyć wczesnym etapie rozwoju powszechnych systemów operacyjnych Apple sądził się z Microsoftem o jakieś drobiazgi, które ten wykorzystywał w swoim produkcie jako zapożyczone bez wiedzy Apple. Czy to było uczciwe zważywszy na fakt ze sami korzystali z wartości intelektualnych innych? Poniekąd tak, bo wcześniej nikt nie dochodził sowich praw co do własności a Apple zabezpieczał się już licencjami. Gdyby się oprzeć o legalizację i prawo to mieli jak najbardziej rację.
Ale uwaga, w zasadzie Microsoftowi nic się nie stało i może niektórych to słusznie całkiem nie dziwić, np. firmy porozumiały się, MS zaoferował coś Apple albo jeszcze inaczej.Mniejsza z tym, pewne światło na całą sprawę rzuca inna sytuacja, była bowiem jeszcze inna mniej znana firma (Digital Research, twórcy Dr.Dos, CP/M, GEM) która oferowała “lepsze” w tej dziedzinie. I co się z nimi stałoo? Wytoczono im proces i sąd zakazał dalszego rozwoju produktu który był konkurencyjny do Appleowskiego i Majkroszitowego!!!
Ale gdyby to jeszcze była cała opowieść, dopiero kiedy weźmiemy lupę i przyjrzymy się z bliska CO i JAK zrobiono… zgroza, tym bardziej że ten uwalony system ówcześnie był dużo lepszy tak naprawdę od konkurencji a twórca (właściciel) zmarł później w młodym wieku 40 lat, i kto wie czy nie przyczyniły się do tego właśnie problemy jakie zafundowali koledzy amatorzy ciepłego krzemu.
Tym niemniej jakieś zasady muszą obowiązywać, już najprędzej zasada silniejszego i Kalego, ale nie są to jakieś specjalnie wysublimowane i szacowne zdobycze cywilizacji.
marzec 16, 2008 o 20:12
Lulu – ja nie o bajeczkach, a o rozsadku i umiarze. Wiesz, ze takie siedzenie przy jednym stole [ogladanie u znajomych filmu] moze byc juz zlamaniem parw autorskich?
Inne pytanie – jak robisz devolaja to myslisz o prawie autorskim autora przepisu?
Przyroda ma to do siebie, ze bilans wychodzi na zero.
marzec 16, 2008 o 20:50
Katolik powinien spowiadac sie z kradziezy, chyba oczywiste.
7. Jesli zakwestionujemy wlasnosc wytworni do filmu, to nie widze powodu, dlaczego nie mozemy zakwestionowac jakiejkolwiek innej wlasnosci.
Co do ksiazki na kredzie i ksero to widac 7 kompletnie nic nie rozumie. Chodzi o to CO jest napisane i to CO jest napisane ma wartosc a nie na jakim papierze. Chyba ze chodzi o reprodukcje Rembranta, ale to juz niuans. Fortelik, ze nie ogladamy w kinie tylko skompresowanego ripa to fortelik zydowski. Tresc, estetyke, zdjecia, muzyke odbieramy w 95% tak samo jak w kinie. To tak jakby zrobic dwa zdjecia. Jedno obiektywem, ktory nie powoduje zadnej dystorcji, linie sa idealnie proste i z tego samego statywu zrobic drugie zdjecie gorszym obiektywem, ktore bedzie nieco beczkowate, bedzie dalo sie to zauwazyc. I co? Inne zdjecie? Zupelnie co innego??
Ponadto wyszlo kolejne szydlo z worka i jestem bardzo wkurwiony, oczekuje wyjasnien.
Otoz w premierach, towarzysz 7 zadal film “There will be blood”. Wlasnie to ogladam. Jest to stalinowska frontowka o diable-kapitaliscie-nafciarzu, o potworze, ktorego przecietny widz najchetniejby rozstrzelal. Oczywiscie jego diabolicznosc wynika z niezaspokojonej zadzy zysku. Wlasnie jestem w polowie tego gowna. Jakos moze dociagne do konca, choc nie wiem po co. Cos takiego dac na Wpisza. To skandal, to czysta hucpa.
