ZAŁÓŻ KONTO X LOGUJ X HASŁO X PYTANIA

Bądź na bierząco - RSS

Ludzka Grypa atakuje Lemingi

luty 8, 2010 | Siedem 22 Komentarze/y | Kategoria: Polityka

Myślałem, że to jakiś jednostkowy przypadek. Niestety polityka historyczna Rzeszy i rządy plemielha Kondonka [korzenie w wermachcie] poczyniły większe spustoszenia w umysłach niż przypuszczałem. Za dziesięć lat będziemy bulić wypędzonym niemcom odszkodowania jeśli teraz czegoś nie zrobimy z tą kiłą toczącą młodych, wykształconych z Wielkich Miast.

——————–

Bożena Winczewska, której ojca i sześcioro krewnych, żołnierzy AK, hitlerowcy stracili w publicznej egzekucji, chce pozwać państwo niemieckie o zadośćuczynienie za straty moralne

seduce

Przykładowe dwa komcie lemingowe na forum gejzety aborczej:

1.
“Rozumiem żal po śmierci członka rodziny,wiele potrafię zrozumieć ale wojna

jest wojną,z punktu widzenia Polaka,można mieć żal do Niemców i oczekiwać
rekompensaty ale w takim razie
rodziny tych dwóch Niemców zamordowanych przez
AK także powinny wystąpić o odszkodowanie…
Z drugiej strony większy żal
powinniśmy mieć do naszych “sojuszników”
gdyby zareagowali tak jak się
zobowiązali,a nie kulili ogon przed potęgą niemieckiej armii,Polska nie byłaby
tak zniszczona.Cały naród polski powinien domagać się rekompensaty od Anglii i
Francji
za niedotrzymanie umów przez co Polska stała się ofiarą niemieckiej
agresji i musiała radzić sobie sama.
2.
nabrała kredytów i się nie wyrabia?! Ot pomysł na “odkucie” wymyśliła!
Mi też zabili pradziadka, i nie wnoszę o kasę! Dość tej martyrologi, po obu
stronach ginęli ludzie. Nie tędy droga!
3. [ta komcia jest wyśmienita jak u panny Luki. Za bombardowanie Warszawy odpowiadają powstańcy a za bombardowanie Drezna alianci...]
AK zabilo 2 , tamci zabili 50 :( to dopiero byla zbrodnia, zabawa w partyzantke
kosztem ludnosci cywilnej.
Tagi:

Main Event

luty 8, 2010 | Loulou 11 Komentarze/y | Kategoria: Sport

Tomasz Adamek nie zawiódł wypełnionej po brzegi hali Prudential Center w Newark, NJ. Jednogłośnie (115-113, 116-112, 118-110) zwyciężył Dźejsona Estradę w mało spektakularnym i długawym starciu. Solidna drugoligowa walka, która ma ponoć otworzyć polskiemu pięściarzowi drzwi do ekstraklasy, jeśli Chrisa Arreolę – przereklamowaną nadzieję Ameryki w wadze cieżkiej – potraktować jako ekstraklasę. Trzymamy kciuki za pomyślny rozwój wydarzeń.
Nieco wcześniej Przemysław Majewski pokonał na punkty Anthony`ego Pietrantonio.

Tyle o boksie. Trzeba o nim coś napisać, w końcu jest zaczynem nowej świeckiej tradycji, jaką stały się wypady do Newark. Gala ma swoje plusy dodatnie i dodatnie. Przede wszystkim mamy przyjemność obserwować całą gamę zachowań napiętnowanych przez pewną Gazetę robioną z myślą o tępakach z kompleksami. Tak więc podczas gali bary przeżywają oblężenie, doping nie spełnia norm konwencji genewskiej, kobiety prezentują się od najlepszej strony, czyli jako elegancko opakowany i pachnący dodatek do Prawdziwego Mężczyzny. Agresja, wulgarne słownictwo, mało wyszukane żarty. Jeśli ktoś czuje się zniesmaczony – zapraszamy do Metropolitan Opera, Instytutu Kulinarnego, biblioteki, etc.