Proponuje towarzyszowi Siedemowi honorowe wyjscie w postaci publicznej samokrytyki.
marzec 16, 2008 o 20:53
Siedzac u kogos i ogladajac pirata nie jest sie winnym. Winny jest ten, kto sciagnal pirata.
Bilans wychodzi na zero, oczywiscie. Jesli mam dom i bezdomny przyjdzie i mnie z tego domu wygna to on bedzie mial dom a ja bede bezdomnym. Wychodzi na zero.
marzec 16, 2008 o 21:24
Lulu – alez ja mowilam o siedzeniu u kogos i ogladanie sklepowej wersji!!!! To one posiadaja klauzule o uzytku osobistym, gdzie Ty jako znajomy dalszy juz wykraczasz poza uzytek osobisty.
Pozyczasz plyty sklepowe od znajomych? czy moze nazywasz to – “kradne zawartosc plyty pozyczajac plyte”?
Twoim prawem jest nie wpuszczac bezdomnego do domu.
marzec 16, 2008 o 21:42
Towarzyszu Lulu,
Przykład ze stolarzem fatalny – jeśli mu zapierdolę stół fizycznie, to faktycznie go nie ma i jest stratny. Jeśli jednak wystawi ten stół na wystawę, a ja zrobię meblowi zdjęcie i se je wydrukowane powieszę w salonie, albo wyhebluje identyczny stół – to żadnej kradzieży tu nie ma.
Towarzyszu Andrzeju,
Jeśli wypuszczasz w świat jakiś wytwór swojego intelektu, to zaczyna żyć on własnym światem. Nie jesteś w stanie tego zatrzymać. Nie chcesz, by ktokolwiek dysponował Twoją WI – to trzymaj ją w pancernej skarpecie w zalewie z żelbetu. Z filmów/książek/muzyki przenikają do przestrzeni publicznej zwroty i żarty, pojawiają się zabawy, gry i parodie, cytaty i odwołania, melodie i nutki. Film/książka to oferta dla innych, bez klientów czytelnikami/oglądaczami byliby jedynie autorzy.
A tak proszę – dzieciaki odtwarzają scenki z 4Pancernych, ludziska sobie grają hity z radia przy ognisku, a złotouści sypią cytatami, bajerując w ten sposób laski. Gdyby te komunistyczne lamenty o “kradzieży” rozumieć literalnie, to ci wszyscy powinni bulić forsę za “złodziejstwo”.
A gdyby rzeczywiście byłoby z WI źle, to każdy zadowoliłby się reprodukcją Rembrandta z HP Laserjet 6000.
Popatrzmy na kwestię w drugą stronę – podobno obejrzenie filmu z P2P to kradzież. A jak nazwiemy sytuację następującą – wytwórnia wychwala w reklamach i trajlerach swoją produkcję jako arcydzieło, ja kupuję bilet i popkorn, po czym okazuje się, że Łornerbros w sojuszu z Multikinem mnie oszukało: film okazał się regularną chałą. Czy Holiłud i kasa w kinie oddadzą mi forsę za bilet i jedzonko oraz wypłacą rekompensatę za stracony czas?
Nie.
To dlaczego ja mam być uczciwy, a oni nie?
Moje ryzyko? Owszem. Lecz ich również. Jeśli film ściągnięty z torrent2peer mi się spodoba, to kupię sobie go w sklepie. Jeśli nie – nikt nie poniesie straty.
Reasumując – nie ma tu żadnego kradziejstwa. Ludzie sobie filmy oglądają, a nie nimi handlują. Jeśli pożyczę koledze “legalnie” kupioną płytę, to stanę się paserem? A może wy, komuniści, nigdy nikomu niczego nie pożyczaliście?
Parę lat temu komuchy z MinFinu lansowały pomysł opodatkowania międzysąsiedzkich przysług – pomoże mi ktoś w naprawie samochodu, to powinienem zapłacić od tego haracz, bo to mój zysk.
O to Wam chodzi, towarzysze?
marzec 16, 2008 o 22:17
Patent. Jak sie ma do tego??
Przyklad reklamy: przeciez proszek tez nie wypierze tak jak w reklamie. Czy to oznacza, ze mozna go brac darmo?
Powtarzam, wydaj mi sie, ze jesli uznamy, ze mozemy bez grzechu brac wytwory wytworni, to nie widze przyczyny, dla ktorej mielibysmy szanowac jakakoliwek wlasnosc.
Ogladanie u znajomych sklepowej wersji nie jest zadnym naduzyciem. Jesli w prawie jest tak zapisane, jest to glupota. Nie jest rowniez przestepstwem ogladanie pirata. Przestepstwem jest sciagniecie pirata. Malym ale jest.
marzec 16, 2008 o 22:19
Tow. Luko, czemu sie tak towarzysz bulwersuje. Moze Towarzysze piszac o kradziestwie ew. troszke cos innego mieli na mysli.
Nie ma sie co zagalopowywać bo jeszcze herc klekot dopadnie i będzie po dyskusji.
Ja sie na przyklad swietnie z toba zgadzam, zreszta jak zwykle, tylko żebyście nam na tych komunistow tak nie naciskali bo biedaczki nam wyginą. Umoczenie w tym kontekscie 4pancernych i laski to juz jest bardzo ministerstwo niemadrych krokow.
A np. wrzucanie do jednego worka kwestii stolu i jego zdjecia, czy jakoś tak. Na zdjeciu stolu nie postawicie cennej rodowej zastawy i nie przyjmiecie zacnych gosci. Ale z drugiej strony dlaczego w takim razie np. reporterom za skandalizujace zdjecia dzisiaj placi sie konkretne wysokie stawki? To moze oni za ta klisze tyle placa?.
Np. paparaci maja zlecenia na roznych gwiazdorow w danej sytuacji i z gory wiadomo ze tyle a tyle zaplaci taki a taki szmatlawiec. Czy to znaczy ze nie ma zadnych komunistycznych racji taki gwiazdor kiedy nie zyczy sobie aby go pokazywano, nie mowiac juz zarabiano na jego wizerunku?
Nie jest wszystko takie proste i oczywiste i najczęściej każdy ma swoją rację która zależy od pozycji jaką zajął.
marzec 16, 2008 o 22:20
Czekam na stanowisko Kamrata Siedema w sprawie filmu “There will be blood”.
Jest to skandal ogolnowpiszowy.
Niniejszym prosze skladac podpisy pod protestem. Prawdopodomnie Towarzysz Siedem zostanie na jakis czas zawieszony. Ten film jest kpina. Rzygac sie chce.
marzec 16, 2008 o 22:21
“And there was?”
marzec 16, 2008 o 22:24
No i to jest w sumie ból i co tu ma zrobić taki zboczony fan Blade Runnera skoro nawet plejera dysków LaserDisc niema?
marzec 16, 2008 o 22:33
Lulu – wlasnie “glupota”, dlatego apelowalam o rozsadek i umiar.
a z tym, ze sciagniecie pirata jest be, a ogladanie cacy – to chyba cos jak palic i nie zaciagac sie , hę?
co do tego “cos tam blood” – zgodnie z rada Dzona, nalezy pzred sciagnieciem poczytac cokolwiek o danym filmie i rozsmakowac sie czy sie ma na niego ochote.
marzec 16, 2008 o 22:45
To jak czytanie instrukcji przed użyciem, chociaż i racje ma Luka pisząc że koffani producenci robią wszsytko żeby zrobić papkę z mózgu i zareklamować gówno jako tort.
A z drugiej strony możemy się np. naczytać wiarygodnych recenzji w produktach koncernu Agora, w przypadku gdy kogoś nie lubią nawet nie tylko złych to skierownych przeciw dobrym produkcjom, tak jak to miało miejsce w przypadku jednego z ciekawszych filmów osatnich czasów jakim jest Kalipso Mela Dżibzona.
marzec 17, 2008 o 09:16
Lulu,
Kolejny nietrafiony przykład. No i dowód na to, że jesteś opresyjną męską szowinistyczną świnią, tyranizującą swoej matki, żony i kochanki – wygląda na to, że opakowania proszku do prania nie miałeś w rękach.