Ale do rzeczy. Pamiętamy mruczące do internetowej kamerki jutubowe Ciasteczko? Naturalnie że oczywiście. Ona również pofatygowała się obejrzeć Tomasza Adamka w akcji. Skrzynkę ma na gmailu.

Za każdym razem w Predential Center  jesteśmy świadkami zachowań i gestów dość klasycznych, aczkolwiek nie pozbawionych sensu.

Kolejna sprawa, szalenie istotna: standardy moralne. I tutaj od razu zwracam się do Obywatela Nostromo celem uzyskania jakichkolwiek wyjaśnień.

Przeczytaj Całość »

Tagi:

12 Kredek

luty 7, 2010 | Siedem 8 Komentarze/y | Kategoria: Osobiste, Polityka

IMAG0223Dzisiaj muszę poruszyć przykry temat. Czasem tak po prostu jest. Nie możemy odwracać się od pasażerskich liniowców z Czerwonego Krzyża, pełnych niemowlaków, z kapitanem niemowlakiem, z bosmanem oseskiem, maszynownią niemowlaków, ostrzeliwanych przez radzieckie Scudy.

Byłem w EMPIKU, szłam między pólkami i nagle przeżyłem wstrząs który mną wszcząsnął. Zobaczyłem Dwanaście Kredek mego dzieciństwa. Poczułam się a) okradziona ze wspomnień, b) zgwałcona przez menażerię IIIRP, c) oszukana, d) …i w ogóle.

Pamiętam doskonale polską pomarańczową rewolucję agentów i ich oficerów prowadzących. Jednego dnia w EMPIKU było “Rude Prawo” i “Prawda” by następnego, już po “przemianach”, leciały z telewizora pirackie pornosy a z półek kusiły egzotyczne, kolorowe dobra. Nie jestem oficerką śledczą jak Kataryna, ale już wtedy, mojemu naiwnemu rozumkowi prywatyzacja EMPIKU wydawała się podejrzana. Podejrzana jeśli chodzi o prędkość większą od światła. W czasach /początek 90/ gdy handel istniał tylko w “szczękach” i popłuczynach po peweksach i baltonach, w EMPIKU  były perfumerie, których nie powstydziłby się Paryż.

Znaczy jakiś czerwony wieprz wiedział o “rewolucji” wcześniej i zdążył się do niej dobrze przygotować oraz zaklepać smakowity kąsek dla siebie.

No i teraz te knury pijące czilijskie wina, mieszkające w dużych miastach a także głosujące na Półtuska, kradną MI moje zamknięte wspomnienia i Misia Uszatka. To nie jest fair.

Tagi: ,

Na gorącym uczynku

luty 6, 2010 | Basia 21 Komentarze/y | Kategoria: Przyroda

Do tej pory po śladach na śniegu widziałam, że sarenki czy jelonki były blisko domu, no i oczywiście po pustym koszyku, który im noszę na łąkę. T.j. koszyk noszę wypełniony jabłkami, marchewką, czy podobnie. Lubią też suchy chleb.

Dziś koło 8 rano zobaczyłam na gorącym uczynku, co mnie naturalnie ucieszyło. Szybko chwyciłam za aparat i zza okna pstryknełam zdjęcie na dowód.

jelonek
2jelonki

Tagi: ,

“A ja się nie dziwię się”

luty 6, 2010 | Piana 2 Komentarze/y | Kategoria: Polityka

„Dochodzą do mnie głosy, że posłowie zajmują się prywatnymi sprawami, że afery robią i kłócą się na okrągło. A ja się nie dziwię się” – tak zapewne powiedziałby znany polityk z Białegostoku. Bo cóż oni mają tam robić? Nie dość, że budynek okrągły (nie ma kantów), to jeszcze przy ulicy Wiejskiej. Nie po to my się tu z prowincji sprowadzili, aby znowu na wieś trafić!

Tak na serio jednak pisząc, to niestety, ale nie możemy od posłów zbyt wiele wymagać. Dlaczegóż to? – zapyta jeden mądrala z drugim. Z prostej przyczyny – ponieważ nie stawia się przed nimi konkretnych zadań. Stąd też efekty – człowiek się nudzi i katastrofa gotowa. Przeanalizujmy sytuację – do czego są oni zobowiązani? Kto chce, to może rzucić okiem na „Ustawę o wykonywaniu mandatu posła i senatora”. Ja osobiście nie polecam, bo to jeden wielki bełkot, z którego nic konkretnego nie wynika.

Postanowiłem jednak zatrzymać się przy jednym z punktów ustawy. Otóż każdy poseł/senator jest zobowiązany do złożenia przysięgi w następującym kształcie:

„Uroczyście ślubuję rzetelnie i sumiennie wykonywać obowiązki wobec Narodu, strzec suwerenności i interesów Państwa, czynić wszystko dla pomyślności Ojczyzny i dobra obywateli, przestrzegać Konstytucji i innych praw Rzeczypospolitej Polskiej”.

Powróćmy na lekcje języka polskiego i jak za dawnych lat przeanalizujmy co autor miał na myśli. Rozwałkujmy ciasto.

„Uroczyście ślubuję rzetelnie i sumiennie wykonywać obowiązki wobec Narodu”. Jakie obowiązki? Kto je określił? Jakiego Narodu? Czy Autor nie dopisał celowo? Jeśli tak, to mamy pierwszy pusty frazes.

Dalej. „Strzec suwerenności i interesów Państwa”. Strzec suwerenności? W takim razie należałoby 3 / 4 lub więcej posłów wsadzić do pierdla za krzywoprzysięstwo. Kto głosował za przyjęciem „Lizbony”? No, kto? Krasnoludki? Proszę nie wmawiać, iż „Lizbona” zwiększa suwerenność, bo dział bajek znajduje się tuż obok (jak w starym dowcipie o książce „Mężczyzna – pan domu”).

Dalej. „Interesy Państwa”? Nie przypadkiem Narodu? Różnica bardzo poważna. Państwo jest, albo go nie ma (i w sumie nic się wielkiego nie dzieje). Każdy przyzna, iż trwanie I RP w agonii nie miało najmniejszego sensu. Właśnie, podkreślmy, interesy Państwa. Państwo, jak powszechnie wiadomo, to pasożyt, co żeruje na obywatelach, zabiera im pieniądze, gnębi poddanych bez najmniejszej odpowiedzialności za wzięte na własne barki obowiązki. Posłowie zatem dbają o interesy pasożyta, któremu zależy aby się jak najbardziej rozrastał i pożerał kolejne pieniądze.

„Czynić wszystko dla pomyślności Ojczyzny i dobra obywateli”. Ojczyzny? Jakiej Ojczyzny? Ojczyzną proletariuszy był przecież Związek Radziecki, a w ławach sejmowych siedzi sporo sierot po przestępczej organizacji Nowotki, Bieruta, Gomułki, Gierka i Jaruzelskiego. Co z nimi? Czy dalej śpiewają po pijaku „Sziroka strana maja radnaja”?

Druga część jest znacznie ciekawsza. „Dobra obywateli” – w jego świetle Rychu, Zbychu i Miro są całkowicie kryci, usprawiedliwieni i czyści jak łza. Czy Ryszard Sobiesiak nie jest obywatelem, he? Jak najbardziej, przecież to istna śmietanka byłej III RP. Pytanie „co to pomyślność?” można sobie darować, ewentualnie posłużyć się hasłem z minionej epoki – aby ludziom żyło się dostatnio (współcześnie „aby żyło się lepiej”).

Idźmy dalej – „przestrzegać Konstytucji i innych praw Rzeczypospolitej Polskiej”. Moment – w Konstytucji mamy zapisaną możliwość zrzeczenia się praw na organizacje (artykuł 90, punkt 1). Tak więc mamy sprzeczność – strzeżenie suwerenności i przestrzeganie konstytucji. Szanowni posłowie (widać to z ich twarzy) nie zaprzątają sobie zbytnio tym głów, bo wokół tyle ważniejszych spraw i lodów do kręcenia. Potwierdza to tezę, iż tzw. „konstytucja III RP” to martwy kawałek papieru. Poza tym nawet dziecko wie, iż unijne prawo jest bardziej wartościowe niż prawo tubylcze.