Wejdź więc na terrę incognitę czyli pomieszczenie, w którym stoi pralka i obejrzyj sobie etykietki na środkach piorąco-czyszczących. Na dole każdej (większości) z nich widnieje tekst: “Jeśli nasz produkt nie spełnił Państwa oczekiwań, to prosimy o sygnał, zwrócimy kasę i pocałujemy w dupę lub dowolnie wybraną część ciała”.
Widziałeś kiedyś taki nadruk na bilecie do kina?
Przyczyna jest prosta – producent proszków dla o klienta, Holiłud ma publikę w dupie. Dlatego, że Holiłud jest chronione przez Molocha faszystowskim ustawodastwem.
Wyobraź sobie, że Twoi sąsiedzi oglądają na pełny regulator film. Ekran widać z Twojego okna, głośniki ryczą – masz mozliwość obejrzenia za friko. Coś ukradłeś?
Film nie jest “towarem zamkniętym” jak np. proszek do prania. Proszek się zużywa i cześć, film funkcjonuje latami w coraz to liczniejszych kopiach. Jeśli wytwórnia zdecydowała się wypuścić swoją produkcję na świat, to z wszelkimi tego konsekwencjami – przede wszystkim taką, że będzie ten produkt oglądany bez kontroli. Własność nie ma tu już nic do rzeczy – filmy się robi po to, by je oglądano!
Ściągnięcie “pirata” żadnym tam przestępstwem nie jest. Tak samo jak pożyczenie filmu od kolegi. A może uważasz, że pozyczając sobie od kumpla “Emanjuel XXIII” popełniasz jakieś przestępstwo?
marzec 17, 2008 o 09:26
Towarzyszu Maderock,
Nie pieprzcie mi tu o “bulwersowaniu”. Rozmawiamy sobie spokojnie, więc bez rozdzierania szat, nawet jeśli ktoś wypowie swoją własność intelektualną w formie “lewatywo jedna, jesteś głupsza od ministra Pola”. Nauczcie się wreszcie oddzielać ozdobniki od treści przekazu.
Towarzyszu, macie zdjęcie stołu, to możecie sobie taki sam wyheblować. I wtedy postawicie na nim zastawę z arkoroku i ułozycie obok wygodnie wszystkie cztery nogi. Pisałem o tym, Wy to przeoczyliście, czyli wynika z tego, ze macie do zdobycia jeszcze jedną sprawność zuchową: nauczyć się czytać genialne teksty JXMości w całości, a nie po łebkach.
Gwiazdor żyje z tego, ze jest znany. Może być skończonym idiotą, kurwą męską i pedofilem, lecz jest ładny, to go dają do głównych ról. Gębę ma rozpoznawalną, dzięki niej funkcjonuje w świecie celebrities. Nie ma więc powodu, by szmatławce nie robiły mu zdjęć na ulicy. Co jest, mam odwracać wzrok, jeśli go spotkam w śródmieściu? A paszoł mi won, komuch jeden.
A propos recenzji – pajace z Agory zachwalały “Świat to za mało”, trzy gwiazdki, zachwyty, “najlepszy z nowych Bondów” itd. No to zachęcony siadam sobie w sobotę przed tiwi i oczekuje uczty. A tu chała. Najgorszy Bond z Brosnanem i jeden z najchujowszych w ogóle.
Ależ ja się zdenerwowałem…!
marzec 17, 2008 o 09:42
Mi tam trochę komusze wydaje się żądanie, by za każdy produkt można było oczekiwac zwrotu kasy przy braku satysfakcji. To może dobrze świadczyć o producencie, że jest pewny swoich towarów i ręczy za to dupą, ale wymaganie od niego tego poręczenia jest jakims totalnym wypaczeniem idei klient nasz pan.
Jeśli kupiłeś pomidory w warzywniaku i okazały się zepsute, to więcej tam nie kupujesz, tak samo z filem, wiesz, że cię holiłudy robią w chuja, to nie kupujesz biletów i filmów nie oglądasz.
marzec 17, 2008 o 10:18
@ Towarzyszu Luka, odgrywacie SCENE. Sam przyznajesz ze wszystko jest po… mieszane, nie da sie tak latwo wszystkiego ocenic, i nie mowcie mi o ozdobnikach bo przeciez my w partii dobrze wiemy, chodzi o przekaz dla BARANÓW.