„Innych praw”? Czy chodzi o niepisaną konstytucję (o której pisze Michalkiewicz), czyli „my nie ruszamy waszych, wy nie ruszacie naszych”? Ja nie znam „innych praw”. No, chyba że chodzi o prawo dżungli lub prawo Ohma.

Zróbmy z tego przysięgę odpowiadającą rzeczywistości. Brzmiałaby ona tak: „Uroczyście ślubuję rzetelnie i sumiennie coś tam robić albo i nie, strzec albo i nie jakiejś suwerenności i czyjś interesów, czynić wszystko dla pomyślności i dobra niektórych obywateli, przestrzegać niepisanych praw i ugadanych dilów”. Teraz to można oficjalnie klepnąć.

Posłowie pobożni mogą na końcu dodać frazę „Tak mi dopomóż Bóg”, ale lepiej jej nie dodawać. Po pierwsze – II przykazanie, a poza tym nie mieszajmy Boga do szemranych interesów w prowincjonalnej Polskiej Socjalistycznej Republiki Europejskiej, która dodatkowo nie zauważa, że świat idzie do przodu, bo jest ślepo zapatrzona jest towarzyszy-europejczyków.

PS. Źle się dzieje w państwie wpiszowym. 7 zupełnie odleciał. Gdzie się podziały jego dawne celne teksty? Ja wiem, że po latach może wiele rzeczy się znudzić, ale jeszcze tyle rzeczy do odkrycia…

My, Polacy?

luty 4, 2010 | XiazeLuka 51 Komentarze/y | Kategoria: Polityka, Xiaze

Parę dni temu dobrzy katolicy oburzyli się brakiem wrażliwości. Ów brak wrażliwości przejawił się zawieszeniem skromnej tablicy upamiętniającej pewną katastrofę morską. Popis chrześcijańskiego przebaczania w wykonaniu świętszych od papieża sprowokowała narodowość ofiar. Zdaniem strażników Ewangelii bywają narodowości słuszne i niesłuszne.

Teza to śmiała, aczkolwiek mocno ryzykowna. Gdzie by była Polska i kogo byśmy mieli za idoli narodowych, gdyby nie wymienieni niżej dżentelmeni?

Pół-Czech Bolesław Chrobry – pierwszy król Polski.

Pół-Niemiec Kazimierz Odnowiciel – jak sam przydomek wskazuje, podźwignął Polskę z kolan. Danke, Herr Majestat!

Węgier Báthory Istvan– czyli po naszemu Stefan Batory. Ulubieniec wojowniczych rusofobów, nic dziwnego: w trzech zręcznie przeprowadzonych kampaniach pobił na głowę Rosjan, rujnując ich plany szerokiego wyjścia na Bałtyk o mniej więcej 100 lat.

Litwin Jagiełło – swojskie imię Władysław otrzymał w wieku dopiero ok. 24 lat. Zasłynął głównie jako zwycięzca jednej z największych bitew średniowiecza, w której pokonał niemieckich Krzyżaków.

Pół-Szwed, pół-Austriak Władysław IV Waza – pogromca Rosjan, zdobywca Smoleńska, autor jednej z najwspanialej przeprowadzonych kampanii w historii polskiej wojskowości. Zapewnił na ponad 20 lat bezpieczeństwo wschodniej granicy Rzeczpospolitej.

Tyle o monarchach. Kolej na wybitnych wojskowych:

Pół-Litwin Jan Karol Chodkiewicz – autor arcydzieła taktycznego, jakim była bitwa pod Kircholmem. Fachu uczył się od innego Litwina, Krzysztofa „Pioruna” Radziwiłła.

Holender Arend Dickmann – polski admirał, wygrał nam bitwę morską pod Oliwą, zresztą jedyną zwycięską bitwę morską w historii polskiej marynarki wojennej.

Pół-Litwin Józef Piłsudski – czy bez niego byłby 1918 rok?

Mieszaniec szwedzko-austriacko-polski Franciszek Kleeberg – jako ostatni walczył podczas kampanii wrześniowej w obronie Polski.

Pół-Niemiec Joseph von Unruh – od 1919 roku Józef Unrug. W 1939 r. dowodził obroną polskiego wybrzeża, broniąc go przed Niemcami. Podczas pobytu w oflagu porozumiewał się z Niemcami przez tłumacza.

Niemiec Władysław Anders – wiadomo, Monte Cassino. Jego wojska walczyły tam z Niemcami.

Wystarczy. A teraz pora na coś z zupełnie innej beczki:

Niemiec Jan Haller– założyciel pierwszej polskiej drukarni.

Niemiec Florian Ungler – drukarz pierwszych książek w języku polskim.

Pół-Niemiec Mikołaj Kopernik – ciekawostką jest fakt, iż Niemcy mają go za pół-Polaka.

Niemiec Johannes Hevelius – czyli Jan Heweliusz, astronom, jeden z nowo odkrytych gwiazdozbiorów nazwał Tarczą Sobieskiego.

Żyd Ludwik Zamenhof – twórca esperanto, „wielki syn swojej polskiej ojczyzny”, jak to powiedział w mowie pogrzebowej żydowski kaznodzieja.

Rosjanin Сократ Иванович Старинкевич – czyli Sokrates Starynkiewicz, generał i prezydent Warszawy. Uczynił z niej nowoczesne miasto, co chyba docenili współcześni, meldując się w liczbie 100 000 na jego pogrzebie. Przy placu Starynkiewicza w Warszawie znajduje się redakcja dziennika Rzeczpospolita.

Żyd Hipolit Wawelberg – uczestnik powstania listopadowego, filantrop, finansista, wydawca dzieł literackich polskich pisarzy.

Żyd Leopold Kronenberg – jeden z przywódców Białych i także jeden z nielicznych polityków, którzy rozumieli wielkie dzieło Aleksandra Wielopolskiego.

A teraz coś dla ducha:

Pół-Litwin Adam Mickiewicz – polski wieszcz numer jeden, swoje najważniejsze dzieło rozpoczął od: Litwo, ojczyzno moja!.

Pół-Francuz Fryderyk Szopen – bez niego nikt by na świecie nie umiał połączyć „Polski” z „muzyką”.

Częściowy Tatar Henryk Sienkiewicz – skarbnik piękna polskiej mowy.

Pół-Amerykanka Anna Dudek – pół-polski akcent w serialu „Dr. House”, wspaniała odtwórczyni roli Amber.

A na koniec coś lżejszego:

Żydzi Akiba Rubinstein, Ksawery Tartakower i Mieczysław Najdorf – najwybitniejsi szachiści w dziejach polskich szachów.

Nigeryjczyk Emanuel Olisadebe – wygrał nam eliminacje do MŚ w Korei.

Ukrainka Maria Liktoras – jedna ze „Złotek”, mistrzyni Europy w siatkówce (2003).

Chinka Li Qian – nasza najlepsza tenisistka stołowa, zwyciężczyni TOP12 (2009), podpora reprezentacji Polski.

Budowanie Stonhejdż

luty 4, 2010 | Siedem 10 Komentarze/y | Kategoria: Tech7

Koniecznie obejrzyjcie film

Anglosaski Łągiewka wyjaśnia na przykładach jak “dzikusy”* budowały imponujące budowle z kamiennych bloków dochodzących z wagą do 140 ton /wysp Wielkanocne/. Europa również usiana jest takimi pomnikami.

Wg mnie to klasyczny przykład na ułudę satysfakcji wynikłej z poznania wąskiego fragmentu prawdy. Stonhejdż mogło postawić 3 prehistorycznych Łągiewków, ale ci pasjonaci nie żyli w próżni. Społeczność zdolna “wykarmić” kilku szajbusów musiała być spora, zaawansowana [przynajmniej znacznie bardziej niż nam się wydaje]. Czy koczownicy gdzie kilkanascie kobiet zbierało poziomki, mężczyźni gonili za mamutami, z jednym szamanem, który był dentystą i neurochirurgiem oraz frojdystą, mogła sobie pozwolić na wyżywienie i ubranie budowlańców Obsrwatorium Astronomicznego? Nie sądzę.