Przykład z VIP nie jest kwestia nie wolno paczec na idola, chodzi o to zeby zrobic mu zdjecie jak na przyklad ma rozwolnienie i biega do ustepu caly dzien.
Ja mam alergie na bondy, jak bylem maly i nie chodzilem do kosciola jeszcze to moim idolem byl bond, numery z Daltonem jakos juz mi sie tak nie podobaly, taki jakis dziwny klimat mialy, ale z Bosmanem to zupelna chala.
Ostatnio zmusilem sie i w TV oglądałem kawalek, szczerze musze przyznac ze w pewnych warstwach przypominalo to stare bondy z Moorem, te najlepsze, ale gra Brosnana i pretensjonalnosc niektoych scen (w calym filmie wiekszosc) jest nieznosna. Nie wiem moze to tylko ja sie postarzaelem bo teraz Hary Porter szuka kamieni filozoficznych, no i za bardzo faszystowski sie zrobilem od tego sluchania Towarysza Rydzyka.
A co do recenzji to po 3 “roznych” w wydawnictwach Agory przed wrzawa i obejrzeniem Apokalipso wyrobilem sobie zdanie i “nie wierze kurwom jak psom” z zasady. Ale z nimi jest gorzej, oni nie sa czerwoni, oni sa juz rozowi ze zlosci. Mam nadzieje ze niedlugo im przejdzie i beda sini.
marzec 17, 2008 o 10:50
Dżon, właściciel warzywniaka nie ma państwowej ochrony na swoje odpadki i dlatego musi walczyć o klienta. Stąd dobrowolne poręczenia. Jesli ktoś ma klienta w dupie, to sygnał ostrzegawczy – Achtung, brak wolnego rynku.
marzec 17, 2008 o 10:51
To, ze film funkcjonuje wlasnym zyciem i jest powielany w milionach kopii jest wlasciwoscia techniczna. Po prostuze stolem tak sie nie da, a z tasma widelo da. Nie widze powodu, zeby ta wlasciwosc miala wplynac na stosunki wlasnosciowe.
pare razy widzialem jak tu w NY kreca film. Milion ludzi w tepie zolwia pol dnia kreci jedna scene. Gdyby w normalnej robocie ktos tak pracowal – koniec firmy po dwu dniach. Jesliby wiec cala ta ich krwawica mialaby byc ogladana za free z torrenta, wytwornia zamknelaby drzwi na klodke i chlopaki poszliby robic w Mcdonaldzie. Fakt, ze z pozytkiem dla nas wszystkich ;)
marzec 17, 2008 o 10:59
Towarzyszu komunisto Maderock, oceniam wedle Zasad, czyli wolności i własności. To proste i jasne kryterium, bolszewickie ględzenie o relatywizmie bądźcie uprzejmi zachować na najbliższego posiedzenie waszego Komitetu dzielnicowego WKP(b). Albo NSDAP, nie jestem pewien, którą odmianę lewactwa wyznajecie.
Jeśli VIP dostał biegunki na ogólnodostepnej plaży i biega co kwadrans do toj-toja – to ma pecha. Fotopstryk zrobił mu zdjęcie. Nie widzę tu niczego zabronionego. A może istnieje, według towarzysza, jakiś paragraf zakazujący robienia zdjęć ludziom chorym na grypę żołądkową?
Brosnan nie był zły w Goldenaj, no lecz tam miał u boku zjawiskową Famke Janssen i robił oryginalne miny. Potem coraz gorzej. Najlepsze były Bondy z Konerym – co prawda ów drągal nie wyglądal na angielskiego dżentelmena (jedynym, który go przypominał, byl Mór), lecz ten jego magnetyczny wzrok zwierzęcia w rui wyjaśniał łatwość, z jaką uwodził laski.
Brosnan się szybko zestarzał, ten nowy, Daniel Krejg, nawet mi się podoba – chociaż on jeszcze mniej od Brosnana przypomina dżentelmena (to Australijczyk bodaj, no a wiadomo, że Australia ti tylko przestępcy i króliki).
Co do łgarstw recenzyjnych Trybuny Wybiórczej to służę swoim starym tekstem “w temacie”:
http://wpisz.blox.pl/2007/02/Apocalypto-szeregowca-Ryana.html
marzec 17, 2008 o 11:09
Właściwości techniczne to w tym przypadku łatwość powielania. Jeśli byłbyś pierwszym, który wynalazł koło, to żadne starozytne patenty nie uchroniłyby Cię od milionów nasladowców.
Czy “Kosmiczne jaja” Mela Bruksa powstałyby, gdyby “Gwiezdne wojny” służyły wyłacznie do oglądania w kinach i licencjonowanych na jedną osobę kopiach?
Tłumy w multikinach wprost dowodzą, że przeceniasz torenty, jako platformę zastępującą tradycyjne kino, defałdeki i oryginalne opakowania. Kiedy Der Dziennik dołączył do jednego ze swoich wydań “Kil Bila”, to gazety zabrakło w całym kraju juz o 10 rano.
marzec 17, 2008 o 11:31
Co do VIPa na plazy to OCZYWISTYM jest, ze kiedy ktos chce ci pstryknac zdjecie, to po pierwsze powinien spytac, a jesli sie nie zgodzisz, to mu NIE WOLNO. Dla kazdego kulturalnego czlowieka jest to jasne, ze sfera mojej prywatnosci jest MOJA i JA nia dysponuje. Celebrity to co innego, bo prywatnosci nie posiada, ale non-celebrity jesli sobie nie zyczy to mu pstrykac nie wolno.
marzec 17, 2008 o 11:35
>Dżon, właściciel warzywniaka nie ma państwowej ochrony na swoje odpadki i dlatego musi walczyć o klienta. Stąd dobrowolne poręczenia. Jesli ktoś ma klienta w dupie, to sygnał ostrzegawczy – Achtung, brak wolnego rynku.
To jest kwestia dyskusyjna dla mnie. Ta ochrona panstwowa jak to nazywasz, to okreslenie, że film to taka sama rzecz jak pomidor, czyli mozna to ukraść.
Jeśli właściciel warzywnika dba o klienta, to nadal tego pomidora można mu ukraść, tak samo jesli wytwórnia abcdefgh wydaje tylko super fajne filmy, to nadal pobieranie ich filmów bez opłaty/zgody jest kradzieżą wg mnie. Jakość czy obietnica jakości nie usprawiedliwia brania czegokolwiek, bez zgody tego kto dane dobro wyprodukował.
To jest sprawa dość zawila i mamy dużo miejsca na interpretacje, co jest, a co nie jest własnością. Rozumiem twoje podejście, ale moja interpretacja filmu jako własności, którą mozna ukraść bardziej mi “moralnie” odpowiada.
marzec 17, 2008 o 11:38
W jednej rzeczy mam dylemat, chodzi o własność filmu. Tutaj pojawia się szczypta komunizmu, bo pojawiają się regulacje, że wlasność jaka zachodzi po kupnie filmu na dvd nie ejst pełnoprawną własnością.
Tzn jak kupie sobie obraz, to moge go pociąc na 50 kawałków i na allegro sprzedać. Filmu podzielić na kawałki i sprzedać już nie mogę, ba obraz jak sobie kupię to mogę zeskanowac i dac znajomym, z filmem zrobić tego nie mogę.
Tutaj jest kwestia, która mnie drazni.
Jednak ja filmy kradnę, a nie dostaję od znajomych, więc powyzsza kwestia jest dla mnie tylko teoretyczna, ale żeby nie było że jej nie dostrzegam i hipokryzji z nią związanej. własność i “własność”, tak jak tolerancja i “tolerancja”.
marzec 17, 2008 o 12:27
Lulu, a jeśli spojrzę na ulicy Martinowi Szinowi w twarz bez jego zgody, to co, mam sobie wydłubać oczy czy mózg? Co to niby za sfera prywatności na wielkomiejkim trotuarze? Masz jakieś zdjęcia z plaży? Wymazałeś wszystkich z tła?
marzec 17, 2008 o 12:34
Pomidor to nie jest dokładnie to samo co film – pomidora mogę Ci ukraść i go NIE MASZ. Filmu Ci nie ukradnę, a co najwyżej skopiuję.