Tagi:

Latarka [taka dla wpiszowca]

luty 3, 2010 | Siedem 14 Komentarze/y | Kategoria: Tech7

Krwi! Krwi nam potrzeba!

luty 3, 2010 | XiazeLuka 73 Komentarze/y | Kategoria: Polityka, Xiaze

Nie, to nie jest dramatyczny apel wojewódzkiej stacji krwiodawstwa. To łagodne, jakże ludzkie stanowisko dwóch posłów LiN, którzy wezwali Prowincjała Zgromadzenia Redemptorystów do usunięcia sprzed ich oczu pewnej tablicy pamiątkowej. Tablica, która tak kole w oczy posłów Kozaka Zbigniewa i Jaworskiego Andrzeja, upamiętnia ofiary trzech wielkich katastrof morskich. Dlaczego pamięć o tych ofiarach nie podoba się funkcjonariuszom Lewa i NIesprawiedliwości? Ano dlatego, że ofiary te mają niewłaściwą narodowość.

30 stycznia 1945 – sowiecki okręt podwodny S-13 zatapia liniowiec Wilhelm Gustloff. Na pokładzie znajdowało się 173 członków załogi, 918 marynarzy z 2 dywizjonu szkolnego, 162 rannych, 4424 uchodźców i 373 kobiety w wieku 17-25 lat z sił pomocniczych Krigsmarine oraz co najmniej kilkuset kolejnych niezarejestrowanych cywilów. Eskorta podniosła z wody 876 rozbitków, z których część potem zmarła.

9/10 lutego 1945 – ten sam sowiecki U-boot zatapia kolejny statek transportowy o nazwie General von Steuben. Statek przewoził 2000 rannych, 230 pielęgniarek, 30 lekarzy i 1000 uchodźców cywilnych. Uratowano 300 osób.

16 kwietnia 1945 – inny sowiecki okręt podwodny L-4 w perfekcyjnie przeprowadzonym ataku torpeduje transportowiec Goya. Na statku znajdowali się żołnierze z 35 regimentu pancernego oraz uchodźcy cywilni, w sumie 6 385 osób. Goya zatonęła po 4 minutach od ataku, eskorta zdołała podnieść z wody tylko 182 ludzi, w tym 4 cywilów.

W sumie w tych trzech katastrofach zginęło ok. 14 000 ludzi, z czego trzy czwarte stanowili cywile. Niemieccy cywile, czyli zdaniem posłów Jaworskiego i Kozaka – podludzie. To znaczy nie, przepraszam, posłowie takim językiem się nie posługują, nie wspominali niczego o „podludziach”. Cywilne ofiary nazwali kulturalnie katami, wskazując przy tym na dodatkową okoliczność katów obciążającą: większość cywilnych ofiar stanowiły osoby, które zajęły wcześniej mieszkania wypędzonych Gdynian i przejęły ich dobytek. Jak sobie pomyślę, ilu Polaków zajmuje domy i mieszkania wypędzonych Niemców i zamordowanych Żydów, to robi mi się słabo w obliczu konsekwencji…

Najzabawniejsze w tym wszystkim jest to, że posłowie zrównali tablicę pamiątkową z pomnikiem, nazywając ją w dodatku formą wyjątkowego wyróżnienia. Nie wiem, jak tam ci wojowniczy posłowie, lecz ja za żadne skarby nie chciałbym w życiu otrzymać takiego wyróżnienia, nawet w formie pomnika. Wyznaję prostacką zasadę, że lepiej być żywym, niż martwą i wyróżnioną ofiarą.

Chociaż nie, jeszcze śmieszniejsze jest oburzenie posła Jaworskiego, który pielęgnowanie pamięci o ofiarach wojny zrecenzował słowami brak wrażliwości.

Gienierał przeprowadził Polszę przez Morze Czerwone

luty 2, 2010 | XiazeLuka 25 Komentarze/y | Kategoria: Polityka, Xiaze

Gospodin Jaruzielskij eto nastojaszczij gieroj. Przy czym wymiar jego bohaterstwa czyni z niego boga miary olimpijskiej, takiego, którego nie da się opisać zwykłymi słowami (o zoologicznych inwektywach nawet nie wspominając). Niezwykłe połączenie Wallenroda, Traugutta i Mojżesza zawarte w jednej powłoce cielesnej.