Czyżby nie wolno było sadzić pomidorów?
Często kseruję fragmenty książek, nie chce mi się przepisywać. Okradam autorów? Następnie z owego ksero przepisuję sobie do własnej książki dosłowne cytaty lub opisuję rzecz włąsnymi słowami. Popełniam plagiat?
Mikrosyf sprzedaje Łindołsy z “licencją” o treści “wolno uzywać tylko na jednym komputerze”. Czy złodziejstwem będzie, jeśli zainstaluję tego łindołsa u siebie w domu na dwóch komputerach, dla każdego dziecka osobno? Czym ta sytuacja różniłaby się od tego, że dzieciaki uzywałyby jednego PC na zmianę?
Rozumiem, że jeśli “ukradłeś” sobie film o greckich wyczynowcach pt. “Czysta”, to jesteś jedynym na świecie posiadaczem owego arcydzieła?
marzec 17, 2008 o 12:39
@ Towarzyszu Xiaze, naciacie jak mozecie.
Ja wcale nie mam pretensji tylko ucieczki i wybiegi wygodne dla was obszary nie zmieniaja rzeczywistosci ktora bywa rownie inna jak ta wasza z ktora uciekacie od tej ktora was brzydzi.
Powiem slowami zapozyczonymi z wilekoplomnego dziela: “Problem w tym ze my ich wszystkich potrzebujemy”
marzec 17, 2008 o 12:44
Może i “naciam”, jednak nie potwierdzam i nie zaprzeczam, ponieważ nie znam tego słowa.
Reszty towarzysza oświadczenia także nie skomentuję, bo i po co, akwizytorze pustosłowia?
marzec 17, 2008 o 12:46
Luka wlasnie w tym tkwi “problem”, a raczej tutaj ejst pole do różnych interpretacji.
Sprawa kradziezy łaczy się nie tylko z posiadaniem dobra danego człowieka, bez jego zgody, ale tez i z tym, że ten okradziony już tego dobra nie posiada.
Ja wole jednak to nazywac kradzieżą, majac na uwadze, to że pełnoprawna kradziez to to nie jest.
marzec 17, 2008 o 12:53
Dżon, przecież producent filmu z definicji się godzi na posiadanie przez innych jego towaru! I niezależnie od ilości kopii – posiada go dalej.
marzec 17, 2008 o 13:00
No własnie i tu pojawia się pojecie “własności”, bo ja kupujac film, nie kupuje tak naprawdę filmu, tylko uj wie co, bo “prawa” bycia jego alternatywnym dystrybutorem już nie mam.
To jest po prostu sprawa wyjątkowo zagmatwana i ciężko jednoznaczne tezy stawiac wg mnie, kradzież czy nie kradież. Ja to nazywam kradzieżą, bo wg mnie bliżej temu do kradzieży, a jakąs konwencję nazewnictwa muszę przyjąć.
Mnie najbardziej denerwuje ten zwiazek frazeologiczny “własnosć intelektualna” to jak pierdolona “trzecia droga”, ani to kapitalizm, ani socjalizm w pełnym wymiarze, tak i ta własnośc, ani to własnośc, ani dobro ogólne.
Przy obecnych nakładach na technologie czy filmy, to zrozumiała jest tendencja do monopolizowania jakichś dziedzin poprzez patenty czy “wlasność intelektualną”, to że jest to logiczne, nie znaczy że tak powinno byc.
marzec 17, 2008 o 16:13
Jesli bede szedl ulica z aparatem i z przeciwnej strony bedzie szla lacha z cycami jak balony i nogami jak sarna i bede chcial jej zrobic zdjecie, przyloze aparat do oczka i nakieruje, to ona ma oczywista mozliwosc zaprotestowac. Zdarzalo mi sie cos takiego wiele razy. O ile wiem, jeslibym na chama jednak cyknal, to babka ma prawo naslac na mnie gliniarza. Nie uwazasz Luka ze to jest normalne prawo do ochrony swojej prywatnosci? Dla mnie to jest jasne jak slonce i jesli ktos zdjecia sobie nie zyczy (wystarczy ze pokiwa przeczaco glowa) to nigdy na chama zdjecia nie zrobilem.
marzec 18, 2008 o 09:16
Dżon,
Kupujesz kopię filmu, równie wartościową, co kopia Rembrandta.