O tym, że zadrapać pazurami platynowej powłoki herosa się nie da, przekonali się ostatnio inkwizytorzy, którzy usiłowali podpalić Generałowi stos pod nogami. Generał okazał się niepalny, a różne Brauny najadły się jedynie wstydu. Zresztą – jak tu jakiś z cudzoziemskim (krzyżackim?) nazwiskiem śmie się porywać z motyką na Majestat mający nazwisko kończące się na słowiańskie „-ski”?

Nasz Wojciech ma nieciekawe (obszarnicze) pochodzenie. Tym bardziej należy Go podziwiać, że tak szybko postarał się zatrzeć ten grzech. Obecnie tylko Jego wrogowie są na tyle podli, by wyciągać ten wstydliwy fakt, On sam dawno o swoich korzeniach zapomniał.

Bohaterski życiowy szlak Wojciech przetarł we wczesnej młodości, walcząc w czasie wojny z hitlerowsko-faszystowskimi gadami. Jak obliczyli pracownicy Instytutu nauk Społecznych przy KC PZPR, dzięki osobistemu zaangażowaniu Wojciecha na froncie II wojna światowa trwała krócej o 97 godzin i 19 minut. Zadajmy retoryczne pytanie – czy jakikolwiek hardy w gębie obrazoburczy krytyk może w tym względzie konkurować z naszym olimpijczykiem?

Po zakończeniu wojny Wojciech nie odwiesił pepeszy na kołek. Przeciwnie, stawał ofiarnie w pierwszym szeregu walczących z bandami UPA, biorąc na ukraińskich nacjonalistach słuszny odwet za Wołyń, którego nie zdołała (bo nie chciała) obronić Armia Krajowa, czyli bojówki reakcyjno-emigracyjnego rządu londyńskiego. O swoich sukcesach zawiadamiał na bieżąco Informację Wojskową, podpisując się na meldunkach żartobliwie „Wolski”. Jak widzimy, nawet w tych trudnych terminach zachowywał luz, dowcip i pewność siebie, w przeciwieństwie do dezertera Piłsudskiego, przez środowiska niechętne wiedzy historycznej rychtowanego na wielkiego żołnierza.

W szczęśliwych latach pięćdziesiątych Wojciech oddał się studiom i pracy naukowej, nadrabiając stracony przez lata walki czas edukacją na Wieczorowym Uniwersytecie Marksizmu i Leninizmu. Był cenionym badaczem, jego dorobek teoretyczny i praktyczny jest nie do przecenienia. Po dwóch ciężkich, pracowitych latach ukończył ten rozdział swego niezwykłego żywota z oceną bardzo dobrą, co rozumie się samo przez się.

W latach 1967-1968 Wojciech coś tam robił w armii. Mówi się o antysemityzmie, najstraszniejszym ze współczesnych grzechów ludzkości, niemniej jednowymiarowe ocenianie sławnych mężów historycznych to poważny błąd, trzeba zwracać uwagę na kontekst, okoliczności, pytać wszystkie zainteresowane strony. Jak pisze wybitny znawca tematu:

…gdy zobaczyłem dzieło Brauna, uznałem, że trzeba bronić. Nie Jaruzelskiego, ale logiki i uczciwości w prezentowaniu historii.

Generał z filmu to czyste zło w mundurze z szamerunkami. Druga strona nie jest odpytana, ba, w całym filmie nie wypowiada się nikt, kto mając krytyczny stosunek do Jaruzelskiego, odpowiedziałby na podstawowe dla historyka pytanie – dlaczego. Jakie były motywacje Jaruzelskiego? W jakich realiach działał, jakie miał pole manewru?

Oczywiście jest antysemityzm i antysemityzm. Ten drugi reprezentował Hitler i nikt przytomny nie zaprzeczy, że cytowany powyżej znawca tematu niczego podobnego na temat firera w życiu by nie napisał. Wroński Paweł to przecież osoba pryncypialna w swej konsekwencji, tak samo jak reszta redakcji.