Ustalmy jednak elementy: znajomi/rodzina/koledzy ze studiów pożyczają soboe nawzajem książki i prasę. Czy popełniają w ten sposób kradzież? Czy jeśli dam Ci za darmo – za darmo – książkę, którą sobie kupiłem, a która mi się nie spodobała, to czy nazwiemy to kradzieżą?
Chyba nie, zgadza się?
Czy kradzieżą nazwiesz nagranie z telewizora na widełło jakiegos filmu na własny uzytek? Okradłeś w ten sposób Holiłud?
Teraz wyobraźmy sobie, że robimy z książki/gazety ksero. Ksiązkę kupilismy za własną kasę, ksero udostępniamy za darmo. Czy to paserstwo? Generalnie poslednią kopię biorą ci, którzy i tak na oryginał nie forsy by nie wydali. Jest szansa, że zachęceni kopią kupia sobie oryginał, a jeśli nawet nie, to staną się wielbicielami filmu/aktorów/reżysera/wytwórni. To dla Holiłud czysty zysk mimo wszystko, inwestycja w przyszłość.
Jeśli więc straty Holiłud są raczej wirtualne, a zyski wymierne, to straty ergo kradzieży nie ma.
marzec 18, 2008 o 09:19
Lulu, jeśli ktoś mi wyraźnie stwierdza, że nie chce, bym go fotopstrykował, to oczywiście tego nie robię – przez wzgląd na dobre wychowanie, a nie poszanowanie “prywatności”. Jeśli chodzę po ulicy bez maski na twarzy, to wystawiam swoją “prywatność” na publiczny widok i nadużyciem jest domagać się od innych, by odwracali wzrok.
Wymagasz od innych więcej niz od siebie, bo przecież za laskamy z wielgiemy cycamy się oglądasz, nieprawdaż?
marzec 18, 2008 o 14:18
Luka mnie takie rozumowanie względnie przekonuje, jednak jest to trochę zbyt idealistyczne podejście. Ja uważam, że przez moja kradzież nikt nic nie traci, ale nadal to esjt swego rodzaju kradzież, pomimo że faktycznie nikt na tym kasy nie stracił.
marzec 18, 2008 o 14:26
Dżon, jeżeli nikt niczego nie stracił, to nie sposób operować pojęciem “kradzieży”.
A tak a propos – gdyby przekupne media, szakale z Holiłud i jebane zaiksy trzymały geby na kłódki, to czy wówczas w ogóle przyszedłby Ci do głowy pomysł nazywania torentów “kradzieżą”?
marzec 18, 2008 o 14:33
Ja jednak sądzę, że gdyby nie dostęp do filmów w internecie, to do kina chodziłbym częściej, ale częściej wychodzilbym wkurwiony. Dlatego sądzę, że jednak trochę złodziejstwa w tym jest.
Nie wiem czy bym myślał o torrentach w wymierze zlodziejstwa, gdyby nie te wrzaski obrońców “własności”, pewnie nie, choć pewien nie jestem.
marzec 18, 2008 o 16:01
Dżon, gdybys wychodził z kina wkurwiony, to być myslał sobie “złodzieje z Holiłud”? Jeśli tak – to niech Ci będzie ta kulawa nomenklatura.
luty 8, 2009 o 15:43
Jestem bezdomnym i piszę od kolegi.Liczę na pomoc że zostany zarejestrowany dla bezdomnych Patryk
luty 8, 2009 o 15:44
P.S.W rejonowym domu dla bezdomnym w Oświencimu
sierpień 23, 2009 o 08:12
Pisze się w Oświęcimiu !!