Czegokolwiek by Wojciech w tym okresie nie robił – faktem jest, że uczynił z naszego kochanego Wojska Polskiego niezawodną machinę wojenną, świetnie wyszkoloną, czułą na niuanse polityczne, odpowiedzialną w boju, życzliwą w kontaktach ze zdezorientowanymi przez dywersantów tubylcami. Tak, mówimy właśnie o podaniu z narażeniem własnego życia dłoni tonącemu: to właśnie nasz Wojciech ratował zdobycze ludu pracującego w Czechosłowacji. Prawdopodobnie ta lekcja wyczuliła Wojciecha na zagrożenie wewnętrzne, przekonał się naocznie czym grozi destabilizacja kraju wywołana przez szermierzy tak zwanych swobód obywatelskich. Cóż to za „swobody”, które odejmują dzieciom i karmiącym mleko od ust? Cóż to za wolność nie mieć pracy? Jak można nazywać radością braki w sklepach i wszechobecną spekulację (zwaną przewrotnie „wolnym rynkiem”)? Wojciech wyciągnął wnioski, przydały się kilkanaście miesięcy później.

Tak, wróg nie spał. Nie udało mu się w Czechosłowacji, przeniknął więc do Polski i tu rozpoczął podburzać lekkomyślnych, niedostatecznie wyrobionych politycznie robotników Wybrzeża. Trafiła jednak kosa na kamień! Doświadczenia z Czechosłowacji nie poszły na marne! Czołgi i transportery opancerzone wyjechały na ulicę, dłonie żołnierzy zacisnęły się na spustach karabinów, Janek Wiśniewski został rozgromiony przy minimalnych stratach własnych. Dzięki poświęceniu starego frontowca Polska weszła w swój Złoty Wiek, dekadę dobrobytu i powszechnego szczęścia.

Rosnące w siłę nasze państwo – siódma gospodarcza potęga świata – budziło niechęć imperialistów, tracących przez to swoje globalne zyski. Pod koniec lat 70 zebrali się w piwnicy siedziby CIA i opracowali szatański plan skłócenia Polski ze Związkiem Socjalistycznych Republik Radzieckich. Ów perfidny plan zakładał wywołanie konfliktu zbrojnego Polski z ZSRR i zaprzepaszczenie pokojowego dorobku obu zaprzyjaźnionych państw. Wróg się znowu przeliczył! Manewr wykonany wówczas przez Wojciecha wszedł na stałe do każdego podręcznika taktyki, strategii i gry w szachy: imperialiści chcieli, by ZSRR wkroczył do Polski. Generał pozornie szedł na ich pasku, lecz w ostatniej chwili zrobił im na przekór i sam wkroczył do Polski! Tego łajdacy nie przewidzieli, a Wojciech podbił kraj bez większych trudności, ratując nas przed rozlewem krwi.

Ostatecznym dowodem na konieczność umieszczenia Wojciecha w Panteonie jeszcze za życia jest kontekst skutków decyzji, które podejmował. Znany politolog i autorytet moralny, Napieralski Grzegorz, słusznie podkreśla efekt przemarszu przez Morze Czerwone:

Skutek był taki: mamy demokratyczne przemiany w Polsce, Okrągły Stół, dialog między opozycją a rządzącymi, i dziś żyjemy w wolnej, demokratycznej Polsce. A mogło dojść do katastrofy, do wkroczenia wojsk radzieckich.

Słusznie, aczkolwiek nie do końca wyczerpująco. Jedynym zarzutem, jaki można postawić naszemu drogiemu Wojciechowi jest zarzut zbytniej ostrożności. A przecież nadarzała się w 1981 roku doskonała okazja na przeprowadzenie podwójnego blefu, na ostateczne wykiwanie imperialistów i jednoczesne zrealizowanie odwiecznego pragnienia ludzi światłych i postępowych: należało zainscenizować – zgodnie z wrażą intrygą – konflikt zbrojny Polski z ZSRR, po czym od razu się poddać. Gdyby Wojciech wykazał się w tym punkcie zwrotnym śmiałością, to dzisiaj byłby stawiany wyżej od Stalina: Stalinowi nie udało się zrobić z Polski 17 republiki, a naszemu drogiemu Wojciechowi tak!

... free counters